środa, 7 września 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 19.

Rozdział 19.
Obudziłem się we własnym łóżku. Podniosłem się na łokciach i jak zawsze pierwsze co to spojrzałem na swoje odbicie… z tym, że lustra już nie było. Zmarszczyłem brwi, analizując wczorajszy dzień. Dopiero po chwili mój mózg dokopał się do tamtych godzin. Na dywanie nie było już resztek, więc Marcin musiał posprzątać to za mnie. Opadłem z powrotem na poduszki. Chciałem płakać, moje oczy próbowały wbrew moim oczekiwaniom wytworzyć kolejne łzy, ale już chyba cały zapas został wykorzystany. Przynajmniej nie będę miał podkrążonych oczu i czerwonych plam na twarzy. Ubrałem się, w łazience rozczesałem włosy, pomalowałem, umyłem zęby i wypruty zszedłem na parter. W kuchni stał… nigdy nie wiedziałem jak go nazywać i chyba nigdy nie wymyślę. W każdym razie to była jedyna osoba, która nigdzie nie wyjechała, więc chyba łatwo można się domyśleć o kogo chodzi.
 - Wyspany? – spytał, trzymając w rękach kubek Marka w oczojebnym zielonym kolorze. Od kiedy jego narzeczony wyjechał, tylko w tym pił.
Wzruszyłem ramionami i oparłem się biodrami o póki. Upił kolejny łyk kawy i uśmiechnął się pocieszająco.
 - Sorry za tamto – wyszeptałem.
Parsknął śmiechem, ale zaraz się opamiętał.
 - Ty przepraszający to naprawdę niecodzienny widok. Wybacz.
Skinąłem głową, postanawiając sobie też ją zrobić, choć na ogół piję sok albo wodę, ale tamtego dnia potrzebowałem czegoś na pobudzenie. Zagryzłem wargę i spojrzałem na niego, dobrze wiedząc jaka będzie odpowiedź.
 - Wczoraj zasnąłem w wannie i mnie z niej przeniosłeś do łóżka, prawda?
 - Nie wychodziłeś od prawie godziny, nie odpowiadałeś, musiałem sprawdzić, czy nic ci nie jest. Masz bardzo twardy sen, skoro waliłem pięściami, później potrząsałem tobą, żebyś się obudził, a ty nic. Wybacz, ale nie mogłem cię tam zostawić.
 - Nie, spoko. Nie wyobrażam sobie jakby wyglądała moja skóra gdybym przeleżał w wodzie tyle godzin – zaśmiałem się słabo. – A lustro…?
 - Wywaliłem. Chyba nie potrzebujesz takiego, nie?
Pokręciłem głową i zalałem wrzątkiem kawę.
 - To mogę się wreszcie dowiedzieć, o co chodzi?
Wiedziałem, że prędzej, czy później spyta, choć liczyłem na później.
 - Rozstałem się z Łukaszem.
Co jak co, ale takie zaskoczenie bywa rzadko widoczne.
 - Dlaczego?
Przymknąłem powieki, zaciskając dłonie na blacie. Poczułem dużą dłoń na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością.
 - Nie pasujemy do siebie. On jest wspaniały, zasługuje na kogoś lepszego ode mnie. Nie mogę mu zmarnować życia. Powinien poznać jakąś śliczną, miłą dziewczynę, może później ożenić się z nią i mieć gromadkę dzieci. Byłby cudownym mężem i ojcem… - westchnąłem.
 - Jesteś wspaniałym chłopakiem…
 - No właśnie. Chłopakiem. Już nie będzie musiał się mnie wstydzić. Same korzyści. Przecież kiedyś mi przejdzie, prawda? Przecież jeśli nie będę się z nim widywał to… - urwałem. Spojrzałem na niego z bólem. Cieszyłem się, że mimo tylu lat nadal kochał Marka i w końcu byli razem, ale to tylko jeszcze bardziej dołowało. Co jeśli ja również nie przestanę?
 - Powiedz mi wszystko. Skąd ten pomysł?
Przytulił mnie, a ja znowu zacząłem się uspokajać. Był wspaniałym facetem.
 - Ja to widzę. Zawsze jak gdzieś wychodzimy to nagle staję się jego przyjacielem, nikim więcej. Z resztą w mieszkaniu też sam muszę cokolwiek zainicjować, bo inaczej nawet przytulić by mnie sam z siebie nie chciał. Czasami mam wrażenie, że on jest ze mną tylko z litości. Poza tym on jest miły, cierpliwy, dobry, troskliwy… Ja jestem tylko hałaśliwym, lubiącym dokuczać innym, niezbyt przystojnym CHŁOPAKIEM.
Odsunął mnie od siebie i spojrzał w oczy.
 - Może i masz trudny charakter, ale przecież by się z tobą nie zadawał, gdyby nie chciał, nawet zanim byliście parą. A co to wyglądu… Serio? Błagam cię, ile ty sterczysz przed lustrem, uważasz, żeby nie przytyć chociażby kilogram, dbasz o siebie, a nawet bez tego jesteś przystojny. Naprawdę. Skąd pomysł, że tak nie jest.
Wzruszyłem ramionami.
 - Nie wiem, może oczy mi to powiedziały? – spytałem ironicznie.
Nie chciałem być niemiły, ale już taki jestem. Dlatego Łukasz powinien znaleźć sobie kogoś lepszego.
 - Pójdę do siebie. – Zawahałem się. – Tylko nie zrób mu nic – zażartowałem słabym głosem, przez co mogło to wyglądać dziwnie. – To naprawdę nie jego wina.
W pokoju od razu padłem na łóżko, zakopałem się pod kołdrę i płakałem tak długo, aż z wycieczenia zasnąłem. Rzadko mi się to zdarza, ale każdy czasami pęka.

Obudziło mnie dzwonienie telefonu. Wydawało mi się, że go wyłączyłem, ale najwyraźniej albo coś mi się pomyliło albo Marcin z niewiadomych przyczyn włączył. Wykopałem się spod kołdry, czując, że jestem cały przepocony i podszedłem do biurka. Szybka była w dolnym lewym rogu pęknięta, ale tak to nadal działał. Niestety. Ponieważ to Łukasz się do mnie dobijał. Odrzuciłem połączenie, a na ekranie zobaczyłem jedenaście nieprzeczytanych wiadomości od niego.

Od Łukasz <33: CO SIĘ STAŁO?????

Od Łukasz <33: HALO!

Od Łukasz <33: Co zrobiłem nie tak??!

Od Łukasz <33: Porozmawiajmy

Od Łukasz <33: Proszę! Kocham cię!

Od Łukasz <33: Odezwij się

Od Łukasz <33: Powiedz mi o co chodzi!

Od Łukasz <33: Nie możesz! Błagam przecież na pewno da się wszystko wyjaśnić o cokolwiek ci chodzi

Od Łukasz <33: Bd pisać póki nie wyjaśnisz

Od Łukasz <33: Co zrobiłem nie tak????

Od Łukasz <33: :”(

Od Łukasz <33: Kocham cię. Dlaczego chcesz mnie zostawić… :(((((

Serce mi się krajało, czytając te wiadomości. Wiedziałem, iż to dla jego dobra, ale mimo to chciałem pobiec tam, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
Znowu zadzwonił.
ODRZUĆ.

Do Łukasz <33: Nie dzwoń.

Do Łukasz <33: Tak będzie lepiej


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz