środa, 29 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 23.



Rozdział 23.
Co on wymyślił…?
Leżałem i czekałem na Marka.
Puk, puk…
Szybko pobiegłem wpuścić chłopaka. Rzucił mi się na szyję. Jedną ręką go objąłem, a drugą zamknąłem drzwi.
 - Cześć! – Cmoknął mnie w policzek.
Poszliśmy do pokoju. Położyłem się na łóżku, a on usiadł obok.
 - To jaki masz pomysł?
 - Tylko jedno słowo: WESOŁE MIASTECZKO! – Wyszczerzył się.
 - Ja naliczyłem dwa.
 - Oj tam, oj tam – machnął ręką. – Zgadzasz się?
 - Pewnie. Kiedy?
 - Teraz? – Wstał.
 - OK, OK.
Wziąłem kasę i wyszliśmy. Podjechaliśmy autobusem.
 - Gotowy? – Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę wejścia, nie czekając na odpowiedź.
Na widok tych wszystkich atrakcji oczy mu się świeciły ze szczęścia i ekscytacji. Kupiliśmy bilety i nie oglądając się na mnie pobiegł w stronę pierwszej karuzeli. Uśmiechnąłem się i podążyłem za nim. Chyba postawił sobie za cel przejechanie się na wszystkim. Od tych dla małych dzieci (tak, dobrze przeczytaliście), przez samochodziki po ekstremalne. Czasami stałem obok i śmiałem się, np. kiedy próbował się zmieścić do różowej karocy, ale przeważnie bawiłem się na tych karuzelach razem z nim (nie na dziecięcych).
 - Chodź! – zaczął mnie ciągnąć w stronę jakiejś maszyny.
Okazała się być kolorowym pudełkiem z łapką w środku i miśkami. Ową łapką wyciągało się te zabawki.
 - Po co ci taki pluszak?
Prychnął i wrzucił monetę. Za pierwszym razem nic. Za drugim paczkę herbatników.
 - Serio?! Przecież one są duże! Trzymaj – podał mi ciastka. – Do trzech razy sztuka.
 - Marek…
 - Proszę! – znowu te słodkie oczka.
 - Eh… - Oparłem się o maszynę.
Zaraz dorwał się do rączki, dzięki której mógł sterować łapką. Obserwowałem jak z zaciętą miną i językiem na wierzchu próbuje wygrać. Nie powiem – zabawny widok.
 - Jest! – krzyknął szczęśliwy, kiedy w końcu mu się udało.
 - Brawo - wywróciłem oczami.
 - Proszę – podał mi średniej wielkości, brązowego misia. – To dla ciebie.
 - Serio? Tyle się męczyłeś żeby zdobyć zabawkę DLA MNIE??? – Jaki on kochany. – Dostanie honorowe miejsce w moim pokoju – powiedziałem trochę zbyt ironicznie.
 - Pff. Ja tu się męczę, a… - uciszyłem go pocałunkiem.
 - Dzięki – uśmiechnąłem się.
 - Marcin? – usłyszałem za sobą głos chłopaka z klasy.
 - O nie… - Cicho westchnąłem i odwróciłem się. – Kacper? Co ty tu robisz?
 - O widzę, że przyszedłeś na randkę  -zignorował moje pytanie. – Hej piękna – zwrócił się do Marka.
Kątem oka zobaczyłem jak zaciska pięści i opuszcza głowę zasłaniając się bardziej czerwoną grzywką. Nic nie powiedział.
 - Taka nieśmiała jesteś? – zaśmiał się.
 - To… - zacząłem, ale chłopak pociągnął ,mnie za rękę do tyłu.
 - Mam pomysł – szepnął.
Zacząłem się bać. Zwłaszcza o Kacpra, mimo, że go nie lubiłem. Taka napompowana góra mięsa myśląca tylko o seksie.
 - Jakie mięśnie. – Podszedł i przejechał po jego ramieniu.
Brunet wyprostował się.
 - Nie to co Marcin – zaśmiał się. – Ładna jesteś.
 - Dzięki. 
Stanął na palcach i coś szepnął mu do ucha.
 - To chodź. - Objął go i poszli gdzieś.
 - Ale… - Patrzyłem zaskoczony.
Marek pomachał mi, za plecami Kacpra, abym poszedł za nimi. Tak też zrobiłem.
Dotarli do niezbyt bogatej dzielnicy koło wesołego miasteczka i schowali się między blokami. Stanąłem przy jednym z nich i zajrzałem co robią. Widziałem jak mój chłopak szepta mu coś do ucha co chwilkę ocierając się nogą o jego spodnie, a mięśniak opiera się plecami o ścianę. Na jego nieszczęście, chyba pierwszy raz, był w dżinsach, a nie dresie. Nagle brunet schylił się i próbował pocałować chłopaka. Zacisnąłem pięści gotów go pobić mimo, iż był ode mnie silniejszy. Na szczęście niższy poradził sobie zasłaniając mu usta palcem.
 - Tak właściwie to jestem Marek – uśmiechnął się.
 - Ka… jak???
 - Kajak? Oryginalnie – wzruszył ramionami.
Kacper odgarnął mu włosy z twarzy.
 - Jesteś… chłopakiem??? – Zerknął na spodnie. – Kurwa.
Drugi wyszczerzył się. Pomachał mu i poszedł w moją stronę. Przybił mi piątkę i wybuchnął śmiechem.
 - Widziałeś jego minę? Czasami moja uroda się przydaje.
 - Kiedy próbował cię pocałować, myślałem, że go zabiję.
 - Byłeś zazdrosny? – zaśmiał się.
 - A żebyś wiedział.
 - Ale to ciebie kocham. Ta kupa mięśni że zwojami mózgu układającymi się w słowo sex nie jest w moim typie, za to ty bardzo.
Nagle usłyszałem dziwna muzyczkę.
 - Oo... – Wyciągnął telefon. – Wujek? Chwilka. – Odebrał – Halo?... No…. Co z tego?… Żartujesz?!... Nie!... Zostaję!... Ale… Rozłączył się!
 - Co się stało?
Walnął mocno ręką w ścianę.
 - Kurwa! – krew mu poleciała.
 - Eh. Pokaż to. – Wyciągnąłem chusteczkę i wytarłem mu dłoń.
 - Marcin… - podniosłem wzrok na jego twarz i zobaczyłem jak mu się oczy świecą – wujek dostał pracę i wyprowadzamy się… do ANGLII!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz