wtorek, 30 czerwca 2015

Głęboka rana - EPILOG!



EPILOG
Pół roku później…
Wszystko się poukładało.
Magda urodziła ślicznego synka Karola i razem z Markiem są szczęśliwymi rodzicami. Ślub był skromny tylko dla rodziny i przyjaciół, ale trochę jak z bajki. Siostrzyczka wyglądałaby jak królewna, gdyby nie ten brzuch. Była niezadowolona, lecz to ona się upierała, iż chce wiosną, a nie zimą, gdy zimno wszędzie i błoto. Nie wiedziałem, że zwraca tyle uwagi na wygląd. Ona nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
Mama i tata po prostu oszaleli na punkcie małego wnuczka. Ciągle o nim gadają i cieszą się jakby nie wiem co się stało, kiedy przyjeżdżają na trochę.
Leon poszedł do więzienia na 10 lat. Wolałbym więcej, lecz nie będę się kłócił. Policja podejrzewa, że było więcej ofiar, ale nie udowodnili mu tego.
Jak zapewne zauważyliście, Aniołek nie miał problemów przez swoją orientacje w rodzinie. Ba! Pani Klara podobno wszystkiego się domyślała. Żałujcie, że nie widzieliście jego miny! Tak się bał! Ha, ha, ha! Dopiero po paru dniach zdał sobie sprawę, iż w końcu powiedziałem kocham cię! Ale tempo… Aha. Zdał prawko i kupił samochód! Wreszcie…
No może Kamil nie miał kolorowo, ale przeprowadził się do Filipa. Przedstawił mi go w końcu. Młody biznesmen, który nie widzi świata poza swoim chłopakiem i zrobiłby dla niego wszystko.
Ja poszedłem na studia psychologiczne. Adam się trochę śmiał z mojego wyboru, bo uznał, że to jest jak z jakiegoś dramatu: najpierw ofiara, a później pomaga ludziom z podobnymi problemami. Nie do końca miał rajcę, ale cóż… Przynajmniej mimo wszystko mnie wspierał. Gdy mnie bardzo denerwował, mogłem się przyczepić, iż chce zostać sędzią, a chciał zabić faceta. Po prostu metody karania rodem średniowiecza!
Ogółem wszystko się ułożyło… Przynajmniej na jakiś czas. Nie żebym wróżył komuś coś złego, ale moim zdaniem jest zbyt idealnie by trwało wiecznie. Gdyby to nie była moja rodzina i przyjaciele to bym powiedział, że mnie mdli od tej słodyczy. Na razie chcę się cieszyć tym co mam.

KONIEC!

 - No ile mam czekać! – Zostałem pozbawiony laptopa.
 - Oddaj!!! – Rzuciłem się na tą wredną osobę.
 - A! – Ucieka? Pff, przede mną się nie schowa. – Zostaw mnie!
Potknął się i upadł na mój biedny, bezcenny komputer! Na szczęście wylądował na łóżku…
 - Moje biedactwo!
 - Bardzo… EJ!
Wziąłem ostrożnie na ręce maszynę i zacząłem oglądać z każdej strony.
 - Uff cały! A ty jeszcze raz tak zrobisz to nie poja… - zostałem uciszony przez jego usta.
Od razu zacząłem oddawać ten pocałunek. Niestety laptop zaczął mi się wbijać w brzuch.
 - Hej! Zdrada?! – zerknąłem na niego.
 - Ha, ha, ha! Chodź, bo się spóźnimy. – Wyciągnął mnie siłą do samochodu.
Jedziemy nad rzekę na parę dni.  Coś podejrzewam, że znowu będzie super. I tak do końca życia! (Nie no bez przesady, ale chociaż trochę…)

niedziela, 28 czerwca 2015

Głęboka rana - Rozdział 20.



Rozdział 20.
Po tej sytuacji poszedłem z rodzicami i siostrą do domu. Zamknąłem się w pokoju i nie wpuszczałem nawet Magdy. Szybko zasnąłem.
Następnego dnia rano zaszedłem do kuchni zjeść śniadanie. Wiedziałem, że zacznie się przesłuchanie. Usiadłem przy stole czując na sobie wzrok trzech osób. Jedna z nich siedząca obok przytuliła mnie.
 - Nic im nie powiedziałam, ale ty chyba musisz – wyszeptała.
Kiwnąłem głową. Już miałem coś powiedzieć, kiedy wtrąciła się matka:
 - Co to było?!
 - Spokojnie – uciszyła ja siostrzyczka.
Uśmiechnąłem się do niej.
 - Więc może od początku… To było trzy i pół roku temu, a konkretniej dwudziestego lipca. Nie pozwoliliście mi iść do niej na imprezę, ale gdy wyszliście do kina wymknąłem się. – Rodzice pokręcili głowami. – Trochę wypiłem i cicho ulotniłem się. Wracałem na skróty między blokami i zaczepił mnie taki facet. On… mnie zgwałcił. – Ojciec walnął ręką w stół, a mama jęknęła przerażona. – Próbowałem się wyrwać, lecz po ciosie w twarz straciłem przytomność. Rano znalazła mnie Magda. Prosiłem ją żeby nic wam nie mówiła. Rok dochodziłem do siebie, ale to już chyba wiecie. Później spotykałem się jeszcze z kimś, konkretniej Pawłem tylko, że nie trwało to długo. Po trzech latach od tej nocy poznałem Adama. Bardzo mi się spodobał. Pewnego dnia do mnie przyszedł i pocałował. Trauma wróciła i kolejne tygodnia spędziłem w pokoju. Siostra wiedziała o tym, więc tylko ona mogła wejść. Jakiś czas później powiedziała mu bez mojej wiedzy, dlaczego tak się zachowałem. Przeprosił mnie i dalej chciał być moim chłopakiem. Stopniowo, z jego pomocą, wszystko wracało do normy, Aż do wczoraj. Chciałem poszukać Madzie. Pomyślałem, że jest w kuchni. - Oberwałem w ramię. – No co? - zaśmiałem się. - Była pusta. Wtedy wszedł tam ten wuj Leon. Poznałem go… sam nie wiem po czym, bo byłem odwrócony do niego tyłem. On również wiedział, iż to ja. Śmiał się, że się boje. Spytał czy chcę postrzyc to sprzed trzech lat, ale tym razem, żebym nie zemdlał. Wszedł Adam, a ja mu powiedziałem kim jest jego kochany wujek. Resztę znacie… - streściłem. – I tak, jestem gejem.
Uff… ale się rozgadałem. Myślałem, że tylko Magda tak umie.
 - Zabiję… nie wiem jak, ale zabiję!
 - Tato! Nie warto. – Chwyciłem ojca za rękę.
 - Syneczku… ja o niczym nie wiedziałam. Jaką jestem matką…
 - Wspaniałą. – Uśmiechnąłem się. – A teraz pozwólcie, że coś zjem.
Odczułem swego rodzaju ulgę, ale nie potrafiłem przełknąć chociaż kęsa kanapki.
 - Nic nie powiecie na temat tego kim jestem? – zdziwiłem się.
 - Przecież cię nie wydziedziczę – zaśmiał się staruszek.
 - Ha, ha! Mam nadzieję.
Wróciłem do pokoju, wziąłem ubrania i zamknąłem się w łazience. W końcu się umyłem, przebrałem, poprawiłem włosy. Zbiegłem na dół i założyłem buty oraz kurtkę.
 - Wychodzę! – krzyknąłem i skierowałem swoje kroki do domu państwa Mikołajczak.
Zapukałem. Otworzyła mi pani Klara.
 - Dzień… - przytuliła mnie - …dobry.
 - Przepraszam.
 - Za co? – Odsunąłem się trochę i wszedłem do środka.
 - Za mojego brata. Gdybym wiedziała jaki…
 - To co by pani zrobiła? – wtrąciłem się. – No cóż. Ja tu przychodzę, żeby przeprosić za zniszczenie świąt, a tu jest na odwrót.
 - To nie twoja wina. – Znowu mnie objęła. – Jak się czujesz?
 - O dziwo nie najgorzej.
 - Maciek?? Cześć! – Teraz zamiast jego mamy zostałem podduszony przez Aniołka.
 - Cześć.
 - Wszystko dobrze? Bałem się, że przez.. nawet nie chcę myśleć, iż to mój wuj, że przez niego znowu zamkniesz się w sobie.
 - Dzięki tobie nie. Chyba wyleczyłeś mnie z tego traumy na dobre.
Odsunął się trochę i musnął moje usta swoimi. Pogłębiłem pocałunek.
 - Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam powiedzieć, iż wychodzimy – wtrąciła się pani Klara.
 - OK. Pa!
 - Do widzenia!
Rodzice chłopaka wyszli, a on przywarł sowimi ustami do moich. Co się działo później pozostawiam waszej wyobraźni. Podpowiem tylko, że to co planowaliśmy poprzedniego dnia sprzed spotkaniem z wujem Leonem i że było cudownie (nawet lepiej niż za pierwszym razem)…

sobota, 27 czerwca 2015

Blondyn z plaży - one shot



One shot.
 - Nie chcę! Będę się tam strasznie nudził! – kłóciłem się, jak małe dziecko, z bratem.
 - Co mnie to obchodzi? – Oberwał piłką leżącą obok mnie. – Ej!
Postanowiłem wyjść, bo wiedziałem, że z kim jak kim, ale z Oskarem nie wygram.
 - Marek, a ty gdzie? – Zatrzymał mnie. – Pakuj się.
 - I będzie tak jak w zeszłym roku? Zgubimy się, ktoś nam coś ukradnie i okaże się, że nie wpłaciłeś zaliczki i nie mamy gdzie spać? Dzięki!
 - Trochę więcej optymizmu! – Próbował unieść moje kąciki ust do góry. – O! To gdzie masz walizkę?
 - Mam 20 lat. Chyba mogę decydować o SWOICH wakacjach?
 - A ja jako twój kochany, najlepszy na świecie brat pomogę ci w organizowaniu ich, a nie całe lato spędzisz przed komputerem.
 - Oj, jakiś ty skromny – prychnąłem.
 - Kolejna zaleta – wyszczerzył się.
 - Naprawdę jesteś ode mnie starszy? Aż o rok?
 - Oczywiście, wątpisz?
 - Tak – mruknąłem pod nosem.
 - Co?
 - Nic, nic…
Wiedząc, że moje próby zostania sam na sam w pokoju akademickim się nie udadzą, niezadowolony spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy do torby.
 - Gdzie jedziemy? – westchnąłem.
 - Nad morze!
 - Konkretniej?
 - Łeba. – Wystukał w komputerze i pokazał mi kilka zdjęć.
 - Czyli Polska? Przynajmniej tym razem będę umiał się porozumieć z ludźmi – zacząłem przeglądać zdjęcia.


Tydzień później już byliśmy na miejscu. Jak do tej pory (byliśmy tam trzy godziny) nic się nie wydarzyło niepokojącego. Nie byłem przyzwyczajony do tego, więc czułem się dziwnie.
 - Idziemy wieczorem na imprezę! Widziałem plakat koło portu, że coś organizują.
 - Mhm już sobie wyobrażam – prychnąłem.
 - Powtórzę jeszcze raz: więcej optymizmu.
 - Ty go masz za nas dwóch i jeszcze ktoś by się znalazł.
Postanowiłem wyjść wcześniej niezauważony na plażę, bo czasami miałem dość jego zawsze uśmiechniętej mor… twarzy.
 - Idę wziąć prysznic pierwszy! Mogę?
Nawet musisz.
 - Tak.
Wszedł do łazienki, a ja szybko przebrałem się w kąpielówki, spodenki i bokserkę. Wrzuciłem do torby laptop, ręcznik, wodę i krem do opalania. Oj ja już dobrze wiedziałem jak słońce mnie kocha. Usłyszałem, że skończył się myć więc postanowiłem nie szukać telefonu i cicho wyszedłem. Przeciskałem się miedzy tysiącami ludzi, starając się dojść jak najszybciej do lasku sosnowego, a później piaszczysta plaża. Wszedłem w pierwszą ścieżkę (chociaż była ona zbyt szeroka na to miano) i po chwili dojrzałem kolejne tłumy. Załamany zacząłem się zastanawiać, czy ci ludzie są wszędzie. Normalnie żywioł Oskara. Rozejrzałem się i dostrzegłem wśród mniejszych dróżek taką, która prowadziła na piaszczystą górę.
Komu by się chciało na nią wchodzić, może jest pusta?
Przyśpieszyłem i skręciłem w prawo. Na początku było łatwo, ale z czasem piasek wymieszany z igłami zaczął wsypywać mi się do butów i nie było już tak fajnie.
Wzniesienie nie należało do ogromnych, więc po chwili wdrapałem się na sam szczyt. Odetchnąłem z ulgą – nikogo nie było. Ale ja jako rasowy pesymista musiałem się do czegoś przyczepić. Konkretniej było tam dużo bardziej gorąco, a do Bałtyku dalej niż na samej plaży. Postanowiłem jednak nie zrażać się od razu, bo gdzie znajdę w tak zatłoczonym mieście puste miejsce? Nie wiem. Rozłożyłem koc, położyłem na nim laptopa i zacząłem się kremować. Niestety nie przemyślałem tego, że będę leżeć na brzuchu i nie mam łatwo z pokremowaniem pleców. Westchnąłem i nałożyłem na rękę trochę kremu. Zadanie było trudniejsze niż przypuszczałem. Nagle usłyszałem cichy chichot. Odwróciłem się przerażony, że ktoś śmiał przerwać moją kochaną samotność. Dostrzegłem długowłosego blondyna, który zwijał się ze śmiechu.
 - Pomóc? – spytał, kiedy się w miarę uspokoił.
Niepewnie rozejrzałem się.
 - Wyluzuj, przecież cię nie zgwałcę. – Znowu dostał głupawki.
 - Nawet nie próbuj. Nie jestem pedałem.
Podszedł do mnie i wziął tubkę.
 - Odwróć się – powiedział, a ja spojrzałem na niego jak na idiotę. – Chcesz żebym ci pokremował plecy, czy nie?
 - Yyy… - Podrapałem się po głowie zdenerwowany. – Eh. No dobra.
Westchnąłem i położyłem się na kocu.
 - Tak w ogóle to jestem Rafał – zaczął, rozprowadzać balsam.
 - Tak w ogóle to nie mówiłem, że chcę z tobą gadać.
 - Uu… zły humorek dzisiaj mamy?
 - Ty chyba nie? – prychnąłem.
 - To jak masz na imię?
 - Nie odpuszczasz? – Szybko skojarzył mi się z bratem. – Marek…
 - A…
 - Możesz być cicho?! – przerwałem.
 - OK, OK…
Na szczęście nic więcej nie mówił przez następną godzinę. Byłem tak pochłonięty laptopem i było tak wygodnie, że nawet nie zauważyłem, iż przez cały czas nie przestawał mnie kremować.
 - Ej… ty przez cały czas nie odkleiłeś swoich łap od moich pleców?! – spytałem, gdy zdałem sobie z tego sprawę.
 - Wcześnie zauważyłeś – zaśmiał się.
Jednak posłusznie wziął ręce. Wstał na chwilkę, żeby zaraz wrócić z czymś zimnym co wylądowało na moich plecach. Syknąłem i szybko wziąłem owe coś.
 - Piwo? Zimne? Skąd ty je wziąłeś?
 - Tajemnica – wyszczerzył się. Pokręciłem głową. – No dobra powiem, powiem. Mam lodówkę turystyczną. Pij.
 - Dzięki.
Wypiłem wszystko za jednym razem.
 - Jak ty to zrobiłeś??? Przecież jego temperatura…
 - Byłem spragniony – szybko powiedziałem, bo coś podejrzewałem, że zaraz zacznie swój długi monolog przerywany niepotrzebnymi pytaniami skierowanymi do mnie.
 - Właśnie widzę… Jeszcze jedno?
 - Hm… dobra, ale zaznaczam, iż na twój koszt. Mam uprzedzić, że mam mocną głowę? – uśmiechnąłem się chytrze.
 - O, to ty umiesz kierować kąciki twoich ust do góry?
 - Nie lubią walczyć z grawitacją. Dajesz?
 - Już, już…
Wypiłem jeszcze trzy, nie specjalnie się przejmując Rafałem.
Dopiero wtedy zauważyłem jak przystojny jest nowy… kolega.
Proste, prawie białe włosy do połowy pleców, opalone, szczupłe ciało, błękitne oczy…
Walnąłem się w głowę z otwartej dłoni.
Pełne usta, gdy się uśmiechał robiły mu się na policzkach tak zwane dołeczki…
 - O czym myślisz? – spytał.
 - O… - tym jak wyglądasz – czymś.
 - Nie chciałbyś zrobić coś głupiego w wakacje?
 - Tak, jest jedna taka rzecz.
 - Jaka? – zainteresował się.
Usiadłem przed nim i przysunąłem bliżej twarzy. Uniósł brew do góry zaskoczony. Wplotłem palce w jego włosy i przyciągnąłem do pocałunku. Od razu zaczął oddawać go kładąc mnie na kocu, a samemu zjeżdżając wargami na moja szyję.
 - Cytując: nie jestem pedałem? Aż tak przypominam dziewczynę? – oderwał się na chwilę.
 - Zamknij się. – Aby był cicho pociągnąłem go wyżej i zasłoniłem jego usta swoimi.
Otarł się kolanem o moje kąpielówki. Wydałem z siebie cichy, niepożądany jęk. On jednak się uśmiechnął i zaczął mnie drażnić. Po chwili spodenki zaczęły się robić za małe.
 - Chyba komuś tu ciasno… - Zaczął ściągać przeszkadzający materiał.
Nie protestowałem. Nie myślałem.
Nachylił się i zassał na końcu. Zacisnąłem ręce w pięści nie dając mu tej satysfakcji i nie wydając z siebie chociażby cichego dźwięku. Połykał go coraz więcej, aż do końca, w międzyczasie czasami dociskając mocniej do podniebienia. Zaczął się bawić moim biednym członkiem, który już ledwo wytrzymywał. Postanowiłem, iż będę silny i wytrzymam jak najdłużej.
Niech sobie nie myśli, że tak łatwo mu pójdzie.
W końcu nie wytrzymałem i doszedłem z głośnym krzykiem. Połknął wszystko.
 - Smaczny jesteś. – Oblizał się.
Nie zdążyłem nawet zacząć się zastanawiać, co ja robię, kiedy poczułem mokre palce w okolicy mojego tyłka.
 - Dobrze, że masz ten krem – wyszczerzył się.
Nie miałem siły protestować, więc starałem się odprężyć. Jeden palec zaczął się we mnie poruszać, szybko dołączył do niego kolejny i kolejny. Trudno jest mi opisać co czułem. Łatwiej ból, kiedy zostały zastąpione czymś większym. Nie umiałem się powstrzymać i wrzasnąłem.
 - Cii zaraz przestanie… - szeptał mi do ucha.
Miał rację. Zaraz się przyzwyczaiłem. Wsunął się do końca. Szybko oddychałem żałując, że nie uciekłem. Nagle zalała mnie fala przyjemności. Celował cały czas w tamto magiczne miejsce. Zaczął pobudzać ręką.
 - I co? Jest, aż tak źle? – zaśmiał się.
 - NIE! – doszedłem.
Jeszcze jedno pchnięcie i dołączył do mnie.
 - Marek…
Nie dokończył, bo popchnąłem go i usiadłem na nim okrakiem. Na szczęście wylądował na brzuchu.
 - Jakby cie ukarać… - zaśmiałem się, lecz nie był ani trochę życzliwy.
 - M-Marek…
 - No co? Cytując: Aż tak przypominam dziewczynę? No i muszę się odwdzięczyć za ten ból…
 - J-jesteś piany… nie myślisz.
 - Masz rację. Co się tak jąkasz? Boisz się? – Ugryzłem go nie za mocno w szyję. – A gdybym zapomniał o kremie? Już nie byłoby tak przyjemnie… - udałem zamyślenie.
 - Nie żartuj tak! Kiedyś taki jeden postanowił sprawdzić na mnie jak to jest na sucho… nigdy więcej!
 - Hm…
Całowałem jego kark otwierając tubkę.
 - Wypnij się. – Poklepałem go po tym seksownym tyłeczku.
JAKIM?! Faktycznie za dużo wypiłem… zresztą inaczej sex z chłopakiem nie wchodziłby w grę. Nie…?
Spełnił moje życzenie z ostrożnością.
Ha! Ale go przestraszyłem.
Rozciągnąłem go. Najpierw był spięty, lecz jak zauważył, że użyłem balsamu rozluźnił się. Nie bawiłem się w bycie delikatnym. Po wszystkim położyłem się obok i zerknąłem na zegarek. Była 2230.
 - Ale ten czas zleciał… muszę iść, bo Oskar będzie się czepiać, że tak długo mnie nie ma. Pewnie myśli, że przesiedziałem cały dzień przed komputerem – zaśmiałem się.
Odwróciłem się w stronę Rafała. Był smutny.
 - Co jest? Byłem zbyt brutalny? Ja…
 - Nie. – Próbował się uśmiechać. – To twój chłopak?
 - Kto??? – JA MAM MIEĆ...?
 - A tamten… ten co wcześniej o nim wspomniałeś.
 - Chodzi ci o mojego brata?
Wyszczerzył się jak głupi. Rzucił się do swojego plecaka. Po chwili wyciągnął z niej małą kartkę.
 - Zadzwoń.
 - Co?
Zerknąłem na kartonik. Była to wizytówka.
 - Rafał Mucha – przeczytałem. – Fajne nazwisko.
Podniosłem wzrok, ale jego już nie było. Rozejrzałem się, ale zobaczyłem tylko bardzo jasne włosy, które za chwilę również zniknęły.
Poszedł w dół górki. Co on mówił? Żebym zadzwonił? Czemu nie… Z nikim jeszcze nie miałem tylu razy pod rząd… Ciekawe jaki jest… O CZYM JA MYŚLĘ??? O tym przystojniaku…