piątek, 30 września 2016

Moja blondyn - one shot.

One shot.
Już od dobrej godziny siedziałem w klubie ze znajomymi, alkohol szumiał mi w głowie.
Wyjechałem dwa lata temu za pracą do Warszawy, ale postanowiłem odwiedzić rodzinę i tak przypadkiem wpadłem na Zochę, Witka oraz Bodzia – moją paczkę z czasów szkolnych. Tak oto trafiłem do Fantazji, chleję trzecie piwo i rozglądam się za fajną laską na jedną noc. Reszta i tak ruszyła w tan, zostawiając mnie samego.
Leniwym wzrokiem przeczesałem otoczenie, ale żadna nie wydawała mi się być wystarczająco dobra. Nagle zobaczyłem ją – w odróżnieniu od reszty, siedziała dumnie przy barze, sącząc spokojnie kolorowego drinka. Miała piękne, brązowe oczy, które podkreśliła ciemnym kolorem, a pełne usta czerwienią. Falowane, złote włosy opadały jej na plecy, smukłe palce trzymały kieliszek, sukienka koloru dojrzałej wiśni odsłaniała jej mlecznobiałe ramiona, zakrywała dalej ręce szerokimi rękawami; cała była dość luźna, nie opinała jej smukłego ciała, jedynie w pasie była przewiązana brązowym rzemykiem. Na nogach miała buty na koturnie. Jeden z nadgarstków ozdabiało kilka złotych bransolet. Nie pasowała tam. To była kobieta, którą można zaprosić do drogiej restauracji, a nie takiego baru.
 - I jak tam, bro? Znalazłeś jakąś foczkę – zagadał Witek.
Kiwnąłem głową w kierunku bogini. Jako jedyna siedziała w tamtym miejscu, więc nie było problemu, żeby ją odróżnić. Parsknął śmiechem i poklepał mnie po plecach.
 - Nie wiedziałem, że gustujesz w takich…
Nie zrozumiałem, ale postanowiłem nie zaprzątać sobie nim głowy. Zamówiłem u barmana jeszcze jednego drinka dla tej damy, wziąłem swoje piwo i uszyłem w stronę blondynki.
 - Ej, ty tak serio??? – usłyszałem za sobą, ale zbyłem go machnięciem ręki.
Usiadłem obok i wyciągnąłem w jej stronę rękę.
 - Kuba.
Spojrzała na mnie zaskoczona, ale po chwili zawahania położyła swoją dłoń na mojej. Pochyliłem się i pocałowałem jej wierzch. Widziałem na jej twarzy delikatne rumieńce oraz wielkie zaskoczenie.
 - Alex.
Jej głos był trochę zbyt gruby jak na delikatny wygląd. Z bliska dostrzegłem, że jej oczy są jakby trochę skośne.
 - Piękne imię, jak jego właścicielka.
 - Dziękuję.
 - Sama przyszłaś?
 - Tak. Przyjaciółka w ostatniej chwili powiedziała, że nie może.
Upiłem łyk chmielowego trunku i uśmiechnąłem się do niej.
 - To ja ci z chęcią dotrzymam towarzystwa.
Ujrzałem jej słodziutki uśmiech.
 - Dobrze. Jesteś stąd? Nie widziałam cię wcześniej.
Uradowany rozsiadłem się wygodniej. Czułem się lepiej, niż gdybym dowiedział się, że wygrałem tysiaka!
 - Nie, mieszkam w Warszawie, ale przyjechałem do rodzinnego miasta w odwiedzinach.
 - Oo… Pan ze stolicy – zażartowała.
 - Ta… Pozwól że spytam: jesteś Polką?
Zaśmiała się, odgarniając złote pasma.
 - Tak. Moja babka jest Japonką, poślubiła Ślązaka, którego poznała na wymianie, ale trochę uroda mi po niej została.
 - To prawda. Piękne oczy.
Skinęła głową, pijąc swojego drinka.
Nawet nie wiem, kiedy minęło kilka godzin, a my przegadaliśmy cały ten czas. Jeszcze z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało; czułem się jakbyśmy się znali od lat. Dowiadywaliśmy się o sobie nawzajem wielu rzeczy, a co dziwniejsze mieliśmy podobny gust w wielu kwestiach, a nawet jeśli się z czymś nie zgadzaliśmy to potrafiła argumentować swoje przekonania w sensowny sposób, a nie – nie bo nie. Była inna od tych wszystkich kobiet, które poznałem. Była na ostatnim roku weterynarii, przeprowadziła się do tego miasta kilka lat temu z powodu problemów osobistych, choć nie zdradziła mi, o co chodzi. Wynajmowała kawalerkę z przyjaciółką, ale tej często nie ma w mieszkaniu, bo ma dziewczynę (oj musiały być gorące…), która większość swojego czasu albo spędza na uczelni albo z tą Weroniką. Uwielbia zwierzęta, sama chciałaby mieć jakieś, ale nie miałby kto się nimi zajmować, kiedy byłaby poza domem. Jest jedynaczką, nie utrzymuje kontaktu z rodziną i tak naprawdę to gdyby nie ta Nikola to byłaby sama. Próbowała być kiedyś wegetarianką, lecz po tygodniu nie wytrzymała i poszła się najeść hamburgerów z podwójnym mięsem. Uwielbia oglądać i czytać romansidła, jednak nie przeszkadza jej to w zamiłowaniu do horrorów typu Piła. Oryginalnie jest szatynką, ale pewnego dnia w wieku szesnastu lat przymierzyła dla jaj blond perukę i bardzo się spodobało dziewczynie, więc następnego dnia poszła do salonu fryzjerskiego i się przefarbowała. Uwielbiała koszykówkę, choć nie potrafiła grać, ale oglądać to czemu nie?
Opowiedziałem jej też o sobie. Równie co mówić, umiała też uważnie słuchać i chyba naprawdę była zainteresowana.
W końcu zauważyłem, że była już pierwsza w nocy. Również zerknęła na telefon.
 - Oj, już późno, zasiedziałam się. Będę się zbierać, dziękuję za miłe towarzystwo.
Nie chciałem się z nią rozstawać. W ostatniej chwili wstałem i przytrzymałem ją.
 - Czym przyjechałaś? – łapałem się ostatniej deski ratunku.
 - Przyszłam na nogach. Mieszkam niedaleko.
 - Jest środek nocy – mówiąc to, płaciłem barmanowi. – Może cię podwiozę, taka dama nie powinna sama chodzić o tej porze.
Lekko się zarumieniła i niezauważalnie skinęła głową.
 - Dobrze.
Położyłem dłoń na dole jej pleców i poprowadziłem w stronę wyjścia. Jak dżentelmen przepuściłem pierwszą, otworzyłem drzwi samochodu. Pojechałem tak jak mnie kierowała i po chwili już stałem przed jej blokiem. Chwyciła swoją torebkę w jedną rękę, a drugą już kładła na klamce.
 - Dziękuję. Do zobaczenia.
Nim się zastanowiłem, obróciłem jej twarz w moją stronę, za podbródek i namiętnie pocałowałem. Z jej ust wyrwało się westchnienie, a po chwili już całowała równie mocno co ja. Czasami próbowała zdominować pieszczotę, co w sumie mi się o dziwo podobało. Taka dama z pazurkiem. Odsunęła się w końcu by zaczerpnąć tchu, a ja z obawą uśmiechnąłem się do niej.
 - Ja ci się naprawdę podobam? – spytała, próbując wyrównać oddech.
Zaskoczony gapiłem się na nią jakby właśnie oznajmiła mi, że wyrosły jej rogi na głowie.
 - Tak… Jak możesz mieć wątpliwości?? Jesteś piękna, a do tego świetnie mi się z tobą rozmawiało.
Smutno się uśmiechnęła.
 - Już dawno nikt mi nie mówił, że jestem ładna, poza moją przyjaciółką, ale to nie to samo.
 - Niemożliwe… Poza tym nie ładna, tylko… jejku dla mnie wyglądasz jak bogini. Zagadałem do ciebie, ale szczerze mówiąc to odbierałaś mi resztki odwagi, bo jak ktoś taki jak ty mógłby zwrócić właśnie na mnie uwagę. Jesteś niesamowita.
Zagryzła dolną wargę, z której już i tak zjadłem całą szminkę.
 - Nie żartujesz sobie ze mnie?
 - Jak mógłbym?
Położyłem dłoń na jej policzku i znowu pocałowałem, tym razem delikatniej, jedynie pieszcząc słodkie usta. Ułożyła wygodniej ręce na mojej szyi, całując coraz mocniej. W końcu uległem i wkradłem się językiem do jej środka. Wahałem się, czy faktycznie próbować ją zaciągnąć do łóżka, bo choć to co mówiłem to prawda, nie jedynie słodkie słówka, była dla mnie kimś wyjątkowym, zakazanym, nie kobietą, którą można się zabawić i zostawić. Jednak za bardzo jej pragnąłem, była gorąca i tylko od pocałunku, byłem twardy. Z trudem odsunąłem się.
 - Alex… - Nie wiedziałem, co powiedzieć.
Z wahaniem spojrzała mi w oczy.
 - Chodź do mnie – wyszeptała, tak że ledwo słyszałem.
Musnąłem ostatni raz jej usta i pobiegłem otworzyć jej drzwi. Wyszła i razem udaliśmy się w stronę pierwszej klatki. Mieszkanie mieściło się na pierwszym piętrze. Wygrzebała z torebki klucze z puchatym brelokiem, weszła do środka, a ja podążyłem za nią. Zamknąłem za sobą drzwi i bez jakiejkolwiek gadki, przyciągnąłem do siebie. Uwielbiałem się z nią całować, to było inne niż z wcześniejszymi kobietami. Popchnąłem ją w stronę... nawet nie wiem gdzie. Okazało się, że trafiliśmy do kuchni. Rozejrzałem się zaskoczony, a blondynka zachichotała cicho. Wzruszyłem ramionami i chwytając ją pod pośladkami, podniosłem i posadziłem na blacie. Zaskoczona pisnęła, ale nie oponowała. Odgarnąłem złote pasma i zacząłem całować jej szyję. Rękami gładziłem boki, jeszcze zakryte przez czerwony materiał. Natomiast ślicznotka słodko mruczała. Kolejny raz przywarłem do jej warg, chwyciłem za biodra, przyciągnąłem jak najbliżej… i zamarłem. Zaskoczony odsunąłem się od niej trochę, a ta przyglądała się mi zdezorientowana.
 - O co chodzi?
Zawahałem się. Podszedłem bliżej, sam nie wiedząc, co to właściwie było. Czułem coś jeszcze, kiedy miałem ją tak blisko. Pokręciłem głową, dając jej do zrozumienia, że to nic takiego i znowu pocałowałem, zwalając tamto na alkohol, wyobraźnie…
Tym razem sunąłem dłońmi po jej udach, coraz wyżej i wyżej…
 - Co jest? – krzyknąłem, kiedy znowu to poczułem.
 - Ale co? – spytała zaskoczona. – Jednak ci się nie podobam to powiedz, a nie…
 - Podobasz, pragnę cię i to bardzo, ale…
 - Jak zwykle… - westchnęła.
 - Co?
 - Nic.
Zeskoczyła z blatu i ściągnęła buty. Rzuciła je w kąt i ruszyła w stronę jakiegoś innego pokoju. Popchnąłem ją na ścianę i znowu mocno pocałowałem, a z jej ust wyrwał się jęk zaskoczenie. No przecież ona jest tak kurewsko pociągająca, co miałoby być nie tak? Uwiesiła ręce na mojej szyi. Musiałem sobie ulżyć – otarłem się o nią… i znowu to coś.
 - O co ci chodzi?! To że mam penisa, aż tak ci przeszkadza, że odskakujesz, jak poparzony?!
 - C-Co masz? – spytałem zdezorientowany. – Jesteś… Kurwa, czy ty jesteś facetem?!
 - Dopiero teraz zauważyłeś?! Chociaż wolałabym, żebyś mówił o mnie jak o kobiecie.
Czułem się… Nawet nie da się tego opisać. To było okropne. Nim się zastanowiłem, co robię, przywaliłem mu w twarz i wyszedłem trzaskając drzwiami.

~*~

 - I jak tam, stary? – spytał Witek. – Udało ci wczoraj ją wyrwać? – Ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
Siedzieliśmy w taniej restauracji, bo mi się nie chciało gotować. Nie chciałem się z nikim widzieć, ale zadzwonił i nie udało mi się znaleźć sensownej wymówki. Jadłem schabowego, zastanawiając się czy ten tępy nóż nie wbić w osobę naprzeciwko.
 - Dlaczego mi nie powiedziałeś? – wycedziłem.
Parsknął śmiechem i oparł się wygodniej.
 - Kiedy się skapnąłeś?
 - Nie twój zasrany interes.
 - A chociaż go wyruchałeś? Ha! Nie no, nie wierzę, jak można? To jest chore. Jak za przeproszeniem facet może się stroić w takie damskie ciuszki? To w ogóle ma jakiegoś…
 - Możesz się zamknąć? – przerwałem mu. – OK, nie twierdzę, że to normalne, nie wiem dlaczego lubi się tak ubierać, ale to chyba jego sprawa, nie? A co do pieprzenia, to on nie jest osobą, z którą można raz się spotkać, zabawić, jego trzeba traktować z najwyższym szacunkiem. Nie masz prawa go obrażać.
 - Bo co? Twoja księżniczka się popłacze? Z resztą już to robi.
 - Co? – Natychmiast się odwróciłem.
Ujrzałem Alka stojącego dwa stoliki dalej. Zakręcił trochę swoje złote włosy, miał na sobie szeroką dołem, czarną sukienkę, białą marynarkę, a na szyi srebrny naszyjnik ze znakiem nieskończoności. Przez ramię miał przewieszoną torebeczkę, Zaciskał rękę na oparciu jednego z krzeseł, a po policzkach płynęły mu stróżki łez. Natychmiast wstałem; nie wiem dlaczego. Odwrócił się i wybiegł. Czułem się winny, serce mi się krajało na widok tych smutnych oczu, oddalającej się szybkim krokiem postaci. Miałem wrażenie, że ktoś położył mi na barkach jakiś bardzo ciężki bagaż, którego nie mogę się pozbyć. Chciałem go przytulić, pocieszyć, zetrzeć te słone krople. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, zawsze to po mnie spływało, kiedy inne cierpiały… tylko że on był wyjątkowy.
Nim się zastanowiłem, co robię, nim zniknął mi z pola widzenia, wybiegłem, zostawiając kolegę zaskoczonego moim zachowaniem, z rachunkiem za obiad. Musiałem go dogonić. Biegłem z przewagą adidasów nad szpilkami. Nie wołałem blondyna, wolałem oszczędzać płuca. W końcu usiadł na ławce w parku i ukrył twarz w dłoniach. Bałem się podejść. Cicho skradałem się do tego biednego, wrażliwego chłopaka. W końcu pokonałem dzielącą nas odległość, przykucnąłem naprzeciwko. Widzieć go w takim stanie to było najgorsze, co mnie spotkało. Przymknąłem powieki, chcąc się zastanowić nad jakąś sensowną wypowiedzią, lecz kiedy je otworzyłem, nadal mając pustkę w głowie, ten już na mnie patrzył. Miał rozmazany makijaż, ciemne oczy patrzyły na mnie spomiędzy smukłych palców.
Otworzyłem usta, ale po chwili z powrotem je zamknąłem. Spuściłem wzrok na chodnik, nie mogąc znieść tego smutnego wzroku. Jego oczy mówiły za dużo.
 - Jestem żałosny. Po co za mną poszedłeś?
 - Chodem bym tego nie nazwał – zaśmiałem się cicho. – Nie mogłem cię zostawić samego… i nie jesteś żałosny, naprawdę.
 - Stroję się i zachowuję jak kobieta, ale jednocześnie nie mam na tyle odwagi, żeby zmienić płeć. Wiem jak ludzie na mnie patrzą, co mówią, kiedy już się dowiedzą o mnie prawdy, a mimo to nie potrafię się uodpornić. Jestem słaby, za bardzo boli mnie to.
 - Nie jesteś. – Chwyciłem go za ręce, odciągając je od pięknej twarzyczki. – Masz na tyle odwagi, żeby być sobą, nie dostosowywać się do innych. Jesteś wyjątkowy, większość tego nie rozumie; przecież jak można w ogóle pomyśleć, żeby zachowywać się nie tak jak każdy? Nie pieprz głupot, kto niby ma prawo ci powiedzieć jaki masz być, a jaki nie? Oni boją się, takich jak ty – wyjątkowych.
Nieśmiało się uśmiechnął, by zaraz parsknąć śmiechem.
 - Boisz się mnie?
Uradowany jego rozbawionym wyrazem twarzy, nim się powstrzymałem, podniosłem się trochę i przytuliłem. Z początku nic nie zrobił, więc nie wiecie jaka to ulga, kiedy w końcu poczułem jak również obejmuje mnie w pasie… Westchnąłem z ulgą i mocniej zacisnąłem ramiona.
 - Nie. Podziwiam. Jesteś wspaniały… wspaniała… tak w ogóle to jak mam się do ciebie zwracać?
Usłyszałem cichy chichot.
 - Wolałbym wspaniała.
 - OK.
Usiadłem obok i objąłem go ramieniem. Oparł się o mnie, patrząc przed siebie.
 - Jutro wyjeżdżasz?
To pytanie nie powinno paść. Bardzo polubiłem tego blondyna, był wspaniały, świetnie spędzało mi się z nim czas, nie chciałem go żegnać, nim w ogóle zdążyliśmy się dobrze poznać.
 - Ja ciebie też.
Dopiero po chwili mój mózg połapał, że powiedziałem to na głos.
Zacisnąłem dłoń na tej drobniejszej.
 - Wyjedź ze mną! – nagle z tym wyskoczyłem.
W miarę upływu czasu ten pomysł wydawał mi się coraz lepszy.
 - Ha, ha! Co? Gdzie?
Patrzyłem na ten szeroki uśmiech, wiedząc, że to jest właśnie to.
 - Do Warszawy. Mówiłaś, że nie masz tutaj nikogo bliskiego poza twoją przyjaciółką, ale ona przecież może nas odwiedzać, to tylko niecała godzina drogi. Nie pracujesz, więc co jeszcze cię tu trzyma?
 - Studia? – spytał ze śmiechem.
 - Och… No tak… No to ile ci jeszcze zostało? Kilka miesięcy? Przyjedziesz, jak skończysz.
 - Sama do wielkiego miasta? To jest szalone!
 - Do mnie, mieszkam sam. Znajdziesz sobie pracę gdzieś w pobliżu.
 - Ale tak nie można! Znam cię ledwo jeden dzień!
Widząc radosne ogniki w jego oczach i uroczy uśmiech, trzymałem się nadziei – mam szansę.
 - Co nie można? Kto nam zabroni? Naprawdę bardzo cię lubię, nie wiem skąd to się u mnie wzięło, jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego. Niby przyjechałem na parę dni, ale gdybym wiedział, że spotkam kogoś tak wspaniałego jak ty… - Pocałowałem go w rękę, obserwując lekki rumieniec wstępujący na te blade policzki. – Dlaczego nie?
Zagryzła dolną wargę, pomalowaną na mocno czerwony kolor. Wyczekiwałem jej odpowiedzi, jak wyroku. Wyroku na moje serce, które by pękło, gdybym miał się z nim rozstać.
 - W sumie… Zgoda.
Pochwyciłem go w ramiona i uradowany wpiłem w te słodkie usta. Dopiero po chwili się opamiętałem, ale na szczęście poczułem jak odwzajemnia pieszczotę. Moje szczęście osiągnęło w tamtym momencie apogeum.

~*~

Objąłem go ramieniem i obaj patrzyliśmy na drzwi mojego mieszkania. Skromne, dwupokojowe, ale ile nam potrzeba?
Spojrzałem na mojego chłopaka z miłością.
Kiedy wróciłem do stolicy, natychmiast poszukałem nowego mieszkania, wcześniej miałem kawalerkę, co mi więcej potrzebne? Pół roku później przyjechał Alex i razem  z naszymi bagażami pojechaliśmy do naszego nowego domu. W międzyczasie dużo razem rozmawialiśmy, a ja utwierdzałem się w przekonaniu, że wybiegnięcie za nim to moja najlepsza decyzja.
 - Na pewno wziąłeś wszystko co potrzebujesz? – spytał, kiedy przekręciłem klucz w zamku.
Uśmiechnąłem się do niego. Chwyciłem go mocno i uniosłem parę centymetrów nad ziemią, a następnie przeniosłem do środka. Pisnął zaskoczony i zaczął się śmiać.
 - Teraz tak.
Otworzył usta, ale zaraz je zamknął zaskoczony.
 - Ja ciebie też – odparł, przytulając mnie.
Pocałowałem go w czubek głowy, ciesząc się jak głupi.

2 komentarze: