Rozdział 19.
Miesiąc później…
Przez te wszystkie tygodnie snułem
się jak duch. W szkole nauczyciele ciągle się mnie czepiali, że nie słucham, a
w domu rodzice nie dawali spokoju chcąc wyciągnąć ode mnie, dlaczego tak się dziwnie
zachowuję. Nie zwracałem uwagi na nic i ciągle myślami byłem przy wielkich, czekoladowych
oczach i pięknym uśmiechu. Tylko Michał wiedział, co się stało. Próbował
wyciągnąć mnie z dołka, ale na marne.
Kto powiedział, że pierwsza miłość jest
piękna? Ktokolwiek to był chyba nigdy nie kochał i nie wie jak to jest gdy
osoba, dla której zrobiłby wszystko odchodzi nie zostawiając wyjaśnień.
Nie poddawałem się. Czasami dzwoniłem albo pisałem, lecz nie odbierał i nie odpowiadał na SMS’ y. Kiedy coś napisał
to tak, aby mnie dobić już do końca. Wtedy dowiadywałem się co myśli o swoim przyjacielu. Okazywało się, że za bardzo
go niańczyłem, czy nie dawałem mu chwili na bycie samemu, a wymieniłem tylko
najdelikatniejsze. Nie jest łatwo czytać coś takiego od osoby, którą się kochało,
ufało. Mimo to znałem go tak długo i po prostu nie mogłem uwierzyć w
prawdziwość tych słów. Nie od niego. Bywał denerwujący, ale to do Marka nie
pasowało. Może chwytałem się ostatnich resztek nadziei, lecz nie umiałem
inaczej.
Bywało, że myślałem jakby to
wyglądało gdybym wtedy nie poszedł za przystanek zaciekawiony co się dzieje,
gdybym mu nie pomógł. Nie mijało dużo czasu, a dziwiłem się jak mogłem w ogóle brać
taką ewentualność, przecież to były najpiękniejsze tygodnie mojego życia, nawet
jeśli później przyszły te najgorsze.
Dopiero kiedy go straciłem
zrozumiałem, jak bardzo zakochałem się w tej drobnej, bezbronnej, wrednej istocie.
Zdarzało się, iż żałowałem, że
zgodziłem się na udawanie jego chłopaka. Raz
spróbowany owoc smakuje lepiej. Jednak później cieszyłem się z możliwości
choć trochę poczucia złudnego wrażenia, że był mój. Przytulenia go, całusa w
policzek, obsypywania pocałunkami bladej szyi, powiedzenia do niego kochanie.
Tak bardzo tęskniłem. Chciałem znowu
usłyszeć jego pewny siebie głos, śmiech, delikatny śpiew; zobaczyć piękny
uśmiech i dołeczki na policzkach, wielkie, czekoladowe oczy, nieprzewidywalny
strój; dotknąć miękkich włosów, drobne ciałko; poczuć smak słodkiej skóry.
Jednak najbardziej zależało mi na tym, aby był szczęśliwy. Jeśli do tego
potrzebna była utrata kontaktu ze mną, a przy okazji roztrzaskanie mojego serca
na kawałeczki to trudno, jakoś to musiałem przeżyć.
Puk, puk…
- Syneczku, mogę wejść? – spytała mama.
- Tak.
Drzwi do mojego pokoju się otworzyły
i pojawił się zmartwiona kobieta.
- Nie oszukuj, to widać. Co się dzieje? – Usiadła obok mnie na łóżku.
- Mamo, gdybym ci powiedział, że jestem Bi to
jakbyś zareagowała?
Patrzyła w przestrzeń przed nią nic
nie mówiąc. Po chwili odwróciła się w moja stronę.
- Jesteś pewny?
- Tak – westchnąłem.
- To dlatego…?
- Nie – uprzedziłem ją. – To kim jestem wiem
dłużej.
- Czyli podobają ci się chłopcy? – ostrożnie spytała.
- TEŻ. Nie martw się, nie tylko.
- Wiem, wiem. Nie będę ukrywać, że mam
nadzieję, iż ci się to z czasem zmieni.
- Domyślam się. Mamo, mam prośbę: nie mów
tacie. Nie mam pojęcia, jak zareaguje.
- Nie będę krzyczał – usłyszałem rozbawiony
głos mężczyzny.
- Podsłuchiwałeś?! – przestraszyłem się.
- Nie przesadzaj. Chyba mogę wiedzieć, co się dzieje
z moim synem? – Podszedł i poczochrał mnie po głowie. – To nawet ma swoje plusy.
- Jakie? – powiedzieliśmy niemal równocześnie.
- Przynajmniej nie zostanę wcześnie dziadkiem,
jeśli zacznie się spotykać z chłopakiem. Swoja drogą to masz jakiegoś?
- Nie. – Skuliłem się na myśl o przyjacielu
(dalej go tak nazywałem).
- A Marek? Jakiej jest orientacji?
- Homo.
- Jak możesz być taki wyluzowany? – zdziwiła się
matka.
- Przesadzasz – machnął ręką. – Wracając do Papużki
(tak żartobliwie nazywał mojego kolegę) to byłby mile widziany jako twój
chłopak. W końcu swój – zaśmiał się.
Mi jednak tak wesoło nie było. Zwinąłem
się jeszcze bardziej i westchnąłem.
- Wiem.
- Co ty do niego czujesz? – Kobieta pogłaskała
mnie po głowie.
- Głupi jestem i zakochałem się. Przez to tak się
zachowuję. Dobra może nie tylko, bo takie uczucia żywię do niego dłużej, ale miesiąc
temu powiedział, że musi skończyć z tym. Nawet nie chce mi wyjaśnić o co
chodzi.
- Próbowałeś z nim pogadać? – Kucnął przede
mną ojciec.
- Jak myślisz?
- Że tak – uśmiechnął się delikatnie.
- Co mam zrobić? Nie chcę żeby był moim
chłopakiem… dobra też, ale nie będę taki zachłanny, wystarczy mi przyjaciel.
- Nie wiem. Może daj mu trochę czasu i znowu
spróbuj, ale nie pytaj go o tą sytuację, raczej zwykła rozmowa. Nie obiecuję,
że to pomoże, lecz zawsze jest nadzieja.
- Dzięki – w końcu, po tak długim czasie,
kąciki moich ust powędrowały do góry. – Mogę zostać sam?
- Pewnie. – Wstał.
- Ale… - zaczęła matka.
- Chodź – ponaglił ją.
Wyszli, a ja zastanawiałem się nad
radą taty. Nie była taka zła…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz