środa, 1 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 5.



Rozdział 5.
Po obiedzie pojechali, a ja pomogłem posprzątać mamie jak przykładny synek.
 - Skąd ty go wziąłeś? – spytała.
 - O co ci chodzi… - przestraszyłem się, że może go nie lubić.
 - Taki fajny chłopak.
 - Aaa! – odetchnąłem z ulgą. – No przecież mówiliśmy ci: pomogłem mu kiedyś i tak to się zaczęło.
 - A trochę dokładniej można?
 - Nie można? – nie powiem jej, że płakał i miał myśli samobójcze. Ba! Dalej ma.
 - Ukrywacie coś?
Westchnąłem.
 - To nie tak… po prostu nie wiem czy mogę mówić o jaki problem chodzi. Zrozum.
 - Jak długo się znacie? Ciągle mi to nie daje spokoju. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że od poniedziałku, ale to trochę dziwne. Tak byście się zżyli po trzech dniach?
 - No… masz rację. Znamy się kila dni.
 - Ooo… To musi być prawdziwa przyjaźń.
 - Mamo, wiesz dobrze, że u mnie nie łatwo awansować na pozom przyjaciel.
­ - A jednak jemu się udało pierwszego dnia. Nie oszukuj mnie. Widzę, lubisz go. On zresztą ciebie też. Czasami dziwnie się zachowuje gdy ojciec coś palnie, ale zaraz znowu robi się wesoły.
 - Ta… znowu wszystko wiesz?
Cmoknęła mnie w policzek i wysłała sprawdzić czy już jadą. Akurat w tym samym momencie drzwi się otworzyły i wszedł tata z Markiem, który miał na plecach wypchany plecak. Jak ten suwak to przeżył???
 - Co ty tam masz??? To jedna noc…
 - Wiem. Wziąłem kilka najpotrzebniejszych rzeczy.
 - Kilka??? Nie wiem jakim cudem to jeszcze nie pękło.
 - Nie znasz moich możliwości w kategorii pakowanie się – wyszczerzył się i poszedł do mojego pokoju.
Podążyłem za nim. Położył się na łóżku tak, że nogi miał poza materacem, zamknął oczy i uśmiechał się.
 - Dziękuję.
 - Nie ma sprawy. – Zerknąłem na bagaż kolegi. – Bardziej rzucającego się w oczy odcieniu pomarańczowego nie było?
 - Nie, szkoda. – Usiadł. – Dobra to ja mogę spać… z salonu twój tata by mnie wyrzucił, pytałem. Więc…
 - Co ty gadasz? Śpisz w moim łóżku. Jak ci przeszkadza moja obecność to mogę wynieść się na dywan.
 - Jak MI przeszkadza???
 - No…
 - Nie miałbyś pretensji, że musisz spać  tym samym łóżku z pedałem? – ostatnie słowo powiedział bardzo cicho.
 - Ile razy mam ci powtarzać, że twoja orientacja nie jest dla mnie ważna?
 - Inni by nawet w tym samym pokoju spać nie mogli. Jeszcze cię zgwałcę – puścił mi oczko.
 - Ta… jesteś za drobny – zaśmiałem się. – Zresztą nawet jakbyś był napakowanym mięśniakiem to wiem, że byś tego nie zrobił.
 - Aż tak mi ufasz? – zrobił minę, która nie wróżyła nic dobrego. – Za bardzo cię polubiłem, żeby zrażać cię do siebie, bo bym ci udowodnił, że się mylisz.
 - Czyżby? – Podszedłem bliżej i pochyliłem się. – Miło wiedzieć.
 - Tylko nie myśl, iż zostaniemy wielkimi BFF – prychnął.
 - Oj, uwierz, że u mnie na status przyjaciel trzeba sobie zasłużyć. – Nachyliłem się jeszcze bliżej.
 - A gdybym cię pocałował? Jesteś dość blisko.
 - Waśnie się zastanawiałem czy zadasz to pytanie – wyszczerzyłem się. – Nie bałbyś się zaryzykować?
 - Bo ja wiem… - odchylił się i znowu leżał.
 - Podobam ci się? Skoro przychodzi ci do głowy coś takiego… - I tak znowu zacząłem się zbliżać
 - Pff… nie przeceniaj się. – Wystawił język.
 - A gdybym to ja ciebie pocałował? – opierałem się na łokciach, które były po bokach jego głowy.
 - Tak na ciebie działam, że zadajesz takie pytania?
 - Czyli przyznajesz! – Podniosłem się.
 - Ej! Nie!
 - Oj, czy ja słyszę, że już nie jesteś taki pewny siebie?
Rzucił we mnie poduszką.
 - Nie zaprzeczysz? – Odłożyłem ją na miejsce.
 - Czy ty zdajesz sobie sprawę o czym my gadamy? – znowu był spokojny.
 - Te twoje nagłe zmiany nastroju są przerażające.
 - Dobrze wiedzieć. – Podniósł się.
 - To zrobimy tak: idź się umyć, później ja, a w między czasie znajdę jakiś fajny film.
 - OK. – Wziął swoje rzeczy. – Tak wcześnie?
 - Mhm… mama później zajmuje ją na prawie godzinę. – Włączyłem komputer. – Co puścić?
 - Porno gejowskie? – zaśmiał się.
 - Lepiej nie, bo nie chcę sprzątać pozostałości po tobie.
 - Pff… ja nie poniżam się to tego.
 - Dobrze wiedzieć. – Włączyłem Internet. – To co lubisz?
 - Tylko nie horror resztę jakoś przeżyję.
 - Boisz się? – wyszczerzyłem się.
 - Nie! Ale… to jest zbyt klasyczne na wieczory.
 - Jak wolisz – wzruszyłem ramionami. – Co my tu mamy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz