Rozdział 22.
Parę tygodni później…
Przez cały czas nie było chwili (poza 45 minutami lekcji i
kilkoma godzinami snu), abyśmy nie spędzili jej razem, a jak byliśmy od siebie
oddaleni to pomagała nam wszechobecna technologia.
Czułem się jak w raju. Nic poza Markiem nie było mi
potrzebne.
Zadowolony szedłem na przystanek. Miałem od razu jechać po
szkole do niego. Z daleka widziałem żółtą bluzkę, która raziła w oczy. Chyba
mnie nie zauważył. Stanąłem za nim i zasłoniłem mu oczy.
- A! – krzyknął
przestraszony.
Odwróciłem chłopaka i wpiłem mu się u w usta. Kiedy zobaczył
kto go zaatakował, zarzucił ręce na moją szyję i zaczął oddawać pocałunek.
- Przestraszyłeś
mnie! – Odsunął się.
- Jakoś ci to
wynagrodzę – puściłem mu oczko.
- Ciekawe jak…
Autobus – wskazał na nadjeżdżający pojazd.
Wsiedliśmy. Na miejscu chwyciłem go za rękę i poszliśmy do
domu.
- Witaj! –
uśmiechnęła się pani Marta.
- Dzień dobry!
- Gdzie wujek? –
spytał chłopak.
- Tutaj – wyszedł pan
Adam z salonu.
- Dzień dobry! –
przywitałem się.
- Nie wiedziałem, że
przyjdziesz.
- Mówiłem. – Marek
pokręcił głową. – Chodź do pokoju.
- Zaraz przyjdźcie na
obiad – powiedziała ciocia.
- Jasne.
Usiedliśmy na podłodze nic nie mówiąc. Wystarczała nam nasza
obecność.
- Marcin – przerwał
ciszę – a może przydałoby się połączyć przyjemne z pożytecznym?
- To znaczy?
- Nie przerywaj!
Jesteśmy razem to można wykorzystać ten fakt i jeszcze bardziej zdenerwować
wujka?
- Czemu nie? Taki był
plan – wzruszyłem ramionami.
Cmoknął mnie.
- Dobra to chodźmy. – Wstał.
Podszedłem i oparłem go ścianę kładąc dłonie po bokach jego
głowy.
- Tak mało?
Nachyliłem się delikatnie muskając jego pełne wargi.
Uśmiechnął się i pogłębił pocałunek. Kiedy mój język wdarł się do środka
usłyszałem ciche mruknięcie. Zjechałem ustami na jego szyję. Odchylił głowę
dając mi większy dostęp do bladej skóry. Lizałem, gryzłem i całowałem na
zmianę. Poczułem jak fala przyjemności ogarnia moje całe ciało i mimowolnie
jęknąłem, kiedy, nie wiem czy specjalnie, czy przypadkiem otarł się nogą o moje
krocze. Zerknąłem na jego twarz i zobaczyłem wredny uśmieszek.
- Nie rób tak –
powiedziałem i kontynuowałem poprzednią czynność.
- Chodźcie na o… O! – Wszedł, bez pukania, pan Adam.
Niechętnie się odsunąłem i odwróciłem.
- Już idziemy.
Nic nie mówiąc wyszedł. Obaj wybuchnęliśmy śmiechem.
- Widziałeś jego
minę? – spytał, poprawiając włosy.
- Niezapomniany
widok…
Chichocząc weszliśmy do salonu. Kiedy usiedliśmy przy stole,
zerknąłem na chłopaka. Uśmiechnąłem się na widok biało-czerwonej szyi.
- Co to było?! –
zdenerwował się wujek.
- Nie wie pan? –
spytałem. – I uprzedzając pana pytanie, bądź stwierdzenie, nie pieprzyliśmy się tam i nawet gdyby pan
nie wszedł to by do tego nie doszło.
- Młody, czy ty…?!
- Adam! – pani Marta,
chyba pierwszy raz, podniosła głos.
Skulił się i przez cały czas nie odezwał się ani słowem.
Po obiedzie znowu oglądaliśmy jakiś film. Marek leżał z
głową na moich kolanach.
- Chłopcy – niepewnie
zwróciła się do nas ciocia – a czy wy…?
- Co? – niższy raczej
się domyślał, ale próbował to od niej wyciągnął.
- Uprawialiście już
sex?
- Nie! Jeszcze mamy
czas.
- Albo ciągle wam
przeszkadzam? – wtrącił się wujek.
- Gdybyśmy chcieli to
byśmy znaleźli sposób, chociażby u Marcina.
Prychnął, ale nie skomentował tego.
- Jak ci poszły
sprawdziany? – ciocia postanowiła zmienić temat.
- Nie najgorzej.
Myślałem, że będą trudniejsze – uśmiechnąłem się.
- To dobrze. Może
pójdziecie to tego samego liceum.
- Mam nadzieję. – Pochyliłem
się i cmoknąłem go w policzek.
Nagle coś mnie tknęło.
- Chodź na chwilę.
- Ale jesteś taki
wygodny. – Przeciągnął się.
Wyglądał wtedy tak niewinnie. Pogłaskałem go po policzku i
wstałem. Widząc, że mnie nie przekona poszedł do pokoju, Zamknął drzwi i
zarzucił ręce na moją szyję.
- O co chodzi?
- Tak właściwie to co
powiedziałeś im, kiedy nie rozmawialiśmy przez ten miesiąc?
- Nic. Na szczęście
nie pytali, a ja nie umiałem się przyznać. Chyba cięgle miałem nadzieję, że
będzie jak dawniej.
- Ale nie ty ciągle
pisałeś, dzwoniłeś i próbowałeś to wyjaśnić – westchnąłem.
- Wiem, przepraszam.
Nie umiałem się wycofać, zabrnąłem za daleko. Dopiero kiedy znowu cię
zobaczyłem zdałem sobie sprawę co zrobiłem, lecz dalej nie wiedziałem jak to
powiedzieć.
Pocałował mnie.
- Mm. Takie
przeprosiny są mile widziane. – Zerknąłem na zegarek. – Muszę już iść.
- Jeszcze chwilka… - Zrobił szczenięce oczka. – Plose.
- Jak śmiesz
wykorzystywać swoją słodkość przeciwko mnie?
- Koro jestem jaki
jestem to czemu ma się marnować?
- Co ja z ciebie
zrobiłem? – westchnąłem.
Cmoknął mnie i odsunął się trochę.
- O której masz
autobus?
- Za 15 minut, ale
wiem, że nie tak łatwo wyjść stąd.
- Life – wzruszył
ramionami.
- Eh… Dobra to ja
lecę. Pa.
- Marcin…
- Nie. Idę.
- Mhm… Cześć.
Pocałowałem go i uśmiechnąłem się.
- No nie smuć się.
Jutro jest sobota i mamy cały dzień.
- Hm… - zamyślił się. – Coś wymyśle.
- OK. Pa.
Pomachał mi i poszedłem na przystanek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz