Rozdział 13.
Jak zwykle przyszedłem na przystanek
i spotkałem Marka.
- Dziś śpię u ciebie – wskazał na plecak.
- Miło, że zapytałeś… - westchnąłem.
- A nie chcesz? – był bardzo pewny siebie.
- No wiesz… będę trochę zajęty, bo muszę
poprawić historię. – Opuścił głowę smutny. Naprawdę,
aż tak mu zależy? – Ha, ha, ha! Żartowałem! Akurat nieźle mi z niej idzie.
- Jak mogłeś?! Pff… A może faktycznie sobie
odpuszczę…
- Za bardzo po tobie widać, że ci zależy,
żebyś mnie nabrał – wyszczerzyłem się.
- Mi?? Wydawało ci się.
- Jasne – powiedziałem bardziej do siebie.
Autobus przyjechał i wsiedliśmy do
niego. Nie było miejsca więc musiał stać (tak wiem, jestem bardzo miły).
Obserwowałem to chude ciałko i myślałem jakbym chciał je przytulić. Ocknąłem
się dopiero gdy mną potrząsnął i wskazał za okno. Dojeżdżaliśmy.
Pobiegliśmy do mnie. Chłopak pierwszy
poszedł do kuchni z pytaniem czy może nocować.
- Jasne, ale dziś nas nie będzie, bo musimy
jechać do mojej mamy. Rozchorowała się biedaczka – powiedziała mama.
- Nie ma problemu – uśmiechnąłem się.
Moment… Ja z Markiem w jednym mieszkaniu SAMI?
- Właśnie – dodał przyjaciel.
- A mam pojechać do domu dziecka, tak jak
ostatnio? – spytał tata.
- No… tak.
- To chodź szybko, bo teściowa nie może czekać
wiecznie… Moja żona zresztą też – szepnął.
- Co tam mówisz? – wtrąciła się.
- Że cię kocham. – Cmoknął ją w policzek.
- Ta, na pewno – uśmiechnęła się. – To
pośpieszcie się.
- Tak jest! – zasalutował.
Ja z Markiem staliśmy obok i
śmialiśmy się.
Po chwili wyszli.
Pomogłem mamie rozstawić talerze. Gdy
nie patrzyła, zdążyłem podkraść kawałek piernika, który jakimś cudem został z
wczoraj.
Za kilkanaście minut przyszli.
- Tak szybko? – zdziwiliśmy się.
- Na szczęście. Jesteśmy głodni! – westchnął
ojciec.
- Jak zwykle – puściła oczko. – Już czeka na
was obiad.
Usiedliśmy i dorwaliśmy się do
pstrąga.
- Czy wspominałem, że pani wspaniale gotuje? –
uśmiechnął się chłopak.
- Może kilka razy… Przemek! Ile można jeść!
- Już, już…
Skończył i pojechali zostawiając nas
samych w mieszkaniu.
Poszliśmy do pokoju.
- Przemyciłem pierniki – zadowolony
wyciągnąłem z szuflady talerz przysmaków.
- Jej! – Rzucił się na nie.
Położyliśmy się na łóżko i
pożeraliśmy je.
- Pyszne! – oblizał się.
Znieruchomiałem wpatrując się w
niego. Ocknąłem się dopiero, gdy poczułem jego usta na swojej dłoni.
- Co… CZY TY CHCESZ ZJEŚĆ MOJE CIASTKO?!
Niestety nie zdążyłem zareagować i
zjadł je.
- Nie kontaktowałeś to nie mogłem nie
skorzystać – wyszczerzył się.
Prychnąłem i ukradłem jego
pierniczka.
- Jeszcze jedno ruszysz to…
- Jesteś za chudy – no może i nie, ale nie o tym – żeby mi coś zrobić.
Zamyślił się.
- No właśnie! Umrę z głodu bez dawki kalorii!
- Jesz więcej niż mój tata – zauważyłem.
- Oj tam, oj tam.
Cały wieczór przesiedzieliśmy przed
laptopem na zmianę grając i oglądając coś.
- Idę się umyć – powiedział i wyszedł.
- Jest 2000! – zawołałem za nim.
- I?
Pokręciłem głową.
Super… Kolejna noc z NIM na TYM SAMYM łóżku. A gdybym…
- Mogę pożyczyć ręcznik? Musiałem przez
przypadek zapomnieć o swoim – usłyszałem krzyk z łazienki.
- Tak.
Skoro on poszedł to ja również się umyłem
wcześniej. Wróciłem do pokoju i zobaczyłem, że coś włącza na laptopie.
- Co robisz?
- Słyszałem o jakimś fajnym filmie i właśnie
czytam o czym on dokładnie jest.
- Aha. – Położyłem się obok.
- Patrz – przysunął komputer bliżej, a sam
nachylił się nade mną – tu pisze, że…
- A psik! – udawałem chorego.
- Co się stało? – Odwrócił mnie przodem do
siebie. – Jesteś czerwony i kichasz.
Serio? Super. Dobrze, że teraz można to zwalić na złe samopoczucie…
- Chyba się przeziębiłem, ale teraz coś to się
nasila. Może odsuń się, bo nie chce cię zarazić.
- Lepiej idź spać wcześniej. Sen to podobno
najlepsze lekarstwo.
- Nie, nie! To tylko… a psik! – uff zapomniałbym.
- Jak z dzieckiem…
Siłą (a okazało się, że ma jej więcej
niż sądziłem) zmusił mnie do leżenia, przykrył po czubek głowy kołdrą i
uśmiechnął się. Okno miałem otwarte i musiało przez nie wpaść trochę chłodnego
powietrza, bo zadrżałem.
- Zimno ci? – przestraszył się. – Czekaj.
Nie zdążyłem się zastanowić co on
znowu wykombinował, a już się przytulał do moich pleców.
- CO? A psik! Odsuń się. Nie chcę cię zarazić.
- Ja jestem odporny. Tamci z bidula mnie zahartowali
– zaśmiał się.
- Chyba nie chcę wiedzieć szczegółów…
- Cieplej? – poczułem jego gorący oddech na
sobie.
Mimowolnie znowu zadrżałem.
- Oj chyba nie. – Odsunął się.
Kiedy już myślałem, że pomyśli o
swoim zdrowiu i mój plan nie będzie jedną, wielką klapą odwróciłem się
zaciekawiony co robi. Właśnie… ŚCIĄGAŁ GÓRĘ OD PIŻAMY! Odłożył ją na bok i
znowu wsunął się pod pościel.
- Słyszałem, iż gołe ciało lepiej ogrzewa –
wyjaśnił. – Dobrze, że ty zawsze śpisz bez bluzki, bo nie wiem czy bym cię łatwo
przekonał do zdjęcia jej.
- A psik! Ale…
- Nie marudź! Śpij lepiej.
- Jest za wcześnie – jęknąłem.
Mimo wszystko nie było tak źle.
Raczej nie będę miał później okazji czuć tego drobnego ciała tak blisko i to w
samych spodniach.
- Spróbuj.
- Mhm… A psik!
Powoli zacząłem czuć, że robi mi się gorąco.
Nie miałem wyjścia…
- Marek, serio, ja nie chcę, żebyś się
rozchorował…
- Eh… dobra. – Naprawdę??? – Już się odsuwam.
Położył się na drugim końcu łóżka.
Było mi jednak tak przyjemnie wcześniej, że postanowiłem się poświecić.
Pociągnąłem go za chudy nadgarstek bliżej.
- A psik! Zmieniam zdanie.
Nic nie odpowiedział tylko przytulił
mnie. Nawet nie wyobrażacie sobie jak to jest czuć ciało ukochanej osoby
obejmującej cię od tyłu.
- Marek…
- No?
- Jest za wcześnie! – poskarżyłem się.
Westchnął.
- Śpij kochanie już, Morfeuszek jest tuż, tuż –
zaczął po chwili ciszy śpiewać. – Przysiadł na ramieniu twym, zaraz będzie*…
Dalej nie pamiętam…
Zasnąłem…
*Chcę tylko dodać, że ta kołysanka
nie jest mojego autorstwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz