Rozdział 15.
Parę tygodni później…
Tamta grupa znęcająca się nad Markiem
poszła do poprawczaka. Nigdy nie widziałem go tak złego. Według niego dostali
za mały wyrok, niby uszkodzenia nie były na tyle poważne, czy coś.
Chłopak został adoptowany. Polubił
ich, ale jeszcze bardziej denerwować pana Adama, a facet nie był mu dłużny.
Była sobota i miał do mnie przyjść.
Puk, puk…
Otworzyłem drzwi.
- Hej! – przywitał się i poszedł do kuchni. –
Dzień dobry!
- Witaj! – usłyszałem ojca. – Pod kosiarkę
wpadłeś?
- Ha, ha, ha! Nie. Ładne?
Poszedłem za nim.
- Nie wiem jak to nazwać. – Pokręcił głową.
- O co chodzi? – Zilustrowałem go od stóp do
głów. – Aaa…
Miał spodnie z największymi dziurami jakie
widziałem i tą kolorową bluzkę potarganą na krańcach.
- Chodź – zawołałem go.
Poszliśmy do pokoju i rzuciliśmy się
na biedne łóżko. Nie wiem jak ono to wytrzymywało.
- Powiedziałem im, że jestem Bi – uśmiechnął się.
- A jesteś? – zdziwiłem się.
- No nie, ale chyba lepiej to przyjęli,
aniżeli miałbym się przyznać.
- Jak wolisz – westchnąłem.
Leżeliśmy w ciszy. Nie była ona niekomfortowa,
po prostu czasami ktoś z nas się zawieszał,
przyzwyczailiśmy się do tego.
- Marcin… - w końcu się odezwał – mam pytanie.
- No? – ponagliłem go.
- Zostaniesz moim chłopakiem?
- Hm… CO???
Otworzyłem szeroko oczy zaskoczony. Marzenia się spełniają? Czy ja śnię? Jeśli
tak to zabiję tego kto mnie obudzi. Ale jeśli tak to nie powinienem myśleć teraz, więc to chyba prawda.
- Halo! Otrząsnąłeś się już z szoku? – zaśmiał
się.
- Żartujesz? – nie wyglądał, ale wolałem się upewnić.
- Nie. To co? – uśmiechnął się uroczo. – Dobra,
dobra powiem ci o co mi chodzi.
- Nie rozumiem…
- Wujek – tak nazywał swojego przybranego ojca – wcześniej mi dogadywał, że nie
umiem sobie znaleźć dziewczyny, a kiedy dowiedział się o moim biseksualizmie to bardziej, bo według niego mam teraz jeszcze większy wybór. Wiem, że nie
wyobraża sobie żebym przyprowadził chłopaka, więc zrobię mu na złość. Nie mam
żadnego, gdyż to nie może być byle kto. Mógłbyś poudawać dla mnie trochę?
Plose! – Zrobił szczenięce oczka.
Czyli nie na serio? Eh… Wiedziałem, że to byłoby zbyt piękne… Ale jeżeli
chociaż tak mógłby być moim chłopakiem…
- Nie wiem dlaczego – jasne… - ale niech ci będzie.
- Super! – Rzucił się na moją szyję.
- A na czym to miałoby polegać?
- Oj no, nie miałeś nigdy dziewczyny? – Pokręciłem przecząco głową. – Wsumie to ja chłopaka też na tak długo, że byciem
parą bym tego nie nazwał. Tak czy siak będziemy trzymać się za ręce, przytulać
czy coś. Nie martw się, nie pocałuję cię – puścił mi oczko.
- Eh… A kiedy mamy to robić?
- Wpadniesz do mnie jutro?
- OK. Przyjdź po mnie, bo nie znam adresu.
- Dobra… kochanie.
Uśmiechnąłem się. Chociaż w pewnym sensie marzenia się
spełniają, a może kiedyś…
Później nie wracaliśmy do tego
tematu. Do czasu…
- Marcin, przepraszam. Nie powinienem cię o to
prosić. Tyle dla mnie zrobiłeś, a teraz nawet to. Nie każdy hetero zgodziłby
się udawać geja dla przyjaciela, który chce zrobić na złość przybranemu ojcowi.
Zapomnij.
Spanikowałem, choć starałem się udawać,
że dla mnie to żadna różnica.
- Dlaczego? Może być zabawnie, a poza tym to
kiedy mówiłem ci, że jestem…
Przyjrzał mi się uważnie.
- No pierwszego dnia. Kiedy cię spytałem to
powiedziałeś, że nie jesteś gejem.
- Eh… ty chyba powinieneś o tym wiedzieć: są
trzy podstawowe orientacje. Hetero, jej przeciwieństwo czyli homo, a dzieli je
bardzo cienka granica zwana Bi.
- Dlaczego nigdy nie mówiłeś?
- Pytałeś? Nie – wzruszyłem ramionami.
- W sumie… Ale i tak nie musisz tego robić.
- Już się zgodziłem. Nic do nich nie mam. Ba! Nawet
nigdy nie widziałem, ale może być fajnie.
- Ha, ha, ha! Bardzo – uśmiechnął się.
- Chyba nie muszę ci mówić, że rodzice nie
mogą się dowiedzieć?
- Tak, tak – machnął ręką.
Później serio nie wracaliśmy do tego.
Wieczorem poszedł, a ja przeleżałem z
godzinę zastanawiając się jak będzie wyglądać następny dzień. Dzień, w którym Marek
będzie MOIM chłopakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz