Rozdział
22.
Kilka
tygodni później…
Przechodziłem
koło pokoju Marcina, kiedy usłyszałem również głos Marka. W sumie to dawno nie
rozmawialiśmy razem, więc pomyślałem, że też zajrzę.
~ A jak tam w domu? Wszyscy żyją?
- Tak, tak… Wiki już wróciła rozanielona, bo
poznała na obozie jakiegoś Japończyka, a Kuba nie może się doczekać szkoły… Za
niedługo zmieni zdanie – zaśmiał się.
~ Oj zmieni, zmieni… Chciałbym już tam do was
wrócić. Brakuje mi tych porannych kłótni, łóżko jest takie puste… i nie tylko.
– Puścił oczko.
Powstrzymałem
się od parsknięcia śmiechem, kiedy brunet jęknął załamany.
- To ty tęsknisz za mną, czy za moim…
Nasza
mamusia machnęła ręką na odczep się, ale po chwili wysłała buziaka w stronę
narzeczonego.
~ Za CAŁYM
tobą. Nie sądziłem, że te kilka miesięcy będzie aż takie trudne.
Postanowiłem
im jednak nie przeszkadzać i wycofałem się, słysząc jak Marcin pociesza swoją
księżniczkę, że jeszcze trochę, a póki co to powinien się skupić na
koncertowaniu.
Zszedłem na
dół i wziąłem jogurcik jagodowy. Po namyśle obrałem banana, którego zabrałem ze
sobą do salonu i puściłem program rozrywkowy na MTV. Po paru minutach
usłyszałem pierwsze dźwięki mojego dzwonka. Odebrałem telefon z uśmiechem.
- No cześć, kochanie!
~ Hej! Mam dla ciebie propozycję…
- Sex w sklepowej przymierzalni? – spytałem,
oczami wyobraźni widząc jego minę…
Odchrząknął
i po chwili milczenia kontynuował:
~ Dostałem w końcu tydzień urlopu i
pomyślałem, że wyjechalibyśmy gdzieś na weekend?
Po całym
mieszkaniu rozległ się głośny krzyk szczęścia. Marcin i Wiktoria wpadli do
pokoju jak burza.
- Co się stało??? – spytali niemal
równocześnie.
Zbyłem ich
machnięciem ręki.
- Gdzie chcesz jechać? Co mam ze sobą zabrać?
Dlaczego tylko na weekend? – zalewałem go oceanem pytań, natomiast przerażona
rodzinka jęknęła załamana, pewnie myśląc, że przeze mnie musieli oderwać się od
swoich zajęć, a tu nic wielkiego się nie stało.
~ Przypomniałem sobie, że rodzice znajomego
mają chatkę nad jeziorem, więc jeśli byśmy chcieli to na te trzy dni nam ją
udostępnią, bo później też chcieli się wybrać na trochę za miasto. To co, za
niecały tydzień nie masz żadnych planów?
- Nie! Jejku, ale się cieszę. Jasne, że
jedziemy.
~ Ha, ha,
ha! Słyszałem. Dobra, muszę kończyć, odezwę się później. Pa!
- Cześć!
~*~
Parę dni
później…
I tak oto
stałem na tarasie drewnianej chatki, oglądając piękne widoki otaczające
zewsząd.
- Super… - westchnąłem.
Poczułem
jak przytula mnie od tyłu i kładzie głowę na moim ramieniu.
- Jak będziesz miał później ochotę to mają też
małą łódkę, będziemy mogli popływać po jeziorze.
Obróciłem
się w jego stronę i krótko, aczkolwiek czule pocałowałem.
- Romantyczny rejs po oceanie wielkości jakiś
dwóch kilometrach kwadratowych przy zachodzie słońca?
Skrzywił
się lekko.
- Wiem, że jest małe, ale…
- Żartowałem – uciąłem. – Z chęcią.
Przeszczęśliwy
wróciłem do środka i zacząłem rozpakowywać nasze bagaże – jego torbę sportową i
moją walizkę.
- Ona nie jest pełna, nie? – spytał, zachodząc
mnie od tyłu.
- Nie wiem jaka będzie pogoda, muszę się
przygotować.
Westchnął
rozbawiony. Wziął do ręki sprej przeciwko komarom, później drugi… i trzeci.
- Po co ci tego tyle?
- Nienawidzę owadów – chłodno stwierdziłem.
Parsknął
śmiechem i cmoknął mnie w usta.
- Lepiej już idę, bo aż boję się, co jeszcze
tam masz…
Prychnąłem
i powróciłem do rozpakowywania nas.
Kiedy
wszystko było już na swoim miejscu, wziąłem kąpielówki, bokserkę oraz
wodoodporny krem do opalania z mocnym flirtem. Krzyknąłem swojemu chłopakowi,
żeby też się przebrał i zamknąłem się w łazience. Wskoczyłem pod prysznic,
nakremowałem się cały, założyłem spodenki i bluzkę, pomalowałem oczy
wodoodporną kredką oraz eyelinerem, a na
koniec związałem wysoko włosy, wypuszczając z kucyka czarne pasemko, które
opadło mi na czoło i policzek. Idealnie. Ruszyłem w stronę dwóch leżaków, które
najprawdopodobniej rozłożył Łukasz. Położyłem się na jednym z nich,
postanawiając zaczekać na blondyna. Tylko, że… zasnąłem.
Obudziło
mnie kapanie wody i miękkie usta, całujące moje. Otworzyłem szybko oczy i
uśmiechnąłem się pomiędzy kolejnymi pocałunkami, widząc swojego chłopaka,
całego mokrego. Chciał się podnieść, ale mocniej go do siebie przyciągnąłem,
nie pozwalając na to.
W końcu
odsunąłem się trochę i puściłem mu oczko.
- Chciałem ci powiedzieć, że zrobiłem już
obiad.
- Po pierwsze: jest już południe?? Po drugie:
ty umiesz gotować???
- Tak i tak. Jest czternasta, a przygotowałem
ryż z warzywami.
Zaraz
zeskoczyłem z leżaka i wskoczyłem na niego, oplatając nogami w pasie, rękami
trzymając się mocno szyi, a usta przyklejając do jego.
- Moje ulubione – stwierdziłem z uśmiechem,
odrywając tylko jedną część ciała.
Zaśmiał się
i trzymając mnie mocno, zaniósł do domku. Posadził na fotelu i przyniósł
talerzyki oraz widelce.
- Kocham cię – powiedziałem, przerywając na
moment.
- Wiem. Ja ciebie też.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz