poniedziałek, 22 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 13.



Rozdział 13.
Obudziły mnie odgłosy z pokoju obok. Ziewnąłem i przeciągnąłem się. Wstałem, ubrałem się i poszedłem w kierunku dźwięku. Znalazłem Aniołka rozmawiającego ze swoimi rodzicami.
 - O, hej! W końcu wstałeś. – Uśmiechnął się chłopak.
 - Cześć i dzień dobry – ostatnie słowa były skierowane do najstarszych.
 - Dzień dobry – przywitali się państwo Mikołajczykowie.
 - Przygotowałam jajecznicę. Zaraz przyniosę – powiedziała pani Klara.
 - Dziękuję.
Żartowaliśmy wspólnie. Przerwał nam dzwonek mojego telefonu. Wyszedłem do pokoju Aniołka i odebrałem zdziwiony, widząc kto przerwał mi historię pana Michała z wypadu na ryby.
 - Kamil?
 ~ Nie, święty Mikołaj. Tak to ja. Mam pilną sprawę, musimy się spotkać. Przyjść do ciebie?
 - Ty w pilnej sprawie dzwonisz do MNIE? OK... To kiedy?
 ~ Za godzinę będę. Cześć!
 - Ale… - Rozłączył się. – Super – mruknąłem pod nosem.
Zszedłem na dół i usiadłem obok Aniołka.
 - Coś się stało? – zmartwił się.
 - Nie, tylko kolega dzwonił, że musi się ze mną spotkać i za max pół godziny muszę iść.
 - Szkoda…
 - No i tak jak mówiłem, ten pstrąg… - kontynuował zawiłą opowieść ojciec Adama, z której i tak nic nie rozumiałem.
Po jakimś czasie pożegnałem się z rodziną mojego chłopaka. Ubierając buty, usłyszałem głos Aniołka: 
 - Cześć. – Objął mnie i wyszeptał: – Jeszcze raz przepraszam za to w nocy…
W odpowiedzi mocniej go przytuliłem i wyszedłem.
Podchodząc do drzwi swojego domu zobaczyłem Kamila siedzącego na schodkach.
 - Nie spóźniłem się – od razu się obroniłem – to ty jesteś wcześniej.
 - Też się cieszę, że cię widzę. – Klepną mnie w ramię. – Z plecakiem? Byłeś gdzieś?
 - Ta… i co to za ważna sprawa, że musiałeś się pofatygować i do mnie przyjść? – w tym czasie mocowałem się z zamkiem. – Wreszcie!  - udało się i udałem się do pokoju, jak zwykle nie zwracając uwagi, czy druga osoba podąża za mną.
Wszedłem do mojego królestwa i po chwili zdałem sobie sprawę, iż to jest kolejna osoba upoważniona do wchodzenia do niego od czasu pocałunku. Odwróciłem się i zobaczyłem jak zmieszany kolega wchodzi.
 - Co jest? Po twojej minie widzę, że to coś poważnego.
 - Chodzi o tego… Adama? Ten twój sąsiad.
 - Dobrze zgadłeś jego imię, ale co z nim?
 - To pedał! Widziałem go z jakimś chłopakiem, szli sobie za rączkę. Nawet przez chwilę wydawał mi się podobny do ciebie, lecz to absurd! Ty? Nie… Więc przyszedłem cię ostrzec.
 - Co???
Przecież Kamil to leń i nie wyjechałby poza miasto, a tu nie zaryzykowałbym z chodzeniem za rączki. Aniołek mnie zdradził? No tak, nie umiał wytrzymać tyle w celibacie i… Nie, STOP! On by mi tego nie zrobił… A może to jednak ja…?
 - Ja wiem, że to dla ciebie szok. Ja też bym nie umiał przyjaźnić się z ciotą…
 - Gdzie to było? – Zacinałem pięści i cudem powstrzymałem się od powiedzenia mu prawdy.
 - No wczoraj zostałem zmuszony, żeby jechać do Warszawy na urodziny bardzo nudnej ciotki.
 - Uff… - Spojrzał na mnie podejrzliwie. – Co?
 - Co tak odetchnąłeś z ulgą? Cieszysz się, że chociaż nie pieprzyli się kilka domów dalej?
Podszedłem do niego z zamiarem wyrzucenia go z domu, ale nie wytrzymałem i przywaliłem mu w ten wesoły, homofobiczny ryj. Jego zaskoczenie przebijało wszystkie.
 - Co ty, kurwa, odpierdalasz?
 - Wyjdź i nawet nie próbuj jeszcze coś powiedzieć na temat Adama.
 - Bronisz pedałów? Co ci się stało? Dobra, wybaczę ci to, ale…
Kolejny cios i wywaliłem go za drzwi pokoju.
 - Nie jasno się wyraziłem? WY – PIER – DA – LAJ!
Z wielkimi oczami z zaskoczenia i czerwonym policzkiem wyszedł nie wiedząc, o co mi chodzi.
Jaki tępy - pomyślałem i położyłem się na łóżku – a ja? Jak mogłem zwątpić w Aniołka? Przecież on mnie kocha i nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz