Rozdział 19.
Przyszliśmy do sąsiadów. Rodzice
poszli gdzieś z państwem Mikołajczak, a ja do salonu z Aniołkiem.
- Jemioła?
- Tak. – Objął mnie od tyłu. – Szkoda, że nie
jesteśmy sami w domu.
- Hm… mogę namówić Madzie żeby poszła z innymi
na dwór po coś… lepienie bałwana? – zaśmiałem się.
- Nie głupi pomysł. Jednak jest problem, bo
tak wyglądasz, że nie wiem czy będę umiał przestać…
Odwróciłem się przodem do chłopaka.
- Sex przy kominku pod jemiołą?
- Czemu nie?
- Czy tak mówię? Tylko będzie trzeba pozbyć
się ich na dłużej. – Rozejrzałem się i cmoknąłem go.
Puk, puk…
- Czekaj, otworzę.
Poszedł wpuścić gości.
- Babcia, dziadek! Cześć! – usłyszałem wesoły
głos Aniołka.
Zaprowadził staruszków do salonu.
- Poznajcie mojego… przyjaciela Maćka –
przedstawił mnie.
- Miło mi – wyciągnąłem rękę.
- Nam również. – Uśmiechnęli się.
Wyglądali na miłych.
Zawołała ich pani Klara, więc znowu
zostaliśmy sami.
- To ja może ją poszukam. – Puściłem oczko.
- Ale jesteś niecierpliwy. Pośpiesz się, bo
mam już pewien plan…
- Ja? To ty nie możesz wytrzymać.
Poszedłem do kuchni. Coś mi
podpowiadało, że może tam być i szukać czekolady (tak, nawet u innych ludzi).
Usłyszałem kolejne pukanie. Tym razem
otworzył pan Michał.
Niestety w pomieszczeniu, do którego
się udałem nie było siostry.
Nagle poczułem czyjąś dłoń na
ramieniu. Spiąłem się. To było zbyt podobne do…
- Czy my się już nie spotkaliśmy? – usłyszałem
głos koło ucha.
Bałem się odwrócić. Bałem się
zobaczyć tą osobę. Bałem się jego głosu. Bałem się go.
- Nic nie powiesz? Szkoda. Pamiętam cię,
wiesz? Prawie nic się nie zmieniłeś. Dalej ten sam przestraszony chłopczyk,
który myśli, że mi ucieknie… Udało się komuś cię tak przerżnąć? Może chcesz jeszcze raz tylko tym razem świadomie?
- Wujek Leon? Cześć! – pojawił się Aniołek.
- Adam! Ale wyrosłeś – był miły, jednak
wiedziałem, iż to tylko pozory.
- Widzę, że poznałeś mojego przyjaciela Maćka. – Stanął przed nami.
- Tak… - przyznał, a ja wyrwałem się i
przytuliłem do chłopaka.
- Co jest? – Objął mnie.
- O-on mnie…
- Płaczesz???
Uniosłem twarz tak, że patrzyłem na
niego. Przyznaję, kilka łez popłynęło po moich policzkach.
- T-to ten…
- Co? Mów wyraźniej.
- Zgwałcił mnie!!! – zdenerwowałem się.
- Kto? Po… wujek Leon?!
- O czym ten dzieciak mówi? – wtrącił się
najstarszy.
Dopiero teraz się odwróciłem.
Zobaczyłem ten sam pewny siebie uśmiech… Rozryczałem się i jeszcze bardziej
przylgnąłem do Adama
Aniołek odsunął mnie. Podszedł z
uśmiechem do faceta.
On mi nie wierzy? To nie możliwe…
Uderzył go. Zaskoczony wujek złapał
się za szczękę i zachwiał się. Cofnął się o parę kroków i znalazł w salonie.
Chłopak poszedł za nim. Zaciekawiony, co się zaraz stanie podążyłem tam.
Oczywiście nikogo nie było. Widziałem jak mężczyzna dostaje kolejny raz i
upada. Aniołek usiadł na nim okrakiem i okładał go pięściami.
- Jak… mogłeś… chociaż… dotknąć... mojego…
chłopaka… Nigdy… więcej… go… nie… skrzywdzisz… - każdy cios był uprzedzany kolejnym
słowem.
- ADAM! Co ty robisz?! – usłyszałem głos pani
Klary.
Ale on jej nie słuchał. Leon
zasłaniał się rękami przerażony.
- To ten pedofil?! Ten sprzed trzech lat?! – Przytuliła mnie Magda.
Wyrwałem się jej i podbiegłem do
ukochanego. Próbowałem go odciągnąć.
- Zostaw go. Nie jest wart! Proszę… - Odepchnął mnie. Syknąłem z bólu, ale się nie poddałem: – Zrozum, kocham cię i
nie chcę żebyś szedł do więzienia! Już wystarczająco spierdolił mi życie!
Zawahał się. Wuj zacisnął powieki i
czekał. Dłoń upadła zaraz koło jego twarzy. Aniołek wstał i otrzepał się z
niewidzialnego pyłku. Przełknąłem głośno ślinę i skuliłem się, a on podszedł do
mnie. Kucnął przede mną.
- Maciek…
Zerknąłem na niego.
Zerknąłem na niego.
Co ci się stało?! Chciałem krzyczeć, ale milczałem.
- Nie bój się. Nie skrzywdzę cię. Ja… nie wiem, co we mnie wstąpiło. Kiedy się dowiedziałem o tym gwałcie miałem ochotę zabić
tego faceta, który ci to zrobił, a jak powiedziałeś, że to wuj – skrzywił się
na to słowo – Leon to miałem ochotę… tak, chciałem go pobić na śmierć. Kochanie…
zaufaj mi, nigdy bym cię nie skrzywdził. – Uśmiechnął się.
Podniosłem głowę i wpatrywałem się w
niego. Po chwili przyciągnął mnie bliżej za podbródek i delikatnie musnął moje
usta swoimi. Przytuliłem go, szeptając:
- Dziękuję i przepraszam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz