środa, 8 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 16.



Rozdział 16.
Dzisiaj będę jakby chłopakiem Marka! Cieszyłem się jak jakaś zakochana nastolatka, chociaż jakby tak się dłużej nad tym zastanowić to nie wiele się różniłem.
Puk, puk…
Z uśmiechem (trochę za dużym, ale nie umiałem się powstrzymać) otworzyłem drzwi.
 - Gotowy? – spytał.
 - Nowy rodzaj witania się? Mniej więcej. Nie może być przecież tak źle.
 - To chodź, bo za dziesięć minut autobus zawraca.
 - Jasne. – Wybiegłem na dwór. – Zapomniałem powiedzieć, że wychodzę…
 - Ha, ha, ha! Raczej usłyszeli. – Poklepał mnie po ramieniu.
 - Coś sugerujesz?
 - Nie, nie – zrobił minę niewiniątka.
Westchnąłem i poszedłem, już spokojniej, na przystanek. Przyjechał prawie punktualnie. Szczerzyłem się jak głupi, siedząc. Próbowałem to ukryć, gapiąc się w okno. Po parunastu minutach szturchnął mnie w ramię i wskazał na przystanek niedaleko. Wstałem i wysiedliśmy.
 - Poznaj swoich przyszłych teściów – zaśmiał się.
Uśmiechnąłem się i wziąłem go za rękę. Spojrzał pytająco.
 - Kochanie, nie mogę?
 - Sorry, zapomniałem.
Mieszkanie państwa Mazurków okazało się być apartamentem. Jak dla mnie było zbyt… nowocześnie i idealnie. Nie mógłbym tam mieszkać.
 - Wujek, ciocia! Przyszedłem z kimś – zawołał ich.
Zacisnąłem mocniej dłoń na ręce chłopaka.
 - Kogo? O witaj, jestem… - przywitał się pan Adam - czy wy jesteście razem???
Wyglądał mi na typowego dyrektora, ojca, którego córeczka przyprowadziła swojego chłopaka nie sprawiającego na nim dobrego wrażenia.
 - Tak narzekałeś, że jestem singlem, a ja po prostu nie wiedziałem, czy jestem gotów ci go przedstawić – przytulił się do mojego ramienia.
Wyswobodziłem rękę i objąłem go w pasie.
 - Miło mi, jestem Marcin – wyciągnąłem drugą.
 - Adam… - zmieszany uścisnął ją.
 - Przepraszam, że nie wyszłam od razu, ale gotuję obiad. Jestem Marta – uśmiechnęła się ładna brunetka.
 - Dzień dobry – odwzajemniłem gest.
 - O… czy wy…
 - Tak. Kochanie, chodź do salonu – odsunął się chłopak.

Bez słowa podążyłem za nim. Usiedliśmy przy stole obok siebie. Kiedy upewniliśmy się, że nikogo nie ma obok, wybuchnęliśmy śmiechem.

 - A wam chłopcy co tak wesoło? – zagadała ciocia.
 - Tak jakoś. Przecież lepsze to niż płacz – odpowiedział.
 - Wiadomo. – Wyglądała jakby się chwilę zastanawiała. – Jak długo jesteście razem?
Spojrzeliśmy na siebie niepewnie.
 - Kilka tygodni już będzie – powiedziałem, zerkając na przyjaciela.
Właściwie to właśnie tyle żywiłem do niego inne uczucia od tych, które powinienem.
 - Długo. Trochę szkoda, że nie powiedziałeś wcześniej – zwróciła się do Marka.
 - Tak wyszło. – Dawno nie widziałem go tak zmieszanego.
 - Dobra, nie będę was zamęczać. Idę sprawdzić jak tam obiad i zaraz podaje. – Poszła gdzieś.
Odetchnęliśmy z ulgą.
 - Dlaczego tyle?
Przecież nie powiem.
 - Pierwsze co mi przyszło do głowy – wzruszyłem ramionami.
Kilka minut mieliśmy spokoju. Pan Adam gdzieś sobie poszedł. Czyżby był zły? Przyszedł dopiero za panią Martą niosącą zupę. Nie odezwał się nawet słowem.
 - Wujek! – w końcu nie wytrzymał. – O co ci chodzi?!
 - Mi? O nic. Zastanawiam się tylko nad tym… związkiem. Naprawdę jesteście razem?
 - Nie gadaj głupot. Przecież to gołym okiem widać, że się kochają – kobieta stanęła w naszej obronie.
 - Jak mam ci to udowodnić? – Chłopak zaplótł ręce na piersi.
 - Bo ja wiem…?
 - To się dowiedz – prychnął. – Ale wiedz, że my nie będziemy czegoś robić na pokaz.
 - Pocałujesz go? – wpadł na pomysł.
 - Głuchy jesteś?! – wybuchnął.
 - Skarbie, spokojnie – pogłaskałem go po ramieniu – nie warto.
Westchnął głośno i zaczął się bawić łyżką w zupie. Obserwowałem to chwilę. Pokręciłem głową. Nałożyłem trochę i podsunąłem mu przed twarz.
 - Smacznego. - Podniósł brew zdziwiony. – Musisz coś jeść.
Zjadł i oblizał się zbyt perwersyjnie. Opuściłem wzrok, czerwony na policzkach. Uśmiechnął się wreszcie.
 - Skoro znacie się tak długo to zapewne wiesz o sytuacji Marka sprzed  dwóch miesięcy i wcześniej? - spytał pan Adam.
Przyjaciel zacisnął pięści.
 - Chodzi o tamtą trójkę z domu dziecka? Oczywiście
 - Gdyby nie on to nie wiem co by się ze mną stało! Zadowolony?! Tak, to jest tamten przyjaciel, ale to ewoluowało na coś więcej! – znowu poniosły go nerwy.
 - Spokojnie. – Wzruszył ramionami. – Tylko pytam. 
 - Jasne! Chodź – wstał i pociągnął mnie za rękę.
 - Ale…
 - Idziesz? – spojrzał na mnie wyczekująco.
Westchnąłem. Przeprosiłem ich i podążyłem za chłopakiem. Wszedł do jakiegoś pokoju i trzasnął za mną drzwiami.
 - U was tak zawsze?
 - Często. – Usiadł na łóżku i walnął niewinną niczemu poduszkę. – A gdybym cię przy nim pocałował? Wtedy… Przepraszam.
 - Ha, ha, ha! Może są inne sposoby?
 - Mogę ci zostawić malinkę albo kilka? Powiemy, że tak musiałem rozładować emocje.
 - Nie zapędzaj się. – Lepiej nie ryzykować, nie wiem jakbym się zachował.– Improwizuj, a teraz chodź tam. Nie pozwól, żeby on wygrał.
Ta naprawdę to po prostu na osobności nie musiałem udawać jego chłopaka, wiec wolałem wrócić do nich.
 - Masz racje.
Udaliśmy się z powrotem do salonu. Usiedliśmy na swoich miejscach.
 - Ochłonąłeś? – spytał pan Adam.
 - Tak, dzięki Marcinowi rozładowałem emocje. Chcesz zobaczyć jak?
 - Chyba wolałbym nie – skrzywił się i zaczął jeść drugie danie.
Po obiedzie usiedliśmy na kanapie, a państwo Mazurek na fotelach. Chłopak oparł się o mnie, a ja objąłem go ramieniem bawiąc się jego włosami. Na szczęście ktoś włączył telewizor i obyło się bez trudnych pytań. Wujek co chwilkę na nas zerkał. Marek z premedytacją zaczął wkładać mi rękę pod bluzkę głaszcząc kawałek brzucha. Kiedy facet to zobaczył, zniesmaczony skupił się na filmie. Długo jednak to nie trwało, bo zaraz znowu się nami zainteresował. Chłopak postanowił się nie poddawać i wsunął dłoń jeszcze głębiej. Zacisnąłem zęby. Tym razem nie było tak łatwo. Mimo iż wiedziałem, że taka sytuacja się nie powtórzy szybko, przestraszyłem się i postanowiłem szybko to ukrócić. Wciągnąłem go na kolana i również zacząłem delikatnie podciągać mu materiał. Zawahałem się, ale po chwili zacząłem obsypywać jego bladą szyję pocałunkami. Poczułem jak zaciska palce na moich bokach.
 - Możecie takie rzeczy robić w pokoju?
Marek dumny z nas zszedł ze mnie i oparł się o moje ramię.
Na szczęście i nieszczęście więcej takich akcji nie musieliśmy robić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz