Rozdział 25.
Tydzień później…
Codziennie siedziałem przed
komputerem rozmawiając z ukochanym.
Znowu włączyłem maszynę i od razu do
mnie zadzwonił.
Odebrałem.
~ Cześć! – pomachał do kamerki.
- Hej.
~ Uwierzysz? Ciocia bardzo się zmieniła od
wyjazdu. Teraz to ona rządzi w domu – zaśmiał się.
- O! A wujek?
Ułożyłem się wygodnej i skupiłem na
słowach Marka.
~ Boi się jej sprzeciwić – wyszczerzył się.
- Ha, ha, ha! … Właśnie! – aż podskoczyłem z
wrażenia.
Jak mogłem zapomnieć???
~ Co? – przekręcił głowę na bok jak
szczeniaczek.
Trochę się zapatrzyłem, lecz zaraz
wróciłem do świta żywych.
- Pamiętasz Kacpra?
~ Jak mógłbym zapomnieć? Taka atrakcja i ta
bezcenna mina… - rozmarzył się i wybuchnął śmiechem.
Atrakcja… Pff…
- Ta… Więc: przez ostatni tydzień w szkole
dziwnie na mnie patrzył, a w miarę możliwości, chyba, unikał.
~ Cóż…
- Nie przerywaj!
~ OK, OK. – Podniósł ręce w geście obronnym.
- Wczoraj wieczorem musiałem iść do sklepu i
wracałem na skróty przez park. Zgadnij kogo widziałem? Kacpra! Ale z kim? Z
chłopakiem. I co robili? Całowali się!
~ Żartujesz??? – Pokręciłem głową jasno dając
mu do zrozumienia, że to prawda. – Wow… Hm… Powiedzmy, że mu pomogłem odkryć
prawdziwego siebie.
- Jasne – uśmiechnąłem się.
Siedzieliśmy (leżeliśmy) chwilę w
ciszy patrząc na siebie.
~ Kurwa. – Chłopak schował głowę okazując swoje
załamanie.
- Kochanie, co się stało? – przestraszyłem się.
~ Eh… Co roku na zakończenie robię coś…
wyjątkowego, tak żeby mnie zapamiętali, a w tym nic! Wujek tak mnie pośpieszał
z wyjazdem tak, że nawet gdybym pamiętał to nie zdążyłbym. Nie będę już miał
takiej okazji, bo nie dość, że skończyłem gimnazjum to jeszcze wyjechałem do
innego kraju! Super!
- Nie przejmuj się… - próbowałem wymyśleć
jakieś pocieszenie. – Wiem! – Pewnie gdyby to była kreskówka to nad moją głową
wyskoczyłaby żarówka. - W tym roku zrobiłeś coś czego nikt by się po tobie nie
spodziewał - nic.
~ Ale… No w sumie… - delikatnie się
uśmiechnął.
Odwzajemniłem ten gest. Znowu zapadła
cisza.
Tak bardzo chciałem, żeby był obok, a
nie tyyyle kilometrów ode mnie. Poczułem jak łzy cisną mi się do oczu.
Oby nie zauważył, Oby nie zauważył…
~ Ej! Czy ja dobrze widzę? – Nosz… - Wspaniały, optymista, pomocny,
służący dobrą radą Marcin Gałązka, płacze??? Ha! – Uśmiechnął się chytrze.
Westchnąłem.
- Tęsknie…
~ Nie oszukuj przecież… Co? Przyznajesz się? – Kiwnąłem głową. – Eh.. Ja też… - Oparł głowę na dłoni i zamyślił się. - Wiem!
Przyjedź do mnie. Są wakacje, będziemy mieć dużo czasu.
- A kasa? Nie lata się za darmo.
~ Nie masz? Mogę się dołożyć.
- Mam, mam, ale zbieram na samochód. Im
szybciej zacznę tym więcej uzbieram, a rodzice nie chcą mi kupić. I tak dużo
wynegocjowałem, bo aż 50%. Czyli dołożą jeszcze raz tyle ile uzbieram. Trochę
dla lepszego auta, a trochę żeby zrobić im na złość.
~ Dużo tego?
- Parę milionów, wiesz? – prychnąłem. – Może z
trzy tysiące. Na bilet starczy, ale mało mi zostanie. Mógłbym trochę wyciągnąć
od babci lub cioci, ale nie wiem, czy by starczyło.
~ Ja mam trochę to też ci dam.
- Ale… - próbowałem protestować.
~ Chcesz przyjechać? – przerwał. Kiwnąłem
głową. – To nie marudź. Załatwiaj pieniądze, swoje przekażę ci na miejscu.
- Marek…
~ No? – Zrobił minę jakby myślał, że znowu coś
mi nie będzie pasować.
- Kocham cię – uśmiechnąłem się.
~ Ja ciebie też. – Ułożył dłonie na wzór serca.
- To ja kończę.
~ Ej!
- Muszę upiec ciastka. – Rozłożyłem ręce.
~ Ty? – Założył ramiona na piersi. – Marna wymówka.
- W prezencie dla babci – westchnąłem. –
Zaniosę jej i może prędzej wyciągnę kasę. Więcej wiary we mnie.
~ OK, OK. Pa! – Pomachał do kamerki.
- Pa!
Zapatrzyłem się na niego i dopiero po
czasie rozłączył się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz