Rozdział 14.
Zamruczałem cicho budząc się. Czułem
się wyspany jak nigdy i było tak wygodnie. Poczułem delikatne głaskanie na moim
policzku. Odwróciłem głowę i zamarłem. Zobaczyłem czekoladowe oczy wpatrujące się
we mnie. Odsunąłem się trochę nie dając po sobie znać jak bardzo tego nie
chciałem.
- Cześć, śpiochu.
- Ładnie się uśmiechasz – powiedziałem zanim
zdążyłem się nad tym zastanowić.
- Ha, ha, ha! Dzięki.
- Co się wczoraj… A! Pamiętam.
- Zdrowy jesteś? – Patrzył z taką troską.
- Tak. – Przeciągnąłem się. – Która godzina?
- 915 – Usiadł po turecku. – Twoi rodzice
mają przyjechać wieczorem.
- Skąd wiesz? Mi nic nie mówili. – Również się podniosłem.
- Twój tata coś wspominał jak jechaliśmy z powrotem.
- Lubisz jajecznicę? – zmieniłem temat.
Energicznie kiwnął głową przez co
jego czerwona grzywka słodko podskoczyła. Zaśmiałem się i wstałem.
- Idź się ubrać, a ja w tym czasie przygotuje
śniadanie. – Nie czekając na jego reakcję, poszedłem do kuchni.
Oparłem głowę o zimne drzwi od
lodówki i głęboko odetchnąłem. Dlaczego
tak nie może być zawsze? Tylko jeszcze buziaka na „dzień dobry” mi tu brakuje.
Nawet nie zauważyłem kiedy zdążył się umyć, ubrać i uczesać. Przyszedł do mnie
i usiadł na blacie zabawnie machając nogami w powietrzu.
- Lodówka to twój Bóg? – Zerknąłem na niego
jak na idiotę. – No co? Wyglądasz jakbyś się do niej modlił.
Wziął jabłko i podrzucił je kilka
razy przed ugryzieniem. Odsunąłem się i wyciągnąłem potrzebne produkty.
- Szybki jesteś.
- Mów co chcesz, ale ty tu tak sterczysz dobre
30 minut.
- CO? Zamyśliłem się…
Wzruszył ramionami i zaczął mnie
obserwować. Czułem w tamtym momencie presje. Przecież nie mogłem źle wypaść
przed nim, a poza tym jak to mówią: przez
żołądek do serca. Więc…
- Voilà – położyłem na stole gotowe danie.
- Ładnie pachnie. – Usiadł przy stole pierwszy
raz naprzeciwko mnie.
Zjadł pierwszy kawałek. Czekałem, ale
z jego kamiennej twarzy nic nie umiałem wyczytać.
- I…? – ponaglałem.
- Wiesz… gdyby nie fakt, iż jej tu nie ma
powiedziałbym, że to zrobiła twoja mama. – Szybko zaczął pochłaniać (nie
przesadzam) resztę.
- O! Aż tak mnie chwalisz?
- Nie przyzwyczajaj się.
Tak, zdecydowanie czuje do niego więcej niż powinienem. Głupi Amor, głupi…
- Leci samolocik… - zobaczyłem widelec przed
moją twarzą.
- Co ty… - nie zdążyłem dokończyć, bo wpakował
mi jedzenie do ust.
- Znowu się zamyśliłeś, więc widząc, że zaraz
ci wystygnie postanowiłem cię nakarmić.
Przełknąłem głośno ślinę. Rano moja
wyobraźnia z pewnością pracuje bez ograniczeń.
- Najpierw chciałem je zjeść, ale znaj moje
dobre serce. – Cmoknął mnie w powietrzu.
No, nie rób tak!!!
- Oj, jakiś ty łaskawy.
Szybko wszystko z mojego talerza
zniknęło (dzięki mnie) i przepraszając pobiegłem do łazienki. Oblałem twarz
zimną wodą i zerknąłem na swoje odbicie w lustrze. A gdybym mu powiedział…? NIE! Przynajmniej jest moim przyjacielem.
- Tylko nie myśl tyle! – usłyszałem go zaraz
za drzwiami.
- Ciekawe co byś zrobił gdybym nie myślał?
- Uciekłbym? – zaśmiał się.
Oczami wyobraźni już widziałem te
dołeczki na policzkach. Tak naprawdę to wcześniej nie rozumiałem co się tak w
nich ludziom podoba póki nie zobaczyłem najpiękniejszego uśmiechu pod słońcem i
jeszcze dalej.
Wyszedłem, wziąłem swoje ubrania i
wróciłem się umyć. Gotowy poszedłem do pokoju.
- Idziemy gdzieś? Zobacz jaka ładna pogoda –
wskazał na okno.
- A później na pizze, bo nie umiem gotować.
- Czemu nie? To chodź.
Poszliśmy do parku. Romantycznie,
prawda? Ale gdy tylko z przyjacielem to już tak fajnie nie jest.
- Nie myśl!!! – wydarł mi się do ucha.
- C-co? A… Mam pytanie... MÓGŁBYŚ NIE
WRZESZCZEĆ, BO OGŁUCHNĘ?! – również krzyknąłem.
Przy okazji zwróciłem na siebie uwagę
kilku miłych, starszych pań plotkujących
o wszystkich tylko nie o sobie.
- Kto to mówi? Chociaż mówi jest LEKKO przesadzone.
Prychnąłem.
Po dwóch godzinach bez celowego
łażenia w tą i z powrotem poszliśmy do mojej ulubionej pizzerii. Prawie jak
randka? Tylko to pierwsze słowo wszystko niszczy.
- Jaką wybierasz? – zerknąłem na kartę.
- Byle bez ananasa i owoców morza.
- To może tą? – wskazałem na jedna z
propozycji.
- Czemu nie? – uśmiechnął się. – Tylko… ja nie
mam przy sobie kasy i oddam…
- Nie wygłupiaj się. Zapłacę – wtrąciłem się.
Chociaż tak mogłem się poczuć jakby
to jednak była randka.
- Jak wolisz – wzruszył ramionami i poszedł
zająć miejsca.
Zamówiłem dwie małe pizze i rozejrzałem
się w poszukiwaniu chłopaka. Znalazłem go i poszedłem tam.
Po dwudziestu minutach przyszedł nasz
obiad. Zjedliśmy co chwilę się śmiejąc i zwracając na siebie uwagę większości ludzi.
Wróciliśmy do domu i oczywiście zaraz
dorwaliśmy komputer. Na Skype zadzwonił do mnie od razu Michał.
- Powinienem chyba się wylogować za każdym
razem kiedy nie korzystam z niego – westchnąłem.
- Ej no, odbierz! Nie gadałem z nim po tej
DZIWNEJ sytuacji na przystanku.
- Robię to na twoją odpowiedzialność –
zaznaczyłem i kliknąłem zieloną słuchawkę.
~ Hej! Dawno nie… - chłopak urwał widząc Marka
obok mnie.
- Cześć! – Jakby nigdy nic pomachał mu.
~ Cześć… To ja może nie będę przeszkadzać.
- Ej! Słodziaku! – Zaśmiał się. – Nie no, a tak
serio to chciałem cię przeprosić. Miałem gorszy dzień i nienawidzę jak ktoś
myli mnie z dziewczyną.
~ Sorry – podrapał się po karku zdenerwowany. – Nie chciałem przecież…
- Spoko. – Zrobił swoją najsłodszą minkę na
jaką go stać. Szybko odwróciłem wzrok żeby się na niego nie zapatrzeć.
~ Z drugiej strony to musiałem z siebie zrobić
idiotę kiedy pytałem cię o długowłosą
ślicznotkę z czekoladowymi oczami… nie, to ostatnie to ty powiedziałeś –
zwrócił się do mnie.
- Serio? – Odwrócił się w moją stronę.
~ No mówię! Tak powiedział.
- Chciałem ci to jakoś zobrazować – wywróciłem
oczami, ale w duchu bałem się.
- Słodko – uśmiechnął się.
Na szczęście obaj wdali się w jakaś
rozmowę i nie zwracali na mnie uwagi. W życiu nie pomyślałbym, że tak się
dogadają. Przynajmniej Michał miał kogoś kto albo świetnie udawał albo serio
był zainteresowany tymi opowieściami o Julce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz