poniedziałek, 6 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 13.



Rozdział 13.
Jak zwykle przyszedłem na przystanek i spotkałem Marka.
 - Dziś śpię u ciebie – wskazał na plecak.
 - Miło, że zapytałeś… - westchnąłem.
 - A nie chcesz? – był bardzo pewny siebie.
 - No wiesz… będę trochę zajęty, bo muszę poprawić historię. – Opuścił głowę smutny. Naprawdę, aż tak mu zależy? – Ha, ha, ha! Żartowałem! Akurat nieźle mi z niej idzie.
 - Jak mogłeś?! Pff… A może faktycznie sobie odpuszczę…
 - Za bardzo po tobie widać, że ci zależy, żebyś mnie nabrał – wyszczerzyłem się.
 - Mi?? Wydawało ci się.
 - Jasne – powiedziałem bardziej do siebie.
Autobus przyjechał i wsiedliśmy do niego. Nie było miejsca więc musiał stać (tak wiem, jestem bardzo miły). Obserwowałem to chude ciałko i myślałem jakbym chciał je przytulić. Ocknąłem się dopiero gdy mną potrząsnął i wskazał za okno. Dojeżdżaliśmy.
Pobiegliśmy do mnie. Chłopak pierwszy poszedł do kuchni z pytaniem czy może nocować.
 - Jasne, ale dziś nas nie będzie, bo musimy jechać do mojej mamy. Rozchorowała się biedaczka – powiedziała mama.
 - Nie ma problemu – uśmiechnąłem się.
Moment… Ja z Markiem w jednym mieszkaniu SAMI?
 - Właśnie – dodał przyjaciel.
 - A mam pojechać do domu dziecka, tak jak ostatnio? – spytał tata.
 - No… tak.
 - To chodź szybko, bo teściowa nie może czekać wiecznie… Moja żona zresztą też – szepnął.
 - Co tam mówisz? – wtrąciła się.
 - Że cię kocham. – Cmoknął ją w policzek.
 - Ta, na pewno – uśmiechnęła się. – To pośpieszcie się.
 - Tak jest! – zasalutował.
Ja z Markiem staliśmy obok i śmialiśmy się.
Po chwili wyszli.
Pomogłem mamie rozstawić talerze. Gdy nie patrzyła, zdążyłem podkraść kawałek piernika, który jakimś cudem został z wczoraj.
Za kilkanaście minut przyszli.
 - Tak szybko? – zdziwiliśmy się.
 - Na szczęście. Jesteśmy głodni! – westchnął ojciec.
 - Jak zwykle – puściła oczko. – Już czeka na was obiad.
Usiedliśmy i dorwaliśmy się do pstrąga.
 - Czy wspominałem, że pani wspaniale gotuje? – uśmiechnął się chłopak.
 - Może kilka razy… Przemek! Ile można jeść!
 - Już, już…
Skończył i pojechali zostawiając nas samych w mieszkaniu.
Poszliśmy do pokoju.
 - Przemyciłem pierniki – zadowolony wyciągnąłem z szuflady talerz przysmaków.
 - Jej! – Rzucił się na nie.
Położyliśmy się na łóżko i pożeraliśmy je.
 - Pyszne! – oblizał się.
Znieruchomiałem wpatrując się w niego. Ocknąłem się dopiero, gdy poczułem jego usta na swojej dłoni.
 - Co… CZY TY CHCESZ ZJEŚĆ MOJE CIASTKO?!
Niestety nie zdążyłem zareagować i zjadł je.
 - Nie kontaktowałeś to nie mogłem nie skorzystać – wyszczerzył się.
Prychnąłem i ukradłem jego pierniczka.
 - Jeszcze jedno ruszysz to…
 - Jesteś za chudy – no może i nie, ale nie o tym – żeby mi coś zrobić.
Zamyślił się.
 - No właśnie! Umrę z głodu bez dawki kalorii!
 - Jesz więcej niż mój tata – zauważyłem.
 - Oj tam, oj tam.
Cały wieczór przesiedzieliśmy przed laptopem na zmianę grając i oglądając coś.
 - Idę się umyć – powiedział i wyszedł.
 - Jest 2000! – zawołałem za nim.
 - I?
Pokręciłem głową.
Super… Kolejna noc z NIM na TYM SAMYM łóżku. A gdybym…
 - Mogę pożyczyć ręcznik? Musiałem przez przypadek zapomnieć o swoim – usłyszałem krzyk z łazienki.
 - Tak.
Skoro on poszedł to ja również się umyłem wcześniej. Wróciłem do pokoju i zobaczyłem, że coś włącza na laptopie.
 - Co robisz?
 - Słyszałem o jakimś fajnym filmie i właśnie czytam o czym on dokładnie jest.
 - Aha. – Położyłem się obok.
 - Patrz – przysunął komputer bliżej, a sam nachylił się nade mną – tu pisze, że…
 - A psik! – udawałem chorego.
 - Co się stało? – Odwrócił mnie przodem do siebie. – Jesteś czerwony i kichasz.
Serio? Super. Dobrze, że teraz można to zwalić na złe samopoczucie…
 - Chyba się przeziębiłem, ale teraz coś to się nasila. Może odsuń się, bo nie chce cię zarazić.
 - Lepiej idź spać wcześniej. Sen to podobno najlepsze lekarstwo.
 - Nie, nie! To tylko… a psik! – uff zapomniałbym.
 - Jak z dzieckiem…
Siłą (a okazało się, że ma jej więcej niż sądziłem) zmusił mnie do leżenia, przykrył po czubek głowy kołdrą i uśmiechnął się. Okno miałem otwarte i musiało przez nie wpaść trochę chłodnego powietrza, bo zadrżałem.
 - Zimno ci? – przestraszył się. – Czekaj.
Nie zdążyłem się zastanowić co on znowu wykombinował, a już się przytulał do moich pleców.
 - CO? A psik! Odsuń się. Nie chcę cię zarazić.
 - Ja jestem odporny. Tamci z bidula mnie zahartowali – zaśmiał się.
 - Chyba nie chcę wiedzieć szczegółów…
 - Cieplej? – poczułem jego gorący oddech na sobie.
Mimowolnie znowu zadrżałem.
 - Oj chyba nie. – Odsunął się.
Kiedy już myślałem, że pomyśli o swoim zdrowiu i mój plan nie będzie jedną, wielką klapą odwróciłem się zaciekawiony co robi. Właśnie… ŚCIĄGAŁ GÓRĘ OD PIŻAMY! Odłożył ją na bok i znowu wsunął się pod pościel.
 - Słyszałem, iż gołe ciało lepiej ogrzewa – wyjaśnił. – Dobrze, że ty zawsze śpisz bez bluzki, bo nie wiem czy bym cię łatwo przekonał do zdjęcia jej.
 - A psik! Ale…
 - Nie marudź! Śpij lepiej.
 - Jest za wcześnie – jęknąłem.
Mimo wszystko nie było tak źle. Raczej nie będę miał później okazji czuć tego drobnego ciała tak blisko i to w samych spodniach.
 - Spróbuj.
 - Mhm… A psik!
Powoli zacząłem czuć, że robi mi się gorąco. Nie miałem wyjścia…
 - Marek, serio, ja nie chcę, żebyś się rozchorował…
 - Eh… dobra. – Naprawdę??? – Już się odsuwam.
Położył się na drugim końcu łóżka. Było mi jednak tak przyjemnie wcześniej, że postanowiłem się poświecić. Pociągnąłem go za chudy nadgarstek bliżej.
 - A psik! Zmieniam zdanie.
Nic nie odpowiedział tylko przytulił mnie. Nawet nie wyobrażacie sobie jak to jest czuć ciało ukochanej osoby obejmującej cię od tyłu.
 - Marek…
 - No?
 - Jest za wcześnie! – poskarżyłem się.
Westchnął.
 - Śpij kochanie już, Morfeuszek jest tuż, tuż – zaczął po chwili ciszy śpiewać. – Przysiadł na ramieniu twym, zaraz będzie*…
Dalej nie pamiętam…
Zasnąłem…


*Chcę tylko dodać, że ta kołysanka nie jest mojego autorstwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz