piątek, 10 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 18.



Rozdział 18.
Minęło parę dni, a Marek coraz rzadziej dzwonił, czy przychodził. Zaczynałem się trochę martwić.
Szedłem jak zwykle na przystanek. Z daleka widziałem tą różową kurtkę. Przyspieszyłem i przywitałem się.
 - Marcin, ja dzisiaj będę krócej.
 - Znowu – westchnąłem.
Nie skomentował tego. Właściwie to w ogóle się nie odzywał, aż do wejścia do mojego mieszkania.
 - Dzień dobry! – Nawet na mnie nie patrząc, poszedł do kuchni.
 - Witaj! Coś się stało? Przeważnie słychać was jeszcze na korytarzu, a ostatnio jest ciszej – matka również zauważyła zmianę w koledze.
 - Nie. Czy ja widzę pani pomidorową? – oczy mu się zaświeciły ze szczęścia.
 - Tak. Już podaję.
 - Cześć – udałem obrażonego. – Miło, że ktoś mnie zobaczył.
 - Ciebie trudno nie zobaczyć – kolega pokazał mi język.
 - Coś sugerujesz?
 - …że jesteś wysoki?
 - …w odróżnieniu do ciebie?
Prychnął i zajął się rozmową z moim ojcem, a ja obserwowałem go uważnie. Po co ja się zgadzałem na udawanie jego chłopaka? Przynajmniej nie tęskniłbym za tym. Prawie niezauważalnie westchnąłem. Niestety mama miała bardzo czujny wzrok i posłała mi pytające spojrzenie. Machnąłem tylko ręką i zająłem się swoją zupą.
Po obiedzie poszliśmy do pokoju. Próbowałem coś powiedzieć, spytać go co się dzieje, ale mnie uprzedził:
 - Oglądamy? Ostatnio chyba nie skończyliśmy…
 - Marek! – przerwałem. – Co się dzieje?!
 - Z…?
 - Zachowujesz się inaczej. Rzadko przychodzisz, a jak już to prawie nic nie mówisz. Wróć! Rozmawiasz, ale nie ze mną. Coś zrobiłem nie tak?
Westchnął.
 - Nie chciałem ci nic mówić, bo liczyłem, że to minie, ale chyba będzie lepiej jak to powiem: to koniec. Nie próbuj się ze mną kontaktować, nie odbiorę. – Wstał. – Cześć.
Wmurowało mnie, a on po prostu wyszedł. Szybko się ocknąłem i wyszedłem na korytarz za nim.
 - To przeze mnie? Przepraszam jeśli coś zrobiłem…
 - Nie. Nie bierz tego do siebie, to moja wina.
Otworzył drzwi.
 - Ale Marek, ja – zamknął je za sobą – kocham cię… - Oparłem się czołem o drewno (czy z czego tam one były zrobione). 
Westchnąłem i wróciłem do pokoju. Położyłem się na łóżko i zacząłem bić niewinną poduszkę. Po chwili wyciągnąłem telefon.

Do Najbardziej urocze stworzonko:           O co chodzi?!

Telefon milczał. Już miałem go odłożyć, gdy usłyszałem dzwonek.

Od Najbardziej urocze stworzonko:                       Nie zrozumiesz…
Tak będzie lepiej :\

Do Najbardziej urocze stworzonko:   Dla kogo?! Proszę. =(

Od Najbardziej urocze stworzonko:   Miałeś nie pisać -.-
  Zaufaj mi. Gdybyś się dowiedział byłoby trudniej.

Do Najbardziej urocze stworzonko:   Na pewno -.- Chcę wiedzieć mam prawo!

Od Najbardziej urocze stworzonko:       Nie ;P Poważnie – nie pisz więcej.

Już miałem mu napisać, że muszę się dowiedzieć i nie dam mu spokoju, lecz odpuściłem. Dla niego.
Wściekły włączyłem laptop i zadzwoniłem do Michała. Od razu odebrał z wielkim uśmiechem, ale widząc moją minę zmartwił się.
 ~ Co jest?
 - Co byś zrobił gdybym ci powiedział, że to koniec i nie chciał wyjaśnić dlaczego?
 ~ Byłbym wściekły, chciałbym ci coś zrobić i za wszelką cenę próbowałbym się dowiedzieć, a co? Chyba nie…
 - Nie, głupku! Marek… - zawahałem się. Po co mam mu mówić...? Bo jest moim przyjacielem – tak właśnie się zachował.
 ~ Żartujesz??? Przecież byliście prawie jak papużki nierozłączki!
 - Wiem… Co ja mam zrobić?! Uparł się, że lepiej będzie jak nic mi nie powie.
 ~ Może spróbuję z nim pogadać?
 - Dzięki… Tobie będzie chciał, a mi nie?
 ~ Ostatnio zaczęliśmy częściej gadać.
 - A my na odwrót – westchnąłem. – Ale on ci to powierzy pewnie w sekrecie.
 ~ I…?
 - I nie masz prawa mi tego mówić.
 ~ Eh… Wybieraj.
 - Znajdę lepszy sposób.
 ~ Jak wolisz…
 - A co u Julki? – postanowiłem zmienić temat.
 ~ Ostatnio uparła się, że chce iść… - po paru słowach wyłączyłem słuch i moje myśli kręciły się wokół czekoladowych oczu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz