piątek, 26 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 17.



Rozdział 17.
2348, a jego jeszcze nie ma – zastanawiałem się kiedy przyjdzie.
Puk, puk…
Zbiegłem na dół otworzyć drzwi. Przejrzałem się w lusterku w hallu. Specjalnie się długo szykowałem. Wpuściłem chłopaka do środka i zaprowadziłem do pokoju. Przyciągnąłem go za kołnierz bliżej i wpiłem się w jego czerwone usta. Zamruczał i objął mnie, a ja tarłem się o jego spodnie, co wywołało u niego jęk. Odsunąłem się.
 - To ma być ta kara? Mogłeś uprzedzić żebym założył największe spodnie jakie mam. – Usiadł na łóżku.
 - Oj, ale się mylisz. Mam dla ciebie prezent.
 - O! Jaki? – Uśmiechnął się.
Podszedłem i usiadłem okrakiem na jego nogach. Objąłem go.
 - Dziś będę twój – wyszeptałem mu do ucha.
 - W jakim sensie? – Usta chłopaka zajęły się moją szyją.
Przejechałem ręką po jego rozporku.
 - Takim.
 - Ale…
 - Cii. – Położyłem palec na jego wargach. – Jestem pewny… no dobra, nie całkiem, ale ufam ci.
Pocałowałem go i delikatnie popchnąłem. Położył się, a ja nie odrywając się chociażby na chwilę, leżałem na nim. Zająłem się rozpinaniem guzików. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty itd.… Podniósł się trochę, zrzucił mnie na bok i sam zawisł nade mną. Ściągnął mój sweterek (nie lubię ich, ale zauważyłem, że Aniołkowi się podobam tak ubrany) i zaczął składać delikatne pocałunki na moim ciele. Miałem wrażenie, że jego usta i dłonie są wszędzie. Ja w tym czasie zsunąłem koszulę chłopaka.
 - Kocham cie – wyszeptał mi do ucha i cmoknął je.
Ja ciebie też – oczywiście nie powiedziałem tego na głos.
W zamian za to przyciągnąłem go do namiętnego pocałunku. Po chwili zjechał ustami na szyję i przyssał się jak jakiś wampir! Wędrował coraz niżej językiem zahaczając o lewy sutek. Pobawił się nim i zajął się drugim. Kontynuował podróż, aż natrafił na moje spodnie. Rozpiął pasek, guzik, suwak i zsunął je i moja pomocą. Później bielizna. Cmoknął czubek mojego, bardzo zainteresowanego tą sytuacją, członka. Jęknąłem.
 - Jesteś nie uczciwy – pokręciłem głową.
Na jego twarzy malowało się zdziwienie. Próbował coś powiedzieć, ale uciszyłem go i sięgnąłem do jego jeansów. Pozbawiłem go wszystkich ubrań i znowu się położyłem.
 - No – uśmiechnąłem się.
Pocałował mnie, ale końcu na chwilę się odsunął.
 - Odwróć się. Będzie ci wygodniej.
 - Nie! To znaczy… chcę cię widzieć. – Przygryzłem dolną wargę.
 - No dobrze. Jesteś pewny? W każdej chwili możesz się wycofać.
 - Wiem. Bądź delikatny – wiedziałem, że będzie, ale i tak dodałem.
Przysunął mnie bliżej i wziął nogi na swoje ramiona. Nachyli się i połączył nasze usta. Podniósł się i przystawił palce do mojej twarzy. Zassałem się na nich. Cały czas obserwowałem go. Widziałem w jego oczach pożądanie. Próbował coś powiedzieć, ale szybko przypomniałem:
 - Ufam ci.
Ostrożnie włożył jeden palec. Zacisnąłem zęby. Poruszył nim.
Dam radę
Spojrzałem na zmartwioną twarz Aniołka. Próbowałem unieść kąciki ust do góry. Dodał kolejny.
Nic z tego! Nie dam tamtemu pedofilowi zniszczyć mi życia.
 - Maciek…
 - Uśmiechnij się. Proszę.
Zdziwił się, ale spełnił moją prośbę. Skupiłem wzrok na jego hipnotyzującym uśmiechu i zielonych, magicznych oczach. Rozciągał mnie, ale widziałem, że się boi. Doszedł trzeci. Po chwili mimowolnie wydałem z siebie krzyk, lecz nie bólu tylko przyjemności. Celował tam jeszcze z dwa razy i wziął rękę. Zamknąłem oczy i zastanawiałem się, co będzie zaraz. Wspomnienia wróciły…
 - Zostaw mnie! – zacząłem wrzeszczeć jak opętany.
 - Spójrz na mnie – usłyszałem głos Aniołka. - Maciek! 
Przygryzłem wargę. Poczułem słodki smak krwi. Uchyliłem powieki.
 - Kocham cię. – Uśmiechnął się.
Kiwnąłem głową, a on ostrożnie zaczął we mnie wchodzić. Zacisnąłem dłonie na jego ramionach. Syknął. 
Aż taki jestem silny? 
Nie myślałem o bólu tylko o moim chłopaku. W końcu wsunął się do końca. Odczekał chwilę, aż się przyzwyczaję i poruszył się delikatnie. W końcu wycelował idealnie. Jęknąłem. Za każdym razem udawało mu się i po całym pokoju roznosiły się moje krzyki.
 - M-mocniej.
Nachylił się przerywając i pocałował mnie. Niezadowolony sam zacząłem się nabijać. Przytrzymał moje niespokojne ciało i przyśpieszył. Czułem, że jeszcze chwila… Doszliśmy w tym samym momencie. Zmęczony położył się obok i cmoknął mnie w policzek.
 - Najlepszy prezent jaki dostałem.
 - Wesołych Świąt – zaśmiałem się i wtuliłem w jego tors.
Po chwili zasnęliśmy…   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz