poniedziałek, 8 czerwca 2015

Bolesne pożądanie - one shot.



One shot.
Przyszedłem do Michała. Był dziwny. Ba! Przerażający, ale chyba to mnie do niego ciągnęło. No i zawsze mogłem mu wszystko powiedzieć. Pokłóciłem się z najlepszym kumplem, więc musiałem się wygadać. Zapukałem. Otworzył mi przyjaciel i razem poszliśmy do jego pokoju.
 - Michał! Nie uwierzysz! – zacząłem. – Kacper…
 - Mam pomysł – przerwał mi. – Zgadzasz się? Od razu mówię, że nie masz wyboru. – Uśmiechnął się chytrze.
 - O, to nowość. Ty się odzywasz?
 - Wolę czyny, aniżeli słowa. – Posłał mi całusa w powietrzu.
 - Zaczynam się bać…
 - Wcześniej się nie bałeś? – mówił cały czas spokojnie.
Nie dał mi czasu na odpowiedź. W momencie był obok. Przytrzymał mnie i… pocałował! Próbowałem się wyrwać. Chyba najbardziej ze strachu, bo to mi się podobało! Z żadną dziewczyną się tak nie całowałem. W końcu się poddałem. Wdarł się językiem do środka. Kiedy zatraciłem się w nim, ugryzł mnie w wargę. Odskoczyłem, ale złapał mnie mocno i przyciągnął do siebie.
 - Gdzie uciekasz? Przed chwilą wydawało mi się, że ci się podobało. – Oblizał usta i uśmiechnął się. Był bardzo pewny siebie.
Cmoknął mnie. Zawiedziony patrzyłem na niego… ZAWIEDZIONY? 
Nie jestem gejem! Prawda? – pomyślałem.
 - Mało ci? – spytał.
Nie odpowiedziałem.
 - Skoro tak…
Odchylił moją głowę i odsunął włosy do tyłu. Zaczął całować mi szyję co chwile zostawiając malinki. 
Zajebiście. Dobrze, że mam długie włosy – zacząłem się martwić. 
Jego ręce wślizgnęły mi się pod bluzkę. Wędrowały i badały każdy zakamarek mojego ciała. Szybko ściągnął materiał i popchnął mnie na łóżko.
 - Michał…?
 - Coś nie tak? Trudno – powiedział to w taki sposób, że miałem ochotę wiać.
Rozejrzałem się za bluzką. Była pod oknem. Musiałbym uciekać bez niej. Odwrócił się w stronę półki i zaczął czegoś szukać. Miałem nadzieję, że zdążę wyjść albo chociaż dojść do drzwi niezauważony. Wstałem i cicho zacząłem zbliżać się do wyjścia. W połowie drogi usłyszałem jego głos:
 - Idziesz gdzieś? Ale zabawa dopiero się zaczyna.
Zacząłem biec w ich stronę. Nie reagował. Wydało mi się to dziwne. Po dwóch dużych krokach pokonałem drogę. Zacząłem szarpać klamkę. Nie otwierały się.
 - Myślisz, że jestem taki głupi żeby zostawić otwarte drzwi? – ta jego powaga i spokój przerażał mnie bardziej od… wszystkiego.
Podszedł do mnie chowając coś za plecami. Jedną ręką pogłaskał mój policzek. Pocałował tak, że nie myślałem o niczym. Nawet o tym, że coś oplata moją szyję. Odsunął się. Dalej byłem lekko rozkojarzony, ale powoli zaczynałem kontaktować. Wyczułem, że mam na szyi coś co przypominało… obrożę?
Pociągnął linkę przywiązaną do niej i upadłem na podłogę.
 - Jesteś taki uroczy. Szkoda mi cię było, ale nie pozostawiłeś mi wyboru – muszę cię ukarać.
 - Tzn.…? – Przełknąłem ślinę. Dlaczego właśnie ja???
Pociągnął za sznurek i zostałem zmuszony do podejścia do łóżka.
 - Oprzyj się.
Przerażony, z otwartymi szeroko oczami, zrobiłem co mi kazał. Przywiązał drugi koniec smyczy do nogi od mebla. Podszedł do szuflady i wyciągnął z niej coś. Odwrócił się w moją stronę. Bałem się. Wolałem nie myśleć i nie widzieć co przyniósł, więc wpatrywałem się  w poduszki. Nagle poczułem największy ból jaki tylko istnieje, na plecach. Znowu, znowu i znowu.
 - Aa!!! – krzyczałem za każdym razem.
Kiedy przestał wyszeptał mi do ucha:
 - Rozumiesz, że masz być grzeczny? Nie będę miał oporów. Jak poczuje słabość przez twoje oczy to je zawiąże, więc twoje cierpienie zależy od moich zachcianek i twojego zachowania – ugryzł je.
Rozpiął mi spodnie i ściągnął szybko. Później bieliznę.
Poczułem jak mi pieką plecy. Wolałem zemdleć. Nagle coś bardzo zimnego dotknęło moich ran. Uśmierzyło to trochę mój ból.
 - Aa!!! – to zaczęło drażnić mojego członka.
Po chwili zostało zastąpione ręką. Poruszał nią rytmicznie w górę i w dół. O, nie!
 - Odpieprz się ode mnie! Jak mnie stąd nie wypuścisz to… Aa!!! – znowu mnie uderzył.
Jeszcze kilka razy. Mocniej niż wcześniej. Myślałem, że to niemożliwe. Łzy cisnęły mi się do oczu. Zaciskałem zęby i myślałem kiedy to się skończy.
Po kilku mocniejszych uderzeniach odsunął się.
 - Ty skurwielu wypuść mnie! – Dlaczego to powiedziałem?! Przecież wiedziałem co mnie za to czeka.
 - Jesteś nienormalny – mruknął. - To mi się chyba w tobie najbardziej podoba...
Poczułem jak ciągnie mnie za włosy do tyłu. Przestraszyłem się. Po co ja go tak denerwowałem. Zakneblował mi usta i pchnął na łóżko. Poczułem ból w plechach za każdym najmniejszym ruchem, więc nawet nie poprawiłem pozycji choć było mi nie wygodnie.
Kolejny cios, następny. Myślałem, że nie było końca.
Po czasie zostawił mnie w spokoju i odszedł.
Trochę się uspokoiłem, lecz przestraszyłem się faktem w jakim stanie mnie zostawił – mimo ran na plecach, bólu, przerażenia itp. bardzo mnie to podnieciło. 
COŚ TAKIEGO?! Michał miał rację i jestem nienormalny. Oby tego nie zobaczył.
 - Najpierw chciałem być delikatniejszy – usłyszałem ten przerażający głos. – Wiedziałem, że to byłby twój pierwszy raz. Po twoim zachowaniu chciałem cię przerżnąć jak dziwkę, ale wiesz co? Jednak jesteś taki słodki, że nie zrobię ci tego. Wypuszczę cię tylko nikomu nie mów co tu się stało. Cóż sam sobie będę musiał poradzić…
Podszedł do mnie i odpiął obrożę. Podał ubrania i usiadł na łóżku.
Co??? Ale… a jakbym go wyzwał? O czym ja myślę?!
 - Ach zapomniałem. – Przysunął się do mnie i odpiął knebel.
Przełknąłem ślinę i bojąc się swoich myśli zacząłem ubierać się tak szybko, jak tylko pozwalały mi rany na plecach. Rozejrzałem się za butem i zobaczyłem bicz leżący przy łóżku. Wzdrygnąłem się. Spojrzałem na spodnie i zakląłem w myślach. Wyraźnie odstawały w jednym miejscu. 
Zerknąłem na Michała. Otworzyłem szeroko oczy w zaskoczeniu. Nie żartował. Właśnie się masturbował. Musiałem uciec z tego miejsca jak najszybciej, bo nie chciałem mieć plamy na spodniach, a naprawdę nie wytrzymywałem. Odwrócił twarz w moją stronę. Uśmiechnął się.
 - Nie wychodzisz?
 - Ja… - Ja muszę wiać!
Niestety mój zdrowy rozsądek przegrał z pożądaniem i padłem przed nim na kolanach. Nawet nie patrzyłem na jego minę tylko odpędziłem dłonie i wsadziłem sobie do ust jego przyrodzenie. Poruszałem rytmicznie głową w przód i w tył. Nie wiem jak udało mi się wsadzić go tak głęboko. Wyjąłem z moich ust i pocałowałem czubek. Przejechałem językiem po całej długości i zassałem się na końcu. Chwilę później doszedł we mnie. Przełknąłem wszystko. Na koniec wyczyściłem go z resztek spermy językiem i usiadłem niepewnie przed nim. Mógłby mnie skatować za to, ale co przerażające to fakt, iż warto.
 - Paweł, co to miało znaczyć? – spytał cały czas spokojnym głosem.
 - Przepraszam… nie wiem co mnie opętało. Ja może już pójdę… - Nie odważyłem się na niego spojrzeć.
Z trudnością wstałem, lecz zostałem pchnięty na łóżko.
 - I ty myślisz, że cię tak po prostu wypuszczę? Po tym co zrobiłeś przed chwilą?
 - Przepraszam!!!
 - Za co? Już dawno nikt tak dobrze mnie nie obsłużył. Właśnie dlatego, no i przy okazji dlatego – przejechał ręką po wybrzuszonym materiale spodni – nie pójdziesz tak szybko.
 - T – t - to znaczy?
Nie doczekałem się odpowiedzi słownej. Ściągnął ze mnie szybko ubrania. Następnie z siebie. Prawie się na mnie położył i pocałował. Dlaczego musiał to robić w taki sposób?! Zapomniałem o lęku i zaplątałem ręce w jego niezbyt długie włosy. Domyślił się jak na mnie wpływa, bo chwycił mój członek nie pozwalając dojść. Zjechał ustami na szyję, brzuch zahaczając o sutki. Jego język tworzył różne wzory na moim ciele.
 - Odwróć się – wyszeptał ledwo słyszalnie, ale takim głosem, że nie potrafiłem protestować.
Leżałem na brzuchu, zastanawiając się, czy będzie delikatny. Podciągnął mnie, abym się wypiął. Całował delikatnie, prawie niewyczuwalnie moje plecy. Uniósł się i usłyszałem ciche pyknięcie. Przez chwilę nic się nie działo. Nagle poczułem coś wilgotnego wsuwającego się we mnie. Tego czegoś przybyło poruszając się w moim wnętrzu. Nie powiem, że było to komfortowe uczucie, ale przynajmniej nie bolało. Chociaż zapewne znieczulił mnie bicz. Doszedł trzeci palec. Rozciągały mnie, a ja myślałem jak to będzie gdy zastąpi je coś większego. Nagle poczułem coś dziwnego. Jęknąłem mimowolnie. Zalałem się rumieńcem. Ogarnęła mnie pustka zastąpiona szybko tym czego się obawiałem.
 - Aa!! – nie wytrzymałem. Jednak mnie nie znieczulił, aż tak dobrze.
 - Mówiłem ci jak podniecająco krzyczysz z bólu? – zapytał zaraz koło mojego ucha Michał.
Jeśli to było możliwe to zrobiłem się bardziej czerwony. Nie czekał, aż się przyzwyczaję tylko zaczął się poruszać. W końcu trafił w ten sam punkt co wcześniej palcami. Za każdym kolejnym ruchem drażnił to miejsce. Nie mogłem się powstrzymać i jęczałem jak jakaś dziwka.
 - Pozwól… - jęknąłem.
 - Jeszcze chwila – na szczęście się domyśli o co mi chodzi.
Kilka mocnych pchnięć i puścił przejeżdżając palcami po moim przyrodzeniu. To wystarczyło. Doszedłem. Nie wiele później dołączył do mnie Michał.
Położył się obok mnie z uśmiechem.
 - Pomyśl co by cię ominęło gdybyś uciekł.
 - Pobiłeś mnie!!! – nagle przybyło mi odwagi w stosunku do niego.
 - Podobało ci się… - Cmoknął mnie w czoło. – I wypuściłem cię, bo wiedziałem, że wrócisz.
 Sięgnął po koc. Przykrył nas i zasnął, a ja patrzyłem na niego i zastanawiałem się czy wizyta u psychiatry nie byłaby dobrym rozwiązaniem.

KONIEC.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz