poniedziałek, 8 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 1.



Rozdział 1.
Trzy lata temu…
Wracałem z imprezy urodzinowej mojej siostry Magdy. Miałem 16 lat i słabą głowę.
Chwiejnym krokiem, szedłem ciemnymi uliczkami i zakamarkami, aby dotrzeć jak najszybciej do domu. Oparłem się ręką o ścianę, bo bałem się, że zaliczę bliskie spotkanie z chodnikiem. Zdałem sobie sprawę jak było cicho. Naszła mnie irracjonalna myśl, żeby się wydrzeć na cały głos i obudzić mieszkających w najbliższych blokach ludzi. Zacząłem się śmiać. Już miałem wydać z siebie głos, gdy poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłem się w stronę człowieka, który przerwał mi mój wspaniały plan. Zobaczyłem około czterdziestoletniego faceta. Miał, jeśli dobrze pamiętam, krótkie, blond włosy i był wysoki. Nosił zwykłą bluzkę i jeansy. Uśmiechnął się, a ja zobaczyłem rząd, trochę pożółkłych zębów. Wpadłem na pomysł, jak go ukarać. Postanowiłem, że zacznę krzyczeć, że mnie gwałci. Nie myślałem racjonalnie. Zadowolony z planu otworzyłem usta, a owy nieznajomy… WPIŁ SIĘ W NIE! Pełnym zaborczości pocałunkiem i czuć było od niego dym papierosowy. Od razu wytrzeźwiałem i próbowałem się wyrywać. Był silniejszy niż przypuszczałem. Popchnął mnie na ścianę. Zjechał ustami na moją szyję, drugą ręką zakrywając mi usta. Nie poddawałem się. Zbliżył się do mojego ucha i wyszeptał:
 - Nie wierzgaj. Nikt cię nie uratuje. Wcale nie muszę być delikatny, chyba rozumiesz co mam na myśli?
Ugryzł mnie w ucho. Sięgnął do moich spodni i zaczął je rozpinać. Przełknąłem ślinę i nawet się zawahałem, czy nie lepiej się poddać. Nagle poczułem jak letni wiaterek owiewa mi nogi i… rękę nieznajomego pod bokserkami! O nie! Mam honor. Może i jestem homoseksualistą, ale ten gościu był obrzydliwy! No i to miałby być mój pierwszy raz. Co?! Ja się poddałem?! O nie! Kopnąłem go z całej siły w nogę. Nie była to przemyślana strategia, zwłaszcza, że piany nastolatek raczej będzie mięć kłopot z pokonaniem wysokiego, silnego faceta. Warknął i uderzył mnie w szczękę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
 - Sam tak wybrałeś – to były ostatnie słowa jakie usłyszałem. Później – ciemność.

 - Obudź się!!! – usłyszałem zrozpaczony krzyk mojej siostry.
Otworzyłem niepewnie oczy. Było widno. Może koło 10.00? Leżałem na chodniku. Rozejrzałem się. Nagle wszystkie wspomnienia wróciły. Impreza, wymknięcie się z niej kiedy nikt nie patrzył, pusta uliczka, czyjaś dłoń i… tamten facet. Moja próba ucieczki, kopnięcie w nogę, cios, a później nic. Właśnie! Co on mi zrobił?! Postanowiłem, że najpierw wstanę, a następnie zacznę uspokajać Madzie. Od razu zaplątały mi się nogi i upadłem na biedny tyłeczek. Syknąłem z bólu. Moje spodnie i bielizna były na wysokości kostek. Czerwony założyłem je. Nie było to łatwe, bo miałem wrażenie, że boli mnie każda część ciała. Oparłem się o ramię siostrzyczki. Zdałem sobie sprawę, iż przez cały czas nic nie mówiła tylko dziwnie na mnie patrzyła. ONA! Przecież to najbardziej rozgadane stworzenie na Ziemi!
 - Słuchaj… - wreszcie się odezwała. – Co tu się stało? Wyszłam cię poszukać zaraz po tym jak zobaczyłam, że cię nie ma. To znaczy… jakąś godzinę temu. Przeszukałam całą drogę do domu. Co ty tu robiłeś?! Jak mogłeś piany, w nocy chodzić takimi uliczkami?! I… coś ci się stało…?
Byłem zaskoczony. Nigdy nie słyszałem jej tak niepewnej. No może jak w wieku dziesięciu lat musiała zaśpiewać przed ogrem - tak nazywaliśmy wujka, a przy okazji najbardziej wredną i tajemniczą osobę w rodzinie.
 - Ja… - i co miałem jej powiedzieć? – Gdzie my idziemy?
Uznałem, że zmiana tematu będzie najlepszym pomysłem.
 - Eh… do mnie. Umyjesz się, pożyczę ci ubrania Marka, prześpisz się. Tylko nie myśl, że się nie dowiem o tym.
 - Magda, czy mogłabyś nic nie mówić rodzicom?
 - Oczywiście! Przecież by mnie zabili! Miałeś kare na wychodzenie z domu, upiłeś się, nie upilnowałam cię, a na dodatek to… - Pokręciła głową. – A właściwie to jak się wymknąłeś, że starzy nic nie zauważyli?
 - Wyszli do kina czy coś… Właśnie! Przecież musieli zauważyć do tego czasu, że mnie nie ma…  Kurwa! Za parę dni się zobaczymy na cmentarzu,. Ja będę w roli trupa tylko rodziców nie będzie, bo policja ich wsadzi za kratki.
 - Nie dramatyzuj, coś się wymyśli. Hm… Mam! Kiedy mieli wrócić?
 - Nie wiem. Głowa mi pęka! Z resztą nie tylko… - o nie! Tylko nie to! Bądź silny! Nie rozryczysz się. Nie przy niej. Kurwa! Dlaczego nie zostałem w domu?
 - Ej… brat? Nie płacz! Będzie dobrze. Masz szczęście, że studiuje medycynę. Wyjdziesz z tego… a przynajmniej fizycznie. – Przytuliła mnie, a ja na dobre się rozryczałem.
 Nie pamiętam jak wróciłem do siostry. Szybko zasnąłem.
Po obudzeniu się znowu zacząłem beczeć jak baba. Ten facet przecież mnie zgwałcił! Wszystko mnie bolało. Tylko, że kiedy przestanie większość jest do przewidzenia, a moja dusza…?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz