czwartek, 30 lipca 2015

Nie przestnę cię kochać (część 1) - Rozdział 26. Ostatni



Rozdział 26.
Dwa tygodnie późnej…
Udało mi się uzbierać całą sumę. Z zaskoczeniem odkryłem, że bilety nie były drogie. Ba! Tanie.
Nie wiem jakim cudem namówiłem rodziców żebym tam poleciał. Co prawda z dorosłą kuzynką, ale jednak. Mieliśmy mieszkać u jej przyjaciółki, która wynajmowała tam mieszkanie.
O niczym innym nie mówiłem. Nawet Michał nie był w stanie mnie uciszyć i snuć opowiadania o nowej dziewczynie. Tak, zerwał z Julką. 
Był jednak jeden problem – mój chłopak od tygodnia nie dawał znaku życia. Nie dzwonił, ale ostrzegał, że mu się kasa na kącie kończy. Na Skype też nie umiałem go złapać. Na to już nie miałem wytłumaczenia, lecz nie przejmowałem się tym za bardzo, gdyż byłem zbyt zajęty myślami, że zaraz spotkam się z ukochaną osobą, pakowaniem się i planowaniem.
Właśnie siedziałem przed laptopem mając nadzieją, ze zaraz zobaczę zielone kółko przy zdjęciu Marka, kiedy ktoś wszedł do pokoju.
 - Cześć młody. – Usiadła obok mnie kuzynka, Paulina.
 - O, hej. Co tu robisz? – oderwałem się od ekranu.
 - Jutro lecimy.
 - Wiem – wyszczerzyłem się.
 - Mogę wiedzieć co ci tak zależy? Jest wiele miejsc na wakacje.
Mój uśmiech, na myśl o czekoladowookim, powiększył się.
 - Rodzice nie mówili? - zdziwiłem się.
Wstydzą się? Nie, może z innego powodu nie powiedzieli.
 - Nie. Chciałam się dowiedzieć od ciebie. – Poczochrała moją grzywkę.
 - Ej! – Odpędziłem jej rękę jak natrętną muchę. – mam chłopaka i…
 - Co??? – Aż podskoczyła na łóżku. – jesteś gejem?
Wyglądała bardziej na podekscytowaną, aniżeli niezadowoloną.
 - Nie. Bi. – Pokręciłem głową.
 - Och – opuścił ją entuzjazm – tacy przeważnie jednak wybierają drugą płeć.
Wzruszyłem ramionami.
 - Jaki on jest? – znowu się zainteresowała.
 - Czekaj, pokażę ci. - Zacząłem grzebać w galerii telefonu. – O, mam!
Podsunąłem jej pod nos zdjęcie.
 - Uuu… przystojny. Jak ma na imię?
 - Marek.
Wziąłem komórkę.
 - Jest w twoim wieku?
 - Mhm… Jego… jakby ojciec dostał pracę w Londynie i musieli tam polecieć.
 - Jakby?
 - No… - Zastanawiałem się, czy jej powiedzieć. – Jest adoptowany…
 - O… szkoda chłopaka.
 - Tak… - Westchnąłem na myśl o tym, co tam przeżywał. – Cieszę się, że znowu go zobaczę i to nie przez kamerkę tylko twarzą w twarz – rozmarzyłem się.
 - Ha, ha, ha! Wpadłeś po uszy.
Uśmiechnąłem się tylko.
 - Dobra to ja idę do ciotki i wujka.
 - Mhm… powiedz mamie, żeby zostawiła mi ciastka.
 - Jasne. To cześć.
 - Cześć! – Pomachałem jej skupiając wzrok na ekranie komputera.
Wyszła, a ja, aż podskoczyłem, kiedy zobaczyłem nową wiadomość i to od Marka. Otworzyłem ją i szybko zacząłem czytać.* Otworzyłem szeroko oczy, nie wierząc w to co widziałem. Jeszcze raz przeczytałem i zamknąłem klapę laptopa. Poczułem jak złość, smutek, żal, niedowierzanie kumuluje się we mnie. Resztką spokoju odłożyłem komputer na bok żeby nie rzucić nim o ścianę. Walnąłem z całej siły pięścią w poduszkę.
Jak on mógł mi to zrobić?!
Łzy złości popłynęły po moich policzkach. Zaszyłem się pod pościel i zacząłem krzyczeć w materac.
Napisał mi, że to koniec; poznał kogoś tam. Wykorzystał mnie, mówił, że kocha, a przy najbliższej okazji zdradził! Nie miałem ochoty go widzieć na oczy, ani słyszeć jego cudownego, delikatnego, fałszywego głosu.
Przez warstwę kołdry i poduszek, usłyszałem niewyraźnie muzyczkę. Wykopałem się i sięgnąłem po telefon. Zobaczyłem kto dzwoni i nie zdążyłem się powstrzymać – rzuciłem z całej siły nim o ścianę.
Po tym wszystkim jeszcze śmie do mnie dzwonić?! Po co?!
Zanurkowałem pod pościel i zacząłem ryczeć. Nigdy tyle nie płakałem. Nie należałem do tego typu ludzi, ale wtedy nie wytrzymałem.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem…

KONIEC CZĘŚCI 1.
*Nie napisałam dokładnie jak wyglądała ta wiadomość, bo chciałam abyście sami sobie wyobrazili jak się wtedy czuł, dlatego to wy wymyślcie sobie, co tam było napisane.  :-) 

środa, 29 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 25.



Rozdział 25.
Tydzień później…
Codziennie siedziałem przed komputerem rozmawiając z ukochanym.
Znowu włączyłem maszynę i od razu do mnie zadzwonił.
Odebrałem.
 ~ Cześć! – pomachał do kamerki.
 - Hej.
 ~ Uwierzysz? Ciocia bardzo się zmieniła od wyjazdu. Teraz to ona rządzi w domu – zaśmiał się.
 - O! A wujek?
Ułożyłem się wygodnej i skupiłem na słowach Marka.
 ~ Boi się jej sprzeciwić – wyszczerzył się.
 - Ha, ha, ha! … Właśnie! – aż podskoczyłem z wrażenia.
Jak mogłem zapomnieć???
 ~ Co? – przekręcił głowę na bok jak szczeniaczek.
Trochę się zapatrzyłem, lecz zaraz wróciłem do świta żywych.
 - Pamiętasz Kacpra?
 ~ Jak mógłbym zapomnieć? Taka atrakcja i ta bezcenna mina… - rozmarzył się i wybuchnął śmiechem.
Atrakcja… Pff…
 - Ta… Więc: przez ostatni tydzień w szkole dziwnie na mnie patrzył, a w miarę możliwości, chyba, unikał.
 ~ Cóż…
 - Nie przerywaj!
 ~ OK, OK. – Podniósł ręce w geście obronnym.
 - Wczoraj wieczorem musiałem iść do sklepu i wracałem na skróty przez park. Zgadnij kogo widziałem? Kacpra! Ale z kim? Z chłopakiem. I co robili? Całowali się!
 ~ Żartujesz??? – Pokręciłem głową jasno dając mu do zrozumienia, że to prawda. – Wow… Hm… Powiedzmy, że mu pomogłem odkryć prawdziwego siebie.
 - Jasne – uśmiechnąłem się.
Siedzieliśmy (leżeliśmy) chwilę w ciszy patrząc na siebie.
 ~ Kurwa. – Chłopak schował głowę okazując swoje załamanie.
 - Kochanie, co się stało? – przestraszyłem się.
 ~ Eh… Co roku na zakończenie robię coś… wyjątkowego, tak żeby mnie zapamiętali, a w tym nic! Wujek tak mnie pośpieszał z wyjazdem tak, że nawet gdybym pamiętał to nie zdążyłbym. Nie będę już miał takiej okazji, bo nie dość, że skończyłem gimnazjum to jeszcze wyjechałem do innego kraju! Super!
 - Nie przejmuj się… - próbowałem wymyśleć jakieś pocieszenie. – Wiem! – Pewnie gdyby to była kreskówka to nad moją głową wyskoczyłaby żarówka. - W tym roku zrobiłeś coś czego nikt by się po tobie nie spodziewał - nic.
 ~ Ale… No w sumie… - delikatnie się uśmiechnął.
Odwzajemniłem ten gest. Znowu zapadła cisza.
Tak bardzo chciałem, żeby był obok, a nie tyyyle kilometrów ode mnie. Poczułem jak łzy cisną mi się do oczu.
Oby nie zauważył, Oby nie zauważył…
 ~ Ej! Czy ja dobrze widzę? – Nosz… - Wspaniały, optymista, pomocny, służący dobrą radą Marcin Gałązka, płacze??? Ha! – Uśmiechnął się chytrze.
Westchnąłem.
 - Tęsknie…
 ~ Nie oszukuj przecież… Co? Przyznajesz się? – Kiwnąłem głową. – Eh.. Ja też… - Oparł głowę na dłoni i zamyślił się. - Wiem! Przyjedź do mnie. Są wakacje, będziemy mieć dużo czasu.
 - A kasa? Nie lata się za darmo.
 ~ Nie masz? Mogę się dołożyć.
 - Mam, mam, ale zbieram na samochód. Im szybciej zacznę tym więcej uzbieram, a rodzice nie chcą mi kupić. I tak dużo wynegocjowałem, bo aż 50%. Czyli dołożą jeszcze raz tyle ile uzbieram. Trochę dla lepszego auta, a trochę żeby zrobić im na złość.
 ~ Dużo tego?
 - Parę milionów, wiesz? – prychnąłem. – Może z trzy tysiące. Na bilet starczy, ale mało mi zostanie. Mógłbym trochę wyciągnąć od babci lub cioci, ale nie wiem, czy by starczyło.
 ~ Ja mam trochę to też ci dam.
 - Ale… - próbowałem protestować.
 ~ Chcesz przyjechać? – przerwał. Kiwnąłem głową. – To nie marudź. Załatwiaj pieniądze, swoje przekażę ci na miejscu.
 - Marek…
 ~ No? – Zrobił minę jakby myślał, że znowu coś mi nie będzie pasować.
 - Kocham cię – uśmiechnąłem się.
 ~ Ja ciebie też. – Ułożył dłonie na wzór serca.
 - To ja kończę.
 ~ Ej!
 - Muszę upiec ciastka. – Rozłożyłem ręce.
 ~ Ty? – Założył ramiona na piersi. – Marna wymówka.
 - W prezencie dla babci – westchnąłem. – Zaniosę jej i może prędzej wyciągnę kasę. Więcej wiary we mnie.
 ~ OK, OK. Pa! – Pomachał do kamerki.
 - Pa!
Zapatrzyłem się na niego i dopiero po czasie rozłączył się.

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 24.



Rozdział 24.
Tydzień później…
Kiedy Marek mi powiedział o wyjeździe miałem nadzieję, iż żartuje. Widziałem tą złość i smutek w jego oczach, ale nie mogłem uwierzyć. Było mi ciężko zwłaszcza, że nie wyobrażałem sobie jednego dnia bez tego słodkiego uśmiechu i dużych, czekoladowych oczu. Na szczęście jest telefon, Internet, lecz to nie to samo. Nie da się dotknąć, pocałować, przytulić kogoś przez kamerkę. Ja się szybciej otrząsnąłem z szoku i pocieszałem chłopaka.
Pojechałem z rodzicami na lotnisko pożegnać go. Chciałem u niego nocować, ale nie udało nam się przekonać jego wujka, a cioci nie było w domu.
Z daleka widziałem te rudoblond włosy z czerwona grzywką, różową bluzkę i niebieskie spodnie. Podbiegłem i przytuliłem go.
 - Cześć.
 - Hej. – Przywarł do mnie mocniej.
Usłyszałem westchnienie pana Adama, pełne zniecierpliwienia.
 - Dzień dobry. – Pdniosłem głowę.
 - Witaj. – Zobaczyłem łzy w oczach pani Marty.
Uśmiechnąłem się do niej. Wujek nic nie powiedział.
Chłopak stanął na palcach i wpił się zachłannie w moje usta. Poczułem słony smak. Płacze? Ująłem jego twarz w dłonie pogłębiając pocałunek. Miał mokre policzki. Kiedy zaczęło brakować nam powietrza odsunęliśmy się niechętnie.
 - Kocham cie – wyszeptałem.
 - Marcin… - zaczęła niepewnie pani Marta – możesz do nas przyjeżdżać kiedy chcesz.
 - Dziękuję – odpowiedziałem, ciągle patrząc na Marka.
 - Musimy już iść – wtrącił się pan Adam.
 - Mamy jeszcze czas – protestował chłopak.
 - A odprawa i…
 - Zamknij się! – wrzasnęła ciocia. – Daj im chwilę!
Wszyscy byli w szoku.
 - A-ale… - próbował się bronić, lecz kobieta go uciszyła.
 - A… gdybym został na wakacje u Marcina…? – spytał zdenerwowany chłopak.
 - Jasne! – szybko się zgodziłem. – Mamo, tato?
 - Synku… - zaczęła – nie mam nic przeciwko, ale nie wiem, jak rodzice Marka zareagują.
 - Nie – odpowiedział wujek, szybko uspokojony wzrokiem pani Marty. – To znaczy… nie jest to dobrzy pomysł, bo… musi się przyzwyczaić do nowego miejsca, nowych kolegów, a te dwa miesiące nie spowodują, że łatwiej będzie się im rozstać.
Nikt nic nie powiedział. Nie wiedzieliśmy co.
Nagle się rozpadało.
 - Nawet niebo płacze – próbował zażartować Marek.
Wszyscy uciekli pod dach, a my dwaj staliśmy w tym samym miejscu całując się, cali mokrzy. Objąłem go w pasie przyciągając (o ile to możliwe) bliżej, a on wplótł pale w moje włosy pogłębiając pocałunek. Nic się wtedy nie liczyło, tylko to drobne ciałko i słodkie wargi.
 - Rozchorujecie się! – usłyszałem kobiecy głos, chyba matki.
Zignorowałem to.
Tak szybko jak zaczęło lać, tak szybko przestało. Brakowało nam tchu i odsunęliśmy nasze twarze od siebie na parę centymetrów opierając się czołami. Nie przeszkadzało mi, że musiałem się pochylić. Uśmiechnąłem się, aby dodać mu otuchy i pogłaskałem po policzku.
 - Musisz iść – niechętnie powiedziałem.
 - Wiem. – Mimo to nie ruszył się nawet trochę.
Przytuliłem go.
 - Kocham cię…
 - …i nie przestanę – dokończył za mnie.
Cmoknąłem go.
 - Idź. Tylko zadzwoń jak dolecisz.
Kiwnął głową i poszedł. Patrzyłem jak odchodzi. Ubranie się do niego kleiło i wyglądał zbyt seksownie żebym mógł go puścić. Pobiegłem za nim i ostatni raz go pocałowałem.
 - Cześć.
 - Cześć – westchnął i poszedł co chwilę się odwracając.
Stałem ciągle mu machając.
To był najgorszy dzień mojego życia…

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 23.



Rozdział 23.
Co on wymyślił…?
Leżałem i czekałem na Marka.
Puk, puk…
Szybko pobiegłem wpuścić chłopaka. Rzucił mi się na szyję. Jedną ręką go objąłem, a drugą zamknąłem drzwi.
 - Cześć! – Cmoknął mnie w policzek.
Poszliśmy do pokoju. Położyłem się na łóżku, a on usiadł obok.
 - To jaki masz pomysł?
 - Tylko jedno słowo: WESOŁE MIASTECZKO! – Wyszczerzył się.
 - Ja naliczyłem dwa.
 - Oj tam, oj tam – machnął ręką. – Zgadzasz się?
 - Pewnie. Kiedy?
 - Teraz? – Wstał.
 - OK, OK.
Wziąłem kasę i wyszliśmy. Podjechaliśmy autobusem.
 - Gotowy? – Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę wejścia, nie czekając na odpowiedź.
Na widok tych wszystkich atrakcji oczy mu się świeciły ze szczęścia i ekscytacji. Kupiliśmy bilety i nie oglądając się na mnie pobiegł w stronę pierwszej karuzeli. Uśmiechnąłem się i podążyłem za nim. Chyba postawił sobie za cel przejechanie się na wszystkim. Od tych dla małych dzieci (tak, dobrze przeczytaliście), przez samochodziki po ekstremalne. Czasami stałem obok i śmiałem się, np. kiedy próbował się zmieścić do różowej karocy, ale przeważnie bawiłem się na tych karuzelach razem z nim (nie na dziecięcych).
 - Chodź! – zaczął mnie ciągnąć w stronę jakiejś maszyny.
Okazała się być kolorowym pudełkiem z łapką w środku i miśkami. Ową łapką wyciągało się te zabawki.
 - Po co ci taki pluszak?
Prychnął i wrzucił monetę. Za pierwszym razem nic. Za drugim paczkę herbatników.
 - Serio?! Przecież one są duże! Trzymaj – podał mi ciastka. – Do trzech razy sztuka.
 - Marek…
 - Proszę! – znowu te słodkie oczka.
 - Eh… - Oparłem się o maszynę.
Zaraz dorwał się do rączki, dzięki której mógł sterować łapką. Obserwowałem jak z zaciętą miną i językiem na wierzchu próbuje wygrać. Nie powiem – zabawny widok.
 - Jest! – krzyknął szczęśliwy, kiedy w końcu mu się udało.
 - Brawo - wywróciłem oczami.
 - Proszę – podał mi średniej wielkości, brązowego misia. – To dla ciebie.
 - Serio? Tyle się męczyłeś żeby zdobyć zabawkę DLA MNIE??? – Jaki on kochany. – Dostanie honorowe miejsce w moim pokoju – powiedziałem trochę zbyt ironicznie.
 - Pff. Ja tu się męczę, a… - uciszyłem go pocałunkiem.
 - Dzięki – uśmiechnąłem się.
 - Marcin? – usłyszałem za sobą głos chłopaka z klasy.
 - O nie… - Cicho westchnąłem i odwróciłem się. – Kacper? Co ty tu robisz?
 - O widzę, że przyszedłeś na randkę  -zignorował moje pytanie. – Hej piękna – zwrócił się do Marka.
Kątem oka zobaczyłem jak zaciska pięści i opuszcza głowę zasłaniając się bardziej czerwoną grzywką. Nic nie powiedział.
 - Taka nieśmiała jesteś? – zaśmiał się.
 - To… - zacząłem, ale chłopak pociągnął ,mnie za rękę do tyłu.
 - Mam pomysł – szepnął.
Zacząłem się bać. Zwłaszcza o Kacpra, mimo, że go nie lubiłem. Taka napompowana góra mięsa myśląca tylko o seksie.
 - Jakie mięśnie. – Podszedł i przejechał po jego ramieniu.
Brunet wyprostował się.
 - Nie to co Marcin – zaśmiał się. – Ładna jesteś.
 - Dzięki. 
Stanął na palcach i coś szepnął mu do ucha.
 - To chodź. - Objął go i poszli gdzieś.
 - Ale… - Patrzyłem zaskoczony.
Marek pomachał mi, za plecami Kacpra, abym poszedł za nimi. Tak też zrobiłem.
Dotarli do niezbyt bogatej dzielnicy koło wesołego miasteczka i schowali się między blokami. Stanąłem przy jednym z nich i zajrzałem co robią. Widziałem jak mój chłopak szepta mu coś do ucha co chwilkę ocierając się nogą o jego spodnie, a mięśniak opiera się plecami o ścianę. Na jego nieszczęście, chyba pierwszy raz, był w dżinsach, a nie dresie. Nagle brunet schylił się i próbował pocałować chłopaka. Zacisnąłem pięści gotów go pobić mimo, iż był ode mnie silniejszy. Na szczęście niższy poradził sobie zasłaniając mu usta palcem.
 - Tak właściwie to jestem Marek – uśmiechnął się.
 - Ka… jak???
 - Kajak? Oryginalnie – wzruszył ramionami.
Kacper odgarnął mu włosy z twarzy.
 - Jesteś… chłopakiem??? – Zerknął na spodnie. – Kurwa.
Drugi wyszczerzył się. Pomachał mu i poszedł w moją stronę. Przybił mi piątkę i wybuchnął śmiechem.
 - Widziałeś jego minę? Czasami moja uroda się przydaje.
 - Kiedy próbował cię pocałować, myślałem, że go zabiję.
 - Byłeś zazdrosny? – zaśmiał się.
 - A żebyś wiedział.
 - Ale to ciebie kocham. Ta kupa mięśni że zwojami mózgu układającymi się w słowo sex nie jest w moim typie, za to ty bardzo.
Nagle usłyszałem dziwna muzyczkę.
 - Oo... – Wyciągnął telefon. – Wujek? Chwilka. – Odebrał – Halo?... No…. Co z tego?… Żartujesz?!... Nie!... Zostaję!... Ale… Rozłączył się!
 - Co się stało?
Walnął mocno ręką w ścianę.
 - Kurwa! – krew mu poleciała.
 - Eh. Pokaż to. – Wyciągnąłem chusteczkę i wytarłem mu dłoń.
 - Marcin… - podniosłem wzrok na jego twarz i zobaczyłem jak mu się oczy świecą – wujek dostał pracę i wyprowadzamy się… do ANGLII!