Rozdział 13.
Obudziły mnie odgłosy z pokoju obok.
Ziewnąłem i przeciągnąłem się. Wstałem, ubrałem się i poszedłem w kierunku
dźwięku. Znalazłem Aniołka rozmawiającego ze swoimi rodzicami.
- O, hej! W końcu wstałeś. – Uśmiechnął się
chłopak.
- Cześć i dzień dobry – ostatnie słowa były
skierowane do najstarszych.
- Dzień dobry – przywitali się państwo
Mikołajczykowie.
- Przygotowałam jajecznicę. Zaraz przyniosę – powiedziała
pani Klara.
- Dziękuję.
Żartowaliśmy wspólnie. Przerwał nam dzwonek
mojego telefonu. Wyszedłem do pokoju Aniołka i odebrałem zdziwiony, widząc kto
przerwał mi historię pana Michała z wypadu na ryby.
- Kamil?
~ Nie, święty Mikołaj. Tak to ja. Mam pilną
sprawę, musimy się spotkać. Przyjść do ciebie?
- Ty w pilnej
sprawie dzwonisz do MNIE? OK... To kiedy?
~ Za godzinę będę. Cześć!
- Ale… - Rozłączył się. – Super – mruknąłem pod
nosem.
Zszedłem na dół i usiadłem obok
Aniołka.
- Coś się stało? – zmartwił się.
- Nie, tylko kolega dzwonił, że musi się ze mną
spotkać i za max pół godziny muszę iść.
- Szkoda…
- No i tak jak mówiłem, ten pstrąg… -
kontynuował zawiłą opowieść ojciec Adama, z której i tak nic nie rozumiałem.
Po jakimś czasie pożegnałem się z rodziną
mojego chłopaka. Ubierając buty, usłyszałem głos Aniołka:
- Cześć. – Objął mnie i wyszeptał: – Jeszcze raz
przepraszam za to w nocy…
W odpowiedzi mocniej go przytuliłem i
wyszedłem.
Podchodząc do drzwi swojego domu
zobaczyłem Kamila siedzącego na schodkach.
- Nie spóźniłem się – od razu się obroniłem –
to ty jesteś wcześniej.
- Też się cieszę, że cię widzę. – Klepną mnie w
ramię. – Z plecakiem? Byłeś gdzieś?
- Ta… i co to za ważna sprawa, że musiałeś się
pofatygować i do mnie przyjść? – w tym czasie mocowałem się z zamkiem. – Wreszcie! - udało się i udałem się do pokoju, jak
zwykle nie zwracając uwagi, czy druga osoba podąża za mną.
Wszedłem do mojego królestwa i po chwili zdałem sobie
sprawę, iż to jest kolejna osoba upoważniona do wchodzenia do niego od czasu
pocałunku. Odwróciłem się i zobaczyłem jak zmieszany kolega wchodzi.
- Co jest? Po twojej minie widzę, że to coś
poważnego.
- Chodzi o tego… Adama? Ten twój sąsiad.
- Dobrze zgadłeś jego imię, ale co z nim?
- To pedał! Widziałem go z jakimś chłopakiem,
szli sobie za rączkę. Nawet przez chwilę wydawał mi się podobny do ciebie, lecz
to absurd! Ty? Nie… Więc przyszedłem cię ostrzec.
- Co???
Przecież Kamil to leń i nie wyjechałby poza miasto, a tu nie
zaryzykowałbym z chodzeniem za rączki. Aniołek mnie zdradził? No tak, nie umiał
wytrzymać tyle w celibacie i… Nie, STOP! On by mi tego nie zrobił… A może to
jednak ja…?
- Ja wiem, że to dla ciebie szok. Ja też bym
nie umiał przyjaźnić się z ciotą…
- Gdzie to było? – Zacinałem pięści i cudem
powstrzymałem się od powiedzenia mu prawdy.
- No wczoraj zostałem zmuszony, żeby jechać do
Warszawy na urodziny bardzo nudnej ciotki.
- Uff… - Spojrzał na mnie podejrzliwie. – Co?
- Co tak odetchnąłeś z ulgą? Cieszysz się, że
chociaż nie pieprzyli się kilka domów dalej?
Podszedłem do niego z zamiarem
wyrzucenia go z domu, ale nie wytrzymałem i przywaliłem mu w ten wesoły, homofobiczny
ryj. Jego zaskoczenie przebijało wszystkie.
- Co ty, kurwa, odpierdalasz?
- Wyjdź i nawet nie próbuj jeszcze coś powiedzieć
na temat Adama.
- Bronisz pedałów? Co ci się stało? Dobra,
wybaczę ci to, ale…
Kolejny cios i wywaliłem go za drzwi
pokoju.
- Nie jasno się wyraziłem? WY – PIER – DA –
LAJ!
Z wielkimi oczami z zaskoczenia i
czerwonym policzkiem wyszedł nie wiedząc, o co mi chodzi.
Jaki tępy - pomyślałem
i położyłem się na łóżku – a ja? Jak
mogłem zwątpić w Aniołka? Przecież on mnie kocha i nigdy by mi czegoś takiego
nie zrobił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz