czwartek, 2 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 8.



Rozdział 8.
Cały dzień myślałem tylko o Marku. Byłem ciekawy czy poszedł na policje i jak zareagowali. Przecież, a kto wie, może i nawet życie chłopaka było zagrożone! Na szczęście mieliśmy luźne lekcje, chemiczka się rozchorowała więc nie musiałem się martwić o oceny.
Po zajęciach poszedłem na przystanek. Wiedziałem, że za budką nie będzie siedział skulony chłopak. Brakowało mi tego. Minęło zaledwie parę dni, a ja już się przyzwyczaiłem i polubiłem takie powroty do domu.
Z ulgą zobaczyłem, że autobus się nie spóźnił.
Wszedłem do mieszkania i skierowałem swoje kroki do kuchni.
 - Cześć! – przywitałem się i usiadłem przy stole.
 - O, a to dzisiaj nie ma Marka? – zdziwili się.
 - Nie, musiał załatwić BARDZO ważną sprawę. – Delikatnie się uśmiechnąłem. - Co na obiad?
 - Pierś z kurczaka. – Mama podała mi talerz.
 - Dzięki.
Było tak jak zwykle, zaledwie pół tygodnia temu, ale już mi brakowało tego kolorowego dziwaka. Niby również śmialiśmy się, żartowaliśmy itp., lecz to nie to samo.
Zjadłem i poszedłem do swojego pokoju. Żałowałem, że nie mam jego numeru telefonu, bo przez to nie mogłem się skontaktować z nim i dowiedzieć jak poszło. Więc pozostało mi czekać do jutra. Westchnąłem i zadzwoniłem do przyjaciela.
 ~ Cześć! Myślałem, że zapomniałeś o mnie – usłyszałem wyrzuty Michała.
 - Nie, nie. Miałem kilka spraw na głowie.
 ~ A czy te sprawy nie są długowłosą pięknością z przystanku?
 - Skąd… - Pięknością? A nie… ha, ha, ha! – No powiedzmy, że masz w pewnym stopniu rację.
 ~ Co się nie zgadza? Z daleka wyglądała na ładną. Widziałem was wczoraj.
 - To nie jest moja dziewczyna, a co do tego co się nie zgadza to jest tylko jedna sprawa.
 ~ Musisz mi ja przedstawić. Wolna?
 - Eh… tak, ale… a dobra może kiedyś poznasz, tylko się nie zdziw – zaśmiałem się.
 ~ O co chodzi? Dobra nie mów. Już ma u mnie jeden minus. Konkretniej zabiera  mi przyjaciela!
Wyluzuj. To z tobą przyjaźnię się od podstawówki, a poza tym jego lubię inaczej…
Wtedy nie zdawałem sobie sprawy co pomyślałem.
 - Przyjdziesz? Trochę się nudzę.
 ~ Wystawiła? Już jadę.
 - Nie, miała tylko coś do załatwienia. To pa! Do za… chwilkę?
Puk, puk…
 - O cześć, Michał! – usłyszałem mamę.
Co???
 - Co… jak zdążyłeś tak szybko przyjść???
 - Powiedzmy, że przypuszczałem, iż po to dzwonisz  - wyszczerzył się.
 - Ciasta? – spytała.
 - Chętnie – powiedzieliśmy niemal równocześnie.
Wszedł za mną do pokoju.
 - Nie masz jej zdjęcia?
 - Em… że tak powiem jesteś w większym błędzie niż myślisz i nie chodzi mi o jakieś fotki.
 - Ja? Jasne – prychnął.
 - Uwierz. Nie mam, ale możesz jutro przyjść ze mną na przystanek i ci przedstawię tą ślicznotkę. – Cichotałem, a on patrzył na mnie jak na idiotę.
Gadaliśmy o jakiś głupotach i jego nowej dziewczynie Julce.
 - A co to? – wyciągnął coś spod łóżka. – Bransoletka? Ej! Ona tu była!
 - Kto? A… No tak. Z wczoraj na dziś u mnie nocował – ostatnie słowo powiedziałem niewyraźnie tak, że nie zauważył nawet o moim pominięciu litery a.
 - To czemu nic nie mówisz??? I jak było?
 - Z czym?
 - Z tą laską. Grzecznie spaliście w łóżeczku?
 - Michał! Przecież ci mówię, że się nie spotykamy. – Pokręciłem głową.
 - Dobra, dobra… a ładna? Bo z daleka to tak nie widać.
 - Jutro ocenisz czy ładny.
 - Co? Pomyliła ci się płeć!
 - O czym ty mówisz?
 - No powiedziałeś tak jakby to był chłopak – popukał się w czoło.
Zaśmiałem się, ale nie skomentowałem tego.
 - Robimy tak: ja idę pierwszy. Muszę ostrzec i zawołam cię. OK?
 - Mhm… Jakie ma oczy?
 - Czekoladowe – wywróciłem oczami.
 - Mm… - oblizał się. – Julka ma takie pospolite, piwne.
 - Stary ty się zastanów! Jutro będziesz stał z rozdziawioną gębą gdy zdasz sobie sprawę co ma, a czego nie ma.
 - Że płaska? Trudno. Nie można mieć wszystkiego.
Tarzałem się ze śmiechu po dywanie. Ja to muszę zobaczyć! Dobrze, że będę zaraz obok! Nie! Lepiej, ja to nagram!
 - Co rżysz? Taka brzydka?
 - Yyy… nie wiem jaki jest twój gust jeśli chodzi o ten typ urody – a raczej płci.
 - Mam się bać?
 - Tak – wyszczerzyłem się.
Sięgnął po kolejny kawałek sernika.
 - Twoja matka gotuje i piecze tak, że czuję się jak w niebie.
 - O! Dokładnie, tylko bez piecze powie…
 - Tak? Pasujemy do siebie!
 - Jak dwie połówki TEGO SAMEGO jabłka.
 - Jak ma na imię?
 - Jutro się dowiesz.
 - Chociaż pierwsza literka?
 - M.
 - Jak ja!
 - Nie ekscytuj się tak. Jutro będziesz chciał mnie zabić jak się tak narajasz na ślicznotkę, z którą chcesz tworzyć związek.
 - Pff. Na pewno nie jest tak źle.
 - Żeby nie było, że nie ostrzegałem – wzruszyłem ramionami.
Na szczęście temat Marka został zamknięty. Już się nie mogę doczekać jutra. Oby przyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz