piątek, 19 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 9.



Rozdział 9.
Wcześnie rano wstałem, umyłem się, ubrałem, uczesałem i spakowałem parę rzeczy do plecaka.
O 645 zbiegłem do kuchni.
 - Maciek! – Zostałem przytulony przez matkę. – Wreszcie wyszedłeś! Tak się martwiłam.
No tak. Nie wspomniałem, że dalej chowałem się w pokoju.
 - Puść! Dusisz mnie!
 - Przepraszam. – Odeszła kawałek. – Tęskniłam. Nawet nie wiesz, jak…
 - Wyjeżdżam – przerwałem.
 - Słucham?? Gdzie? – Żałujcie, że nie widzieliście jej miny…
 - No… na koncert. Jadę z Adamem. Juro wieczorem wracam, a teraz jestem głodny, więc możesz się przesunąć?
Wyminąłem ją i podszedłem do lodówki. Wyjąłem masło, szynkę, majonez; z półki obok bułkę i zacząłem robić śniadanie.
Puk, puk…
Pobiegłem do drzwi i z uśmiechem otworzyłem je.
 - Dzień… Maciek? Wyszedłeś? Fajnie. To co, gotowy?
 - Tylko zjem.
Poszedłem powrotem do kuchni, ale jak się okazało śniadanie było już zrobione.
 - Dzięki! – krzyknąłem, bo mama już wyszła.
Pochłaniałem bułkę wielkimi kęsami. Nawet nie usiadłem.
Poczułem jak Aniołek przytula mnie od tyłu.
 - Kochanie, nawet nie wiesz jak się cieszę – wyszeptał.
 - Ja też, ale puść. Nie chcę ryzykować.
 - Eh… - Odsunął się. – Bo jeszcze pomyślę, że się mnie wstydzisz.
 - Wiesz, że nie, ale nie jestem pewien reakcji rodziców. W Warszawie ich nie będzie, więc…
 - Tym bardziej chcę już iść – nachylił się do mojego ucha – i cię pocałować.
Przygryzłem wargę.
 - Słuchaj… zapomniałem! Muszę jeszcze coś wziąć z pokoju, chodź.
 - OK. – Poszedł za mną. – Więc co…
Nie dokończył, bo po wejściu do środka pocałowałem chłopka, a on objął moje ciałko pogłębiając go. Badał językiem moje wnętrze. Wplotłem palce w jego włosy.
Po chwili niechętnie się odsunąłem i powiedziałem:
 - Idziemy?
 - Jasne. – Cmoknął mnie i wyszliśmy.
Wziąłem ze stołu plecak.
 - Masz wszystko? – upewnił się.
 - Mhm, a ty?
Objął mnie ramieniem.
 - Teraz tak.
Uśmiechnąłem się, a mój brzuch był wypełniony po brzegi motylkami. Jak ja funkcjonowałem bez niego?
Na przystanek prawie biegliśmy. W ostatniej chwili zdążyliśmy. Wpadliśmy do autobusu odprowadzeni na środek wzrokiem staruszek. Niestety nie było wolnych miejsc i żeby tego było mało to kierowca prowadził tak, że Aniołek ciągle na mnie wpadał… no dobra to akurat plus.
Z ulgą wyszedłem na świeże powietrze.
 - Do pociągu zostało nam pół godziny. Chodź na jakieś lody czy coś – zaproponował.
 - Dobra, a wiesz gdzie jest dobra lodziarnia?
 - Po drugiej stronie ulicy coś widzę. Mogę? – splótł nasze palce.
Uśmiechnąłem się.
Poszliśmy we wskazane miejsce. Zamówiłem mój ulubiony smak – cytrynowe. Aniołek natomiast czekoladowe i truskawkowe.
 - To najlepsze lody jakie jadłem – oblizałem się.
 - To jak je jesz jest jeszcze lepszym widokiem – ściszył głos.
 - Czyżby?
 - Mhm. – Wyciągnął rękę. – Chodź na chwilę.
Nie dając mi czas na odpowiedź pociągnął mnie do toalety. Zamknął nas w kabinie i wpił się w moje usta. Przypadkiem otarłem się nogą o jego krocze. Jęknął i odsunął się.
 - Nie rób tak, bo nie wiem jak dojadę – wyszeptał i znów połączył nas w pocałunku.
Jego ręce błądziły po moim ciele, a usta zjechały na szyję.
 - Adam… - z trudem postanowiłem przerwać. – Pociąg…
Cmoknął mnie i powiedział:
 - Wiem… moment, muszę się uspokoić. – Uśmiechnął się. – Nie wiem jak przeżyję noc z tobą sam na sam.
 - To chyba ja powinienem się martwić.
Wyszedłem z kabiny i opłukałem wodą twarz. Przytulił mnie od tyłu, głowę kładąc na moim ramieniu.
 - Nie uważasz, że razem wyglądamy pięknie?
 - Jeśli parę gejów można tak nazwać… - Zresztą z tobą to wszystko wygląda świetnie.
 - Maciek…? Wiesz, która godzina?
Oprzytomniałem i szybko wyciągnąłem telefon.
 - Kurwa… - zakląłem pod nosem.
 - Szybko, chodźmy. – Cmoknął mnie w policzek i wyszliśmy.
Na szczęście pociąg się spóźnił i zdążyliśmy. Z drogi nie wiele pamiętam. Aniołek powiedział, że zasnąłem. Poszliśmy do hotelu.
 - Ładnie tu – stwierdziłem.
Fakt, skromnie, ale uroczo. Uroczo? Od kiedy ja tak myślę?
 - Już po mnie – usłyszałem głos chłopaka.
 - Dlaczego?
 - Patrz – wskazał gdzieś ręką – jedno łóżko. No przecież ja nie będę umiał spokojnie spać, kiedy ty będziesz obok. Za bardzo mi się podobasz.
 - Dla mnie wytrzymasz?
 - Dla ciebie wszystko. – Uśmiechnął się, a mój żołądek wywijał koziołki.
Położyłem się i obserwowałem Adama. Właśnie teraz postanowił się przebrać to znaczy zmienić bluzkę, którą ubrudził w pociągu. Dlaczego on musi wyglądać tak idealnie? Kiedy zaczął zapinać koszulę nie wytrzymałem. Wstałem i wpiłem się w jego czerwone usta. Badałem każdy odkryty kawałek ciała dłońmi, które zostały po chwili zastąpione wargami. Materiał wylądował na podłodze. Słyszałem jak cicho mruczy. Próbował zrobić krok w tył, żeby oprzeć się o ścianę. Poczułem jak ciągnie mnie do góry, aby pocałować. Nie opierałem się zmianie położenia moich warg. NIBY przypadkiem ocierałem się o jego krocze. Jęknął do moich ust. Spodobał mi się ten odgłos, więc jeszcze parę razy drażniłem go. Ostatni raz przejechałem językiem po jego wargach i odsunąłem się. Patrzył na mnie zamglonym wzrokiem pełnym pożądania.
 - Co ty ze mną robisz…? – spytał.
 - Już ci pozwalam: możesz się ubrać… a z tym – wskazałem na spodnie – coś zrób.
 - Jesteś okrutny – pokręcił głową.
 - I pewnie ci się nie podobało? – Uśmiechnąłem się pewny siebie.
Westchnął i zabrał ubrania chowając się w łazience. Położyłem się z przerażeniem stwierdzając, że nie tylko on ma problem.
Po chwili Aniołek wyszedł, a ja prawie pobiegłem, żeby pozbyć się wypukłości.
Za niedługo i ja byłem gotowy.
 - Idziemy na obiad? W Internecie znalazłem fajny lokal tuż za rogiem.
 - Dobra. – Wesoły poszedłem w kierunku drzwi. Odwróciłem się i zobaczyłem, że jestem obserwowany. – Co jest?
 - Nic, po prostu bardzo mi się podobasz. – Uśmiechnął się. – Nie tylko wygląd. Wszystko.
 - Ty mi też. – Nawet nie wiesz jak bardzo. - Idziemy? Głodny jestem!
 - Już, już. – Wziął mnie za rękę. – Mogę?
 - Tak.
Poszliśmy na upragniony przez mój żołądek obiad. Był nawet dobry. Ja zjadłem gołąbki, a Aniołek kotlet.
 - Adam... – podniósł na mnie wzrok – dziękuję. Jesteś taki cierpliwy, tyle dla mnie zrobiłeś, a ja…
 - Cii. Robię to, bo cię kocham. Naprawdę.
Pogładziłem kciukiem wierzch jego dłoni. Wiem, że wolałby, abym też mu powiedział te magiczne dwa słowa jednak nie wiem dlaczego, ale nie umiałem. Na szczęście z tym również nie naciskał. Był taki kochany.
Kiedy skończył wyszliśmy do ogrodu Saskiego.
 - Ładnie tu – powiedziałem.
 - A ty jesteś idealną ozdobą.
 - Która należy do ciebie. – Przysunąłem się bliżej jego boku.
 - Tylko. – Cmoknął mnie w policzek.
Poczułem na sobie wzrok paru osób. Co im przeszkadzamy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz