Rozdział 7.
- CO SIĘ STAŁO??? - zostałem obudzony przez krzyk goło ucha.
- Ciszej! Ludzie chcą spać. – Zakryłem się
kołdrą.
Niestety zostałem brutalnie
pozbawiony jej.
- Co się stało?! Dlaczego obudziłem się w
twoich ramionach?!
- Jak ci powiem to dasz mi spać? – Przytaknął. – Więc: wczoraj wieczorem postanowiłeś iść spać wcześniej. Położyłem się, ale
nie udawało mi się zasnąć. W końcu, kiedy przekraczałem bramę do krainy
Morfeusza zacząłeś się wiercić i gadać, żeby cię ktoś zostawił. Obudziłem cię, a
ty ze łzami w oczach przytuliłeś mnie mocno. Po chwili zasnąłeś, więc ja również
postanowiłem wreszcie się wyspać. Zadowolony?! Dobranoc!
- Ooo… Sorki. Spać?
- Mhm. Która godzina? – Sięgnąłem po telefon. –
653?! Jak mogłeś się obudzić o tak nieludzkiej godzinie?!
- A szkoła?
- Przeważnie wstaje o 700, a
dzisiaj mam na 855. Aha… jeszcze ty. Wstawaj, niczego nie ruszaj,
tata może cię podwiezie. IDĘ SPAĆ. – Znowu się schowałem pod kołdrą.
- Pff… A nie chcesz zobaczyć jego miny jak
zobaczy mnie w piżamie…?
Zerwałem się jak oparzony i prawie
siłą wyciągnąłem go do kuchni.
- Patrz jak ładnie się ubrał! – wskazałem na
chłopaka.
Na szczęście ojciec już tam był i nie
wydzierałem się na darmo.
- Co to jest??? Ha, ha, ha! No młody masz
rację. Nikt cię nie pobije w doborze stroju.
- Mówiłem? – wyszczerzył się. – To ja idę się
umyć i przebrać.
- Skąd ty go wytrzasnąłeś? – śmiał się staruszek.
Uśmiechnąłem się i wróciłem do
pokoju.
Po około dziesięciu minutach poszedłem
do łazienki, zapominając o Marku.
- Oj, sorki.
Już miałem wyjść kiedy zdałem sobie
sprawę z tego co on robi.
- Ty się malujesz???
- Nie! – Schował tubkę czegoś za plecy. – Ja tylko…
Dostrzegłem coś na jego pliczku.
Podszedłem zainteresowany. Kiedy zobaczył, że się zbliżam zasłonił twarz
włosami. Odgarnąłem je i podniosłem jego twarz tak żeby patrzył na mnie.
- Co ci się stało…? – Wziąłem trochę wody na
coś co mama nazywa płatkami i zmyłem puder.
Moim oczom ukazał się wielki siniak.
Wyglądał na świeży, może jedno-dwu dniowy.
- Jak wróciłem do domu przedwczoraj to
oberwałem… - Starał się nie patrzeć na mnie. – Maskuje to, bo wiem, że oni
zawsze wymyślą jakąś wymówkę, a później coś mi zrobią.
- Ale… - Puściłem go. – A masz dowody? Tak jak
ci mówiłem.
- Tak. Nagrałem aparatem, który kupiłem sobie
parę tygodni temu za zaoszczędzone pieniądze. Może i zwykły za niecałe 300 zł,
lecz mi na razie wystarczy.
- Mogę zobaczyć?
Kiwnął głową.
- Chciałem to odtworzyć u ciebie na komputerze
wczoraj wieczorem, ale nie miałem siły na to patrzeć, więc poszedłem spać.
- Chodź. Mama zrobi nam kanapki, a my w tym
czasie to obejrzymy. Jest jeszcze trochę czasu.
- Dobrze. – Spuścił głowę. – Trzymaj – podał mi
czerwony aparat z poprzyklejanymi cekinami. – Włącz, a ja tylko się… pomaluje.
Westchnąłem i poszedłem do pokoju. Podłączyłem
go do laptopa i zaczekałem na niego. W międzyczasie zacząłem (wiem, że nie
powinienem) przeglądać jego zdjęcia. Chyba serio lubił być fotografowany. Co
jakiś czas cicho się śmiałem. W końcu przyszedł. Szybko zamknąłem folder.
- To co? Włącz ten filmik. Masz jakieś 10
minut.
Puk, puk…
- Chłopcy, zaraz Marek musi jechać do szkoły. Przemek cię podwiezie. Tu
macie kanapki – położyła na stolik talerz ze śniadaniem.
- Dziękuję – uśmiechnął się sztucznie.
Niezły z niego aktor. Dla innych to wyglądałoby całkiem naturalnie. Do
tego pięknie śpiewa, pozuje, fotografuje… może zostać gwiazdą w przyszłości. Ma
w czym wybierać.
Wyszła, a on puścił filmik.
Najpierw nic się nie działo, ale
przewinął go na jakieś parę minut przed końcem.
Moim oczom ukazał się siedzący przy
biurku i piszący coś Marek. Drzwi się otworzyły. Weszło do środka dwóch
chłopaków. To byli ci z przystanku.
- Oskar stał przy drzwiach, na czatach –
poinformował mnie długowłosy.
Kiwnąłem głową i czekałem. Z
niedowierzaniem patrzyłem jak zaczęli go wyzywać, a gdy starał się ich
ignorować wyższy pociągnął go za włosy to tyłu. Słychać było głośny jęk
przepełniony bólem. Został uderzony w policzek. Zacisnąłem pięści, aż mi palce
zbielały. Znowu wyzywał Marka. Ten jednak zamknął oczy i starał się być cicho.
Drugi sadysta wyciągnął nożyk.Patrzyłem na to zaskoczony.
- Nie teraz. Jeszcze będą ślady
krwi na nas i co? Przez takie coś nie pójdę do więzienia – powiedział jego kolega i napluł na
twarz ofierze.
Popchnął młodszego na kolana i
uderzył paskiem w plecy. Usłyszałem krzyk.
- Kurwa… chodź idziemy. Jeszcze
ktoś przyjdzie. A ty – kopnął zwijającego się chłopaka -
będziesz cicho. Chyba wiesz, że nie masz wyjścia.
Uciekli.
Zastopowałem filmik i zerknąłem na
Marka. Po jego policzkach płynęły łzy. Wyciągnąłem chusteczki i wytarłem je.
Nagle rzucił się na mnie. No dobra, przytulił.
Głaskałem go po plecach.
- Cii… Pokaż to komuś. Tylko żeby to była
zaufana osoba. Albo wiesz co? Od razu na policję. Dzisiaj nie idź pod
przystanek tylko na komisariat i zgłoś to. Im przynajmniej można zaufać, że się
nie będą bali.
Pociągnął nosem i odsunął się. Poprawił
makijaż i włosy.
- Dziękuję – uśmiechnął się delikatnie.
- Idziemy! – krzyknął tata.
- Cześć! – Wziął swoje rzeczy i już miał wyjść
kiedy go zawołałem. – Co?
- Aparat – podałem mu i pożegnałem się.
Może i ubiera się oryginalnie, ma
długie włosy, dziewczęcą urodę, jest gejem i dużo płacze (to jest zrozumiałe),
ale to naprawdę świetny chłopak. Bałem się o niego.
Po chwili zdałem sobie sprawę, że nie
zauważyłem jak się dziś ubrał. Dla mnie i taty to była już tradycja - przyglądanie
się jak tego dnia jest ubrany. O właśnie!
On pewnie będzie wiedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz