Rozdział 15.
O umówionej godzinie poszedłem na
spotkanie z Kamilem.
Już na mnie czekał.
- Cześć! – Uśmiechnąłem się. – Co tam?
- Klasyczne pytanie, gdy nie wie się co
powiedzieć? - zaśmiał się.
- Pff. Ja tu się interesuję tobą, a ty coś
takiego?
- Szkoda, że nie tak jak ja tobą - mruknął pod
nosem.
Otworzyłem szeroko oczy za
zdziwienia. No dobra, moim celem m.in. było dowiedzieć się co on do mnie czuje,
ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Albo domyślałem się, lecz nie chciałem
dopuścić do siebie tej myśli.
- Yyy.. – Co
ja mam mu powiedzieć? – Idziemy gdzieś, czy siadamy na ławce?
- Klub?
- Eh… Ty nawet tak wcześnie masz ochotę się
upić?
- Wypraszam sobie – prychnął. – Jak możesz w ogóle
tak myśleć?
- No nie wiem… Na pewno nie dlatego, że zawsze dzień po imprezie dzwonisz z kacem i bólem głowy.
- Ja? Może raz… albo dwa…
- …dzieścia? W ciągu pół roku?
- Spieprzaj. Idziemy?
- Ta… - Może
po paru mocnych drinkach będzie bardziej otwarty?
Poszliśmy do jego ulubionego miejsca
i zamówiliśmy coś czego nawet nie pamiętam nazwy. Usiedliśmy w końcu.
Dlaczego ja wcześniej nie dostrzegłem, że to fajny kolega?
Od razu wypił wszystko.
- Jest 1800. Nie chcę cię ciągnąć
do domu, a za taksówkę nie będę ci płacił.
- Mam 18 lat, wyluzuj wiem co robię.
- Mhm… Chyba wolałem jak byłeś niepełnoletni.
Masz słaba głowę!
- Ja? – Nie pytając o zgodę napił się mojego
drinka.
- Ej! Oddawaj kasę! – Wyrwałem mu portfel i wziąłem
pieniądze. – Lepiej zachowam go na dłużej…
Przez chwilę nic nie robił tylko
patrzył tępo na mnie. W końcu się ruszył, ale nachylając się i gdybym się nie
przesunął to pocałowałby mnie w usta, a tak to trafił w policzek.
- Kocham cię! Od pierwszego wejrzenia. Gdyby nie
ten pieprzony sąsiad to byłbyś mój! – Uderzyłem go, ale tak, żeby nie podbić mu
oka. – Ja nawet zgodzę się być na dole! Kochanie… nie zostawiaj mnie. Będzie ci
ze mną lepiej.
Nie tego chciałem się dowiedzieć.
Bojąc się, co jeszcze zrobi, postanowiłem go zabrać do jego domu.
- Idziemy. Po dwóch małych drinkach jesteś
piany jak ja po pięciu!
- Zostaje.
Westchnąłem. Wiedziałem, że dam rady
się z nim siłować więc zacząłem myśleć, co by zrobić, aby poszedł ze mną. Nagle
mnie olśniło.
- Skarbie… - szeptałem – zmieniłem zdanie. Tylko pamiętaj, że to ty
jesteś mój, a nie na odwrót. Chodź do ciebie, tam będzie wygodniej.
Oblizałem usta w duchu trzymając kciuki, żeby dał się nabrać.
Zawahał się.
- Nie idziesz? Pragnę cię, ale nie to nie.
Pójdę poszukać chętnego – kontynuowałem, na koniec ugryzłem go w ucho.
Wstałem się i obejrzałem na niego.
Obserwował mnie. Rozejrzałem się, niby szukając potencjalnego chłopaka na jedna noc. Odszedłem kawałek,
ale poczułem czyjaś rękę przytrzymującą mnie. Odwróciłem się z zadowoleniem
zauważając rudą czuprynę.
- Dobra.– Znowu próbował połączyć nasze usta w
pocałunku.
Odsunąłem się i szepnąłem:
- W domu, kochanie.
Myślałem, że zwymiotuje. On był
obrzydliwy. Niby przyjaciel, ale to nie zmienia faktu, że nigdy nie mógłbym się
z nim całować, a tym bardziej przespać.
Westchnął, ale posłusznie poszedł za mną
na zewnątrz. Na szczęście od klubu do niego było może 10 minut drogi pieszo.
Dotarłem na miejsce z kolegą na
ramieniu.
- Dzień dobry! – przywitałem się z matką Kamila.
- Dobry wieczór.– UPS!– Znowu pił?!
- Tak… znalazłem go. Będzie gadać głu… -
przerwało mi głośne chrapanie – albo nie.
- Chuchnij.
- Co? A… nie, nie piłem.
- Przepraszam. Martwię się o niego.
- Ja też… Dobranoc.
- Dobranoc. Dziękuję.
Uśmiechnąłem się i poszedłem do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz