piątek, 3 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 10



Rozdział 10.
 - Było pyszne, jak zwykle – uśmiechnął się do mojej mamy.
 - Dziękuję.
Zabrała talerze i zaczęła zmywać.
Chłopak chyba miał zamiar mnie ignorować, ale ja wiedziałem, że muszę z nim porozmawiać.
 - Chodź – szepnąłem.
Nie zareagował, więc pociągnąłem go lekko za ramię. Cicho syknął. Posłusznie wstał i poszedł za mną do pokoju. Usiadł na łóżku i zamknął oczy.
 - Ja chciałem cię przeprosić. – Zerknął na mnie wreszcie. – Nie powinienem się tak zachowywać. Naprawdę mi przykro. Nie…
Nie dokończyłem, bo rzucił się w moja stronę. Nie wiedziałem co zrobić. Po chwili zdałem sobie sprawę, że mnie przytula.
 - Jestem okropnym kumplem – zaczął. – Pomogłeś mi, dałeś ubrania, jadam u was obiady, gdyby nie ty to nie wiem czy bym coś zrobił z tą bandą, nie zostawiasz mnie samego. Natomiast ja? Bywam wredny w stosunku do ciebie i twoich przyjaciół, nie umiem cię docenić, ciągle ci się wyżalam, a ty też możesz mieć jakieś problemy, o których nie wiem. Przepraszam, że jestem taki, ale to jest moja tarcza obronna. Przepraszam, że mnie poznałeś. To ja zawiniłem, a słyszę od ciebie przeprosiny.
Głaskałem delikatnie go po plecach.
 - Nie gadaj głupot. Bardzo się cieszę, gdy idę na przystanek, wiedząc kogo tam spotkam. Również cię lubię i nie jesteś okropny – odsunąłem trochę to ciałko i ująłem jego twarz w dłonie – jasne?
Kiwnął lekko głową, na tyle na ile pozwalały mu na to moje ręce. Uśmiechnąłem się.
 - Sorki za ten policzek, lecz chciałem żebyś się zamknął, bo nie mogłem słuchać tych głupot.
Puściłem go i położyłem się na łóżku. Zrobił to samo. Leżeliśmy w ciszy. Nie była ona niekomfortowa.
 - Marcin… - przerwał ją – dlaczego powiedziałeś wtedy coś, iż moje życie jest bardziej wartościowe niż myślę czy jakoś tak.
 - Bo jest. Wiem, że tak nie uważasz.
 - Cóż – znowu milczeliśmy, lecz przerwał tą ciszę - ale z takim… przyjacielem to więcej.
Odwróciłem głowę w jego stronę zaskoczony.
 - Czy ty właśnie nazwałeś mnie…
 - Tak – wtrącił się. – Jedynym i prawdziwym. Znamy się krótko, ale wiem, iż mogę ci zaufać.
Podniosłem się i przytuliłem go. Chwilę leżał nieruchomo, ale zaraz również mnie objął swoimi chudymi rączkami. Odsunąłem się.
 - Właśnie! – Sięgnąłem do kieszeni spodni. – Zostawiłeś jak u mnie spałeś.
Podałem mu bransoletkę.
 - O! Myślałem, że ją zgubiłem.
Założył na nadgarstek i zamknął oczy.
Przyjrzałem mu się dokładniej. Naprawdę był przystojny.
Ciekawe co by było jakby mnie pocałował… CO??? Na mózg upadłem. Chwilka… Przecież to nie pierwszy raz kiedy myślę o nim inaczej niż powinienem. Nie chodzi o jego płeć, bo jestem biseksualny, lecz o niego. Raczej nie podobam mu się tak jak on mi… RACZEJ.
 - A właśnie! Co zrobiła policja?
 - Wysłuchała mnie, obejrzała filmik, pojechała gdzieś. Nie wiem dużo, bałem się tam pojechać, więc szwendałem się bez celu po mieście.
 - Całą noc?!
 - No, tak wyszło…
 - Mogłeś przyjść do mnie!
 - Nie chciałem ci się narzucać. Wiem co powiesz: że tak nie jest itp. lecz serio chciałem być sam.
 - Albo tylko tak myślałeś – pokręciłem głową. – A co z ręką?
 - Nie rozumiem.
 - Złapałem cię za nią żebyś tu przyszedł i usłyszałem jęk bólu.
 - Aa… Wtedy kiedy szedłem na policje złapali mnie i trochę uszkodzili ją.
Szybko ściągnąłem mu bluzkę. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że pierwszy raz był w długim rękawie.
Zobaczyłem kilka szram na ramieniu. Dość głębokich.
 - I nic z nimi nie zrobiłeś?!
Wybiegłem do łazienki. Wziąłem bandaż, opatrunki i wodę utlenioną. Wróciłem i odstawiłem to na półkę.
 - Moment  - wyszedłem.
Przyniosłem jeszcze miskę z wodą i ręcznik.
Podszedłem i zacząłem myć te rany.
 - Poradzę sobie! – Próbował się wyrwać.
 - Wiem. No nie wierć się!
Posłuchał mnie i zaraz opatrzyłem mu rękę.
 - No! – Odstawiłem to na bok. - I ty do tej pory się nie zjawiłeś w domu dziecka?
 - Nie – spuścił głowę – mówiłem ci: bałem się.
 - Ale ty musisz się dowiedzieć jak wygląda sprawa.
 - Wiem. Może… poszedłbyś tam ze mną? Byłoby mi raźniej – delikatnie się uśmiechnął.
 - Nie wiem… - Spojrzał na mnie tymi czekoladowymi oczkami. – Eh. Dobra.
 - Dzięki! – Rzucił mi się na szyję.
 - Udusisz! Trupa raczej nie zabierzesz ze sobą?
 - Hm… mógłbym robić z tobą co chcę…
Raczej nie chodziło mu o to, ale w mojej głowie roiło się wiele pomysłów i bynajmniej nie są one grzeczne.
 - Co jest? – spytał.
 - Z czym?
 - Zamyśliłeś się.
 - Aa… nie ważne. – Lepiej żebyś nie wiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz