czwartek, 11 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 6.



Rozdział 6.
Nie wychodziłem z pokoju przez następne dni nawet na chwilę (łazienka się nie liczy). Magda została u nas i pocieszała mnie. Jako, że była jedyną osobą która wiedziała o sytuacji sprzed trzech lat rozumiała moje zachowanie. Nie płakałem, ale też nie okazywałem emocji. Byłem jak po lekach uspokajających i to dużej dawce. Drzwi były zamknięte na klucz i otwierałem je tylko dla siostry.
 - Maciek, wpuść – błagała matka nie rozumiejąc co się ze mną dzieje.
Ostatni raz zachowywałem się tak około dwa lata temu. Chciałem cofnąć czas i ukraść Madzi nóż. Może i bym poszedł do więzienia (albo nie), ale nie zostałbym zgwałcony.
 - Martwię się o ciebie – nie dawała za wygraną. – Bo rozkażę twojej siostrze pojechać do siebie.
Dalej milczałem. Wiedziałem, że tego nie zrobi. Cieszyła się, gdyż rodzinka była w komplecie.
 - Mamo, daj mu spokój – usłyszałem miły, spokojny głos. – Wpuścisz?
Podszedłem do drzwi, ale kiedy tylko rodzicielka próbowała wejść zatrzasnąłem je. Na szczęście Magda zdążyła.
 - Dlaczego? – odezwałem się.
 - Co?
 - Dlaczego to musiało mnie spotkać? I Aniołek… - westchnąłem i położyłem się powrotem na łóżko.
 - Tęsknisz za nim? – bardziej stwierdziła, niż spytała.
Cisza.
 - Wiem, że tak. Może spróbuj z nim porozmawiać.
 - Nie! Za bardzo mi przypomina…
 - Naprawdę ci współczuję i chcę pomóc, ale musisz wyjść do ludzi. Kto wie? A co jeśli to pomoże?
 - Nie mam siły…
 - Jutro jadę do Marka. Wyślę rodziców do kina, abyś miał spokój.
 - Dziękuję. – Poświęciłem resztki uczuć i uśmiechnąłem się delikatnie.
Później nawijała o jakiś głupotach.

Następnego dnia o 1300 poszła ze staruszkami i zostawiła mnie samego. W końcu wyszedłem z pokoju na dłużej. Udałem się do kuchni po lody cytrynowe i usiadłem na dywanie w salonie przed telewizorem. Leciała jakaś nudna komedia. Gdy miałem ją przełączyć usłyszałem dzwonek do drzwi. Zignorowałem go zastanawiając się, kto śmiał przerwać tą błogą samotność. Jednak ten ktosiek nie zamierzał tak łatwo się poddać. Myślałem, że nigdy nie pójdzie i niechętnie wstałem. Otworzyłem nawet nie patrząc komu.
 - Cześć – powiedział nieśmiało Adam.
 - Coś się stało?
 - Mogę wejść? Chciałbym ci coś powiedzieć – naprawdę nie poznawałem jego zachowania.
 - No… - Odsunąłem się. – O co chodzi?
Wszedł i wyciągnął zza pleców pudełko.
 - To dla ciebie. Zauważyłem, że lubisz pierniki, więc…
 - Naprawdę? – Rzuciłem się na prezent i zacząłem go rozpakowywać. – Dzięki! Tylko nie licz, że się podzielę.
 - Ha, ha, ha! Nie ma sprawy. Przyszedłem, bo chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Twoja siostra wczoraj mi wszystko opowiedziała. – Zastygłem z ciastkiem przy twarzy. – Współczuję. Gdybym wiedział nigdy bym się nie odważył czegoś takiego zrobić. Bardzo mi się podobasz, ale nie chcę niczego na siłę. Jeżeli dałbyś mi szansę…
 - Czy to jest forma łapówki?
 - Co? A! Ha, ha, ha! Raczej prezent. Maciek, ja wiem co cię spotkało i dam ci czas. Wiem, że wtedy wychodziłeś z tego rok i jeżeli miałoby ci zaszkodzić posiadanie chłopaka to zrozumiem.
 - Nie zastanowiłeś się nad moja orientacją?
 - Oddawałeś pocałunek. - Uśmiechnął się, a ja jak zwykle gapiłem się na niego.
 - Ekhem… - otrząsnąłem się. – No tak… A co do twojej propozycji…
 - To?
 - Dasz mi dokończyć? Więc… Ty mi też się podobasz i jeżeli będziesz wyrozumiały to możemy spróbować.
 - Serio? – widziałem, że miał ochotę się na mnie rzucić, ale zaraz się opamiętał. – Nawet nie wiesz jak się cieszę. – A ty jak działa na mnie twój uśmiech. – Co robisz? To znaczy zanim przyszedłem.
 - Chciałem coś obejrzeć. Pomożesz mi coś znaleźć? W zamian za to pozwolę ci zjeść trochę lodów, które pewnie i tak zdążyły się roztopić.
 - Oj, jakiś ty łaskawy – mimo to poszedł za mną.
Nasze poszukiwania skończyły się na tym, że nic nie było i powróciliśmy do tej nudnej komedii. Postanowiłem więc zająć się oglądaniem czegoś dużo ciekawszego, czyli Aniołka.
W jego zielonych oczach odbijały się światełka. A usta wygięły się lekko do góry.
Miałem ochotę go pocałować, ale bałem się.
 - Tak właściwie to na co mogę sobie pozwolić? – wyrwał mnie z zamyślenia.
 - Mogę coś sprawdzić? Oczywiście nie jesteś moim… testerem.
 - Jasne. – Uśmiechnął się, a ja się zawahałem, czy dobrze robię.
Przysunąłem się bliżej niego i pocałowałem. Nie myślałem o niczym innym tylko o nim. Objął mnie delikatnie i pogłębił go.
Odsunąłem się i delikatnie uśmiechnąłem. Przytuliłem się do jego ciała.
 - Takie testy możesz robić co chwilę – wyszeptał. – Naprawdę mi na tobie zależy.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc jeszcze bardziej się do niego przytuliłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz