piątek, 9 września 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 22.

Rozdział 22.
Kilka tygodni później…
Przechodziłem koło pokoju Marcina, kiedy usłyszałem również głos Marka. W sumie to dawno nie rozmawialiśmy razem, więc pomyślałem, że też zajrzę.
 ~ A jak tam w domu? Wszyscy żyją?
 - Tak, tak… Wiki już wróciła rozanielona, bo poznała na obozie jakiegoś Japończyka, a Kuba nie może się doczekać szkoły… Za niedługo zmieni zdanie – zaśmiał się.
 ~ Oj zmieni, zmieni… Chciałbym już tam do was wrócić. Brakuje mi tych porannych kłótni, łóżko jest takie puste… i nie tylko. – Puścił oczko.
Powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem, kiedy brunet jęknął załamany.
 - To ty tęsknisz za mną, czy za moim…
Nasza mamusia machnęła ręką na odczep się, ale po chwili wysłała buziaka w stronę narzeczonego.
 ~  Za CAŁYM tobą. Nie sądziłem, że te kilka miesięcy będzie aż takie trudne.
Postanowiłem im jednak nie przeszkadzać i wycofałem się, słysząc jak Marcin pociesza swoją księżniczkę, że jeszcze trochę, a póki co to powinien się skupić na koncertowaniu.
Zszedłem na dół i wziąłem jogurcik jagodowy. Po namyśle obrałem banana, którego zabrałem ze sobą do salonu i puściłem program rozrywkowy na MTV. Po paru minutach usłyszałem pierwsze dźwięki mojego dzwonka. Odebrałem telefon z uśmiechem.
 - No cześć, kochanie!
 ~ Hej! Mam dla ciebie propozycję…
 - Sex w sklepowej przymierzalni? – spytałem, oczami wyobraźni widząc jego minę…
Odchrząknął i po chwili milczenia kontynuował:
 ~ Dostałem w końcu tydzień urlopu i pomyślałem, że wyjechalibyśmy gdzieś na weekend?
Po całym mieszkaniu rozległ się głośny krzyk szczęścia. Marcin i Wiktoria wpadli do pokoju jak burza.
 - Co się stało??? – spytali niemal równocześnie.
Zbyłem ich machnięciem ręki.
 - Gdzie chcesz jechać? Co mam ze sobą zabrać? Dlaczego tylko na weekend? – zalewałem go oceanem pytań, natomiast przerażona rodzinka jęknęła załamana, pewnie myśląc, że przeze mnie musieli oderwać się od swoich zajęć, a tu nic wielkiego się nie stało.
 ~ Przypomniałem sobie, że rodzice znajomego mają chatkę nad jeziorem, więc jeśli byśmy chcieli to na te trzy dni nam ją udostępnią, bo później też chcieli się wybrać na trochę za miasto. To co, za niecały tydzień nie masz żadnych planów?
 - Nie! Jejku, ale się cieszę. Jasne, że jedziemy.
~ Ha, ha, ha! Słyszałem. Dobra, muszę kończyć, odezwę się później. Pa!
 - Cześć!

~*~
Parę dni później…
I tak oto stałem na tarasie drewnianej chatki, oglądając piękne widoki otaczające zewsząd.
 - Super… - westchnąłem.
Poczułem jak przytula mnie od tyłu i kładzie głowę na moim ramieniu.
 - Jak będziesz miał później ochotę to mają też małą łódkę, będziemy mogli popływać po jeziorze.
Obróciłem się w jego stronę i krótko, aczkolwiek czule pocałowałem.
 - Romantyczny rejs po oceanie wielkości jakiś dwóch kilometrach kwadratowych przy zachodzie słońca?
Skrzywił się lekko.
 - Wiem, że jest małe, ale…
 - Żartowałem – uciąłem. – Z chęcią.
Przeszczęśliwy wróciłem do środka i zacząłem rozpakowywać nasze bagaże – jego torbę sportową i moją walizkę.
 - Ona nie jest pełna, nie? – spytał, zachodząc mnie od tyłu.
 - Nie wiem jaka będzie pogoda, muszę się przygotować.
Westchnął rozbawiony. Wziął do ręki sprej przeciwko komarom, później drugi… i trzeci.
 - Po co ci tego tyle?
 - Nienawidzę owadów – chłodno stwierdziłem.
Parsknął śmiechem i cmoknął mnie w usta.
 - Lepiej już idę, bo aż boję się, co jeszcze tam masz…
Prychnąłem i powróciłem do rozpakowywania nas.
Kiedy wszystko było już na swoim miejscu, wziąłem kąpielówki, bokserkę oraz wodoodporny krem do opalania z mocnym flirtem. Krzyknąłem swojemu chłopakowi, żeby też się przebrał i zamknąłem się w łazience. Wskoczyłem pod prysznic, nakremowałem się cały, założyłem spodenki i bluzkę, pomalowałem oczy wodoodporną kredką oraz eyelinerem,  a na koniec związałem wysoko włosy, wypuszczając z kucyka czarne pasemko, które opadło mi na czoło i policzek. Idealnie. Ruszyłem w stronę dwóch leżaków, które najprawdopodobniej rozłożył Łukasz. Położyłem się na jednym z nich, postanawiając zaczekać na blondyna. Tylko, że… zasnąłem.
Obudziło mnie kapanie wody i miękkie usta, całujące moje. Otworzyłem szybko oczy i uśmiechnąłem się pomiędzy kolejnymi pocałunkami, widząc swojego chłopaka, całego mokrego. Chciał się podnieść, ale mocniej go do siebie przyciągnąłem, nie pozwalając na to.
W końcu odsunąłem się trochę i puściłem mu oczko.
 - Chciałem ci powiedzieć, że zrobiłem już obiad.
 - Po pierwsze: jest już południe?? Po drugie: ty umiesz gotować???
 - Tak i tak. Jest czternasta, a przygotowałem ryż z warzywami.
Zaraz zeskoczyłem z leżaka i wskoczyłem na niego, oplatając nogami w pasie, rękami trzymając się mocno szyi, a usta przyklejając do jego.
 - Moje ulubione – stwierdziłem z uśmiechem, odrywając tylko jedną część ciała.
Zaśmiał się i trzymając mnie mocno, zaniósł do domku. Posadził na fotelu i przyniósł talerzyki oraz widelce.
 - Kocham cię – powiedziałem, przerywając na moment.
 - Wiem. Ja ciebie też.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz