One shot.
Już od
dobrej godziny siedziałem w klubie ze znajomymi, alkohol szumiał mi w głowie.
Wyjechałem
dwa lata temu za pracą do Warszawy, ale postanowiłem odwiedzić rodzinę i tak
przypadkiem wpadłem na Zochę, Witka oraz Bodzia – moją paczkę z czasów
szkolnych. Tak oto trafiłem do Fantazji,
chleję trzecie piwo i rozglądam się za fajną laską na jedną noc. Reszta i tak ruszyła w tan, zostawiając mnie samego.
Leniwym
wzrokiem przeczesałem otoczenie, ale żadna nie wydawała mi się być wystarczająco
dobra. Nagle zobaczyłem ją – w odróżnieniu od reszty, siedziała dumnie przy
barze, sącząc spokojnie kolorowego drinka. Miała piękne, brązowe oczy, które
podkreśliła ciemnym kolorem, a pełne usta czerwienią. Falowane, złote włosy
opadały jej na plecy, smukłe palce trzymały kieliszek, sukienka koloru
dojrzałej wiśni odsłaniała jej mlecznobiałe ramiona, zakrywała dalej ręce
szerokimi rękawami; cała była dość luźna, nie opinała jej smukłego ciała, jedynie
w pasie była przewiązana brązowym rzemykiem. Na nogach miała buty na koturnie.
Jeden z nadgarstków ozdabiało kilka złotych bransolet. Nie pasowała tam. To
była kobieta, którą można zaprosić do drogiej restauracji, a nie takiego baru.
- I jak tam, bro? Znalazłeś jakąś foczkę –
zagadał Witek.
Kiwnąłem
głową w kierunku bogini. Jako jedyna siedziała w tamtym miejscu, więc nie było
problemu, żeby ją odróżnić. Parsknął śmiechem i poklepał mnie po plecach.
- Nie wiedziałem, że gustujesz w takich…
Nie
zrozumiałem, ale postanowiłem nie zaprzątać sobie nim głowy. Zamówiłem u
barmana jeszcze jednego drinka dla tej damy, wziąłem swoje piwo i uszyłem w
stronę blondynki.
- Ej, ty tak serio??? – usłyszałem za sobą,
ale zbyłem go machnięciem ręki.
Usiadłem
obok i wyciągnąłem w jej stronę rękę.
- Kuba.
Spojrzała
na mnie zaskoczona, ale po chwili zawahania położyła swoją dłoń na mojej.
Pochyliłem się i pocałowałem jej wierzch. Widziałem na jej twarzy delikatne
rumieńce oraz wielkie zaskoczenie.
- Alex.
Jej głos
był trochę zbyt gruby jak na delikatny wygląd. Z bliska dostrzegłem, że jej
oczy są jakby trochę skośne.
- Piękne imię, jak jego właścicielka.
- Dziękuję.
- Sama przyszłaś?
- Tak. Przyjaciółka w ostatniej chwili
powiedziała, że nie może.
Upiłem łyk
chmielowego trunku i uśmiechnąłem się do niej.
- To ja ci z chęcią dotrzymam towarzystwa.
Ujrzałem
jej słodziutki uśmiech.
- Dobrze. Jesteś stąd? Nie widziałam cię
wcześniej.
Uradowany
rozsiadłem się wygodniej. Czułem się lepiej, niż gdybym dowiedział się, że
wygrałem tysiaka!
- Nie, mieszkam w Warszawie, ale przyjechałem
do rodzinnego miasta w odwiedzinach.
- Oo… Pan ze stolicy – zażartowała.
- Ta… Pozwól że spytam: jesteś Polką?
Zaśmiała
się, odgarniając złote pasma.
- Tak. Moja babka jest Japonką, poślubiła
Ślązaka, którego poznała na wymianie, ale trochę uroda mi po niej została.
- To prawda. Piękne oczy.
Skinęła
głową, pijąc swojego drinka.
Nawet nie
wiem, kiedy minęło kilka godzin, a my przegadaliśmy cały ten czas. Jeszcze z
nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało; czułem się jakbyśmy się znali od lat.
Dowiadywaliśmy się o sobie nawzajem wielu rzeczy, a co dziwniejsze mieliśmy
podobny gust w wielu kwestiach, a nawet jeśli się z czymś nie zgadzaliśmy to potrafiła
argumentować swoje przekonania w sensowny sposób, a nie – nie bo nie. Była inna od tych wszystkich kobiet, które poznałem.
Była na ostatnim roku weterynarii, przeprowadziła się do tego miasta kilka lat
temu z powodu problemów osobistych, choć nie zdradziła mi, o co chodzi.
Wynajmowała kawalerkę z przyjaciółką, ale tej często nie ma w mieszkaniu, bo ma
dziewczynę (oj musiały być gorące…), która większość swojego czasu albo spędza
na uczelni albo z tą Weroniką. Uwielbia zwierzęta, sama chciałaby mieć jakieś,
ale nie miałby kto się nimi zajmować, kiedy byłaby poza domem. Jest jedynaczką,
nie utrzymuje kontaktu z rodziną i tak naprawdę to gdyby nie ta Nikola to
byłaby sama. Próbowała być kiedyś wegetarianką, lecz po tygodniu nie wytrzymała
i poszła się najeść hamburgerów z podwójnym mięsem. Uwielbia oglądać i czytać
romansidła, jednak nie przeszkadza jej to w zamiłowaniu do horrorów typu Piła. Oryginalnie jest szatynką, ale
pewnego dnia w wieku szesnastu lat przymierzyła dla jaj blond perukę i bardzo
się spodobało dziewczynie, więc następnego dnia poszła do salonu fryzjerskiego
i się przefarbowała. Uwielbiała koszykówkę, choć nie potrafiła grać, ale oglądać
to czemu nie?
Opowiedziałem
jej też o sobie. Równie co mówić, umiała też uważnie słuchać i chyba naprawdę
była zainteresowana.
W końcu
zauważyłem, że była już pierwsza w nocy. Również zerknęła na telefon.
- Oj, już późno, zasiedziałam się. Będę się zbierać,
dziękuję za miłe towarzystwo.
Nie
chciałem się z nią rozstawać. W ostatniej chwili wstałem i przytrzymałem ją.
- Czym przyjechałaś? – łapałem się ostatniej
deski ratunku.
- Przyszłam na nogach. Mieszkam niedaleko.
- Jest środek nocy – mówiąc to, płaciłem
barmanowi. – Może cię podwiozę, taka dama nie powinna sama chodzić o tej porze.
Lekko się
zarumieniła i niezauważalnie skinęła głową.
- Dobrze.
Położyłem
dłoń na dole jej pleców i poprowadziłem w stronę wyjścia. Jak dżentelmen
przepuściłem pierwszą, otworzyłem drzwi samochodu. Pojechałem tak jak mnie
kierowała i po chwili już stałem przed jej blokiem. Chwyciła swoją torebkę w
jedną rękę, a drugą już kładła na klamce.
- Dziękuję. Do zobaczenia.
Nim się
zastanowiłem, obróciłem jej twarz w moją stronę, za podbródek i namiętnie
pocałowałem. Z jej ust wyrwało się westchnienie, a po chwili już całowała
równie mocno co ja. Czasami próbowała zdominować pieszczotę, co w sumie mi się
o dziwo podobało. Taka dama z pazurkiem. Odsunęła się w końcu by zaczerpnąć
tchu, a ja z obawą uśmiechnąłem się do niej.
- Ja ci się naprawdę podobam? – spytała,
próbując wyrównać oddech.
Zaskoczony
gapiłem się na nią jakby właśnie oznajmiła mi, że wyrosły jej rogi na głowie.
- Tak… Jak możesz mieć wątpliwości?? Jesteś
piękna, a do tego świetnie mi się z tobą rozmawiało.
Smutno się
uśmiechnęła.
- Już dawno nikt mi nie mówił, że jestem
ładna, poza moją przyjaciółką, ale to nie to samo.
- Niemożliwe… Poza tym nie ładna, tylko… jejku dla mnie wyglądasz
jak bogini. Zagadałem do ciebie, ale szczerze mówiąc to odbierałaś mi resztki
odwagi, bo jak ktoś taki jak ty mógłby zwrócić właśnie na mnie uwagę. Jesteś
niesamowita.
Zagryzła
dolną wargę, z której już i tak zjadłem całą szminkę.
- Nie żartujesz sobie ze mnie?
- Jak mógłbym?
Położyłem
dłoń na jej policzku i znowu pocałowałem, tym razem delikatniej, jedynie
pieszcząc słodkie usta. Ułożyła wygodniej ręce na mojej szyi, całując coraz
mocniej. W końcu uległem i wkradłem się językiem do jej środka. Wahałem się,
czy faktycznie próbować ją zaciągnąć do łóżka, bo choć to co mówiłem to prawda,
nie jedynie słodkie słówka, była dla mnie kimś wyjątkowym, zakazanym, nie
kobietą, którą można się zabawić i zostawić. Jednak za bardzo jej pragnąłem,
była gorąca i tylko od pocałunku, byłem twardy. Z trudem odsunąłem się.
- Alex… - Nie wiedziałem, co powiedzieć.
Z wahaniem
spojrzała mi w oczy.
- Chodź do mnie – wyszeptała, tak że ledwo
słyszałem.
Musnąłem
ostatni raz jej usta i pobiegłem otworzyć jej drzwi. Wyszła i razem udaliśmy
się w stronę pierwszej klatki. Mieszkanie mieściło się na pierwszym piętrze.
Wygrzebała z torebki klucze z puchatym brelokiem, weszła do środka, a ja
podążyłem za nią. Zamknąłem za sobą drzwi i bez jakiejkolwiek gadki,
przyciągnąłem do siebie. Uwielbiałem się z nią całować, to było inne niż z
wcześniejszymi kobietami. Popchnąłem ją w stronę... nawet nie wiem gdzie. Okazało
się, że trafiliśmy do kuchni. Rozejrzałem się zaskoczony, a blondynka
zachichotała cicho. Wzruszyłem ramionami i chwytając ją pod pośladkami,
podniosłem i posadziłem na blacie. Zaskoczona pisnęła, ale nie oponowała.
Odgarnąłem złote pasma i zacząłem całować jej szyję. Rękami gładziłem boki,
jeszcze zakryte przez czerwony materiał. Natomiast ślicznotka słodko mruczała.
Kolejny raz przywarłem do jej warg, chwyciłem za biodra, przyciągnąłem jak
najbliżej… i zamarłem. Zaskoczony odsunąłem się od niej trochę, a ta
przyglądała się mi zdezorientowana.
- O co chodzi?
Zawahałem
się. Podszedłem bliżej, sam nie wiedząc, co to właściwie było. Czułem coś
jeszcze, kiedy miałem ją tak blisko. Pokręciłem głową, dając jej do
zrozumienia, że to nic takiego i znowu pocałowałem, zwalając tamto na alkohol,
wyobraźnie…
Tym razem
sunąłem dłońmi po jej udach, coraz wyżej i wyżej…
- Co jest? – krzyknąłem, kiedy znowu to
poczułem.
- Ale co? – spytała zaskoczona. – Jednak ci
się nie podobam to powiedz, a nie…
- Podobasz, pragnę cię i to bardzo, ale…
- Jak zwykle… - westchnęła.
- Co?
- Nic.
Zeskoczyła
z blatu i ściągnęła buty. Rzuciła je w kąt i ruszyła w stronę jakiegoś innego
pokoju. Popchnąłem ją na ścianę i znowu mocno pocałowałem, a z jej ust wyrwał
się jęk zaskoczenie. No przecież ona jest tak kurewsko pociągająca, co miałoby
być nie tak? Uwiesiła ręce na mojej szyi. Musiałem sobie ulżyć – otarłem się o
nią… i znowu to coś.
- O co ci chodzi?! To że mam penisa, aż tak ci
przeszkadza, że odskakujesz, jak poparzony?!
- C-Co masz? – spytałem zdezorientowany. –
Jesteś… Kurwa, czy ty jesteś facetem?!
- Dopiero teraz zauważyłeś?! Chociaż
wolałabym, żebyś mówił o mnie jak o kobiecie.
Czułem się…
Nawet nie da się tego opisać. To było okropne. Nim się zastanowiłem, co robię,
przywaliłem mu w twarz i wyszedłem trzaskając drzwiami.
~*~
- I jak tam, stary? – spytał Witek. – Udało ci
wczoraj ją wyrwać? – Ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
Siedzieliśmy
w taniej restauracji, bo mi się nie chciało gotować. Nie chciałem się z nikim
widzieć, ale zadzwonił i nie udało mi się znaleźć sensownej wymówki. Jadłem
schabowego, zastanawiając się czy ten tępy nóż nie wbić w osobę naprzeciwko.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? – wycedziłem.
Parsknął
śmiechem i oparł się wygodniej.
- Kiedy się skapnąłeś?
- Nie twój zasrany interes.
- A chociaż go wyruchałeś? Ha! Nie no, nie
wierzę, jak można? To jest chore. Jak za przeproszeniem facet może się stroić w
takie damskie ciuszki? To w ogóle ma jakiegoś…
- Możesz się zamknąć? – przerwałem mu. – OK,
nie twierdzę, że to normalne, nie wiem dlaczego lubi się tak ubierać, ale to
chyba jego sprawa, nie? A co do pieprzenia, to on nie jest osobą, z którą można
raz się spotkać, zabawić, jego trzeba traktować z najwyższym szacunkiem. Nie
masz prawa go obrażać.
- Bo co? Twoja księżniczka się popłacze? Z
resztą już to robi.
- Co? – Natychmiast się odwróciłem.
Ujrzałem
Alka stojącego dwa stoliki dalej. Zakręcił trochę swoje złote włosy, miał na
sobie szeroką dołem, czarną sukienkę, białą marynarkę, a na szyi srebrny
naszyjnik ze znakiem nieskończoności. Przez ramię miał przewieszoną torebeczkę,
Zaciskał rękę na oparciu jednego z krzeseł, a po policzkach płynęły mu stróżki
łez. Natychmiast wstałem; nie wiem dlaczego. Odwrócił się i wybiegł. Czułem się
winny, serce mi się krajało na widok tych smutnych oczu, oddalającej się szybkim
krokiem postaci. Miałem wrażenie, że ktoś położył mi na barkach jakiś bardzo
ciężki bagaż, którego nie mogę się pozbyć. Chciałem go przytulić, pocieszyć,
zetrzeć te słone krople. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, zawsze to
po mnie spływało, kiedy inne cierpiały… tylko że on był wyjątkowy.
Nim się zastanowiłem,
co robię, nim zniknął mi z pola widzenia, wybiegłem, zostawiając kolegę zaskoczonego moim zachowaniem, z
rachunkiem za obiad. Musiałem go dogonić. Biegłem z przewagą adidasów nad
szpilkami. Nie wołałem blondyna, wolałem oszczędzać płuca. W końcu usiadł na
ławce w parku i ukrył twarz w dłoniach. Bałem się podejść. Cicho skradałem się
do tego biednego, wrażliwego chłopaka. W końcu pokonałem dzielącą nas
odległość, przykucnąłem naprzeciwko. Widzieć go w takim stanie to było najgorsze,
co mnie spotkało. Przymknąłem powieki, chcąc się zastanowić nad jakąś sensowną
wypowiedzią, lecz kiedy je otworzyłem, nadal mając pustkę w głowie, ten już na
mnie patrzył. Miał rozmazany makijaż, ciemne oczy patrzyły na mnie spomiędzy
smukłych palców.
Otworzyłem
usta, ale po chwili z powrotem je zamknąłem. Spuściłem wzrok na chodnik, nie
mogąc znieść tego smutnego wzroku. Jego oczy mówiły za dużo.
- Jestem żałosny. Po co za mną poszedłeś?
- Chodem bym tego nie nazwał – zaśmiałem się cicho.
– Nie mogłem cię zostawić samego… i nie jesteś żałosny, naprawdę.
- Stroję się i zachowuję jak kobieta, ale
jednocześnie nie mam na tyle odwagi, żeby zmienić płeć. Wiem jak ludzie na mnie
patrzą, co mówią, kiedy już się dowiedzą o mnie prawdy, a mimo to nie potrafię
się uodpornić. Jestem słaby, za bardzo boli mnie to.
- Nie jesteś. – Chwyciłem go za ręce, odciągając
je od pięknej twarzyczki. – Masz na tyle odwagi, żeby być sobą, nie
dostosowywać się do innych. Jesteś wyjątkowy, większość tego nie rozumie;
przecież jak można w ogóle pomyśleć, żeby zachowywać się nie tak jak każdy?
Nie pieprz głupot, kto niby ma prawo ci powiedzieć jaki masz być, a jaki nie?
Oni boją się, takich jak ty – wyjątkowych.
Nieśmiało
się uśmiechnął, by zaraz parsknąć śmiechem.
- Boisz się mnie?
Uradowany
jego rozbawionym wyrazem twarzy, nim się powstrzymałem, podniosłem się trochę i
przytuliłem. Z początku nic nie zrobił, więc nie wiecie jaka to ulga, kiedy w
końcu poczułem jak również obejmuje mnie w pasie… Westchnąłem z ulgą i mocniej
zacisnąłem ramiona.
- Nie. Podziwiam. Jesteś wspaniały… wspaniała…
tak w ogóle to jak mam się do ciebie zwracać?
Usłyszałem
cichy chichot.
- Wolałbym wspaniała.
- OK.
Usiadłem
obok i objąłem go ramieniem. Oparł się o mnie, patrząc przed siebie.
- Jutro wyjeżdżasz?
To pytanie
nie powinno paść. Bardzo polubiłem tego blondyna, był wspaniały, świetnie
spędzało mi się z nim czas, nie chciałem go żegnać, nim w ogóle zdążyliśmy się
dobrze poznać.
- Ja ciebie też.
Dopiero po
chwili mój mózg połapał, że powiedziałem to na głos.
Zacisnąłem
dłoń na tej drobniejszej.
- Wyjedź ze mną! – nagle z tym wyskoczyłem.
W miarę
upływu czasu ten pomysł wydawał mi się coraz lepszy.
- Ha, ha! Co? Gdzie?
Patrzyłem
na ten szeroki uśmiech, wiedząc, że to jest właśnie to.
- Do Warszawy. Mówiłaś, że nie masz tutaj
nikogo bliskiego poza twoją przyjaciółką, ale ona przecież może nas odwiedzać,
to tylko niecała godzina drogi. Nie pracujesz, więc co jeszcze cię tu trzyma?
- Studia? – spytał ze śmiechem.
- Och… No tak… No to ile ci jeszcze zostało?
Kilka miesięcy? Przyjedziesz, jak skończysz.
- Sama do wielkiego miasta? To jest szalone!
- Do mnie, mieszkam sam. Znajdziesz sobie
pracę gdzieś w pobliżu.
- Ale tak nie można! Znam cię ledwo jeden
dzień!
Widząc
radosne ogniki w jego oczach i uroczy uśmiech, trzymałem się nadziei – mam szansę.
- Co nie można? Kto nam zabroni? Naprawdę bardzo
cię lubię, nie wiem skąd to się u mnie wzięło, jeszcze nigdy nie czułem czegoś
takiego. Niby przyjechałem na parę dni, ale gdybym wiedział, że spotkam kogoś
tak wspaniałego jak ty… - Pocałowałem go w rękę, obserwując lekki rumieniec
wstępujący na te blade policzki. – Dlaczego nie?
Zagryzła
dolną wargę, pomalowaną na mocno czerwony kolor. Wyczekiwałem jej odpowiedzi,
jak wyroku. Wyroku na moje serce, które by pękło, gdybym miał się z nim rozstać.
- W sumie… Zgoda.
Pochwyciłem
go w ramiona i uradowany wpiłem w te słodkie usta. Dopiero po chwili się opamiętałem,
ale na szczęście poczułem jak odwzajemnia pieszczotę. Moje szczęście osiągnęło
w tamtym momencie apogeum.
~*~
Objąłem go
ramieniem i obaj patrzyliśmy na drzwi mojego mieszkania. Skromne, dwupokojowe,
ale ile nam potrzeba?
Spojrzałem na
mojego chłopaka z miłością.
Kiedy
wróciłem do stolicy, natychmiast poszukałem nowego mieszkania, wcześniej miałem
kawalerkę, co mi więcej potrzebne? Pół roku później przyjechał Alex i
razem z naszymi bagażami pojechaliśmy do
naszego nowego domu. W międzyczasie dużo razem rozmawialiśmy, a ja utwierdzałem
się w przekonaniu, że wybiegnięcie za nim to moja najlepsza decyzja.
- Na pewno wziąłeś wszystko co potrzebujesz? –
spytał, kiedy przekręciłem klucz w zamku.
Uśmiechnąłem
się do niego. Chwyciłem go mocno i uniosłem parę centymetrów nad ziemią, a
następnie przeniosłem do środka. Pisnął zaskoczony i zaczął się śmiać.
- Teraz tak.
Otworzył usta,
ale zaraz je zamknął zaskoczony.
- Ja ciebie też – odparł, przytulając mnie.
Pocałowałem
go w czubek głowy, ciesząc się jak głupi.
Oh mój.. Jakie to było słodkie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Ireth23
Dziękuję ^^
Usuń