poniedziałek, 22 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 12



Rozdział 12.
 - Kochanie… - usłyszałem cichy głos koło mojego ucha. – Obudź się…
 - Co? Gdzie ja jestem? – Przetarłem oczy.
Ziewnąłem, ale czyjeś usta zasłoniły moje. Zamruczałem i objąłem go.
 - U mnie. Jest 2300. Co z naszym maratonem? – powiedział, gdy się odsunął.
 - Adam! Miałem taki piękny sen!
 - Przepraszam. – Pokręcił głową. – To co wybierasz? Komedia, dramat, przygodowy…
 - Nie wiem. – Usiadłem obok Aniołka. – Wybierz coś.
 - To może horror?
 - Mhm… Co ty, sklep obrabowałeś? – zobaczyłem wielką kolekcję płyt.
 - A co, wydasz mnie? – zaśmiał się.
 - Nie – powiedziałem i pocałowałem go.
Wziął mnie na ręce i znowu wylądowałem w łóżku. Jego wargi szybko znalazły się na mojej szyi zostawiając malinkę.
 - Mm… a filmy?
Nie odpowiedział tylko powoli zaczął podnosić mi bluzkę, gdyż odsłonięte miejsce przestało mu wystarczać. Podniosłem się lekko ułatwiając mu pozbycie się zbędnego materiału. Rzucił ją gdzieś w kąt. Popchnął mnie delikatnie tak, że znowu leżałem. Jeździł palcami i ustami po skórze zatrzymując się na dłużej na wrażliwych miejscach. Przejechał ręką po rozporku, co wywołało mój cichy jęk. Rozpiął pasek, guzik, suwak i szybko ściągnął mi spodnie. Powrócił do całowania moich warg, a ja zająłem się jego koszulą. Jeden guzik, drugi, trzeci itd.… Zsunąłem mu ją z ramion. Badałem ciało chłopaka dłońmi, gdyż usta były zajęte przez jego. Wstał i pozbył się reszty swoich ubrań. Wrócił do mnie i ściągnął moje bokserki. Całował moje ciało, a ja wiłem się pod nim.
 - Nawet nie wiesz jak na mnie działasz – wyszeptał mi do ucha i zjechał pocałunkami niżej.
Przejechał językiem po moim członku i powrócił do moich warg. Nagle poczułem jak drażni mi dziurkę. Spiąłem się i zwiałem do rogu łóżka zwijając się w kłębek.
 - Maciek… przepraszam… zagalopowałem się… cii… spokojnie… kocham cię…
Dotknął mojego ramienia, ale skuliłem się jeszcze bardziej, więc się wycofał.
 - Kochanie, nie myśl o tym… To ja, Adam… Eh. – Usiadł na drugim końcu.
Po namyśle wstał. Zerknąłem na niego i zobaczyłem, że się ubiera. Chciałem coś powiedzieć, ale nie mogłem. Wyszedł. Tak po prostu mnie zostawił. Zresztą, co ja się dziwię? Jestem beznadziejnym chłopakiem. Po co się zgodziłem? Mogłem cierpieć, ale on znalazłby sobie lepszego, nie to co ja. Ciekawe jakby wyglądało życie innych gdyby mnie nie było…? Rodzice by się nie martwili o mnie, siostra nie musiałaby się ze mną męczyć, Aniołek…
Drzwi się otworzyły. Wszedł Adam niosąc coś. Jakby miskę.
 - Pomyślałem, że zjesz chociaż lody cytrynowe…? – Podniosłem głowę zaciekawiony. - Specjalnie kupiłem z nadzieją, że będziesz u mnie nocował…
Podszedł niepewnie i wyciągnął naczynie oraz łyżkę. Obserwowałem ją, ale mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Nałożył trochę deseru i podał mi, nie widząc reakcji. Dałem się nakarmić ten jeden raz, a później rzuciłem się na jedzenie i zjadłem wszystko.
 - Jesteś moim Lodowo-Cytrynowym Bogiem! – Wylizałem resztę. – One nigdy ci się nie kończą?
Uśmiechnął się, ale widziałem, że sztucznie.
 - Co się stało? – zmartwiłem się. – Ty chyba nie… w sumie to masz rację, lepiej poszukaj sobie fajniejszego chłopaka, a nie…
 - Przestań! K. O. CH. A. M. CIĘ! – przeliterował. – Naprawdę. Nigdy cię nie zostawię. Nawet tak nie myśl.
Usiadł na skraju łóżka. Podciągnąłem się bliżej niego i przytuliłem od tyłu.
 - Przepraszam… Jesteś wspaniały i boję się, że mógłbym cię stracić.
Odwrócił się i ujął moją twarz w dłonie.
 - Nigdy. Mam ochotę zabić tego faceta. Jak on mógł osobie tak cudownej jak ty, tak zniszczyć psychikę… - Cmoknął mnie i przytulił.
Westchnąłem…
 - Dziękuję, że jesteś. To co, oglądamy? – postanowiłem zmienić temat.
 - Jasne. – Odsunął się. – Tylko… ubierz się, bo nie wiem czy będę umiał spokojnie patrzeć na film.
Walnąłem go w żebra i rozejrzałem się za ubraniami. Znalazłem wszystko i założyłem na siebie.
 - Najpierw mnie rozebrałeś, a teraz to ja mam się ubierać – westchnąłem teatralnie. – Co oglądamy?
Usiadłem obok niego i wyrwałem mu pudełko.
 - O… nie znam.
 - Jest super. Nawet nie taki sztuczny.
Włączył.
Tak… to był prawdziwy Anioł. Anielski uśmiech, oczy przepełnione miłością, dobroć, cierpliwość… tak bardzo go kochałem, a nie umiałem wymówić tych dwóch słów. Dlaczego? Sam chciałbym to wiedzieć.
Film był trochę straszny.
 - Koniec. To co? Śpimy, czy oglądamy coś jeszcze?
 - Ja nie jestem śpiący.
 - Bo po powrocie spałeś kilka godzin, a teraz jadłeś zimne lody.
 - Były pyszne. – Uśmiechnąłem się.
 - Eh… to co teraz?
 - Komedia? Tylko jakaś dobra.
 - Mhm… - Zaczął przeszukiwać pudełka. – To może tą?
 - O, znam ją. Może być. – Usiadłem i obserwowałem chłopaka.
 - No kto by pomyślał, nawet filmy lubimy takie same. Po prostu para idealna. – Odwrócił się i pocałował mnie.
Położyłem głowę na jego kolanach i oglądaliśmy. Gdy się skończyło zerknąłem na chłopaka. Spał. Uśmiechnąłem się i wstałem.
 - Adam… - potrząsnąłem jego ramieniem – obudź się…
Poruszył się trochę, ale nie zamierzał wracać z krainy Morfeusza.
 - Wstawaj… - Ale on tylko zamruczał pod nosem.
Uśmiechnąłem się i spróbowałem go jakimś cudem wyciągnąć na łóżko. Nie udało mi się to więc wziąłem najmiększy koc jaki znalazłem u niego w szafie oraz poduszkę i położyłem da dywan. Podciągnąłem Aniołka na posłane miejsce i przykryłem kołdrą. Nie chciałem kłaść się bez niego, więc położyłem się obok i przytuliłem chłopaka. Po chwili ja również spałem…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz