Rozdział 21.
- Kocham cię – wyszeptałem.
Warto było pocierpieć dla tej chwili.
Odsunął się trochę i ujął moją twarz
w dłonie.
- Ja ciebie też – znowu mnie pocałował – i
nigdy nie przestanę.
- Nie powinieneś się bać powiedzieć mi to
wcześniej. Niezależne od tego, czy bym cię kochał po przyjacielsku, czy tak jak teraz, to nigdy bym cię nie
odtrącił. Wiem, że nie powinienem to mówić, bo również nie umiałem tego wyznać,
ale nie zachowałem się tak.
- Wiem, przepraszam. – Opuścił głowę. – Wolałem
to, aniżeli byś się mnie brzydził.
- Takiego pięknego chłopaka?
Delikatnie, prawie niezauważalnie się
zarumienił.
- To dlatego się zgodziłeś udawać mojego...? – Kiwnąłem głową. – Jak długo czujesz do mnie coś więcej niż do
przyjaciela? Ja od tamtej nocy, kiedy byłeś chory. Wtedy to zignorowałem, ale z
czasem się nasiliło. W końcu wpadłem na pomysł z tym denerwowaniem wujka. Za
drugim razem się upewniłem. Bałem się tego i kiedy trudno mi było nawet z tobą
rozmawiać postanowiłem to skończyć…
Westchnąłem i pogłaskałem go po
policzku.
- Ja nie wiem. – Uniósł brew zdziwiony. – Zacząłem
się domyślać gdzieś po paru tygodniach naszej znajomości, z dnia na dzień byłem
coraz bardziej pewny. Dużo na ten temat myślałem i dochodziłem do wniosków, że
ja już czułem coś do ciebie wcześniej, lecz nie dostrzegłem tego, a kiedy
zerwałeś ze mną zrozumiałem jak bardzo cię kocham. – Uśmiechnął się. – Dalej nie
wierzę, że najprzystojniejszy chłopka na świecie jest mój.
-Tylko. Właśnie! Skoro jesteśmy naprawdę parą to możemy odegrać jeszcze
lepsze scenki żeby denerwować wujka.
- Ja nie musiałem grać.
- Nie tylko ty. – Cmoknął mnie i zszedł z moich
kolan. – Ciekawe jak zareagują twoi rodzice...?
- Ojciec będzie przeszczęśliwy. Kiedy
przyznałem się do bycia Bi i to zaledwie wczoraj, chciał cię na mojego
chłopaka. Matka ma mieszane uczucia, ale bardzo cię lubi więc chyba jest OK.
- Ha, ha, ha! Serio?
Kiwnąłem głową.
Usłyszałem otwieranie drzwi
wejściowych. Wstałem i podałem mu rękę.
- Mamy okazję się przekonać.
Ujął moją dłoń i razem wyszliśmy do
salonu, gdzie akurat byli rodzice.
- Marek! – krzyknął tata uradowany. – Kolorowa
papużka wróciła!
- C-co? – zdziwił się.
- Pogodziliście się? Jak się… O… Jesteście
razem?
Podniosłem rękę, w której trzymałem
tą chłopaka i szeroko się uśmiechnąłem.
- Jednak? – westchnęła mama. – No cóż, lepszy
taki zięć niż niewiadomo jaka lala.
- Miło, że zmądrzałaś. – Ojciec cmoknął ją w
policzek.
- Nie martw się, na razie nie planujemy ślubu
– próbowałem ją pocieszyć.
- I tak by wam nie dali – powiedziała.
- Teraz trzeba to zapieczętować pocałunkiem –
tata uśmiechnął się chytrze zerkając na niepewną co do tego pomysłu żonę.
- Myśli pan, że tego nie zrobiliśmy? – w końcu
odezwał się Marek.
- Racja… To może jeszcze raz? Z dedykacją dla
Moniki?
Chłopak zarzucił ręce na moją szyję,
stanął na palcach i wpił w usta. Objąłem
go nie pozostając biernym. Kiedy zaczęło brakować nam powietrza
odsunęliśmy się od siebie, niechętnie. Odwróciłem się. Ojciec uśmiechał się, a
matka zniknęła. Powiedziałem Markowi żeby zaczekał i poszedłem do pokoju
rodziców. Tak jak myślałem, właśnie tam uciekła. Siedziała na łóżku.
- Mamo, o co chodzi? – Kucnąłem przed nią.
- Cieszę się, że masz kogoś kogo kochasz i on
ciebie również, ale zrozum - to nie jest dla mnie łatwa sytuacja.
- Przecież go lubisz.
- No właśnie! Go, a nie JĄ. Jestem na ogół
tolerancyjna, lecz nie dotyczyło to mojej rodziny. Chciałbym mieć wnuki, a z
dwóch mężczyzn nie urodzi się dziecko.
- Mówisz jakbym był homo. Spróbuj to
zaakceptować. Nie masz wyboru.
- Wiem – westchnęła. – Idź do niego…
Powodzenia.
- Dzięki – uśmiechnąłem się i wyszedłem.
Od razu zostałem przytulony.
Pogłaskałem go po plecach.
- Jest bardzo źle?
- Nie, to tylko szok. Zobaczysz, jeszcze
trochę i będzie ci mówić zięciu – zaśmiałem się.
- Mi się przed ołtarz nie śpieszy.
- Ciekawe jaki ksiądz udzieliłby ślubu gejom?
Prychnął i odsunął się. Wywróciłem
oczami i cmoknąłem go w usta.
- Lepiej?
Zamyślił się. Chwycił mnie za
kołnierz i przyciągnął do dłuższego pocałunku.
- Tak – uśmiechnął się uroczo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz