Rozdział 7.
Dalej nie doszedłem do siebie w pełni
i nie chciałem gadać z rodzicami. Jedyne co się zmieniło to fakt, że miałem
chłopaka (i to jakiego!) i nie przychodziła do mojego pokoju tylko Magda. Matka
narzekała, że jej nie ufam itp.
Wyczekiwałem przyjścia mojego
Aniołka. Może i głupio, że tak to zdrabniam, ale bardziej do niego pasuje.
Ciekawe co, by zrobił jakby się dowiedział jak go nazywam...?
Pukanie do drzwi.
- Cześć! Mogę? – usłyszałem głos Adama.
Otworzyłem mu i zaraz za nim znowu
zamknąłem na klucz. Odwróciłem się w stronę laptopa, żeby włączyć jakąś
piosenkę. Szukałem czegoś fajnego, kiedy poczułem na ramieniu rękę. Od razu się
spiąłem i zwiałem do kąta.
- Maciek? Przepraszam, zrobiłem coś źle? –
wyraźnie się zmartwił. Usiadł obok mnie. – Nie myśl o tym, proszę.
- On… tamtego dnia, a właściwie to nocy,
pojawił się tak nagle. Położył mi rękę na ramieniu i wtedy odwróciłem się w
jego stronę. Do dziś pamiętam tą… ten ryj. Chciałem coś powiedzieć, ale… ale
mnie pocałował. Próbowałem się wyrwać… Uderzył mnie, a później zemdlałem.
Obudziła mnie siostra – mówiłem z przerwami na uspokojenie się.
- Kochanie… przepraszam. Gdybym wiedział to
inaczej bym się zachowywał.
- Wiem, to ja przepraszam. Musiałeś znaleźć
sobie takiego chłopaka.
- Nie mów tak! – chyba go trochę zdenerwowałem. – Naprawdę mi na tobie zależy. Przecież ci mówiłem, że będę cierpliwy. Dla
ciebie warto. – Niepewnie wziął moją rękę.
Przytuliłem go.
- Mi na tobie też… tylko mógłbyś mnie tyle nie
przepraszać?
- Spróbuję – powiedział. Odsunąłem się, ująłem
jego twarz w dłonie i delikatnie pocałowałem. – Dobry argument. –
Uśmiechnął się.
Uśmiechnął się.
Znowu mnie do siebie przyciągnął.
Jego pocałunki były pełne miłości.
Niepewnie przejechał opuszkami palców
po moim kręgosłupie przez materiał. Zamruczałem na co zaraz zalałem się
czerwienią na twarzy. Zaczął już trochę śmielej sobie poczynać. Zahaczył o dół
mojej bluzki i nie widząc sprzeciwu wsunął, ostrożnie pod nią dłonie. Nie wiem
czego tak się wstydziłem, ale czując jak policzki mi płoną nie odrywałem swoich
ust od jego. Poczułem jak podnosi moje ubranie do góry. Odsunąłem się trochę i
podniosłem ręce. Szybko materiał znalazł się gdzieś obok, a jego wargi na mojej
szyi.
Puk, puk…
- Cześć, młody! Otworzysz? – przerwała nam kochana siostrzyczka.
Oderwałem się od Aniołka jak
poparzony. Zacząłem się rozglądać za moją bluzką. Zobaczyłem ją i już wstawałem
kiedy poczułem jego rękę na swoim nadgarstku.
- Może lepiej włóż coś dłuższego – wyszeptał i
zaśmiał się.
- Puszczaj – wysyczałem przez zęby, na co on
zareagował natychmiastowo.
Zerknąłem na swoje spodnie. Tak jak
się obawiałem były zbyt wyraźnie wypukłe w jednym miejscu. Starając się
uspokoić, podszedłem do półki i wygrzebałem z niej moją za dużą koszulę.
Narzuciłem ją na siebie i zapinanąc, otworzyłem drzwi
- Co jest? Dlaczego tak długo nie otwierałeś?
Zaczynałam się martwić…
- Nie jestem dzieckiem – prychnąłem. – Kluczyk
się zawieruszył w tym bałaganie.
- Lepiej uważaj, bo kiedyś… O, hej! –
pomachała to Adama. – Nie wiedziałam, że przyjdziesz. To ja nie przeszkadzam,
później przyjdę.
- Nie przeszkadzasz, wiesz dobrze, że cieszę
się jak przychodzisz.
- A nie chciałbyś posiedzieć TYLKO ze swoim
chłopakiem?
Aniołek przytulił mnie od tyłu.
- Mi też nie przeszkadzasz – wtrącił się.
- No jak chcecie, ale żeby nie było później na
mnie.
Usiadła na łóżku i zaczęła opowiadać
jak to rodzice się denerwują. Kiwałem tylko głową udając, że słucham jej
monologu.
Tak naprawdę to moje myśli skupiały się
na tym co się stało chwilę temu. Szczerze mówiąc to nie miałem jeszcze chłopaka
tak na poważnie. Nie miałem pojęcia jakiej są orientacji ci, którzy mi się
podobali i wolałem nie ryzykować. Zdarzyło się raz, że chodziły plotki iż taki
nawet przystojny, jeszcze w gimnazjum, był gejem. Na wycieczce zagadałem do
niego i nawet coś z tego wyszło na… może parę tygodni. Przeszkadzał mu fakt, że
musieliśmy się ukrywać. Nawet czasami do mnie zagadali jacyś, ale rzadko
dawałem im szansę. Po wypadku spotykałem się jakiś czas z Pawłem, ale
przeszkadzało mu, iż jestem taki nietykalski.
Inny miał ten sam problem, choć to ja z nim zerwałem.
- Maciek! JA tu się produkuje, mówię też do
ciebie, a TY sobie tak po prostu myślisz
o niebieskich migdałach! – wydarła się na mnie Madzia.
- Słucham, słucham… tak jakby.
- Nie masz mnie słuchać tak jakby tylko uważnie.
- Ja tylko myślałem o… czymś.
- Przede mną masz tajemnice? Braciszek mi
dorasta – teatralnie westchnęła.
- Pff… mam 19 lat!
- Tylko… - Rzuciłem w nią czymś co miałem pod
ręką, a okazało się być bluzką. – Nie sprzątasz po sobie? Kiedyś to było nie do
pomyślenia, żebyś nie chował ubrań do półki.
Na wspomnienie tego, dlaczego
wylądowała w kącie lekko się zaczerwieniłem. Aniołek to zobaczył i moknął mnie
w policzek.
- O! jak słodko – chichotała Madzia. – Zostawiam was gołąbeczki samych. Pa!
- Cześć! – Uśmiechnął się.
Zamknęła drzwi a mój chłopak dostał
ataku śmiechu. Kiedy się uspokoił przygryzłem wargę ze zdenerwowania.
- Adam… - Spojrzał na mnie szeroko się
uśmiechając. – Przepraszam.
- Za co??
- Bo… tak się zachowałem. Wziąłeś mnie tylko
za rękę, a ja…
Nie dokończyłem. Nie zdążyłem.
Przyciągnął mnie do pocałunku. Kiedy się odsunął powiedział:
- Nie gniewam się, skarbie.
- Chyba ci wierzę… - Delikatnie podniosłem
kąciki ust do góry.
- Chyba? – Tym razem jego usta tylko na chwilą
znajdowały się na moich, bo zaraz zjechały na szyję. Cicho zamruczałem, a on
przeniósł się bliżej ucha. – Chyba? – powtórzył i ugryzł mnie w nie.
- Mm… wierzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz