Rozdział
28.
Chyba
straciłem na chwilę przytomność. Nie pamiętam momentu, kiedy znowu leżałem na
łóżku, kiedy mój nadgarstek został owinięty jakąś szarą szmatą, kiedy czerwona
miska z wodą została przyniesiona do pokoju.
Zaraz po
moim obudzeniu się, ujrzałem Łukasza bez koszulki niosącego wodę utlenioną i
bandaż. Usiadł obok mnie, nie patrząc mi w oczy. Zdjął, jak się okazało swoją
bluzkę z mojej ręki. Była brudna od krwi. Ujrzałem trzy brzydkie przecięcia na
przegubie, z których już tak nie kapała posoka. Obmył mi rany, polał środkiem
dezynfekującym na co się skrzywiłem z bólu, a następnie przyłożył opatrunek i
owinął to bandażem. Obserwowałem wszystko co robił. Oparł łokcie o kolana, a
twarz schował w dłoniach. Widziałem jak targa sobie blond grzywkę, mięśnie
pleców są maksymalnie napięte. Był zły. Baaardzo zły. Po chwili wstał, zabrał
wszystko co tu przytargał i wyszedł.
Nie miałem
siły się podnieść, czułem się jakbym był wypruty, a później znowu zszyty. Nawet
ręki nie poprawiłem, choć mi ścierpła z niewygodnej pozycji.
Drzwi się
otworzyły, a w nich stał mój chłopak. Miał ze sobą kubeł na śmieci. Wszystkie
resztki lustra wylądowały w nim, wyniósł to gdzieś i zaraz wrócił po ramę z
przyczepionymi do niej odłamkami. Również zniknęła z mojego królestwa. Nikt się
nie odzywał, ta cisza bolała. Chyba wolałem, żeby mnie wyzywał, byle tylko coś
mówił. Mógł też puścić muzykę. O! Dobry pomysł! Sięgnąłem pod poduszkę i
wyciągnąłem komórkę. Wybrałem ulubioną piosenkę. Po chwili z nudów zacząłem
śpiewać wraz z wokalistą, strasznie fałszując:
- I feel
stupid and contagious, here we are now, entertain us a mulatto, an Albino, a
mosquito, my libido, yeah!*
W
międzyczasie przyszedł mój blondyn. Przy kolejnym Hello z mojej strony zerwał się z podłogi, na której siedział i
wyrwał mi telefon. Wyłączył piosenkę, mnie nie musiał – zamknąłem się, kiedy
tylko widziałem jak wstaje.
- Co ci tak śpieszno na tamten świat?!
Zmarszczyłem
brwi i chwyciłem się za głowę.
- Głowa mnie boli.
Kłamstwo.
Kolejne kłamstwo. Cudownie.
Natychmiast
się uspokoił i przycupnął obok. Pogłaskał mnie po włosach, a ja miałem wyrzuty
sumienia, bo znowu się o mnie martwił.
- Przepraszam. Tak się martwiłem, dlaczego to
zrobiłeś? Masz szczęście, że rany były płytkie i mi w końcu udało się wejść do
środka. Nie rób mi tego nigdy więcej.
- Wybacz. Po prostu miałem dość. Nie myślałem
logicznie.
- Jesteś taki chudy… Dlaczego jeszcze bardziej
się głodzisz, oszukujesz…? Najgorsze jednak było to co teraz zrobiłeś.
- Nie mówmy teraz o tym. Chce mi się spać.
Bez słowa
położył się obok i zagarnął mnie w swoje ramiona. Poczułem delikatny pocałunek
na ramieniu. W końcu mogłem bez problemów zasnąć.
Obudziłem
się i pierwsze co to zacząłem płakać. Nie wiem czemu. Po prostu tak mnie
naszło. Leżałem na łyżeczkę z ukochanym, więc bardziej przysunąłem się do
niego, choć przez to jedynie przesunąłem go, przy okazji budząc.
- Co jest? – spytał zaspanym głosem.
Zastygłem.
Nie chciałem, żeby zauważył moje łzy, które nie chciały przestać płynąć. Na
szczęście jedynie mocniej mnie przytulił jak misia i wrócił do krainy snów.
Moim ciałem
wstrząsnęły kolejne salwy szlochu. Zagryzłem pięść, ale niewiele to dało.
Dusiłem się gulą utkwioną w moim gardle.
Nagle
usłyszałem pukanie. Zamilkłem. Kątem oka widziałem, jak się otwierają, a Marcin
zagląda do środka. Uśmiechnął się niczego nieświadomy i zamknął drzwi.
Chciałem
krzyczeć. Tak po prostu wydzierać się do niczego i na nic. Zamiast tego
leżałem, czując jak słaby jestem. Sądziłem, że jestem silniejszy, ale nie
potrafiłem istnieć. Wszystko prędzej, czy później musiałem spierdolić. Serce
bolało mnie i w przenośni i prawdziwie. Dlaczego życie nie może być prostsze?
Dlaczego wszystko sobie utrudniam? Dlaczego wszystko niszczę? Dlaczego jestem?
Wstałem,
uważając, żeby nie obudzić Łukasza. Sięgnąłem po sweter z rozciągniętymi
rękawami, czarne rurki i bieliznę. Nawet nie wiecie jak się cieszyłem, że
tamtego dnia było chłodniej…
Wszedłem do
wanny, obandażowaną rękę trzymając nad powierzchnią wody. Moczyłem się długo,
aż skóra nie zaczęła mi się marszczyć. Wytarłem się puchowym ręcznikiem,
ubrałem i stanąłem przed lustrem. Patrzyłem na bladego, wymizerowanego chłopaka
z podkrążonymi oczami. Związałem wysoko włosy w kucyk, nałożyłem podkład, którego
używałem rzadko, ale to była wyjątkowa sytuacja, podkreśliłem oczy czarnym
kolorem, a na koniec wypuściłem pasmo ciemnych włosów, żeby spokojnie opadło na
mól lewy policzek. W miarę zadowolony, wyszedłem, naciągając bardziej rękawy.
Jak się
okazało, Łukasz już nie spał, tylko siedział na łóżku oparty o ścianę, patrząc
na mnie smutnym wzrokiem. Podszedłem do niego, usiadłem na wyprostowanych
nogach i zwyczajnie mocno przytuliłem.
- Przepraszam. Bardzo cię przepraszam. Nie
wiem, co mi odbiło, po prostu kiedy pomyślałem, że mógłbym cię stracić… Byłem
zrozpaczony, wściekły i… chyba zwyczajnie się poddałem.
Ujął moją
twarz w dłonie i pogłaskał kciukiem po policzku. Po chwili wahania pocałował
mnie. Nic nie mówił, tylko czule całował, a wszystkie troski odchodziły na tą
krótką chwilę.
- Obiecaj mi, że nigdy więcej tego nie
zrobisz. Obiecaj mi, że nie będziesz się już głodził. Obiecaj mi, że zawsze
będziesz ze mną.
Wtuliłem
twarz w zagłębienie w jego szyi, czując jak głaska mnie po plecach.
- Obiecuję.
*Nirvana - Smells Like Teen Spirit.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz