wtorek, 16 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 7.



Rozdział 7.
Dalej nie doszedłem do siebie w pełni i nie chciałem gadać z rodzicami. Jedyne co się zmieniło to fakt, że miałem chłopaka (i to jakiego!) i nie przychodziła do mojego pokoju tylko Magda. Matka narzekała, że jej nie ufam itp.
Wyczekiwałem przyjścia mojego Aniołka. Może i głupio, że tak to zdrabniam, ale bardziej do niego pasuje. Ciekawe co, by zrobił jakby się dowiedział jak go nazywam...?
Pukanie do drzwi.
 - Cześć! Mogę? – usłyszałem głos Adama.
Otworzyłem mu i zaraz za nim znowu zamknąłem na klucz. Odwróciłem się w stronę laptopa, żeby włączyć jakąś piosenkę. Szukałem czegoś fajnego, kiedy poczułem na ramieniu rękę. Od razu się spiąłem i zwiałem do kąta.
 - Maciek? Przepraszam, zrobiłem coś źle? – wyraźnie się zmartwił. Usiadł obok mnie. – Nie myśl o tym, proszę.
 - On… tamtego dnia, a właściwie to nocy, pojawił się tak nagle. Położył mi rękę na ramieniu i wtedy odwróciłem się w jego stronę. Do dziś pamiętam tą… ten ryj. Chciałem coś powiedzieć, ale… ale mnie pocałował. Próbowałem się wyrwać… Uderzył mnie, a później zemdlałem. Obudziła mnie siostra – mówiłem z przerwami na uspokojenie się.
 - Kochanie… przepraszam. Gdybym wiedział to inaczej bym się zachowywał.
 - Wiem, to ja przepraszam. Musiałeś znaleźć sobie takiego chłopaka.
 - Nie mów tak! – chyba go trochę zdenerwowałem. – Naprawdę mi na tobie zależy. Przecież ci mówiłem, że będę cierpliwy. Dla ciebie warto. – Niepewnie wziął moją rękę.
Przytuliłem go.
 - Mi na tobie też… tylko mógłbyś mnie tyle nie przepraszać?
 - Spróbuję – powiedział. Odsunąłem się, ująłem jego twarz w dłonie i delikatnie pocałowałem. – Dobry argument. –
Uśmiechnął się.
Znowu mnie do siebie przyciągnął. Jego pocałunki były pełne miłości.
Niepewnie przejechał opuszkami palców po moim kręgosłupie przez materiał. Zamruczałem na co zaraz zalałem się czerwienią na twarzy. Zaczął już trochę śmielej sobie poczynać. Zahaczył o dół mojej bluzki i nie widząc sprzeciwu wsunął, ostrożnie pod nią dłonie. Nie wiem czego tak się wstydziłem, ale czując jak policzki mi płoną nie odrywałem swoich ust od jego. Poczułem jak podnosi moje ubranie do góry. Odsunąłem się trochę i podniosłem ręce. Szybko materiał znalazł się gdzieś obok, a jego wargi na mojej szyi.
Puk, puk…
 - Cześć, młody! Otworzysz? – przerwała nam kochana siostrzyczka.
Oderwałem się od Aniołka jak poparzony. Zacząłem się rozglądać za moją bluzką. Zobaczyłem ją i już wstawałem kiedy poczułem jego rękę na swoim nadgarstku.
 - Może lepiej włóż coś dłuższego – wyszeptał i zaśmiał się.
 - Puszczaj – wysyczałem przez zęby, na co on zareagował natychmiastowo.
Zerknąłem na swoje spodnie. Tak jak się obawiałem były zbyt wyraźnie wypukłe w jednym miejscu. Starając się uspokoić, podszedłem do półki i wygrzebałem z niej moją za dużą koszulę. Narzuciłem ją na siebie i zapinanąc, otworzyłem drzwi
 - Co jest? Dlaczego tak długo nie otwierałeś? Zaczynałam się martwić…
 - Nie jestem dzieckiem – prychnąłem. – Kluczyk się zawieruszył w tym bałaganie.
 - Lepiej uważaj, bo kiedyś… O, hej! – pomachała to Adama. – Nie wiedziałam, że przyjdziesz. To ja nie przeszkadzam, później przyjdę.
 - Nie przeszkadzasz, wiesz dobrze, że cieszę się jak przychodzisz.
 - A nie chciałbyś posiedzieć TYLKO ze swoim chłopakiem?
Aniołek przytulił mnie od tyłu.
 - Mi też nie przeszkadzasz – wtrącił się.
 - No jak chcecie, ale żeby nie było później na mnie.
Usiadła na łóżku i zaczęła opowiadać jak to rodzice się denerwują. Kiwałem tylko głową udając, że słucham jej monologu.
Tak naprawdę to moje myśli skupiały się na tym co się stało chwilę temu. Szczerze mówiąc to nie miałem jeszcze chłopaka tak na poważnie. Nie miałem pojęcia jakiej są orientacji ci, którzy mi się podobali i wolałem nie ryzykować. Zdarzyło się raz, że chodziły plotki iż taki nawet przystojny, jeszcze w gimnazjum, był gejem. Na wycieczce zagadałem do niego i nawet coś z tego wyszło na… może parę tygodni. Przeszkadzał mu fakt, że musieliśmy się ukrywać. Nawet czasami do mnie zagadali jacyś, ale rzadko dawałem im szansę. Po wypadku spotykałem się jakiś czas z Pawłem, ale przeszkadzało mu, iż jestem taki nietykalski. Inny miał ten sam problem, choć to ja z nim zerwałem.
 - Maciek! JA tu się produkuje, mówię też do ciebie, a TY sobie tak po prostu myślisz o niebieskich migdałach! – wydarła się na mnie Madzia.
 - Słucham, słucham… tak jakby.
 - Nie masz mnie słuchać tak jakby tylko uważnie.
 - Ja tylko myślałem o… czymś.
 - Przede mną masz tajemnice? Braciszek mi dorasta – teatralnie westchnęła.
 - Pff… mam 19 lat!
 - Tylko… - Rzuciłem w nią czymś co miałem pod ręką, a okazało się być bluzką. – Nie sprzątasz po sobie? Kiedyś to było nie do pomyślenia, żebyś nie chował ubrań do półki.
Na wspomnienie tego, dlaczego wylądowała w kącie lekko się zaczerwieniłem. Aniołek to zobaczył i moknął mnie w policzek.
 - O! jak słodko – chichotała Madzia. – Zostawiam was gołąbeczki samych. Pa!
 - Cześć! – Uśmiechnął się.
Zamknęła drzwi a mój chłopak dostał ataku śmiechu. Kiedy się uspokoił przygryzłem wargę ze zdenerwowania. 
 - Adam… - Spojrzał na mnie szeroko się uśmiechając. – Przepraszam.
 - Za co??
 - Bo… tak się zachowałem. Wziąłeś mnie tylko za rękę, a ja…
Nie dokończyłem. Nie zdążyłem. Przyciągnął mnie do pocałunku. Kiedy się odsunął powiedział:
 - Nie gniewam się, skarbie.
 - Chyba ci wierzę… - Delikatnie podniosłem kąciki ust do góry.
 - Chyba? – Tym razem jego usta tylko na chwilą znajdowały się na moich, bo zaraz zjechały na szyję. Cicho zamruczałem, a on przeniósł się bliżej ucha. – Chyba? – powtórzył i ugryzł mnie w nie.
 - Mm… wierzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz