Rozdział 17.
2348, a jego jeszcze nie ma – zastanawiałem się kiedy przyjdzie.
Puk, puk…
Zbiegłem na dół otworzyć drzwi.
Przejrzałem się w lusterku w hallu. Specjalnie się długo szykowałem. Wpuściłem
chłopaka do środka i zaprowadziłem do pokoju. Przyciągnąłem go za kołnierz
bliżej i wpiłem się w jego czerwone usta. Zamruczał i objął mnie, a ja tarłem się o
jego spodnie, co wywołało u niego jęk. Odsunąłem się.
- To ma być ta kara? Mogłeś uprzedzić żebym założył
największe spodnie jakie mam. – Usiadł na łóżku.
- Oj, ale się mylisz. Mam dla ciebie prezent.
- O! Jaki? – Uśmiechnął się.
Podszedłem i usiadłem okrakiem na
jego nogach. Objąłem go.
- Dziś będę twój – wyszeptałem mu do ucha.
- W jakim sensie? – Usta chłopaka zajęły się
moją szyją.
Przejechałem ręką po jego rozporku.
- Takim.
- Ale…
- Cii. – Położyłem palec na jego wargach. – Jestem pewny… no dobra, nie całkiem, ale ufam ci.
Pocałowałem go i delikatnie popchnąłem.
Położył się, a ja nie odrywając się chociażby na chwilę, leżałem na nim. Zająłem
się rozpinaniem guzików. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty itd.… Podniósł
się trochę, zrzucił mnie na bok i sam zawisł nade mną. Ściągnął mój sweterek
(nie lubię ich, ale zauważyłem, że Aniołkowi się podobam tak ubrany) i zaczął
składać delikatne pocałunki na moim ciele. Miałem wrażenie, że jego usta i
dłonie są wszędzie. Ja w tym czasie zsunąłem koszulę chłopaka.
- Kocham cie – wyszeptał mi do ucha i cmoknął
je.
Ja ciebie też –
oczywiście nie powiedziałem tego na głos.
W zamian za to przyciągnąłem go do namiętnego
pocałunku. Po chwili zjechał ustami na szyję i przyssał się jak jakiś wampir!
Wędrował coraz niżej językiem zahaczając o lewy sutek. Pobawił się nim i zajął się drugim. Kontynuował podróż, aż natrafił na moje spodnie.
Rozpiął pasek, guzik, suwak i zsunął je i moja pomocą. Później bielizna.
Cmoknął czubek mojego, bardzo zainteresowanego tą sytuacją, członka. Jęknąłem.
- Jesteś nie uczciwy – pokręciłem głową.
Na jego twarzy malowało się zdziwienie.
Próbował coś powiedzieć, ale uciszyłem go i sięgnąłem do jego jeansów.
Pozbawiłem go wszystkich ubrań i znowu się położyłem.
- No – uśmiechnąłem się.
Pocałował mnie, ale końcu na chwilę się
odsunął.
- Odwróć się. Będzie ci wygodniej.
- Nie! To znaczy… chcę cię widzieć. – Przygryzłem dolną
wargę.
- No dobrze. Jesteś pewny? W każdej chwili możesz
się wycofać.
- Wiem. Bądź delikatny – wiedziałem, że będzie,
ale i tak dodałem.
Przysunął mnie bliżej i wziął nogi na
swoje ramiona. Nachyli się i połączył nasze usta. Podniósł się i przystawił palce
do mojej twarzy. Zassałem się na nich. Cały czas obserwowałem go. Widziałem w
jego oczach pożądanie. Próbował coś powiedzieć, ale szybko przypomniałem:
- Ufam ci.
Ostrożnie włożył jeden palec. Zacisnąłem
zęby. Poruszył nim.
Dam radę.
Spojrzałem na zmartwioną twarz
Aniołka. Próbowałem unieść kąciki ust do góry. Dodał kolejny.
Nic z tego! Nie dam tamtemu pedofilowi zniszczyć mi życia.
- Maciek…
- Uśmiechnij się. Proszę.
Zdziwił się, ale spełnił moją prośbę.
Skupiłem wzrok na jego hipnotyzującym uśmiechu i zielonych, magicznych oczach. Rozciągał mnie, ale
widziałem, że się boi. Doszedł trzeci. Po chwili mimowolnie wydałem z siebie
krzyk, lecz nie bólu tylko przyjemności. Celował tam jeszcze z dwa razy i wziął
rękę. Zamknąłem oczy i zastanawiałem się, co będzie zaraz. Wspomnienia wróciły…
- Zostaw mnie! – zacząłem wrzeszczeć jak opętany.
- Spójrz na mnie – usłyszałem głos Aniołka. - Maciek!
Przygryzłem wargę. Poczułem słodki
smak krwi. Uchyliłem powieki.
- Kocham cię. – Uśmiechnął się.
Kiwnąłem głową, a on ostrożnie zaczął
we mnie wchodzić. Zacisnąłem dłonie na jego ramionach. Syknął.
Aż taki jestem silny?
Nie myślałem o bólu tylko o moim chłopaku. W końcu wsunął się do końca. Odczekał chwilę, aż się przyzwyczaję i poruszył się delikatnie. W końcu wycelował idealnie. Jęknąłem. Za każdym razem udawało mu się i po całym pokoju roznosiły się moje krzyki.
Aż taki jestem silny?
Nie myślałem o bólu tylko o moim chłopaku. W końcu wsunął się do końca. Odczekał chwilę, aż się przyzwyczaję i poruszył się delikatnie. W końcu wycelował idealnie. Jęknąłem. Za każdym razem udawało mu się i po całym pokoju roznosiły się moje krzyki.
- M-mocniej.
Nachylił się przerywając i pocałował
mnie. Niezadowolony sam zacząłem się nabijać. Przytrzymał moje niespokojne
ciało i przyśpieszył. Czułem, że jeszcze chwila… Doszliśmy w tym samym
momencie. Zmęczony położył się obok i cmoknął mnie w policzek.
- Najlepszy prezent jaki dostałem.
- Wesołych Świąt – zaśmiałem się i wtuliłem w
jego tors.
Po chwili zasnęliśmy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz