piątek, 9 września 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 21.

Rozdział 21.
Zająłem miejsce przy barze i obserwowałem jak mój chłopak ze zręcznością godną mistrza miesza drinka. Po chwili wylądował przede mną niebieskawy płyn z wetkniętym w szkło plasterkiem cytryny. Upiłem łyk i nieznacznie się skrzywiłem.
 - Mocny.
 - Nie za bardzo?
 - Nie, nie. Kiedy ty się tego nauczyłeś? – wykonałem nieokreślony ruch ręką w stronę blondyna, właśnie przygotowującego kolejny.
Podrzucił po raz ostatni shaker i wylał jego zawartość do naczynia. Dodał kolorowe coś i podał z uśmiechem jakiejś dziewczynie.
Wytarł blat i widząc, że ma trochę spokoju, oparł się łokciami w moją stronę.
 - Czasami z nudów trenowałem, a ludziom chyba się podoba, no to trochę gwiazdorze.
 - Czemu nigdy mi nie pokazałeś? – spytałem z pretensją.
Zaśmiał się i wzruszył ramionami.
Zaraz musiał znowu obsłużyć kogoś, więc ja w tym czasie zacząłem obserwować otaczających mnie ludzi. Również z chęcią poszedłbym na parkiet, lubiłem tańczyć, ale czułbym się trochę samotnie, wolałem z kimś.
Nagle ni z tego ni z owego pojawiła się obok mnie Elka.
 - Co ty tu jeszcze robisz? – wysyczała mi do ucha.
 - Słonko, zasłaniasz mi widok na te beztalencia taneczne. Zdecydowanie wolę oglądać ich niż ciebie.
 - Wyjdź stąd teraz albo mnie popamiętasz.
 - Co mi zrobisz? Podrapiesz tipsami?
Coś tam odpowiedziała, ale muzyka skutecznie ją zagłuszyła. Machnąłem tylko na nią ręką jakbym odganiał natrętną muchę i skupiłem wzrok na Łukaszu, który był zbyt zajęty, żeby podejść. Trudno.
 - Ej, ty! – Poczułem na ramieniu czyjąś dłoń.
Przeniosłem wzrok na jej właściciela i odkryłem zaskoczony, iż był nią ochroniarz.
 - Słucham? – wolałem być mimo wszystko miły i kulturalny, nie chciałem przypadkiem go zdenerwować i wylecieć. Perspektywa obserwowania pewnego boskiego blondyna, który w dodatku był mój, była o wiele lepsza.
 - Znasz tą panią? – wskazał na kolorowowłosą sukę.
Był… Zbyt kulturalny. Nie pasował do stereotypowego ochroniarza.
 - Chyba tutaj pracuje. A o co chodzi?
 - Podobno się do niej przystawiałeś.
 - Jejku, nie cackaj się z nim tylko wywal – wtrąciło się babsko.
 - Nie jest w moim guście. Coś jeszcze? – moja cierpliwość się kończyła, ale nie chciałem dać jej tej satysfakcji.
 - Ela mówi coś innego… - coś mi mówiło, że jej nie wierzy.
 - Płeć nie ta, charakter nie ten… no i mam kogoś.  
 - Jesteś ciotą? – spytał zaskoczony.
 - Chyba za to mnie nie możecie wywalić? – może i miałem bardziej cierpki głos niż chciałem, ale…
 - Zamknij się pedale i wypierdalaj stąd – wysyczała.
Liczyłem, że goryl coś powie, lecz ten chyba nie usłyszał. Rozglądał się jakby nie wiedział co zrobić.
 - Cześć, Łysy, o co chodzi? – pojawił się Łukasz jak rycerz na białym koniu.
 - Znasz go? – wskazał na mnie.
 - Boże… Krzysiek, co znowu zrobiłeś?
 - Znowu? – oburzyłem się. Mimo wszystko zachciało mi się śmiać, więc schowałem uśmiech za kieliszkiem z resztkami drinka.
 - Czy on jest… gejem? – ostatnie słowo jakby nie chciało wyjść z ust tego mięśniaka.
 - Tak, ale nie rozumiem związku.
To babsko poczerwieniało ze złości i tupnęło nogą jak małe dziecko. Widząc, z każdy się patrzy na nią jak ja ułomną, odeszła z dumnie uniesiona głową.
 - O co…
 - Nic – przerwałem swojemu ukochanemu.
Zaraz musiał wracać do roboty, a ja zostałem z gorylem.
 - Serio jesteś… no wiesz – spytał, siadając obok.
 - No – mruknąłem już nie siląc się na bycie miłym. – Przeszkadza ci? 
 - Nie, nie… Po prostu geje i lesby raczej rzadko się do tego przyznają.
 - Taki ze mnie fenomen – zakpiłem i odwróciłem się w stronę parkietu, jasno dając mu do zrozumienia, że rozmowa skończona.
Poklepał mnie po udzie i wstał.
 - Trzymaj się.
Odszedł, a ja pokazałem mu środkowy palec… z tym, że akurat zdążył się odwrócić. Natychmiast opuściłem rękę, a tamten tylko zaczął się śmiać.  Co za ulga…
Zostałem tam jeszcze godzinę, ale powoli zaczynało mi się nudzić, bo Łukasz i tak był zajęty, więc zamówiłem taksówkę i zwinąłem się do domu. Następnego dnia pojedzie się po samochód.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz