czwartek, 11 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 5.



Rozdział 5.
Gapiłem się na niego jak głupi, nawet nie wiem jak długo.
 - Ej… Maciek? Wszystko dobrze?
 - Cccco? A, tak. Ja tylko się zamyśliłem… znowu… - wyjąkałem i szybko poszedłem do swojego pokoju nie oglądając się, czy gość idzie za mną.
Położyłem się na łóżku i zastanawiałem się jak go spławić. Uznałem jednak, ze lepszym rozwiązaniem byłoby, najpierw, pożyczenie mu moich ciuchów. Przynajmniej nie wyglądałby tak…
 - Już wszystko porządku? Ostatnio dziwnie się zachowujesz – przerwał moje rozmyślania.
 - Ostatnio? Jak długo mnie znasz, żeby wiedzieć jak się wcześniej zachowywałem? – On jest taki miły i dobry, no prawdziwy aniołek.
 - Dobra tu mnie masz. Mogę wiedzieć co ci tak zaprząta główkę? – Ile zostało mi dni do zwariowania?
 - Pożyczyć ci ubrania? Jesteś cały mokry. – Nie mogłem na niego spojrzeć.
 - O, dzięki.
Wstałem i poszedłem do półki. Zacząłem grzebać w szufladach. Nagle poczułem coś mokrego na moich plecach. Szybko się odwróciłem. Zobaczyłem twarz Adama BARDZO blisko mojej. Przełknąłem ślinę. Już miałem się odezwać kiedy mnie pocałował. Delikatnie, niepewnie jakby bał się odrzucenia. Stałem w osłupieniu. W końcu przestałem być bierny. W jednym momencie wszystkie wspomnienia wróciły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Tamta noc, dziwny facet, próba uwolnienia się, cios i nic poza obolałym ciałem. Szybko się odwróciłem i patrzyłem na niego otwartymi oczami.
 - Maciek, słuchaj, ja… - zaczął Aniołek, ale nie pozwoliłem mu dokończyć, bo uciekłem z pokoju.
W mgnieniu oka znalazłem się na dworze. Usiadłem przy ścianie i skuliłem się w mały kłębek. Dlaczego?! Przecież to jest wspaniały chłopak, a tamten skurwiel musiał zjebać mi życie!
 - Przepraszam. Nie wiem co mnie napadło. Zapomnij o tym. – Ukląkł obok mnie. – Proszę wróć do domu.
 - Zostaw mnie! – wydarłem się na niego. Dotknął mojego ramienia, ale szybko strzepnąłem jego rękę. – Nie rozumiesz?! Wy-pier-da-laj!
 - Przepraszam! – teraz to on podniósł głos. – Chodź chociaż do środka.
 - Idź sobie! W jakim języku mam mówić? – Dobrze, że padało, bo przynajmniej nie widział moich łez, które lały się hektolitrami.
 - Eh… zachowujesz się jak dziecko, wiesz?
Zero reakcji. W końcu się poddał i odszedł. W oddali, między grzmotami słyszałem, że z kimś gada. Byłem ciekawy, ale nie miałem siły podnieść głowy.
 - Maciek… Młody… Spokojnie, nie płacz. – Przytuliła mnie Madzia. – Wracajmy do domu.
Przywarłem do niej mocniej. Sam nie wiem skąd tyle łez się we mnie znalazło. Może i ryczałem jak baba, ale nic na to nie mogłem poradzić.
 - Dasz radę sam iść? – miała taki kojący głos.
 - Tak… - Wstałem, ale zachwiałem się i oparłem o ramię siostry.
 - Adam! Pomóż mi – powiedziała i poczułem silne dłonie podtrzymujące mnie.
Więcej już nic nie pamiętam. Chyba Aniołek wziął mnie na ręce i gdy znalazłem się w łóżku od razu zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz