środa, 10 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 4.



Rozdział 4.
Zaprowadziłem ich do ogrodu i poszedłem poszukać siostry. Znalazłem ją w kuchni, przygotowywała sałatkę.
 - O, hej! Długo cię nie było – powiedziała z udawanym wyrzutem. – Ale rozumiem, rozumiem. Trochę pobyłeś sam na sam z Aniołem?
 - Magda! – oburzyłem się.
 - Co? Ja tylko pytam. To jak?
 - Ta… - Usiadłem na blacie. – Tylko jest problem – muszę ograniczyć kontakt z nim do minimum…
 - Żartujesz? Dlaczego?
 - Bo BARDZO mi się podoba i… kurwa! No nie umiem spokojnie siedzieć w jego obecności!
 - Eh, młody, młody. – Pokręciła głową. – Nie mam lekarstwa na miłość.
 - Co ty mówisz?! Nie zakochałem się w nim! Tylko mi się podoba…
 - Od tego nie wiele brakuje.
Prychnąłem i poszedłem na dwór.
Rodzice śmiali się z państwem Mikołajczak, ale nigdzie nie widziałem Adama.
 - Bu! – wyskoczył za mną.
 - Wow, przestraszyłeś mnie – powiedziałem z nutą ironii i wywróciłem oczami.
Przez całe popołudnie nie odstępował mnie na krok, a ja myślałem tylko o tym, żeby się odsunął, bo stoi za blisko i wyraźnie czułem jego zapach i ciepło.
Koło 2000 poszli sobie. Odetchnąłem z ulgą.
 - Już się nie mogę doczekać, aż mi powiesz, że jesteście parą – wyskoczyła za mną Madzia. – Nie mów, że nie widziałeś jak na ciebie patrzy.
 - Mhm i co jeszcze? – Miałem jednak nadzieję, że to prawda.
 - Nie to nie. – Urażona poszła do rodziców, aby im pomóc.
Może Aniołek jest gejem? Nie! Na co ja liczę? Rozmyślałem. Trzeba się zainteresować. Tylko, że jak to zrobić? Przecież nie umiem spokojnie z nim siedzieć, a do tego muszę się dowiedzieć tak istotnej rzeczy.
Przez kolejne dni obserwowałem go próbując wychwycić jakieś przejawy dotyczące jego orientacji. Niestety nie umiałem tego odkryć.
Pewnego dnia złapał mnie kiedy wychodziłem do kolegi.
 - Może byśmy poszli gdzieś razem popołudniu?
 - Idę do znajomego więc, o której? – Obym nie mógł.
 - Kiedy chcesz. – Super… – Wracasz o…?
 - Nie wiem - A może dzięki temu się dowiem o…
 - To o 1800  już będziesz? – przerwał moje rozmyślania.
 - Ta… przyjdź po mnie.
 - Jasne! – ucieszył się ukazując swój uśmiech.
Poszedł, a ja jeszcze przez chwilę nie umiałem dojść do siebie i szedłem z głową w chmurach.
 - Hej! Dawno cię nie widziałem – przywitał mnie Kamil.
 - Byłem zajęty. Co u Marty?
 - Nudzi mnie. Czasami mam jej dosyć, a ty co? Dalej sam?
 - To jest twoja dziewczyna, nudzi cię?
 - Jak zwykle unikasz tematów. Nie zwracasz uwagi nawet na Baśkę z 3c! Byłeś raz u mnie w szkole i pokazywałem ci ją. Taka cycata blondynka. Stary… może jesteś gejem? – zaśmiał się. Wiedziałem, że to żart, ale poczułem się nieswojo. – Nie zaprzeczysz?
 - A muszę?
 - Nie, nie. – Klepnął mnie w plecy. – Przecież bym się nie kumplował z ciotą.
Miałem ochotę mu przywalić w ten wesoły ryj.
Zerknąłem na zegarek. Była 1600 i zostały mi dwie godziny do spotkania z Aniołem, ale musiałem iść, bo jak Kamil się dowie to powie też swojej Marcie, a to się równa z całym miastem.
 - Pamiętasz jak ci wspominałem, że mają się wprowadzić nowi sąsiedzi? To oni mają syna o rok starszego i umówiłem się z nim niedługo. Sorry zapomniałem, muszę iść.
 - Pff. Wolisz jego towarzystwo? Przyszedłeś do mnie żeby się spytać co u mojej laski? A może ci się podoba?
 - Wiesz, że nie. Dla mnie jest zbyt sztuczna. – Za dużo tapety, zbyt piskliwa i co najważniejsze: płeć.
 - Ej, nie pozwalaj sobie za bardzo. To, że cię lubię nie upoważnia cię do obrażania jej. Naturalne piękno nie istnieje, słyszałeś coś takiego?
 - Tak, a wiesz od kogo? Tylko od bab. Czy ja o czymś nie wiem? – Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem, ale przemilczał to. – Idę, pa!
 - Cześć…
Szedłem do domu bardzo wolno. Po ok. 45 min doszedłem. Zaszyłem się w pokoju i myślałem o uśmiechu Adama. Mogłem na niego patrzeć godzinami. Nagle usłyszałem dzwonek przy drzwiach. Zerknąłem na zegarek. Była 1805! Tyle mi zajęły rozmyślania o Aniołku? A co jeśli Magda ma raję i się w nim zakochałem?
Zbiegłem na dół. Szybko zdałem sobie sprawę, że on jeszcze u mnie nie był. Otworzyłem drzwi i wpuściłem go do środka nawet nie zaszczycając spojrzeniem.
 - Możemy zostać u ciebie, bo strasznie leje?
 - No… OK. – Odwróciłem wzrok w jego stronę i mnie sparaliżowało…
Był cały mokry. Włosy i ubranie kleiło się do jego ciała. Kropelki wody spływały po ciele, a spod grzywki ukrywał się ten charakterystyczny, cudowny uśmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz