Rozdział
21.
Zająłem
miejsce przy barze i obserwowałem jak mój chłopak ze zręcznością godną mistrza
miesza drinka. Po chwili wylądował przede mną niebieskawy płyn z wetkniętym w
szkło plasterkiem cytryny. Upiłem łyk i nieznacznie się skrzywiłem.
- Mocny.
- Nie za bardzo?
- Nie, nie. Kiedy ty się tego nauczyłeś? –
wykonałem nieokreślony ruch ręką w stronę blondyna, właśnie przygotowującego
kolejny.
Podrzucił
po raz ostatni shaker i wylał jego zawartość do naczynia. Dodał kolorowe coś i
podał z uśmiechem jakiejś dziewczynie.
Wytarł blat
i widząc, że ma trochę spokoju, oparł się łokciami w moją stronę.
- Czasami z nudów trenowałem, a ludziom chyba
się podoba, no to trochę gwiazdorze.
- Czemu nigdy mi nie pokazałeś? – spytałem z
pretensją.
Zaśmiał się
i wzruszył ramionami.
Zaraz
musiał znowu obsłużyć kogoś, więc ja w tym czasie zacząłem obserwować
otaczających mnie ludzi. Również z chęcią poszedłbym na parkiet, lubiłem
tańczyć, ale czułbym się trochę samotnie, wolałem z kimś.
Nagle ni z
tego ni z owego pojawiła się obok mnie Elka.
- Co ty tu jeszcze robisz? – wysyczała mi do
ucha.
- Słonko, zasłaniasz mi widok na te
beztalencia taneczne. Zdecydowanie wolę oglądać ich niż ciebie.
- Wyjdź stąd teraz albo mnie popamiętasz.
- Co mi zrobisz? Podrapiesz tipsami?
Coś tam
odpowiedziała, ale muzyka skutecznie ją zagłuszyła. Machnąłem tylko na nią ręką
jakbym odganiał natrętną muchę i skupiłem wzrok na Łukaszu, który był zbyt
zajęty, żeby podejść. Trudno.
- Ej, ty! – Poczułem na ramieniu czyjąś dłoń.
Przeniosłem
wzrok na jej właściciela i odkryłem zaskoczony, iż był nią ochroniarz.
- Słucham? – wolałem być mimo wszystko miły i
kulturalny, nie chciałem przypadkiem go zdenerwować i wylecieć. Perspektywa
obserwowania pewnego boskiego blondyna, który w dodatku był mój, była o wiele
lepsza.
- Znasz tą panią? – wskazał na kolorowowłosą
sukę.
Był… Zbyt
kulturalny. Nie pasował do stereotypowego ochroniarza.
- Chyba tutaj pracuje. A o co chodzi?
- Podobno się do niej przystawiałeś.
- Jejku, nie cackaj się z nim tylko wywal –
wtrąciło się babsko.
- Nie jest w moim guście. Coś jeszcze? – moja
cierpliwość się kończyła, ale nie chciałem dać jej tej satysfakcji.
- Ela mówi coś innego… - coś mi mówiło, że jej
nie wierzy.
- Płeć nie ta, charakter nie ten… no i mam
kogoś.
- Jesteś ciotą? – spytał zaskoczony.
- Chyba za to mnie nie możecie wywalić? – może
i miałem bardziej cierpki głos niż chciałem, ale…
- Zamknij się pedale i wypierdalaj stąd –
wysyczała.
Liczyłem, że
goryl coś powie, lecz ten chyba nie usłyszał. Rozglądał się jakby nie wiedział
co zrobić.
- Cześć, Łysy, o co chodzi? – pojawił się
Łukasz jak rycerz na białym koniu.
- Znasz go? – wskazał na mnie.
- Boże… Krzysiek, co znowu zrobiłeś?
- Znowu? – oburzyłem się. Mimo wszystko
zachciało mi się śmiać, więc schowałem uśmiech za kieliszkiem z resztkami
drinka.
- Czy on jest… gejem? – ostatnie słowo jakby
nie chciało wyjść z ust tego mięśniaka.
- Tak, ale nie rozumiem związku.
To babsko
poczerwieniało ze złości i tupnęło nogą jak małe dziecko. Widząc, z każdy się
patrzy na nią jak ja ułomną, odeszła z dumnie uniesiona głową.
- O co…
- Nic – przerwałem swojemu ukochanemu.
Zaraz
musiał wracać do roboty, a ja zostałem z gorylem.
- Serio jesteś… no wiesz – spytał, siadając
obok.
- No – mruknąłem już nie siląc się na bycie
miłym. – Przeszkadza ci?
- Nie, nie… Po prostu geje i lesby raczej
rzadko się do tego przyznają.
- Taki ze mnie fenomen – zakpiłem i odwróciłem
się w stronę parkietu, jasno dając mu do zrozumienia, że rozmowa skończona.
Poklepał
mnie po udzie i wstał.
- Trzymaj się.
Odszedł, a
ja pokazałem mu środkowy palec… z tym, że akurat zdążył się odwrócić.
Natychmiast opuściłem rękę, a tamten tylko zaczął się śmiać. Co za ulga…
Zostałem
tam jeszcze godzinę, ale powoli zaczynało mi się nudzić, bo Łukasz i tak był
zajęty, więc zamówiłem taksówkę i zwinąłem się do domu. Następnego dnia
pojedzie się po samochód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz