Rozdział 23.
Co on wymyślił…?
Leżałem i czekałem na Marka.
Puk, puk…
Szybko pobiegłem wpuścić chłopaka.
Rzucił mi się na szyję. Jedną ręką go objąłem, a drugą zamknąłem drzwi.
- Cześć! – Cmoknął mnie w policzek.
Poszliśmy do pokoju. Położyłem się na
łóżku, a on usiadł obok.
- To jaki masz pomysł?
- Tylko jedno słowo: WESOŁE MIASTECZKO! – Wyszczerzył się.
- Ja naliczyłem dwa.
- Oj tam, oj tam – machnął ręką. – Zgadzasz
się?
- Pewnie. Kiedy?
- Teraz? – Wstał.
- OK, OK.
Wziąłem kasę i wyszliśmy.
Podjechaliśmy autobusem.
- Gotowy? – Chwycił mnie za rękę i pociągnął w
stronę wejścia, nie czekając na odpowiedź.
Na widok tych wszystkich atrakcji
oczy mu się świeciły ze szczęścia i ekscytacji. Kupiliśmy bilety i nie oglądając się
na mnie pobiegł w stronę pierwszej karuzeli. Uśmiechnąłem się i podążyłem za
nim. Chyba postawił sobie za cel przejechanie się na wszystkim. Od tych dla
małych dzieci (tak, dobrze przeczytaliście), przez samochodziki po ekstremalne.
Czasami stałem obok i śmiałem się, np. kiedy próbował się zmieścić do różowej
karocy, ale przeważnie bawiłem się na tych karuzelach razem z nim (nie na
dziecięcych).
- Chodź! – zaczął mnie ciągnąć w stronę jakiejś
maszyny.
Okazała się być kolorowym pudełkiem z
łapką w środku i miśkami. Ową łapką wyciągało się te zabawki.
- Po co ci taki pluszak?
Prychnął i wrzucił monetę. Za
pierwszym razem nic. Za drugim paczkę herbatników.
- Serio?! Przecież one są duże! Trzymaj –
podał mi ciastka. – Do trzech razy sztuka.
- Marek…
- Proszę! – znowu te słodkie oczka.
- Eh… - Oparłem się o maszynę.
Zaraz dorwał się do rączki, dzięki której mógł sterować łapką.
Obserwowałem jak z zaciętą miną i językiem na wierzchu próbuje wygrać. Nie
powiem – zabawny widok.
- Jest! – krzyknął szczęśliwy, kiedy w końcu mu
się udało.
- Brawo - wywróciłem oczami.
- Proszę – podał mi średniej wielkości,
brązowego misia. – To dla ciebie.
- Serio? Tyle się męczyłeś żeby zdobyć
zabawkę DLA MNIE??? – Jaki on kochany. – Dostanie honorowe miejsce w moim pokoju –
powiedziałem trochę zbyt ironicznie.
- Pff. Ja tu się męczę, a… - uciszyłem go
pocałunkiem.
- Dzięki – uśmiechnąłem się.
- Marcin? – usłyszałem za sobą głos chłopaka z
klasy.
- O nie… - Cicho westchnąłem i odwróciłem się. – Kacper? Co ty tu robisz?
- O widzę, że przyszedłeś na randkę -zignorował moje pytanie. – Hej piękna –
zwrócił się do Marka.
Kątem oka zobaczyłem jak zaciska
pięści i opuszcza głowę zasłaniając się bardziej czerwoną grzywką. Nic nie
powiedział.
- Taka nieśmiała jesteś? – zaśmiał się.
- To… - zacząłem, ale chłopak pociągnął ,mnie
za rękę do tyłu.
- Mam pomysł – szepnął.
Zacząłem się bać. Zwłaszcza o Kacpra,
mimo, że go nie lubiłem. Taka napompowana góra mięsa myśląca tylko o seksie.
- Jakie mięśnie. – Podszedł i przejechał po
jego ramieniu.
Brunet wyprostował się.
- Nie to co Marcin – zaśmiał się. – Ładna
jesteś.
- Dzięki.
Stanął na palcach i coś szepnął mu do ucha.
Stanął na palcach i coś szepnął mu do ucha.
- To chodź. - Objął go i poszli gdzieś.
- Ale… - Patrzyłem zaskoczony.
Marek pomachał mi, za plecami Kacpra,
abym poszedł za nimi. Tak też zrobiłem.
Dotarli do niezbyt bogatej dzielnicy
koło wesołego miasteczka i schowali się między blokami. Stanąłem przy jednym z
nich i zajrzałem co robią. Widziałem jak mój chłopak szepta mu coś do ucha co
chwilkę ocierając się nogą o jego spodnie, a mięśniak opiera się plecami o
ścianę. Na jego nieszczęście, chyba pierwszy raz, był w dżinsach, a nie dresie.
Nagle brunet schylił się i próbował pocałować chłopaka. Zacisnąłem pięści gotów
go pobić mimo, iż był ode mnie silniejszy. Na szczęście niższy poradził sobie
zasłaniając mu usta palcem.
- Tak właściwie to jestem Marek – uśmiechnął
się.
- Ka… jak???
- Kajak? Oryginalnie – wzruszył ramionami.
Kacper odgarnął mu włosy z twarzy.
- Jesteś… chłopakiem??? – Zerknął na spodnie. –
Kurwa.
Drugi wyszczerzył się. Pomachał mu i
poszedł w moją stronę. Przybił mi piątkę i wybuchnął śmiechem.
- Widziałeś jego minę? Czasami moja uroda się
przydaje.
- Kiedy próbował cię pocałować, myślałem, że go
zabiję.
- Byłeś zazdrosny? – zaśmiał się.
- A żebyś wiedział.
- Ale to ciebie kocham. Ta kupa mięśni że
zwojami mózgu układającymi się w słowo sex nie jest w moim typie, za to ty bardzo.
Nagle usłyszałem dziwna muzyczkę.
- Oo... – Wyciągnął telefon. – Wujek? Chwilka. – Odebrał – Halo?... No…. Co z tego?… Żartujesz?!... Nie!... Zostaję!... Ale…
Rozłączył się!
- Co się stało?
Walnął mocno ręką w ścianę.
- Kurwa! – krew mu poleciała.
- Eh. Pokaż to. – Wyciągnąłem chusteczkę i
wytarłem mu dłoń.
- Marcin… - podniosłem wzrok na jego twarz i
zobaczyłem jak mu się oczy świecą – wujek dostał pracę i wyprowadzamy się… do
ANGLII!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz