Rozdział 8.
Cały dzień myślałem tylko o Marku.
Byłem ciekawy czy poszedł na policje i jak zareagowali. Przecież, a kto wie,
może i nawet życie chłopaka było zagrożone! Na szczęście mieliśmy luźne lekcje,
chemiczka się rozchorowała więc nie musiałem się martwić o oceny.
Po zajęciach poszedłem na przystanek.
Wiedziałem, że za budką nie będzie siedział skulony chłopak. Brakowało mi tego.
Minęło zaledwie parę dni, a ja już się przyzwyczaiłem i polubiłem takie powroty
do domu.
Z ulgą zobaczyłem, że autobus się nie spóźnił.
Wszedłem do mieszkania i skierowałem
swoje kroki do kuchni.
- Cześć! – przywitałem się i usiadłem przy
stole.
- O, a to dzisiaj nie ma Marka? – zdziwili się.
- Nie, musiał załatwić BARDZO ważną sprawę. – Delikatnie się uśmiechnąłem. - Co na obiad?
- Pierś z kurczaka. – Mama podała mi talerz.
- Dzięki.
Było tak jak zwykle, zaledwie pół
tygodnia temu, ale już mi brakowało tego kolorowego dziwaka. Niby również śmialiśmy
się, żartowaliśmy itp., lecz to nie to samo.
Zjadłem i poszedłem do swojego
pokoju. Żałowałem, że nie mam jego numeru telefonu, bo przez to nie mogłem się
skontaktować z nim i dowiedzieć jak poszło. Więc pozostało mi czekać do jutra.
Westchnąłem i zadzwoniłem do przyjaciela.
~ Cześć! Myślałem, że zapomniałeś o mnie –
usłyszałem wyrzuty Michała.
- Nie, nie. Miałem kilka spraw na głowie.
~ A czy te sprawy nie są długowłosą pięknością
z przystanku?
- Skąd… - Pięknością?
A nie… ha, ha, ha! – No powiedzmy, że masz w pewnym stopniu rację.
~ Co się nie zgadza? Z daleka wyglądała na
ładną. Widziałem was wczoraj.
- To nie jest moja dziewczyna, a co do tego co
się nie zgadza to jest tylko jedna sprawa.
~ Musisz mi ja przedstawić. Wolna?
- Eh… tak, ale… a dobra może kiedyś poznasz,
tylko się nie zdziw – zaśmiałem się.
~ O co chodzi? Dobra nie mów. Już ma u mnie
jeden minus. Konkretniej zabiera mi
przyjaciela!
Wyluzuj. To z tobą przyjaźnię się od podstawówki, a poza tym jego lubię
inaczej…
Wtedy nie zdawałem sobie sprawy co
pomyślałem.
- Przyjdziesz? Trochę się nudzę.
~ Wystawiła? Już jadę.
- Nie, miała tylko coś do załatwienia. To pa!
Do za… chwilkę?
Puk, puk…
- O cześć, Michał! – usłyszałem mamę.
Co???
- Co… jak zdążyłeś tak szybko przyjść???
- Powiedzmy, że przypuszczałem, iż po to
dzwonisz - wyszczerzył się.
- Ciasta? – spytała.
- Chętnie – powiedzieliśmy niemal
równocześnie.
Wszedł za mną do pokoju.
- Nie masz jej zdjęcia?
- Em… że tak powiem jesteś w większym błędzie
niż myślisz i nie chodzi mi o jakieś fotki.
- Ja? Jasne – prychnął.
- Uwierz. Nie mam, ale możesz jutro przyjść ze
mną na przystanek i ci przedstawię tą ślicznotkę.
– Cichotałem, a on patrzył na mnie jak na idiotę.
Gadaliśmy o jakiś głupotach i jego
nowej dziewczynie Julce.
- A co to? – wyciągnął coś spod łóżka. – Bransoletka?
Ej! Ona tu była!
- Kto? A… No tak. Z wczoraj na dziś u mnie
nocował – ostatnie słowo powiedziałem niewyraźnie tak, że nie zauważył nawet o
moim pominięciu litery a.
- To czemu nic nie mówisz??? I jak było?
- Z czym?
- Z tą laską. Grzecznie spaliście w łóżeczku?
- Michał! Przecież ci mówię, że się nie
spotykamy. – Pokręciłem głową.
- Dobra, dobra… a ładna? Bo z daleka to tak
nie widać.
- Jutro ocenisz czy ładny.
- Co? Pomyliła ci się płeć!
- O czym ty mówisz?
- No powiedziałeś tak jakby to był chłopak –
popukał się w czoło.
Zaśmiałem się, ale nie skomentowałem
tego.
- Robimy tak: ja idę pierwszy. Muszę ostrzec i
zawołam cię. OK?
- Mhm… Jakie ma oczy?
- Czekoladowe – wywróciłem oczami.
- Mm… - oblizał się. – Julka ma takie
pospolite, piwne.
- Stary ty się zastanów! Jutro będziesz stał z
rozdziawioną gębą gdy zdasz sobie sprawę co ma, a czego nie ma.
- Że płaska? Trudno. Nie można mieć
wszystkiego.
Tarzałem się ze śmiechu po dywanie. Ja to muszę zobaczyć! Dobrze, że będę zaraz
obok! Nie! Lepiej, ja to nagram!
- Co rżysz? Taka brzydka?
- Yyy… nie wiem jaki jest twój gust jeśli
chodzi o ten typ urody – a raczej płci.
- Mam się bać?
- Tak – wyszczerzyłem się.
Sięgnął po kolejny kawałek sernika.
- Twoja matka gotuje i piecze tak, że czuję
się jak w niebie.
- O! Dokładnie, tylko bez piecze powie…
- Tak? Pasujemy do siebie!
- Jak dwie połówki TEGO SAMEGO jabłka.
- Jak ma na imię?
- Jutro się dowiesz.
- Chociaż pierwsza literka?
- M.
- Jak ja!
- Nie ekscytuj się tak. Jutro będziesz chciał
mnie zabić jak się tak narajasz na ślicznotkę, z którą chcesz tworzyć związek.
- Pff. Na pewno nie jest tak źle.
- Żeby nie było, że nie ostrzegałem –
wzruszyłem ramionami.
Na szczęście temat Marka został
zamknięty. Już się nie mogę doczekać
jutra. Oby przyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz