Rozdział 10.
- Było pyszne, jak zwykle – uśmiechnął się do
mojej mamy.
- Dziękuję.
Zabrała talerze i zaczęła zmywać.
Chłopak chyba miał zamiar mnie
ignorować, ale ja wiedziałem, że muszę z nim porozmawiać.
- Chodź – szepnąłem.
Nie zareagował, więc pociągnąłem go
lekko za ramię. Cicho syknął. Posłusznie wstał i poszedł za mną do pokoju.
Usiadł na łóżku i zamknął oczy.
- Ja chciałem cię przeprosić. – Zerknął na mnie
wreszcie. – Nie powinienem się tak zachowywać. Naprawdę mi przykro. Nie…
Nie dokończyłem, bo rzucił się w moja
stronę. Nie wiedziałem co zrobić. Po chwili zdałem sobie sprawę, że mnie
przytula.
- Jestem okropnym kumplem – zaczął. – Pomogłeś mi, dałeś ubrania, jadam u was obiady, gdyby nie ty to nie wiem czy bym coś zrobił
z tą bandą, nie zostawiasz mnie samego. Natomiast ja? Bywam wredny w stosunku
do ciebie i twoich przyjaciół, nie umiem cię docenić, ciągle ci się wyżalam, a
ty też możesz mieć jakieś problemy, o których nie wiem. Przepraszam, że jestem
taki, ale to jest moja tarcza obronna. Przepraszam, że mnie poznałeś. To ja
zawiniłem, a słyszę od ciebie przeprosiny.
Głaskałem delikatnie go po plecach.
- Nie gadaj głupot. Bardzo się cieszę, gdy idę
na przystanek, wiedząc kogo tam spotkam. Również cię lubię i nie jesteś okropny –
odsunąłem trochę to ciałko i ująłem jego twarz w dłonie – jasne?
Kiwnął lekko głową, na tyle na ile
pozwalały mu na to moje ręce. Uśmiechnąłem się.
- Sorki za ten policzek, lecz chciałem żebyś się
zamknął, bo nie mogłem słuchać tych głupot.
Puściłem go i położyłem się na łóżku.
Zrobił to samo. Leżeliśmy w ciszy. Nie była ona niekomfortowa.
- Marcin… - przerwał ją – dlaczego powiedziałeś
wtedy coś, iż moje życie jest bardziej wartościowe niż myślę czy jakoś tak.
- Bo jest. Wiem, że tak nie uważasz.
- Cóż – znowu milczeliśmy, lecz przerwał tą
ciszę - ale z takim… przyjacielem to więcej.
Odwróciłem głowę w jego stronę
zaskoczony.
- Czy ty właśnie nazwałeś mnie…
- Tak – wtrącił się. – Jedynym i prawdziwym.
Znamy się krótko, ale wiem, iż mogę ci zaufać.
Podniosłem się i przytuliłem go.
Chwilę leżał nieruchomo, ale zaraz również mnie objął swoimi chudymi rączkami. Odsunąłem
się.
- Właśnie! – Sięgnąłem do kieszeni spodni. – Zostawiłeś jak u mnie spałeś.
Podałem mu bransoletkę.
- O! Myślałem, że ją zgubiłem.
Założył na nadgarstek i zamknął oczy.
Przyjrzałem mu się dokładniej.
Naprawdę był przystojny.
Ciekawe co by było jakby mnie pocałował… CO??? Na mózg upadłem. Chwilka… Przecież
to nie pierwszy raz kiedy myślę o nim inaczej niż powinienem. Nie chodzi o jego
płeć, bo jestem biseksualny, lecz o niego. Raczej nie podobam mu się tak jak on
mi… RACZEJ.
- A właśnie!
Co zrobiła policja?
- Wysłuchała mnie, obejrzała filmik, pojechała
gdzieś. Nie wiem dużo, bałem się tam pojechać, więc szwendałem się bez celu po
mieście.
- Całą noc?!
- No, tak wyszło…
- Mogłeś przyjść do mnie!
- Nie chciałem ci się narzucać. Wiem co
powiesz: że tak nie jest itp. lecz serio chciałem być sam.
- Albo tylko tak myślałeś – pokręciłem głową. – A co z ręką?
- Nie rozumiem.
- Złapałem cię za nią żebyś tu przyszedł i
usłyszałem jęk bólu.
- Aa… Wtedy kiedy szedłem na policje złapali
mnie i trochę uszkodzili ją.
Szybko ściągnąłem mu bluzkę. Dopiero wtedy
zdałem sobie sprawę, że pierwszy raz był w długim rękawie.
Zobaczyłem kilka szram na ramieniu.
Dość głębokich.
- I nic z nimi nie zrobiłeś?!
Wybiegłem do łazienki. Wziąłem bandaż,
opatrunki i wodę utlenioną. Wróciłem i odstawiłem to na półkę.
- Moment
- wyszedłem.
Przyniosłem jeszcze miskę z wodą i
ręcznik.
Podszedłem i zacząłem myć te rany.
- Poradzę sobie! – Próbował się wyrwać.
- Wiem. No nie wierć się!
Posłuchał mnie i zaraz opatrzyłem mu
rękę.
- No! – Odstawiłem to na bok. - I ty do tej
pory się nie zjawiłeś w domu dziecka?
- Nie – spuścił głowę – mówiłem ci: bałem się.
- Ale ty musisz się dowiedzieć jak wygląda
sprawa.
- Wiem. Może… poszedłbyś tam ze mną? Byłoby mi
raźniej – delikatnie się uśmiechnął.
- Nie wiem… - Spojrzał na mnie tymi
czekoladowymi oczkami. – Eh. Dobra.
- Dzięki! – Rzucił mi się na szyję.
- Udusisz! Trupa raczej nie zabierzesz ze
sobą?
- Hm… mógłbym robić z tobą co chcę…
Raczej nie chodziło mu o to, ale w
mojej głowie roiło się wiele pomysłów i bynajmniej nie są one grzeczne.
- Co jest? – spytał.
- Z czym?
- Zamyśliłeś się.
- Aa… nie ważne. – Lepiej żebyś nie wiedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz