czwartek, 2 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 7.



Rozdział 7.
 - CO SIĘ STAŁO??? -  zostałem obudzony przez krzyk goło ucha.
 - Ciszej! Ludzie chcą spać. – Zakryłem się kołdrą.
Niestety zostałem brutalnie pozbawiony jej.
 - Co się stało?! Dlaczego obudziłem się w twoich ramionach?!
 - Jak ci powiem to dasz mi spać? – Przytaknął. – Więc: wczoraj wieczorem postanowiłeś iść spać wcześniej. Położyłem się, ale nie udawało mi się zasnąć. W końcu, kiedy przekraczałem bramę do krainy Morfeusza zacząłeś się wiercić i gadać, żeby cię ktoś zostawił. Obudziłem cię, a ty ze łzami w oczach przytuliłeś mnie mocno. Po chwili zasnąłeś, więc ja również postanowiłem wreszcie się wyspać. Zadowolony?! Dobranoc!
 - Ooo… Sorki. Spać?
 - Mhm. Która godzina? – Sięgnąłem po telefon. – 653?! Jak mogłeś się obudzić o tak nieludzkiej godzinie?!
 - A szkoła?
 - Przeważnie wstaje o 700, a dzisiaj mam na 855. Aha… jeszcze ty. Wstawaj, niczego nie ruszaj, tata może cię podwiezie. IDĘ SPAĆ. – Znowu się schowałem pod kołdrą.
 - Pff… A nie chcesz zobaczyć jego miny jak zobaczy mnie w piżamie…?
Zerwałem się jak oparzony i prawie siłą wyciągnąłem go do kuchni.
 - Patrz jak ładnie się ubrał! – wskazałem na chłopaka.
Na szczęście ojciec już tam był i nie wydzierałem się na darmo.
 - Co to jest??? Ha, ha, ha! No młody masz rację. Nikt cię nie pobije w doborze stroju.
 - Mówiłem? – wyszczerzył się. – To ja idę się umyć i przebrać.
 - Skąd ty go wytrzasnąłeś? – śmiał się staruszek.
Uśmiechnąłem się i wróciłem do pokoju.
Po około dziesięciu minutach poszedłem do łazienki, zapominając o Marku.
 - Oj, sorki.
Już miałem wyjść kiedy zdałem sobie sprawę z tego co on robi.
 - Ty się malujesz???
 - Nie! – Schował tubkę czegoś za plecy. – Ja tylko…
Dostrzegłem coś na jego pliczku. Podszedłem zainteresowany. Kiedy zobaczył, że się zbliżam zasłonił twarz włosami. Odgarnąłem je i podniosłem jego twarz tak żeby patrzył na mnie.
 - Co ci się stało…? – Wziąłem trochę wody na coś co mama nazywa płatkami i zmyłem puder.
Moim oczom ukazał się wielki siniak. Wyglądał na świeży, może jedno-dwu dniowy.
 - Jak wróciłem do domu przedwczoraj to oberwałem… - Starał się nie patrzeć na mnie. – Maskuje to, bo wiem, że oni zawsze wymyślą jakąś wymówkę, a później coś mi zrobią.
 - Ale… - Puściłem go. – A masz dowody? Tak jak ci mówiłem.
 - Tak. Nagrałem aparatem, który kupiłem sobie parę tygodni temu za zaoszczędzone pieniądze. Może i zwykły za niecałe 300 zł, lecz mi na razie wystarczy.
 - Mogę zobaczyć?
Kiwnął głową.
 - Chciałem to odtworzyć u ciebie na komputerze wczoraj wieczorem, ale nie miałem siły na to patrzeć, więc poszedłem spać.
 - Chodź. Mama zrobi nam kanapki, a my w tym czasie to obejrzymy. Jest jeszcze trochę czasu.
 - Dobrze. – Spuścił głowę. – Trzymaj – podał mi czerwony aparat z poprzyklejanymi cekinami. – Włącz, a ja tylko się… pomaluje.
Westchnąłem i poszedłem do pokoju. Podłączyłem go do laptopa i zaczekałem na niego. W międzyczasie zacząłem (wiem, że nie powinienem) przeglądać jego zdjęcia. Chyba serio lubił być fotografowany. Co jakiś czas cicho się śmiałem. W końcu przyszedł. Szybko zamknąłem folder.
 - To co? Włącz ten filmik. Masz jakieś 10 minut.
Puk, puk…
 - Chłopcy, zaraz Marek musi jechać do szkoły. Przemek cię podwiezie. Tu macie kanapki – położyła na stolik talerz ze śniadaniem.
 - Dziękuję – uśmiechnął się sztucznie.
Niezły z niego aktor. Dla innych to wyglądałoby całkiem naturalnie. Do tego pięknie śpiewa, pozuje, fotografuje… może zostać gwiazdą w przyszłości. Ma w czym wybierać.
Wyszła, a on puścił filmik.
Najpierw nic się nie działo, ale przewinął go na jakieś parę minut przed końcem.
Moim oczom ukazał się siedzący przy biurku i piszący coś Marek. Drzwi się otworzyły. Weszło do środka dwóch chłopaków. To byli ci z przystanku.
 - Oskar stał przy drzwiach, na czatach – poinformował mnie długowłosy.
Kiwnąłem głową i czekałem. Z niedowierzaniem patrzyłem jak zaczęli go wyzywać, a gdy starał się ich ignorować wyższy pociągnął go za włosy to tyłu. Słychać było głośny jęk przepełniony bólem. Został uderzony w policzek. Zacisnąłem pięści, aż mi palce zbielały. Znowu wyzywał Marka. Ten jednak zamknął oczy i starał się być cicho. Drugi sadysta wyciągnął nożyk.Patrzyłem na to zaskoczony.
 - Nie teraz. Jeszcze będą ślady krwi na nas i co? Przez takie coś nie pójdę do więzienia – powiedział jego kolega i napluł na twarz ofierze.
Popchnął młodszego na kolana i uderzył paskiem w plecy. Usłyszałem krzyk.
 - Kurwa… chodź idziemy. Jeszcze ktoś przyjdzie. A ty – kopnął zwijającego się chłopaka - będziesz cicho. Chyba wiesz, że nie masz wyjścia.
Uciekli.
Zastopowałem filmik i zerknąłem na Marka. Po jego policzkach płynęły łzy. Wyciągnąłem chusteczki i wytarłem je. Nagle rzucił się na mnie. No dobra, przytulił.  Głaskałem go po plecach.
 - Cii… Pokaż to komuś. Tylko żeby to była zaufana osoba. Albo wiesz co? Od razu na policję. Dzisiaj nie idź pod przystanek tylko na komisariat i zgłoś to. Im przynajmniej można zaufać, że się nie będą bali.
Pociągnął nosem i odsunął się. Poprawił makijaż i włosy.
 - Dziękuję – uśmiechnął się delikatnie.
 - Idziemy! – krzyknął tata.
 - Cześć! – Wziął swoje rzeczy i już miał wyjść kiedy go zawołałem. – Co?
 - Aparat – podałem mu i pożegnałem się.
Może i ubiera się oryginalnie, ma długie włosy, dziewczęcą urodę, jest gejem i dużo płacze (to jest zrozumiałe), ale to naprawdę świetny chłopak. Bałem się o niego.
Po chwili zdałem sobie sprawę, że nie zauważyłem jak się dziś ubrał. Dla mnie i taty to była już tradycja - przyglądanie się jak tego dnia jest ubrany. O właśnie! On pewnie będzie wiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz