wtorek, 13 września 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 25.

Rozdział 25.
Z rana obudził mnie pocałunek mojego chłopaka. Mm… Idealne poranki… A mogą być idealniejsze? Oczywiście! Blondyn usiadł obok, a na moich nogach wylądowała taca z talerzem kanapek oraz dwa kubki herbaty. Położyłem dłoń na jego policzku, przekrzywiając jego głowę w moją stronę i delikatnie całując w usta.
 - Jesteś za idealny – zażartowałem, biorąc pierwszą kromkę.
 - Jak mam takiego chłopaka to nie mogę odstawać. – Puścił mi oczko.
Oparłem się o jego bok.
 - Dlaczego dzisiaj wyjeżdżamy? – jęknąłem.
Mocniej mnie do siebie przyciągnął i musnął delikatnie moją szyję wargami.
 - Przecież jeszcze możemy tu wrócić. Albo w inne miejsce.
 - Mhm… Na Karaiby – zażartowałem.
 - O nie… Znowu Jack Sparrow?
 - On jest zajebisty! – przypomniałem po raz kolejny mojemu niedowiarkowi.
 - Oglądałeś wszystkie części, a do tego po kilka razy i za każdym razem mi to powtarzasz. Bo będę zazdrosny! – wiedziałem, że nie mówi poważnie.
Oblizałem usta, odkładając tacę na bok. Szybko się znalazłem na jego nogach.
 - Na pewno nie robiłbym tak z Johnnym Deppem… - I pocałowałem. 
Natychmiast zdominował pocałunek na co zamruczałem zadowolony. Wolałem kiedy to mój książę przejmował inicjatywę. Szybko przerzucił mnie na materac, samemu znajdując dogodne miejsce pomiędzy moimi nogami i dorywając z powrotem do moich ust. Byłoby idealnie gdyby nie… mój krzyk. Zepchnąłem go z całej siły z siebie i znowu jęknąłem, delikatnie głaszcząc swój bok, który przypadkiem został zadrapany, a spalona skóra nie pozwalała o sobie zapomnieć.
 - Przepraszam – wyszeptał zdyszany.
Podwinął lekko moją bluzkę i zaczął składać delikatne pocałunki na zaczerwienionym miejscu. Całkowicie się odprężyłem i z uśmiechem przyjmowałem pieszczotę.
 - Wiesz, że musimy wstawać? – spytał w końcu.
 - Mhm…
 - I posprzątać po sobie… oraz skosić trawę.
 - Mhm… - powtórzyłem z większym naciskiem. – Chwila… Co? Jaką trawę?
 - Zieloną.  Obiecałem, że zrobię to już za nich skoro pożyczyli nam domek na te kilka dni.
 - Ty to zrobisz. Księżniczka nie może się przemęczać.
 - Księżniczka nie może się przemęczać – powiedzieliśmy niemal równocześnie.
Obaj zaczęliśmy się śmiać.
W końcu zwlokłem się z łóżka i popędziłem w stronę łazienki, żeby się ogarnąć.
Serio nie chciałem wyjeżdżać. Bardzo mi się tam podobało mimo spalenizny, ale to już tylko moja wina, a nie miejsca.
Rzeczywiście prawie nic nie robiłem, tylko siedziałem i obserwowałem mojego chłopaka w samych spodenkach koszącego trawę, wycierającego kurze, zmywającego podłogę. W końcu zlitowałem się nad nim i zwlokłem swoje cztery litery w stronę kuni, gdzie przygotowałem obiad – jajko sadzone. Może i nic wymyślnego, ale nigdy w zasadzie nie gotowałem, więc… Zaniosłem jedzenie na dwór i usiadłem na krzesełku, czekając aż mój Romeo weźmie prysznic.
W końcu również zasiadł przy stole i sięgną po widelec.
 - Zmęczony? – spytałem, dobrze wiedząc jaka będzie odpowiedź – tak.
Podniósł na mnie wzrok, ale zaraz z powrotem skupił się na obiedzie. Najedzony oparł się o oparcie krzesła, ręce położył na brzuchu i westchnął ciężko. 
 - Mam dość.
Stanąłem za nim i położyłem dłonie na ramionach chłopaka.
 - Odpocznij – powiedziałem, ugniatając je.
 - Masaż? – spytał zadowolony.
 - A czemu nie?
Kiedy poczułem, że jest już całkiem rozluźniony, wziąłem naczynia i pozmywałem.
Podobała mi się ta atmosfera. Niby zwyczajnie, można by rzec, że nudno, ale mi to odpowiadało i nie mogłem się doczekać, aż będziemy mieszkać razem. Bez kłótni się nie obejdzie, to fakt (w końcu to ja), lecz my sobie z tym poradzimy. Już sobie wyobrażałem jak siedzę w domu z dużym psem, na przykład ostatnio mi się podobają dogi argentyńskie, czekając na Łukasza, który wróci z pracy, razem zjemy kolację, pogadamy… a może i jakoś inaczej spędzimy czas… W zasadzie to jeszcze nie uprawialiśmy seksu. Nie wiem czemu, po prostu żadnemu z nas się do tego nie śpieszyło. Przecież dobrze jest tak jak jest… Chociaż jakby chłopak chciał…
 - Nad czym się tak rozwodzisz? – Poczułem jak silne ramiona oplatają mnie w pasie.
 - Wyobrażam sobie jakby to było gdybyśmy zamieszkali razem… - Oparłem się wygonie o jego pierś. – Fajnie będzie. Musi – zaznaczyłem.
 - Oczywiście. Tylko najpierw trzeba mieć gdzie i za co.
 - Przecież wiem. Mamy jeszcze całe życie przed sobą.
 - Kocham cię – wyszeptał w moje włosy.
 - Ja ciebie też. – Po chwili zastanowienia spytałem: - Dlaczego nigdy nie mówisz tego głośno?
 - Bo tak jest lepiej. Przeszkadza ci to?
Pokręciłem przecząco głową, patrząc na oszukańcze motyle. Dlaczego oszukańcze? Bo wabią swoimi kolorowymi skrzydłami, a z bliska są ohydne. Biedronki tak samo. Już takie pająki, czy żuki są o tyle lepsze, że od razu stawiają sprawę jasno – jestem brzydki.
 - Musimy jechać. Spakowany?
 - Już lecę. – Odwróciłem się i krótko go pocałowałem. – Cieszę się, że mnie tu zabrałeś.
 - Ja też.
Pobiegłem do pokoju spakować walizkę, już tęskniąc za tym miejscem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz