środa, 29 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część1) - Rozdział 22.



Rozdział 22.
Parę tygodni później…
Przez cały czas nie było chwili (poza 45 minutami lekcji i kilkoma godzinami snu), abyśmy nie spędzili jej razem, a jak byliśmy od siebie oddaleni to pomagała nam wszechobecna technologia.
Czułem się jak w raju. Nic poza Markiem nie było mi potrzebne.
Zadowolony szedłem na przystanek. Miałem od razu jechać po szkole do niego. Z daleka widziałem żółtą bluzkę, która raziła w oczy. Chyba mnie nie zauważył. Stanąłem za nim i zasłoniłem mu oczy.
 - A! – krzyknął przestraszony.
Odwróciłem chłopaka i wpiłem mu się u w usta. Kiedy zobaczył kto go zaatakował, zarzucił ręce na moją szyję i zaczął oddawać pocałunek.
 - Przestraszyłeś mnie! – Odsunął się.
 - Jakoś ci to wynagrodzę – puściłem mu oczko.
 - Ciekawe jak… Autobus – wskazał na nadjeżdżający pojazd.
Wsiedliśmy. Na miejscu chwyciłem go za rękę i poszliśmy do domu.
 - Witaj! – uśmiechnęła się pani Marta.
 - Dzień dobry!
 - Gdzie wujek? – spytał chłopak.
 - Tutaj – wyszedł pan Adam z salonu.
 - Dzień dobry! – przywitałem się.
 - Nie wiedziałem, że przyjdziesz.
 - Mówiłem. – Marek pokręcił głową. – Chodź do pokoju.
 - Zaraz przyjdźcie na obiad – powiedziała ciocia.
 - Jasne.
Usiedliśmy na podłodze nic nie mówiąc. Wystarczała nam nasza obecność.
 - Marcin – przerwał ciszę – a może przydałoby się połączyć przyjemne z pożytecznym?
 - To znaczy? 
 - Nie przerywaj! Jesteśmy razem to można wykorzystać ten fakt i jeszcze bardziej zdenerwować wujka?
 - Czemu nie? Taki był plan – wzruszyłem ramionami.
Cmoknął mnie.
 - Dobra to chodźmy. – Wstał.
Podszedłem i oparłem go ścianę kładąc dłonie po bokach jego głowy.
 - Tak mało?
Nachyliłem się delikatnie muskając jego pełne wargi. Uśmiechnął się i pogłębił pocałunek. Kiedy mój język wdarł się do środka usłyszałem ciche mruknięcie. Zjechałem ustami na jego szyję. Odchylił głowę dając mi większy dostęp do bladej skóry. Lizałem, gryzłem i całowałem na zmianę. Poczułem jak fala przyjemności ogarnia moje całe ciało i mimowolnie jęknąłem, kiedy, nie wiem czy specjalnie, czy przypadkiem otarł się nogą o moje krocze. Zerknąłem na jego twarz i zobaczyłem wredny uśmieszek.
 - Nie rób tak – powiedziałem i kontynuowałem poprzednią czynność.
 - Chodźcie na o… O! – Wszedł, bez pukania, pan Adam.
Niechętnie się odsunąłem i odwróciłem.
 - Już idziemy.
Nic nie mówiąc wyszedł. Obaj wybuchnęliśmy śmiechem.
 - Widziałeś jego minę? – spytał, poprawiając włosy.
 - Niezapomniany widok…
Chichocząc weszliśmy do salonu. Kiedy usiedliśmy przy stole, zerknąłem na chłopaka. Uśmiechnąłem się na widok biało-czerwonej szyi.
 - Co to było?! – zdenerwował się wujek.
 - Nie wie pan? – spytałem. – I uprzedzając pana pytanie, bądź stwierdzenie, nie pieprzyliśmy się tam i nawet gdyby pan nie wszedł to by do tego nie doszło.
 - Młody, czy ty…?!
 - Adam! – pani Marta, chyba pierwszy raz, podniosła głos.
Skulił się i przez cały czas nie odezwał się ani słowem.
Po obiedzie znowu oglądaliśmy jakiś film. Marek leżał z głową na moich kolanach.
 - Chłopcy – niepewnie zwróciła się do nas ciocia – a czy wy…?
 - Co? – niższy raczej się domyślał, ale próbował to od niej wyciągnął.
 - Uprawialiście już sex?
 - Nie! Jeszcze mamy czas.
 - Albo ciągle wam przeszkadzam? – wtrącił się wujek.
 - Gdybyśmy chcieli to byśmy znaleźli sposób, chociażby u Marcina.
Prychnął, ale nie skomentował tego.
 - Jak ci poszły sprawdziany? – ciocia postanowiła zmienić temat.
 - Nie najgorzej. Myślałem, że będą trudniejsze – uśmiechnąłem się.
 - To dobrze. Może pójdziecie to tego samego liceum.
 - Mam nadzieję. – Pochyliłem się i cmoknąłem go w policzek.
Nagle coś mnie tknęło.
 - Chodź na chwilę.
 - Ale jesteś taki wygodny. – Przeciągnął się.
Wyglądał wtedy tak niewinnie. Pogłaskałem go po policzku i wstałem. Widząc, że mnie nie przekona poszedł do pokoju, Zamknął drzwi i zarzucił ręce na moją szyję.
 - O co chodzi?
 - Tak właściwie to co powiedziałeś im, kiedy nie rozmawialiśmy przez ten miesiąc?
 - Nic. Na szczęście nie pytali, a ja nie umiałem się przyznać. Chyba cięgle miałem nadzieję, że będzie jak dawniej.
 - Ale nie ty ciągle pisałeś, dzwoniłeś i próbowałeś to wyjaśnić – westchnąłem.
 - Wiem, przepraszam. Nie umiałem się wycofać, zabrnąłem za daleko. Dopiero kiedy znowu cię zobaczyłem zdałem sobie sprawę co zrobiłem, lecz dalej nie wiedziałem jak to powiedzieć.
Pocałował mnie.
 - Mm. Takie przeprosiny są mile widziane. – Zerknąłem na zegarek. – Muszę już iść.
 - Jeszcze chwilka… - Zrobił szczenięce oczka. – Plose.
 - Jak śmiesz wykorzystywać swoją słodkość przeciwko mnie?
 - Koro jestem jaki jestem to czemu ma się marnować?
 - Co ja z ciebie zrobiłem? – westchnąłem.
Cmoknął mnie i odsunął się trochę.
 - O której masz autobus?
 - Za 15 minut, ale wiem, że nie tak łatwo wyjść stąd.
 - Life – wzruszył ramionami.
 - Eh… Dobra to ja lecę. Pa.
 - Marcin…
 - Nie. Idę.
 - Mhm… Cześć.
Pocałowałem go i uśmiechnąłem się.
 - No nie smuć się. Jutro jest sobota i mamy cały dzień.
 - Hm… - zamyślił się. – Coś wymyśle.
 - OK. Pa.
Pomachał mi i poszedłem na przystanek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz