Rozdział
19.
Obudziłem
się we własnym łóżku. Podniosłem się na łokciach i jak zawsze pierwsze co to
spojrzałem na swoje odbicie… z tym, że lustra już nie było. Zmarszczyłem brwi,
analizując wczorajszy dzień. Dopiero po chwili mój mózg dokopał się do tamtych
godzin. Na dywanie nie było już resztek, więc Marcin musiał posprzątać to za
mnie. Opadłem z powrotem na poduszki. Chciałem płakać, moje oczy próbowały
wbrew moim oczekiwaniom wytworzyć kolejne łzy, ale już chyba cały zapas został
wykorzystany. Przynajmniej nie będę miał podkrążonych oczu i czerwonych plam na
twarzy. Ubrałem się, w łazience rozczesałem włosy, pomalowałem, umyłem zęby i
wypruty zszedłem na parter. W kuchni stał… nigdy nie wiedziałem jak go nazywać
i chyba nigdy nie wymyślę. W każdym razie to była jedyna osoba, która nigdzie
nie wyjechała, więc chyba łatwo można się domyśleć o kogo chodzi.
- Wyspany? – spytał, trzymając w rękach kubek
Marka w oczojebnym zielonym kolorze. Od kiedy jego narzeczony wyjechał, tylko w
tym pił.
Wzruszyłem
ramionami i oparłem się biodrami o póki. Upił kolejny łyk kawy i uśmiechnął się
pocieszająco.
- Sorry za tamto – wyszeptałem.
Parsknął
śmiechem, ale zaraz się opamiętał.
- Ty przepraszający to naprawdę niecodzienny
widok. Wybacz.
Skinąłem
głową, postanawiając sobie też ją zrobić, choć na ogół piję sok albo wodę, ale
tamtego dnia potrzebowałem czegoś na pobudzenie. Zagryzłem wargę i spojrzałem
na niego, dobrze wiedząc jaka będzie odpowiedź.
- Wczoraj zasnąłem w wannie i mnie z niej
przeniosłeś do łóżka, prawda?
- Nie wychodziłeś od prawie godziny, nie
odpowiadałeś, musiałem sprawdzić, czy nic ci nie jest. Masz bardzo twardy sen,
skoro waliłem pięściami, później potrząsałem tobą, żebyś się obudził, a ty nic.
Wybacz, ale nie mogłem cię tam zostawić.
- Nie, spoko. Nie wyobrażam sobie jakby
wyglądała moja skóra gdybym przeleżał w wodzie tyle godzin – zaśmiałem się
słabo. – A lustro…?
- Wywaliłem. Chyba nie potrzebujesz takiego,
nie?
Pokręciłem
głową i zalałem wrzątkiem kawę.
- To mogę się wreszcie dowiedzieć, o co chodzi?
Wiedziałem,
że prędzej, czy później spyta, choć liczyłem na później.
- Rozstałem się z Łukaszem.
Co jak co,
ale takie zaskoczenie bywa rzadko widoczne.
- Dlaczego?
Przymknąłem
powieki, zaciskając dłonie na blacie. Poczułem dużą dłoń na moim ramieniu.
Uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością.
- Nie pasujemy do siebie. On jest wspaniały,
zasługuje na kogoś lepszego ode mnie. Nie mogę mu zmarnować życia. Powinien
poznać jakąś śliczną, miłą dziewczynę, może później ożenić się z nią i mieć
gromadkę dzieci. Byłby cudownym mężem i ojcem… - westchnąłem.
- Jesteś wspaniałym chłopakiem…
- No właśnie. Chłopakiem. Już nie będzie
musiał się mnie wstydzić. Same korzyści. Przecież kiedyś mi przejdzie, prawda?
Przecież jeśli nie będę się z nim widywał to… - urwałem. Spojrzałem na niego z
bólem. Cieszyłem się, że mimo tylu lat nadal kochał Marka i w końcu byli razem,
ale to tylko jeszcze bardziej dołowało. Co
jeśli ja również nie przestanę?
- Powiedz mi wszystko. Skąd ten pomysł?
Przytulił
mnie, a ja znowu zacząłem się uspokajać. Był wspaniałym facetem.
- Ja to widzę. Zawsze jak gdzieś wychodzimy to
nagle staję się jego przyjacielem, nikim więcej. Z resztą w mieszkaniu też sam
muszę cokolwiek zainicjować, bo inaczej nawet przytulić by mnie sam z siebie nie
chciał. Czasami mam wrażenie, że on jest ze mną tylko z litości. Poza tym on
jest miły, cierpliwy, dobry, troskliwy… Ja jestem tylko hałaśliwym, lubiącym
dokuczać innym, niezbyt przystojnym CHŁOPAKIEM.
Odsunął
mnie od siebie i spojrzał w oczy.
- Może i masz trudny charakter, ale przecież
by się z tobą nie zadawał, gdyby nie chciał, nawet zanim byliście parą. A co to
wyglądu… Serio? Błagam cię, ile ty sterczysz przed lustrem, uważasz, żeby nie
przytyć chociażby kilogram, dbasz o siebie, a nawet bez tego jesteś przystojny.
Naprawdę. Skąd pomysł, że tak nie jest.
Wzruszyłem
ramionami.
- Nie wiem, może oczy mi to powiedziały? –
spytałem ironicznie.
Nie
chciałem być niemiły, ale już taki jestem. Dlatego Łukasz powinien znaleźć
sobie kogoś lepszego.
- Pójdę do siebie. – Zawahałem się. – Tylko
nie zrób mu nic – zażartowałem słabym głosem, przez co mogło to wyglądać
dziwnie. – To naprawdę nie jego wina.
W pokoju od
razu padłem na łóżko, zakopałem się pod kołdrę i płakałem tak długo, aż z
wycieczenia zasnąłem. Rzadko mi się to zdarza, ale każdy czasami pęka.
Obudziło
mnie dzwonienie telefonu. Wydawało mi się, że go wyłączyłem, ale najwyraźniej
albo coś mi się pomyliło albo Marcin z niewiadomych przyczyn włączył. Wykopałem
się spod kołdry, czując, że jestem cały przepocony i podszedłem do biurka.
Szybka była w dolnym lewym rogu pęknięta, ale tak to nadal działał. Niestety.
Ponieważ to Łukasz się do mnie dobijał. Odrzuciłem połączenie, a na ekranie
zobaczyłem jedenaście nieprzeczytanych wiadomości od niego.
Od Łukasz <33: CO SIĘ STAŁO?????
Od Łukasz <33: HALO!
Od Łukasz <33: Co zrobiłem nie tak??!
Od Łukasz <33: Porozmawiajmy
Od Łukasz <33: Proszę! Kocham cię!
Od Łukasz <33: Odezwij się
Od Łukasz <33: Powiedz mi o co chodzi!
Od Łukasz <33: Nie możesz! Błagam przecież na pewno
da się wszystko wyjaśnić o cokolwiek ci chodzi
Od Łukasz <33: Bd pisać póki nie wyjaśnisz
Od Łukasz <33: Co zrobiłem nie tak????
Od Łukasz <33: :”(
Od Łukasz <33: Kocham cię. Dlaczego chcesz mnie
zostawić… :(((((
Serce mi
się krajało, czytając te wiadomości. Wiedziałem, iż to dla jego dobra, ale mimo
to chciałem pobiec tam, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
Znowu
zadzwonił.
ODRZUĆ.
Do Łukasz <33: Nie dzwoń.
Do Łukasz <33: Tak będzie lepiej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz