Rozdział 16.
Parę miesięcy później (a konkretniej
24 grudnia)…
Minęło już sporo czasu. W międzyczasie
siostrzyczka zaszła w ciążę. Skakała z radości, jak głupia, a następnego dnia
jej chłopak się oświadczył. Ślub odbędzie się w marcu, bo Madzia uparła się, żeby była to wiosna.
Kamil nie pamiętał nic z tamtego
pamiętnego wypadu do klubu. Parę tygodni temu powiedział, że znalazł sobie
chłopaka. Teraz ciągle gada o tym całym Filipie.
Nadal nikt nie wie o moim związku z
Aniołkiem. Boimy się, że rodzina może tego nie zaakceptować. Jeszcze dwa razy
próbował, ale ciągle się wycofywałem, więc NASZEGO pierwszego razu nie było.
Mimo to wykazywał anielską cierpliwość. Dalej nie powiedziałam mu, że go
kocham. Wie o tym, ale widzę, że chciałby to usłyszeć.
Dziś są święta!
Mam prezent dla mojego chłopaka,
tylko nie jestem pewien, czy mi się uda. To znaczy wiem, że mu się spodoba, ale nie
wiem czy dam radę go dać.
Poszedłem do niego na chwilę, bo pewnie
zaraz zadzwoni matka, żebym wracał i jej pomógł.
Zapukałem do drzwi. Otworzyły się
szybko.
- Cześć! Wesołych Świąt! – Uśmiechnął się.
- Adam… mam dla ciebie propozycję.
- Jaką? Wchodź. Zamarzniesz mi tu. – Wciągnął mnie
(dosłownie) do środka.
- Ta… pewnie w telewizji już mówią zima zaskoczyła. Co z tego, że jest
druga połowa grudnia? Eh…
Zdjąłem szalik, kurtkę, buty i
podążyłem za Aniołkiem.
- To jaką propozycję?
- Idziesz na pasterkę? – Usiadłem na łóżku.
- Jak co rok. Jak się rodzicom chce? Mnie
cudem tam zaciągają – westchnął i położył się obok.
- Moi też, z wyjątkiem, że ja udaję, iż śpię i
nie mają serca mnie budzić, więc zostaje. – Oparłem głowę na jego brzuchu.
- Ha, ha, ha! Muszę spróbować…
- Musisz – przerwałem. – Przyjdziesz do mnie, jak pójdą?
Uniósł jedną brew i zastanowił się.
Podniósł mnie tak, że leżałem na poduszce, a sam zawisł nade mną.
- Hm… zgoda. – Uśmiechnął się i pocałował.
Zamruczałem i wplotłem palce w jego
włosy. Zjechał ustami na moją szyję.
- Adam, bo będzie widać…
Nie słuchał nie tylko obsypywał pocałunkami.
- Trudno.
Tą cudowną chwilę musiał przerwać
(jak wcześniej przewidziałem) dzwonek telefonu.
Odsunął się, a ja wyciągnąłem rękę, żeby
odebrać.
- Eh… Cześć, mamo.
~ Maciek, przyjdź mi pomóc. Sama nie dam rady.
- Jaaasne – akurat musiał masować mi przyrodzenie
przez spodnie.
~ Wszystko dobrze?
- T-tak, j-już idę. – Walnąłem go w zebra.
~ Kochanie? Coś niewyraźnie mówisz…
- A! – w tym czasie zdąży włożyć rękę pod
materiał i kontynuował zabawę.
~ Co się dzieje?? – no to ją przestraszyliśmy.
- Nic – warknąłem. – Zaraz wychodzę. Pa!
Nie czekając na odpowiedź rozłączyłem
się i rzuciłem na Aniołka. Zacząłem się zastanawiać, co do słuszności przezwiska.
Popchnąłem go tak, że to on leżał, a ja siedziałem okrakiem na nim.
- Uważaj, bo odwołam twoje przyjście do mnie.
- O nie! – zaczął się śmiać.
- Pff… - Wstałem. – To nie przychodź.
Zapiąłem spodnie, z lękiem widząc, że
są za małe. Naciągnąłem sweter najbardziej jak się dało, żeby ukryć to i
wyszedłem.
- Ej! Żartowałem - wybiegł za mną.
Zakładałem akurat buty, kiedy
zostałem zaatakowany od tyłu, a konkretniej przytulony.
- Hm… - zaczął całować moją szyję – no dobra…
ale kara będzie, tylko jeszcze nie wiem jaka.
Puścił mnie i uśmiechnął się. Ubrałem
się i wyszedłem. Prawie biegłem do domu i schowałem się w łazience, aby pozbyć
się problemu, który zrobił mi
Aniołek. Później poszedłem pomóc rodzinie w przygotowaniu kolacji Wigilijnej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz