poniedziałek, 6 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 14.



Rozdział 14.
Zamruczałem cicho budząc się. Czułem się wyspany jak nigdy i było tak wygodnie. Poczułem delikatne głaskanie na moim policzku. Odwróciłem głowę i zamarłem. Zobaczyłem czekoladowe oczy wpatrujące się we mnie. Odsunąłem się trochę nie dając po sobie znać jak bardzo tego nie chciałem.
 - Cześć, śpiochu.
 - Ładnie się uśmiechasz – powiedziałem zanim zdążyłem się nad tym zastanowić.
 - Ha, ha, ha! Dzięki.
 - Co się wczoraj… A! Pamiętam.
 - Zdrowy jesteś? – Patrzył z taką troską.
 - Tak. – Przeciągnąłem się. – Która godzina?
 - 915 – Usiadł po turecku. – Twoi rodzice mają przyjechać wieczorem.
 - Skąd wiesz? Mi nic nie mówili. – Również się podniosłem.
 - Twój tata coś wspominał jak jechaliśmy z powrotem.
 - Lubisz jajecznicę? – zmieniłem temat.
Energicznie kiwnął głową przez co jego czerwona grzywka słodko podskoczyła. Zaśmiałem się i wstałem.
 - Idź się ubrać, a ja w tym czasie przygotuje śniadanie. – Nie czekając na jego reakcję, poszedłem do kuchni.
Oparłem głowę o zimne drzwi od lodówki i głęboko odetchnąłem. Dlaczego tak nie może być zawsze? Tylko jeszcze buziaka na „dzień dobry” mi tu brakuje. Nawet nie zauważyłem kiedy zdążył się umyć, ubrać i uczesać. Przyszedł do mnie i usiadł na blacie zabawnie machając nogami w powietrzu.
 - Lodówka to twój Bóg? – Zerknąłem na niego jak na idiotę. – No co? Wyglądasz jakbyś się do niej modlił.
Wziął jabłko i podrzucił je kilka razy przed ugryzieniem. Odsunąłem się i wyciągnąłem potrzebne produkty.
 - Szybki jesteś.
 - Mów co chcesz, ale ty tu tak sterczysz dobre 30 minut.
 - CO? Zamyśliłem się…
Wzruszył ramionami i zaczął mnie obserwować. Czułem w tamtym momencie presje. Przecież nie mogłem źle wypaść przed nim, a poza tym jak to mówią: przez żołądek do serca. Więc…
 - Voilà – położyłem na stole gotowe danie.
 - Ładnie pachnie. – Usiadł przy stole pierwszy raz naprzeciwko mnie.
Zjadł pierwszy kawałek. Czekałem, ale z jego kamiennej twarzy nic nie umiałem wyczytać.
 - I…? – ponaglałem.
 - Wiesz… gdyby nie fakt, iż jej tu nie ma powiedziałbym, że to zrobiła twoja mama. – Szybko zaczął pochłaniać (nie przesadzam) resztę.
 - O! Aż tak mnie chwalisz?
 - Nie przyzwyczajaj się.
Tak, zdecydowanie czuje do niego więcej niż powinienem. Głupi Amor, głupi…
 - Leci samolocik… - zobaczyłem widelec przed moją twarzą.
 - Co ty… - nie zdążyłem dokończyć, bo wpakował mi jedzenie do ust.
 - Znowu się zamyśliłeś, więc widząc, że zaraz ci wystygnie postanowiłem cię nakarmić.
Przełknąłem głośno ślinę. Rano moja wyobraźnia z pewnością pracuje bez ograniczeń.
 - Najpierw chciałem je zjeść, ale znaj moje dobre serce. – Cmoknął mnie w powietrzu.
No, nie rób tak!!!
 - Oj, jakiś ty łaskawy.
Szybko wszystko z mojego talerza zniknęło (dzięki mnie) i przepraszając pobiegłem do łazienki. Oblałem twarz zimną wodą i zerknąłem na swoje odbicie w lustrze. A gdybym mu powiedział…? NIE! Przynajmniej jest moim przyjacielem.
 - Tylko nie myśl tyle! – usłyszałem go zaraz za drzwiami.
 - Ciekawe co byś zrobił gdybym nie myślał?
 - Uciekłbym? – zaśmiał się.
Oczami wyobraźni już widziałem te dołeczki na policzkach. Tak naprawdę to wcześniej nie rozumiałem co się tak w nich ludziom podoba póki nie zobaczyłem najpiękniejszego uśmiechu pod słońcem i jeszcze dalej.
Wyszedłem, wziąłem swoje ubrania i wróciłem się umyć. Gotowy poszedłem do pokoju.
 - Idziemy gdzieś? Zobacz jaka ładna pogoda – wskazał na okno.
 - A później na pizze, bo nie umiem gotować.
 - Czemu nie? To chodź.
Poszliśmy do parku. Romantycznie, prawda? Ale gdy tylko z przyjacielem to już tak fajnie nie jest.
 - Nie myśl!!! – wydarł mi się do ucha.
 - C-co? A… Mam pytanie... MÓGŁBYŚ NIE WRZESZCZEĆ, BO OGŁUCHNĘ?! – również krzyknąłem.
Przy okazji zwróciłem na siebie uwagę kilku miłych, starszych pań plotkujących o wszystkich tylko nie o sobie.
 - Kto to mówi? Chociaż mówi jest LEKKO przesadzone.
Prychnąłem.
Po dwóch godzinach bez celowego łażenia w tą i z powrotem poszliśmy do mojej ulubionej pizzerii. Prawie jak randka? Tylko to pierwsze słowo wszystko niszczy.
 - Jaką wybierasz? – zerknąłem na kartę.
 - Byle bez ananasa i owoców morza.
 - To może tą? – wskazałem na jedna z propozycji.
 - Czemu nie? – uśmiechnął się. – Tylko… ja nie mam przy sobie kasy i oddam…
 - Nie wygłupiaj się. Zapłacę – wtrąciłem się.
Chociaż tak mogłem się poczuć jakby to jednak była randka.
 - Jak wolisz – wzruszył ramionami i poszedł zająć miejsca.  
Zamówiłem dwie małe pizze i rozejrzałem się w poszukiwaniu chłopaka. Znalazłem go i poszedłem tam.
Po dwudziestu minutach przyszedł nasz obiad. Zjedliśmy co chwilę się śmiejąc i zwracając na siebie uwagę większości ludzi.
Wróciliśmy do domu i oczywiście zaraz dorwaliśmy komputer. Na Skype zadzwonił do mnie od razu Michał.
 - Powinienem chyba się wylogować za każdym razem kiedy nie korzystam z niego – westchnąłem.
 - Ej no, odbierz! Nie gadałem z nim po tej DZIWNEJ sytuacji na przystanku.
 - Robię to na twoją odpowiedzialność – zaznaczyłem i kliknąłem zieloną słuchawkę.
 ~ Hej! Dawno nie… - chłopak urwał widząc Marka obok mnie.
 - Cześć! – Jakby nigdy nic pomachał mu.
 ~ Cześć… To ja może nie będę przeszkadzać.
 - Ej! Słodziaku! – Zaśmiał się. – Nie no, a tak serio to chciałem cię przeprosić. Miałem gorszy dzień i nienawidzę jak ktoś myli mnie z dziewczyną.
 ~ Sorry – podrapał się po karku zdenerwowany. – Nie chciałem przecież…
 - Spoko. – Zrobił swoją najsłodszą minkę na jaką go stać. Szybko odwróciłem wzrok żeby się na niego nie zapatrzeć.
 ~ Z drugiej strony to musiałem z siebie zrobić idiotę kiedy pytałem cię o długowłosą ślicznotkę z czekoladowymi oczami… nie, to ostatnie to ty powiedziałeś – zwrócił się do mnie.
 - Serio? – Odwrócił się w moją stronę.
 ~ No mówię! Tak powiedział.
 - Chciałem ci to jakoś zobrazować – wywróciłem oczami, ale w duchu bałem się.
 - Słodko – uśmiechnął się.
Na szczęście obaj wdali się w jakaś rozmowę i nie zwracali na mnie uwagi. W życiu nie pomyślałbym, że tak się dogadają. Przynajmniej Michał miał kogoś kto albo świetnie udawał albo serio był zainteresowany tymi opowieściami o Julce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz