Rozdział 6.
- No! Ile można czekać? – Po kilkudziesięciu minutach
przyszedł.
- Myślałem, że się przyzwyczaiłeś? Podobno
twoja mama też siedzi nawet godzinę w łazience.
No właśnie! MAMA, a nie KOLEGA.
- To nie zmienia faktu, że strasznie długo cię
nie było. Tam masz kilka moich propozycji – wskazałem na komputer. – Wybierz coś,
a ja idę się myć.
- Jane! – Usiadł przy maszynie.
Wziąłem kilka rzeczy i zamknąłem się w
łazience. Wskoczyłem pod prysznic. Po chwili byłem czysty. Jeszcze tylko zęby i
wróciłem.
- Widzisz? Może to zająć paręnaście minut?
- Oj tam, oj tam. Zawsze śpisz bez koszulki?
- Nie, specjalnie dla ciebie postanowiłem jej
nie zakładać – pokręciłem głową. - Przeszkadza ci? Powiedz, jak coś to ubiorę
jakąś.
- Nie. Wybrałem komedię.
- OK. – Położyłem się na łóżku na brzuchu. – Podaj – wyciągnąłem rękę po laptopa.
- Mhm…
Ułożył się koło mnie i włączył film.
- Mnie krytykujesz? Ty jesteś w różowej
piżamie w gwiazdki. Teraz to by tata zaniemówił.
- Ha, ha, ha! Masz rację. Muszę tak wyjść rano
po coś do kuchni kiedy tam będzie.
- Nie musisz się bać czy go zastaniesz. To
jest jego ulubione miejsce.
Oglądaliśmy film tak naprawdę nie
wiedząc o co chodzi i przez to wydawała się być jeszcze śmieszniejsza. Kiedy
się skończyła puściliśmy jakiś s-f, ale okazał się być tak dziwny, że uznaliśmy
to za kolejną komedię. Nawet nie wiedziałem jakim fajnym chłopakiem potrafi być
Marek. Lubiłem go, lecz nigdy nie gadałem z nim dłużej sam na sam, bo tata
BARDZO go polubił i nie mieliśmy zbytnio czasu.
- Koniec! CO TO BYŁO? – Zaczął się śmiać.
- Nie wiem. – Dołączyłem do niego.
Po chwili obaj mieliśmy bolące
brzuchy.
- Nie chce mi się nic oglądać. Może puścimy
jakąś piosenkę?
- Dobra co powiesz na… Ej! Oddaj mi! – ten wredny,
kolorowy chłopak zabrał komputer i zaczął szukać czegoś.
- Nie! Nie wiem czego słuchasz i wolę nie
ryzykować.
- Z ust mi to wyjąłeś. – Rzuciłem się na niego.
Tarzaliśmy się chwilę po łóżku, aż
skończyło się na tym, że wylądowałem na nim, on miał głowę poza materacem i leżał
na plecach, a laptopa nigdzie nie widziałem.
- Ej… gdzie jest…
- Szkoda mi go było więc schowałem pod łóżko –
przerwał.
- Uf…
- Jestem, aż taki wygodny? Zejdziesz czy nie?
Sturlałem się na poduszki i wyciągnąłem
rękę po maszynę, ale Marek mnie uprzedził.
- Zobaczymy czy ci się podoba… - stukał na
klawiaturze coś.
Po chwili po pokoju rozchodziła się melodia…
- To moja ulubiona piosenka!
- Czyli jednak masz jakiś tam gust.
Przynajmniej jeśli chodzi o muzykę.
Prychnąłem i zabrałem mu laptopa.
Odłożyłem go na półkę obok.
Natomiast on zamknął oczy i zaczął
śpiewać wraz z wokalistą. Słuchałem go jak zaczarowany. Niestety piosenka się skończyła,
więc on również siedział cicho.
- Naprawdę masz piękny głos – uśmiechnąłem się.
Włączyłem kolejny utwór.
- Marek… - zerknął na mnie – dlaczego…
dlaczego ty wtedy byłeś w piżamie?
Posmutniał i skulił się.
- Bo… bałem się. Wybiegłem tak jak stałem.
Weszli do mojego pokoju, który dzielę z taką dziewczyną, lecz ona wyszła.
Przestraszyłem się ich. Grozili mi, śmiali się. Po prostu uciekłem. Nawet nie
zdążyli zareagować. Do budy nie poszedłem, ale jak się okazało cały dzień były
jakieś przygotowania, więc nauczyciele nawet nie sprawdzali obecności. Parę osób
zauważyło, że mnie nie ma, ale upiekło mi się.
- A ta co z tą co mieszka w tym samym pokoju?
- Udaje, że nic nie widzi. Jak zresztą większość.
Wiesz co? Chyba wolałbym iść spać.
- Przepraszam. Nie chciałem…
- To nie twoja wina. Dobranoc. – Po namyśle
dodał: - Ciekawe jak zareaguje na piżamę – zaśmiał się.
Wiedziałem, że udaje. Tak naprawdę ma ochotę się rozryczeć, lecz
kryje to pod maską śmiechu… to widać.
Położyłem się i próbowałem zasnąć.
Nie wychodziło mi to. Ciągle myślałem o tamtych sadystach. Przed oczami stanął
mi widok tych zapłakanych oczu i siniaków na ciele.
Już prawie spałem kiedy poczułem jak
osoba obok mnie się bardzo wierci.
- Nie… - cicho mówił. – Zostaw.
Potrząsnąłem jego ramieniem. Śnił mu
się jakiś koszmar. Jakby na potwierdzenie moich domysłów ujrzałem łzy na jego
policzkach. Znowu próbowałem go obudzić. W końcu mi się udało.
- Cii – uspokajałem go.
Przytulił mnie i rozryczał się.
Objąłem go i delikatnie zacząłem głaskać go po plecach.
Po chwili przestał płakać, a jego
oddech się wyrównał.
Śpi.
Nie długo późnej ja również zasnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz