środa, 24 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 16.



Rozdział 16.
Parę miesięcy później (a konkretniej 24 grudnia)…
Minęło już sporo czasu. W międzyczasie siostrzyczka zaszła w ciążę. Skakała z radości, jak głupia, a następnego dnia jej chłopak się oświadczył. Ślub odbędzie się w marcu, bo Madzia uparła się, żeby była to wiosna.
Kamil nie pamiętał nic z tamtego pamiętnego wypadu do klubu. Parę tygodni temu powiedział, że znalazł sobie chłopaka. Teraz ciągle gada o tym całym Filipie.
Nadal nikt nie wie o moim związku z Aniołkiem. Boimy się, że rodzina może tego nie zaakceptować. Jeszcze dwa razy próbował, ale ciągle się wycofywałem, więc NASZEGO pierwszego razu nie było. Mimo to wykazywał anielską cierpliwość. Dalej nie powiedziałam mu, że go kocham. Wie o tym, ale widzę, że chciałby to usłyszeć.
Dziś są święta!
Mam prezent dla mojego chłopaka, tylko nie jestem pewien, czy mi się uda. To znaczy wiem, że mu się spodoba, ale nie wiem czy dam radę go dać.
Poszedłem do niego na chwilę, bo pewnie zaraz zadzwoni matka, żebym wracał i jej pomógł.
Zapukałem do drzwi. Otworzyły się szybko.
 - Cześć! Wesołych Świąt! – Uśmiechnął się.
 - Adam… mam dla ciebie propozycję.
 - Jaką? Wchodź. Zamarzniesz mi tu. – Wciągnął mnie (dosłownie) do środka.
 - Ta… pewnie w telewizji już mówią zima zaskoczyła. Co z tego, że jest druga połowa grudnia? Eh…
Zdjąłem szalik, kurtkę, buty i podążyłem za Aniołkiem.
 - To jaką propozycję?
 - Idziesz na pasterkę? – Usiadłem na łóżku.
 - Jak co rok. Jak się rodzicom chce? Mnie cudem tam zaciągają – westchnął i położył się obok.
 - Moi też, z wyjątkiem, że ja udaję, iż śpię i nie mają serca mnie budzić, więc zostaje. – Oparłem głowę na jego brzuchu.
 - Ha, ha, ha! Muszę spróbować…
 - Musisz – przerwałem. – Przyjdziesz do mnie, jak pójdą?
Uniósł jedną brew i zastanowił się. Podniósł mnie tak, że leżałem na poduszce, a sam zawisł nade mną.
 - Hm… zgoda. – Uśmiechnął się i pocałował.
Zamruczałem i wplotłem palce w jego włosy. Zjechał ustami na moją szyję.
 - Adam, bo będzie widać…
Nie słuchał nie tylko obsypywał pocałunkami.
 - Trudno.
Tą cudowną chwilę musiał przerwać (jak wcześniej przewidziałem) dzwonek telefonu.
Odsunął się, a ja wyciągnąłem rękę, żeby odebrać.
 - Eh… Cześć, mamo.
 ~ Maciek, przyjdź mi pomóc. Sama nie dam rady.
 - Jaaasne – akurat musiał masować mi przyrodzenie przez spodnie.
 ~ Wszystko dobrze?
 - T-tak, j-już idę. – Walnąłem go w zebra.
 ~ Kochanie? Coś niewyraźnie mówisz…
 - A! – w tym czasie zdąży włożyć rękę pod materiał i kontynuował zabawę.
 ~ Co się dzieje?? – no to ją przestraszyliśmy.
 - Nic – warknąłem. – Zaraz wychodzę. Pa!
Nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się i rzuciłem na Aniołka. Zacząłem się zastanawiać, co do słuszności przezwiska. Popchnąłem go tak, że to on leżał, a ja siedziałem okrakiem na nim.
 - Uważaj, bo odwołam twoje przyjście do mnie.
 - O nie! – zaczął się śmiać.
 - Pff… - Wstałem. – To nie przychodź.
Zapiąłem spodnie, z lękiem widząc, że są za małe. Naciągnąłem sweter najbardziej jak się dało, żeby ukryć to i wyszedłem.
 - Ej! Żartowałem - wybiegł za mną.
Zakładałem akurat buty, kiedy zostałem zaatakowany od tyłu, a konkretniej przytulony.
 - Hm… - zaczął całować moją szyję – no dobra… ale kara będzie, tylko jeszcze nie wiem jaka.
Puścił mnie i uśmiechnął się. Ubrałem się i wyszedłem. Prawie biegłem do domu i schowałem się w łazience, aby pozbyć się problemu, który zrobił mi Aniołek. Później poszedłem pomóc rodzinie w przygotowaniu kolacji Wigilijnej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz