Rozdział 26.
Dwa tygodnie późnej…
Udało mi się uzbierać całą sumę. Z
zaskoczeniem odkryłem, że bilety nie były drogie. Ba! Tanie.
Nie wiem jakim cudem namówiłem
rodziców żebym tam poleciał. Co prawda z dorosłą kuzynką, ale jednak. Mieliśmy
mieszkać u jej przyjaciółki, która wynajmowała tam mieszkanie.
O niczym innym nie mówiłem. Nawet
Michał nie był w stanie mnie uciszyć i snuć opowiadania o nowej dziewczynie.
Tak, zerwał z Julką.
Był jednak jeden problem – mój chłopak
od tygodnia nie dawał znaku życia. Nie dzwonił, ale ostrzegał, że mu się kasa
na kącie kończy. Na Skype też nie umiałem go złapać. Na to już nie miałem
wytłumaczenia, lecz nie przejmowałem się tym za bardzo, gdyż byłem zbyt zajęty
myślami, że zaraz spotkam się z ukochaną osobą, pakowaniem się i planowaniem.
Właśnie siedziałem przed laptopem
mając nadzieją, ze zaraz zobaczę zielone kółko przy zdjęciu Marka, kiedy ktoś
wszedł do pokoju.
- Cześć młody. – Usiadła obok mnie kuzynka,
Paulina.
- O, hej. Co tu robisz? – oderwałem się od
ekranu.
- Jutro lecimy.
- Wiem – wyszczerzyłem się.
- Mogę wiedzieć co ci tak zależy? Jest wiele
miejsc na wakacje.
Mój uśmiech, na myśl o
czekoladowookim, powiększył się.
- Rodzice nie mówili? - zdziwiłem się.
Wstydzą się? Nie, może z innego powodu nie powiedzieli.
- Nie. Chciałam się dowiedzieć od ciebie. – Poczochrała moją grzywkę.
- Ej! – Odpędziłem jej rękę jak natrętną muchę. – mam chłopaka i…
- Co??? – Aż podskoczyła na łóżku. – jesteś
gejem?
Wyglądała bardziej na podekscytowaną,
aniżeli niezadowoloną.
- Nie. Bi. – Pokręciłem głową.
- Och – opuścił ją entuzjazm – tacy przeważnie
jednak wybierają drugą płeć.
Wzruszyłem ramionami.
- Jaki on jest? – znowu się zainteresowała.
- Czekaj, pokażę ci. - Zacząłem grzebać w
galerii telefonu. – O, mam!
Podsunąłem jej pod nos zdjęcie.
- Uuu… przystojny. Jak ma na imię?
- Marek.
Wziąłem komórkę.
- Jest w twoim wieku?
- Mhm… Jego… jakby ojciec dostał pracę w
Londynie i musieli tam polecieć.
- Jakby?
- No… - Zastanawiałem się, czy jej powiedzieć. – Jest adoptowany…
- O… szkoda chłopaka.
- Tak… - Westchnąłem na myśl o tym, co tam
przeżywał. – Cieszę się, że znowu go zobaczę i to nie przez kamerkę tylko twarzą
w twarz – rozmarzyłem się.
- Ha, ha, ha! Wpadłeś po uszy.
Uśmiechnąłem się tylko.
- Dobra to ja idę do ciotki i wujka.
- Mhm… powiedz mamie, żeby zostawiła mi ciastka.
- Jasne. To cześć.
- Cześć! – Pomachałem jej skupiając wzrok na
ekranie komputera.
Wyszła, a ja, aż podskoczyłem, kiedy
zobaczyłem nową wiadomość i to od Marka. Otworzyłem ją i szybko zacząłem
czytać.* Otworzyłem szeroko oczy, nie wierząc w to co widziałem. Jeszcze raz
przeczytałem i zamknąłem klapę laptopa. Poczułem jak złość, smutek, żal,
niedowierzanie kumuluje się we mnie. Resztką spokoju odłożyłem komputer na bok
żeby nie rzucić nim o ścianę. Walnąłem z całej siły pięścią w poduszkę.
Jak on mógł mi to zrobić?!
Łzy złości popłynęły po moich
policzkach. Zaszyłem się pod pościel i zacząłem krzyczeć w materac.
Napisał mi, że to koniec; poznał
kogoś tam. Wykorzystał mnie, mówił, że kocha, a przy najbliższej okazji zdradził!
Nie miałem ochoty go widzieć na oczy, ani słyszeć jego cudownego, delikatnego,
fałszywego głosu.
Przez warstwę kołdry i poduszek,
usłyszałem niewyraźnie muzyczkę. Wykopałem się i sięgnąłem po telefon.
Zobaczyłem kto dzwoni i nie zdążyłem się powstrzymać – rzuciłem z całej siły
nim o ścianę.
Po tym wszystkim jeszcze śmie do mnie dzwonić?! Po co?!
Zanurkowałem pod pościel i zacząłem
ryczeć. Nigdy tyle nie płakałem. Nie należałem do tego typu ludzi, ale wtedy
nie wytrzymałem.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem…
KONIEC CZĘŚCI 1.
*Nie napisałam dokładnie jak
wyglądała ta wiadomość, bo chciałam abyście sami sobie wyobrazili jak się wtedy
czuł, dlatego to wy wymyślcie sobie, co tam było napisane. :-)