środa, 1 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 2.



Rozdział 2.
Przyszliśmy do mojego mieszkania odprowadzeni wzrokiem wścibskiej sąsiadki.
 - Cześć! Przyprowadziłem kolegę – krzyknąłem w pusta przestrzeń.
 - Och. Dobrze – wyjrzała z kuchni mama – właśnie kończę gołąbki.
 - Serio??? Wiesz, że jesteś najlepsza?
 - Codziennie przed obiadem mi to przypominasz. – Uśmiechnęła się i kontynuowała obiad.
 - Chodź – zaciągnąłem chłopaka do pokoju naprzeciwko wejścia.
Rozejrzał się.
 - Usiądź – wskazałem fotel. – Co by ci dać… - zastanawiałem się na głos.
 - Byle ładne.
 - Jesteś w samej piżamie i będziesz mi tu wybrzydzać?
 - Przynajmniej jest ładna.
 - I różowa – mruknąłem pod nosem.
 - Jak przystało na…
 - Zamknij się – zdenerwował mnie. – Nie musisz się tak ubierać.
 - Ale mi się podoba – wzruszył ramionami. – Przez to mam więcej problemów, lecz nie zmienię stylu dla świętego spokoju. Zresztą i tak wyglądam jak baba, więc nie wiele by to zmieniło.
 - Eh… dobra zrobimy tak: ty coś wybierz i kiedyś mi oddasz. Idę pomóc rodzicom.
 - Jasne. Co my tu mamy… - podszedł do szafy.
Rozłożyłem sztućce na stole i poszedłem po Marka.
Otworzyłem drzwi i zaniemówiłem. Wpatrywałem się w niego nie mogąc nic zrobić. Był bez bluzki. Znaczy właśnie ją zakładał. Odwrócony był tyłem do mnie. Lecz to co mnie tak zaskoczyło to liczne siniaki. Świeże i stare. Zerknął przez ramię i mnie zobaczył.
 - Długo się tak na mnie gapisz?
 - Właśnie wszedłem… kto ci to zrobił??? Ci z domu dziecka?
 - Ale co? – udawał, że nie wie o czym ja mówię.
Podszedłem do niego i podwinąłem jego koszulkę, właściwie to moją.
 - To – wskazałem na posiniaczone ciało.
Z bliska wyglądały jeszcze straszniej.
 - Bywało gorzej – mruknął.
 - SŁUCHAM??? Nie ruszaj się stąd.
Wybiegłem z pokoju do łazienki. Dopadłem pudełko z lekami. Wyciągnąłem maść na tego typu urazy i wróciłem.
 - Zdejmij – rozkazałem.
 - Po co?
Westchnąłem i sam z niego ściągnąłem bluzkę. Na szczęście była dużo za duża.
 - Ej! Co ty robisz?! – Wyrwał mi materiał z rąk.
 - Połóż się – wskazałem łóżko.
 - A jak nie?
 - Nie denerwuj mnie… jak tego nie zrobisz to wskakuj w swoją piżamę i wracaj do siebie bez gołąbków.
 - Ale… - przestraszył się. – Ale ja uwielbiam je.
 - Więc?
 - Eh… - Spełnił moje polecenie.
Usiadłem obok niego i zacząłem smarować mu plecy. Kiedy skończyłem poleciłem:
 - Odwróć się.
Bez słowa sprzeciwu zrobił to o co o prosiłem. Kiedy skończyłem wstałem i uśmiechnąłem się.
 - Uważaj na siebie. Ubieraj się i chodź na obiad. – Udałem się do wyjścia.
 - Marcin…
 - No? – Odwróciłem się.
 - Dziękuję – wyglądał na zawstydzonego. – Źle o tobie myślałem. Przepraszam.
Żałuj, że nie widzisz jak teraz uroczo wyglądasz. Ten chłopak to sama słodycz.
 - Spoko, rozumiem. Idziesz?
 - Już! – Wyszczerzył się. – Gołąbki, nadchodzę!
Zaśmiałem się i poszliśmy do kuchni. Usiadłem obok gościa.
 - Dzień dobry! – przywitał się.
 - Witaj… - zaczął ojciec.
 - Marek – dokończył.
 - Ach. Marcin nigdy o tobie nie wspominał – wtrąciła się matka.
 - Nie znamy się długo – odpowiedziałem za niego.
 - Podaj talerz. Nałożę ci.
 - Proszę – uśmiechnął się.
W tym momencie w ogóle nie przypominał tamtego zakompleksionego chłopaka. Dziwiłem się jak w ciągu chwili się zmienił.
 - Uważaj. Znając moją rodzinkę zaraz zasypią cię tysiącem pytań – szepnąłem.
 - Nie ma sprawy. Dziękuję – wziął swoja porcję.
 - Jak się poznaliście? – zaczęła kobieta.
Spojrzał na mnie jakoś dziwnie.
 - Pomógł mi kiedy byłem w trudnej sytuacji – spokojnie powiedział.
 - Tak, Marcin to dobry chłopak. Podaj talerz – ostatnie słowa skierowała do mnie.
 - Już – wręczyłem naczynie.
 - Ile masz lat? – tym razem spytał ojciec.
 - W tym roku kończę 16.
 - To tak jak nasz synek – uśmiechnęła się mama. – Trzymaj – podała obiad.
 - Dzięki.
 - Kochanie… - od razu tata, wiedział o co chodzi.
Dała również mu i sobie. Usiadła przy stole.
 - Rodzice wiedzą, że tu jesteś? – dopytywała.
 - Yy… to raczej nie możliwe – posmutniał. – Mieszkam w domu dziecka.
 - Oj. Przepraszam.
 - Nic nie szkodzi. – Zmusił się do delikatnego uśmiechu.
 - Śliczny kolor włosów. Naturalny? – Wzięła do ręki kilka pasm z grzywki chłopaka.
 - Tak, podoba się pani? - zdziwił się. - Mi niekoniecznie. Nie wiem jak go nazwać. Ani blond, ani rude.
 - Żartujesz? Są piękne. I jakie zadbane. – W końcu zabrała dłoń.
 - Dziękuję.  
 - Moja żona jest fryzjerką – powiedział tata.
 - I dlatego się znam – dodała.
 - Pyszne. Myślałem, że kucharką. – Skończył swoja porcje.
 - O, jakiś ty kochany. – Wzięła nasze talerze.
 - Musiałeś się bardzo wdać w mamę – zauważył ojciec.
Z jego twarzy zniknął uśmiech.
 - Ta…
 - Oj. Kochanie nie przejmuj się – zauważyła jego zmianę nastroju. – Przemek, myśl co mówisz!
 - Nic się nie stało… - Marek próbował ją uspokoić.
 - Przepraszam. Chciałem powiedzieć, że masz takie delikatne rysy – tata próbował się bronić.
 - Zauważyłem – powiedział oschle chłopak. – Dzień w dzień w to widzę.
 - Nie martw się. Jesteś śliczny. – Uśmiechnęła się mama.
 - Ta…
Po chwili milczenia niepewnie zerknął na moich rodziców.
 - Przepraszam. Ja… nie jestem zadowolony z tego jak wyglądam. Jestem zbyt… dziewczęcy.
 - Coś ty! – zaprzeczyła kobieta. – Może troszkę. Ale jesteś naprawdę uroczy. Dla nastolatka może to nie jest komplement, lecz to do razu nasuwa mi się na myśl.
 - Marcin też tak powiedział. – Zerknął na mnie.
 - Widzisz? – uśmiechnęła się.
 - Która… - spojrzał na zegarek na ścianie. – O nie! Przepraszam, ale muszę już iść.
 - Podwieźć cię? – spytał ojciec. – Od razu mówię, że to nie kłopot.
 - Yy… No dobrze. Dziękuję.
 - Nie ma sprawy. Chodź.  – Wstał od stołu.
Marek zrobił to samo, lecz poszedł ze mną jeszcze do pokoju. Podałem mu jego piżamę i wyciągnąłem jakąś kurtkę, w której nie lubiłem chodzić. Co ona tu jeszcze robi???
 - To akurat możesz zabrać nawet na zawsze – wskazałem rzecz.
 - Nie w moim stylu… może ktoś inny będzie chciał – uśmiechnął się.
 - Pa – pożegnałem się.
 - Pa… Ej! Jak mam ci oddać te ubrania?
 - Em… jutro będziesz tam gdzie dzisiaj?
 - Dobra. Do jutra – pomachał. – Naprawdę dziękuję.
Wyszedł, a ja powróciłem myślami do jego siniaków. Jak oni mogli mu to zrobić?! I nikt tego nie zauważył??? To absurd…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz