Rozdział 18.
Minęło parę dni, a Marek coraz
rzadziej dzwonił, czy przychodził. Zaczynałem się trochę martwić.
Szedłem jak zwykle na przystanek. Z
daleka widziałem tą różową kurtkę. Przyspieszyłem i przywitałem się.
- Marcin, ja dzisiaj będę krócej.
- Znowu – westchnąłem.
Nie skomentował tego. Właściwie to w
ogóle się nie odzywał, aż do wejścia do mojego mieszkania.
- Dzień dobry! – Nawet na mnie nie patrząc, poszedł do kuchni.
- Witaj! Coś się stało? Przeważnie słychać was
jeszcze na korytarzu, a ostatnio jest ciszej – matka również zauważyła zmianę w
koledze.
- Nie. Czy ja widzę pani pomidorową? – oczy mu
się zaświeciły ze szczęścia.
- Tak. Już podaję.
- Cześć – udałem obrażonego. – Miło, że ktoś
mnie zobaczył.
- Ciebie trudno nie zobaczyć – kolega pokazał
mi język.
- Coś sugerujesz?
- …że jesteś wysoki?
- …w odróżnieniu do ciebie?
Prychnął i zajął się rozmową z moim
ojcem, a ja obserwowałem go uważnie. Po
co ja się zgadzałem na udawanie jego chłopaka? Przynajmniej nie tęskniłbym za
tym. Prawie niezauważalnie westchnąłem. Niestety mama miała bardzo czujny
wzrok i posłała mi pytające spojrzenie. Machnąłem tylko ręką i zająłem się swoją
zupą.
Po obiedzie poszliśmy do pokoju.
Próbowałem coś powiedzieć, spytać go co się dzieje, ale mnie uprzedził:
- Oglądamy? Ostatnio chyba nie skończyliśmy…
- Marek! – przerwałem. – Co się dzieje?!
- Z…?
- Zachowujesz się inaczej. Rzadko
przychodzisz, a jak już to prawie nic nie mówisz. Wróć! Rozmawiasz, ale nie ze
mną. Coś zrobiłem nie tak?
Westchnął.
- Nie chciałem ci nic mówić, bo liczyłem, że
to minie, ale chyba będzie lepiej jak to powiem: to koniec. Nie próbuj się ze
mną kontaktować, nie odbiorę. – Wstał. – Cześć.
Wmurowało mnie, a on po prostu
wyszedł. Szybko się ocknąłem i wyszedłem na korytarz za nim.
- To przeze mnie? Przepraszam jeśli coś zrobiłem…
- Nie. Nie bierz tego do siebie, to moja wina.
Otworzył drzwi.
- Ale Marek, ja – zamknął je za sobą – kocham cię…
- Oparłem się czołem o drewno (czy z czego tam one były zrobione).
Westchnąłem i wróciłem do pokoju.
Położyłem się na łóżko i zacząłem bić niewinną poduszkę. Po chwili wyciągnąłem telefon.
Do Najbardziej urocze stworzonko: O co chodzi?!
Telefon milczał. Już miałem go
odłożyć, gdy usłyszałem dzwonek.
Od Najbardziej urocze stworzonko: Nie
zrozumiesz…
Tak będzie lepiej :\
Do Najbardziej urocze stworzonko: Dla kogo?! Proszę.
=(
Od Najbardziej urocze stworzonko: Miałeś
nie pisać -.-
Zaufaj
mi. Gdybyś się dowiedział
byłoby trudniej.
Do Najbardziej urocze stworzonko: Na
pewno -.- Chcę wiedzieć mam prawo!
Od Najbardziej urocze stworzonko: Nie ;P Poważnie
– nie pisz więcej.
Już miałem mu napisać, że muszę się dowiedzieć
i nie dam mu spokoju, lecz odpuściłem. Dla niego.
Wściekły włączyłem laptop i
zadzwoniłem do Michała. Od razu odebrał z wielkim uśmiechem, ale widząc moją
minę zmartwił się.
~ Co jest?
- Co byś zrobił gdybym ci powiedział, że to
koniec i nie chciał wyjaśnić dlaczego?
~ Byłbym wściekły, chciałbym ci coś zrobić i
za wszelką cenę próbowałbym się dowiedzieć, a co? Chyba nie…
- Nie, głupku! Marek… - zawahałem się. Po co mam mu mówić...? Bo jest moim przyjacielem
– tak właśnie się zachował.
~ Żartujesz??? Przecież byliście prawie jak
papużki nierozłączki!
- Wiem… Co ja mam zrobić?! Uparł się, że lepiej
będzie jak nic mi nie powie.
~ Może spróbuję z nim pogadać?
- Dzięki… Tobie będzie chciał, a mi nie?
~ Ostatnio zaczęliśmy częściej gadać.
- A my na odwrót – westchnąłem. – Ale on ci to
powierzy pewnie w sekrecie.
~ I…?
- I nie masz prawa mi tego mówić.
~ Eh… Wybieraj.
- Znajdę lepszy sposób.
~ Jak wolisz…
- A co u Julki? – postanowiłem zmienić temat.
~ Ostatnio uparła się, że chce iść… - po paru
słowach wyłączyłem słuch i moje myśli kręciły się wokół czekoladowych oczu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz