Rozdział 5.
Po obiedzie pojechali, a ja pomogłem
posprzątać mamie jak przykładny synek.
- Skąd ty go wziąłeś? – spytała.
- O co ci chodzi… - przestraszyłem się, że
może go nie lubić.
- Taki fajny chłopak.
- Aaa! – odetchnąłem z ulgą. – No przecież
mówiliśmy ci: pomogłem mu kiedyś i tak to się zaczęło.
- A trochę dokładniej można?
- Nie można? – nie powiem jej, że płakał i miał myśli samobójcze. Ba! Dalej ma.
- Ukrywacie coś?
Westchnąłem.
- To nie tak… po prostu nie wiem czy mogę
mówić o jaki problem chodzi. Zrozum.
- Jak długo się znacie? Ciągle mi to nie daje
spokoju. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że od poniedziałku, ale to
trochę dziwne. Tak byście się zżyli po trzech dniach?
- No… masz rację. Znamy się kila dni.
- Ooo… To musi być prawdziwa przyjaźń.
- Mamo, wiesz dobrze, że u mnie nie łatwo
awansować na pozom przyjaciel.
- A jednak
jemu się udało pierwszego dnia. Nie oszukuj mnie. Widzę, lubisz go. On zresztą
ciebie też. Czasami dziwnie się zachowuje gdy ojciec coś palnie, ale zaraz
znowu robi się wesoły.
- Ta… znowu wszystko wiesz?
Cmoknęła mnie w policzek i wysłała
sprawdzić czy już jadą. Akurat w tym samym momencie drzwi się otworzyły i
wszedł tata z Markiem, który miał na plecach wypchany plecak. Jak ten suwak to przeżył???
- Co ty tam masz??? To jedna noc…
- Wiem. Wziąłem kilka najpotrzebniejszych
rzeczy.
- Kilka??? Nie wiem jakim cudem to jeszcze nie
pękło.
- Nie znasz moich możliwości w kategorii
pakowanie się – wyszczerzył się i poszedł do mojego pokoju.
Podążyłem za nim. Położył się na
łóżku tak, że nogi miał poza materacem, zamknął oczy i uśmiechał się.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy. – Zerknąłem na bagaż kolegi. – Bardziej rzucającego się w oczy odcieniu pomarańczowego nie było?
- Nie, szkoda. – Usiadł. – Dobra to ja mogę spać…
z salonu twój tata by mnie wyrzucił, pytałem. Więc…
- Co ty gadasz? Śpisz w moim łóżku. Jak ci
przeszkadza moja obecność to mogę wynieść się na dywan.
- Jak MI przeszkadza???
- No…
- Nie miałbyś pretensji, że musisz spać tym samym łóżku z pedałem? – ostatnie słowo powiedział
bardzo cicho.
- Ile razy mam ci powtarzać, że twoja
orientacja nie jest dla mnie ważna?
- Inni by nawet w tym samym pokoju spać nie
mogli. Jeszcze cię zgwałcę – puścił mi oczko.
- Ta… jesteś za drobny – zaśmiałem się. – Zresztą nawet jakbyś był napakowanym mięśniakiem to wiem, że byś tego nie
zrobił.
- Aż tak mi ufasz? – zrobił minę, która nie
wróżyła nic dobrego. – Za bardzo cię polubiłem, żeby zrażać cię do siebie, bo bym
ci udowodnił, że się mylisz.
- Czyżby? – Podszedłem bliżej i pochyliłem się. – Miło wiedzieć.
- Tylko nie myśl, iż zostaniemy wielkimi BFF –
prychnął.
- Oj, uwierz, że u mnie na status przyjaciel trzeba sobie zasłużyć. – Nachyliłem się jeszcze bliżej.
- A gdybym cię pocałował? Jesteś dość blisko.
- Waśnie się zastanawiałem czy zadasz to
pytanie – wyszczerzyłem się. – Nie bałbyś się zaryzykować?
- Bo ja wiem… - odchylił się i znowu leżał.
- Podobam ci się? Skoro przychodzi ci do głowy
coś takiego… - I tak znowu zacząłem się zbliżać
- Pff… nie przeceniaj się. – Wystawił język.
- A gdybym to ja ciebie pocałował? – opierałem się
na łokciach, które były po bokach jego głowy.
- Tak na ciebie działam, że zadajesz takie
pytania?
- Czyli przyznajesz! – Podniosłem się.
- Ej! Nie!
- Oj, czy ja słyszę, że już nie jesteś taki
pewny siebie?
Rzucił we mnie poduszką.
- Nie zaprzeczysz? – Odłożyłem ją na miejsce.
- Czy ty zdajesz sobie sprawę o czym my
gadamy? – znowu był spokojny.
- Te twoje nagłe zmiany nastroju są przerażające.
- Dobrze wiedzieć. – Podniósł się.
- To zrobimy tak: idź się umyć, później ja, a
w między czasie znajdę jakiś fajny film.
- OK. – Wziął swoje rzeczy. – Tak wcześnie?
- Mhm… mama później zajmuje ją na prawie
godzinę. – Włączyłem komputer. – Co puścić?
- Porno gejowskie? – zaśmiał się.
- Lepiej nie, bo nie chcę sprzątać
pozostałości po tobie.
- Pff… ja nie poniżam się to tego.
- Dobrze wiedzieć. – Włączyłem Internet. – To co
lubisz?
- Tylko nie horror resztę jakoś przeżyję.
- Boisz się? – wyszczerzyłem się.
- Nie! Ale… to jest zbyt klasyczne na
wieczory.
- Jak wolisz – wzruszyłem ramionami. – Co my tu
mamy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz