One shot.
- Nie chcę! Będę się tam strasznie nudził! –
kłóciłem się, jak małe dziecko, z bratem.
- Co mnie to obchodzi? – Oberwał piłką leżącą
obok mnie. – Ej!
Postanowiłem wyjść, bo wiedziałem, że
z kim jak kim, ale z Oskarem nie wygram.
- Marek, a ty gdzie? – Zatrzymał mnie. – Pakuj
się.
- I będzie tak jak w zeszłym roku? Zgubimy
się, ktoś nam coś ukradnie i okaże się, że nie wpłaciłeś zaliczki i nie mamy
gdzie spać? Dzięki!
- Trochę więcej optymizmu! – Próbował unieść
moje kąciki ust do góry. – O! To gdzie masz walizkę?
- Mam 20 lat. Chyba mogę decydować o SWOICH
wakacjach?
- A ja jako twój kochany, najlepszy na świecie
brat pomogę ci w organizowaniu ich, a nie całe lato spędzisz przed komputerem.
- Oj, jakiś ty skromny – prychnąłem.
- Kolejna zaleta – wyszczerzył się.
- Naprawdę jesteś ode mnie starszy? Aż o rok?
- Oczywiście, wątpisz?
- Tak – mruknąłem pod nosem.
- Co?
- Nic, nic…
Wiedząc, że moje próby zostania sam
na sam w pokoju akademickim się nie udadzą, niezadowolony spakowałem
najpotrzebniejsze rzeczy do torby.
- Gdzie jedziemy? – westchnąłem.
- Nad morze!
- Konkretniej?
- Łeba. – Wystukał w komputerze i pokazał mi
kilka zdjęć.
- Czyli Polska? Przynajmniej tym razem będę
umiał się porozumieć z ludźmi – zacząłem przeglądać zdjęcia.
Tydzień
później już byliśmy na miejscu. Jak do tej pory (byliśmy tam trzy godziny) nic
się nie wydarzyło niepokojącego. Nie byłem przyzwyczajony do tego, więc czułem
się dziwnie.
- Idziemy wieczorem na imprezę! Widziałem
plakat koło portu, że coś organizują.
- Mhm już sobie wyobrażam – prychnąłem.
- Powtórzę jeszcze raz: więcej optymizmu.
- Ty go masz za nas dwóch i jeszcze ktoś by
się znalazł.
Postanowiłem
wyjść wcześniej niezauważony na plażę, bo czasami miałem dość jego zawsze
uśmiechniętej mor… twarzy.
- Idę wziąć prysznic pierwszy! Mogę?
Nawet musisz.
- Tak.
Wszedł
do łazienki, a ja szybko przebrałem się w kąpielówki, spodenki i bokserkę.
Wrzuciłem do torby laptop, ręcznik, wodę i krem do opalania. Oj ja już dobrze
wiedziałem jak słońce mnie kocha. Usłyszałem, że skończył się myć więc
postanowiłem nie szukać telefonu i cicho wyszedłem. Przeciskałem się miedzy
tysiącami ludzi, starając się dojść jak najszybciej do lasku sosnowego, a
później piaszczysta plaża. Wszedłem w pierwszą ścieżkę (chociaż była ona zbyt
szeroka na to miano) i po chwili dojrzałem kolejne tłumy. Załamany zacząłem się
zastanawiać, czy ci ludzie są wszędzie. Normalnie żywioł Oskara. Rozejrzałem
się i dostrzegłem wśród mniejszych dróżek taką, która prowadziła na piaszczystą
górę.
Komu by się chciało na nią wchodzić,
może jest pusta?
Przyśpieszyłem
i skręciłem w prawo. Na początku było łatwo, ale z czasem piasek wymieszany z
igłami zaczął wsypywać mi się do butów i nie było już tak fajnie.
Wzniesienie
nie należało do ogromnych, więc po chwili wdrapałem się na sam szczyt.
Odetchnąłem z ulgą – nikogo nie było. Ale ja jako rasowy pesymista musiałem się
do czegoś przyczepić. Konkretniej było tam dużo bardziej gorąco, a do Bałtyku
dalej niż na samej plaży. Postanowiłem jednak nie zrażać się od razu, bo gdzie
znajdę w tak zatłoczonym mieście puste miejsce? Nie wiem. Rozłożyłem koc,
położyłem na nim laptopa i zacząłem się kremować. Niestety nie przemyślałem
tego, że będę leżeć na brzuchu i nie mam łatwo z pokremowaniem pleców.
Westchnąłem i nałożyłem na rękę trochę kremu. Zadanie było trudniejsze niż
przypuszczałem. Nagle usłyszałem cichy chichot. Odwróciłem się przerażony, że
ktoś śmiał przerwać moją kochaną samotność. Dostrzegłem długowłosego blondyna,
który zwijał się ze śmiechu.
- Pomóc? – spytał, kiedy się w miarę uspokoił.
Niepewnie
rozejrzałem się.
- Wyluzuj, przecież cię nie zgwałcę. – Znowu
dostał głupawki.
- Nawet nie próbuj. Nie jestem pedałem.
Podszedł
do mnie i wziął tubkę.
- Odwróć się – powiedział, a ja spojrzałem na
niego jak na idiotę. – Chcesz żebym ci pokremował plecy, czy nie?
- Yyy… - Podrapałem się po głowie zdenerwowany. – Eh. No dobra.
Westchnąłem
i położyłem się na kocu.
- Tak w ogóle to jestem Rafał – zaczął, rozprowadzać balsam.
- Tak w ogóle to nie mówiłem, że chcę z tobą
gadać.
- Uu… zły humorek dzisiaj mamy?
- Ty chyba nie? – prychnąłem.
- To jak masz na imię?
- Nie odpuszczasz? – Szybko skojarzył mi się z
bratem. – Marek…
- A…
- Możesz być cicho?! – przerwałem.
- OK, OK…
Na
szczęście nic więcej nie mówił przez następną godzinę. Byłem tak pochłonięty
laptopem i było tak wygodnie, że nawet nie zauważyłem, iż przez cały czas nie
przestawał mnie kremować.
- Ej… ty przez cały czas nie odkleiłeś swoich
łap od moich pleców?! – spytałem, gdy zdałem sobie z tego sprawę.
- Wcześnie zauważyłeś – zaśmiał się.
Jednak
posłusznie wziął ręce. Wstał na chwilkę, żeby zaraz wrócić z czymś zimnym co
wylądowało na moich plecach. Syknąłem i szybko wziąłem owe coś.
- Piwo? Zimne? Skąd ty je wziąłeś?
- Tajemnica – wyszczerzył się. Pokręciłem
głową. – No dobra powiem, powiem. Mam lodówkę turystyczną. Pij.
- Dzięki.
Wypiłem
wszystko za jednym razem.
- Jak ty to zrobiłeś??? Przecież jego
temperatura…
- Byłem spragniony – szybko powiedziałem, bo
coś podejrzewałem, że zaraz zacznie swój długi monolog przerywany
niepotrzebnymi pytaniami skierowanymi do mnie.
- Właśnie widzę… Jeszcze jedno?
- Hm… dobra, ale zaznaczam, iż na twój koszt.
Mam uprzedzić, że mam mocną głowę? – uśmiechnąłem się chytrze.
- O, to ty umiesz kierować kąciki twoich ust
do góry?
- Nie lubią walczyć z grawitacją. Dajesz?
- Już, już…
Wypiłem
jeszcze trzy, nie specjalnie się przejmując Rafałem.
Dopiero
wtedy zauważyłem jak przystojny jest nowy… kolega.
Proste,
prawie białe włosy do połowy pleców, opalone, szczupłe ciało, błękitne
oczy…
Walnąłem
się w głowę z otwartej dłoni.
Pełne
usta, gdy się uśmiechał robiły mu się na policzkach tak zwane dołeczki…
- O czym myślisz? – spytał.
- O… - tym
jak wyglądasz – czymś.
- Nie chciałbyś zrobić coś głupiego w wakacje?
- Tak, jest jedna taka rzecz.
- Jaka? – zainteresował się.
Usiadłem
przed nim i przysunąłem bliżej twarzy. Uniósł brew do góry zaskoczony. Wplotłem
palce w jego włosy i przyciągnąłem do pocałunku. Od razu zaczął oddawać go
kładąc mnie na kocu, a samemu zjeżdżając wargami na moja szyję.
- Cytując: nie
jestem pedałem? Aż tak przypominam dziewczynę? – oderwał się na chwilę.
- Zamknij się. – Aby był cicho pociągnąłem go
wyżej i zasłoniłem jego usta swoimi.
Otarł
się kolanem o moje kąpielówki. Wydałem z siebie cichy, niepożądany jęk. On
jednak się uśmiechnął i zaczął mnie drażnić. Po chwili spodenki zaczęły się
robić za małe.
- Chyba komuś tu ciasno… - Zaczął ściągać
przeszkadzający materiał.
Nie
protestowałem. Nie myślałem.
Nachylił
się i zassał na końcu. Zacisnąłem ręce w pięści nie dając mu tej satysfakcji i
nie wydając z siebie chociażby cichego dźwięku. Połykał go coraz więcej, aż do
końca, w międzyczasie czasami dociskając mocniej do podniebienia. Zaczął się bawić moim
biednym członkiem, który już ledwo wytrzymywał. Postanowiłem, iż będę silny i
wytrzymam jak najdłużej.
Niech sobie nie myśli, że tak łatwo mu
pójdzie.
W
końcu nie wytrzymałem i doszedłem z głośnym krzykiem. Połknął wszystko.
- Smaczny jesteś. – Oblizał się.
Nie
zdążyłem nawet zacząć się zastanawiać, co ja robię, kiedy poczułem mokre palce w
okolicy mojego tyłka.
- Dobrze, że masz ten krem – wyszczerzył się.
Nie
miałem siły protestować, więc starałem się odprężyć. Jeden palec zaczął się we
mnie poruszać, szybko dołączył do niego kolejny i kolejny. Trudno jest mi
opisać co czułem. Łatwiej ból, kiedy zostały zastąpione czymś większym. Nie
umiałem się powstrzymać i wrzasnąłem.
- Cii zaraz przestanie… - szeptał mi do ucha.
Miał
rację. Zaraz się przyzwyczaiłem. Wsunął się do końca. Szybko oddychałem żałując,
że nie uciekłem. Nagle zalała mnie fala przyjemności. Celował cały czas w tamto
magiczne miejsce. Zaczął pobudzać
ręką.
- I co? Jest, aż tak źle? – zaśmiał się.
- NIE! – doszedłem.
Jeszcze
jedno pchnięcie i dołączył do mnie.
- Marek…
Nie
dokończył, bo popchnąłem go i usiadłem na nim okrakiem. Na szczęście wylądował
na brzuchu.
- Jakby cie ukarać… - zaśmiałem się, lecz nie
był ani trochę życzliwy.
- M-Marek…
- No co? Cytując: Aż tak przypominam dziewczynę? No i muszę się odwdzięczyć za ten
ból…
- J-jesteś piany… nie myślisz.
- Masz rację. Co się tak jąkasz? Boisz się? – Ugryzłem go nie za mocno w szyję. – A gdybym zapomniał o kremie? Już nie byłoby
tak przyjemnie… - udałem zamyślenie.
- Nie żartuj tak! Kiedyś taki jeden postanowił
sprawdzić na mnie jak to jest na sucho…
nigdy więcej!
- Hm…
Całowałem
jego kark otwierając tubkę.
- Wypnij się. – Poklepałem go po tym seksownym
tyłeczku.
JAKIM?! Faktycznie za dużo wypiłem… zresztą inaczej sex
z chłopakiem nie wchodziłby w grę. Nie…?
Spełnił
moje życzenie z ostrożnością.
Ha! Ale go przestraszyłem.
Rozciągnąłem
go. Najpierw był spięty, lecz jak zauważył, że użyłem balsamu rozluźnił się. Nie
bawiłem się w bycie delikatnym. Po wszystkim położyłem się obok i zerknąłem na
zegarek. Była 2230.
- Ale ten czas zleciał… muszę iść, bo Oskar
będzie się czepiać, że tak długo mnie nie ma. Pewnie myśli, że przesiedziałem
cały dzień przed komputerem – zaśmiałem się.
Odwróciłem
się w stronę Rafała. Był smutny.
- Co jest? Byłem zbyt brutalny? Ja…
- Nie. – Próbował się uśmiechać. – To twój
chłopak?
- Kto??? – JA MAM MIEĆ...?
- A tamten… ten co wcześniej o nim wspomniałeś.
- Chodzi ci o mojego brata?
Wyszczerzył
się jak głupi. Rzucił się do swojego plecaka. Po chwili wyciągnął z niej małą
kartkę.
- Zadzwoń.
- Co?
Zerknąłem
na kartonik. Była to wizytówka.
- Rafał Mucha – przeczytałem. – Fajne nazwisko.
Podniosłem
wzrok, ale jego już nie było. Rozejrzałem się, ale zobaczyłem tylko bardzo
jasne włosy, które za chwilę również zniknęły.
Poszedł w dół górki. Co on mówił? Żebym
zadzwonił? Czemu nie… Z
nikim jeszcze nie miałem tylu razy pod rząd… Ciekawe jaki jest… O CZYM JA
MYŚLĘ??? O tym przystojniaku…