wtorek, 6 września 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 18.

Rozdział 18.
Od strony Krzyśka!!
Parę dni później…
Ostatnio coraz częściej nocowałem u mojego chłopaka. Razem spędzaliśmy cały dzień oraz pół nocy, później kładliśmy się spać i rano znowu po śniadaniu gdzieś wychodziliśmy. Trochę było jakbyśmy mieszkali razem. Było idealnie… BYŁOBY gdyby nie jeden problem…
Wyszliśmy z jego bloku, a on jak zwykle natychmiast puścił moją dłoń. Za każdym razem, kiedy był w miejscu bardziej narażonym na wzrok innych, zmieniał się w mojego kumpla. Nic więcej, tylko przyjaciel. Starałem się, lgnąłem do niego, ale ukochany nieustępliwie dawał mi do zrozumienia, że się mnie wstydzi.
Miałem ochotę coś mu powiedzieć, wygarnąć, ale tak bardzo mi na nim zależało, nie chciałem go do siebie zniechęcać. Odwróciłem wzrok, żeby nie dostrzegł moich wilgotnych oczu. Oczywiście nie dopuszczałem możliwości, aby łzy spłynęły na moje policzki! Jeszcze bym sobie makijaż rozmazał, a poza tym Łukasz by się zmartwił albo uznał mnie za mazgaję. Lepiej nie.
 - To ja już muszę iść. Obiecałem Marcinowi pomóc przy naprawie czegoś – skłamałem. Za każdym razem to robiłem, gdy czułem jak moje serce przeszywa lodowata strzała.
 - Serio? – spytał zawiedziony. – Skoro tak…
Nie chciałem. Bardzo pragnąłem zostać, widzieć jak się uśmiecha, a nie… Postanowiłem sprawdzić go ostatni raz tego dnia. Ująłem jego twarz w dłonie i pocałowałem na pożegnanie. Kiedy się odsunąłem, ujrzałem jego rozbiegany po całej ulicy wzrok. Szukał potencjalnego wroga jego związku. Szkoda tylko, że nie zauważył tych żałosnych, słonych kropelek na mojej twarzy. Może to i dobrze. To nie chodzi o jego ślepotę na mój ból, po prostu uciekłem. Nie mogłem na to patrzeć.
Wbiegłem do domu i od razu skierowałem swoje kroki w stronę pokoju. Kiedyś był gościnny, ale szybko został przerobiony na mój. Miał kremowe ściany i to była jego jedyna jasna część. Na każdej z nich znajdowało się kilka plakatów ulubionych zespołów, często przedstawiających idoli z nagimi klatami. Wyjątkiem była ta z drzwiami. Obok nich po jednej stronie było wielkie lustro, a po lewej tablica korkowa, na której umieszczałem krótkie notatki przypominające, bo moja pamięć coś szwankuje, oraz kilka moich zdjęć najczęściej z Łukaszem obok. Spokojnie! To że na niej nie było plakatów nie znaczy, że to koniec! Jest jeszcze sufit. Wszyscy uważają, iż przesadziłem z ich ilością, ale nie znają się!
Na podłodze był wielki, szary, mięciutki dywan. Mebli w odróżnieniu od plakatów było mało. Ciemna szafa, biurko oraz wielkie łóżko z czarną pościelą, nawet poduszkami. Bez stylu? Ja wiem lepiej!
Padłem na materac i zacząłem jeszcze bardziej szlochać. Miałem w dupie, czy ktoś (Marcin) usłyszy. Kiedy już wykorzystałem limit łez, lekko nieprzytomny zwlokłem się z łóżka i stanąłem przed lustrem. Wyglądałem żałośnie w tych czerwonych oczach, rozmazanym makijażu i potarganych włosach.
 - Wyglądasz jak gówno – powiedziałem do swojego odbicia. – Nic dziwnego, że Łukasz się ciebie wstydzi. Jesteś tylko wkurwiającym, hałaśliwym chłopakiem, który jest przewrażliwiony na punkcie swojego wyglądu, choć nie chce się do tego przyznać komukolwiek. On jest miły, cierpliwy, opiekuńczy. Pasuje do niego słodka, dobra dziewczyna, nie ty.
Wiem jak okropne, niehonorowe jest zerwanie przez telefon. To wygląda jakby tamta osoba miała cię w dupie, a ja po prostu nie umiałem spojrzeć mu w twarz i to wykrztusić. Wybrałem jego numer, patrząc na swoje odbicie. Czułem się wtedy bardziej jakbym zrywał ze sobą samym.
 ~ Cześć! Już skończyliście? Szybko.
Coś rozrywało mi serce, kiedy słyszałem ten wesoły głos. Bałem się, że nie wykrztuszę tych kilku słów.
 ~ Halo! Jesteś tam?
Widziałem kolejne łzy wypływające  z moich oczu, trzęsące się chude nogi oraz ręce, grymas smutku, bólu. Wziąłem głęboki wdech, aby choć trochę opanować emocje. Na daremno.
 - Zrywam z tobą.
Cisza. Nigdy tak bardzo nie kuła w uszy jak wtedy.
 - To nie twoja wina. Cześć.
Rozłączyłem się, zanim zdążył odezwać się, choćby jednym słowem, bo wiedziałem, że bym przepadł. Za bardzo go kochałem. Albo… co gorsza sam by zakończył rozmowę bez niczego. Tego bym nie przeżył, wolałem go uprzedzić. Natychmiast wyłączyłem telefon rzuciłem na łóżko.
Jeszcze nigdy nie wyglądałem tak blado. Mam jasną cerę, ale wtedy myślę, że kreda do tablicy byłaby ciemniejsza ode mnie. Cofnąłem się po komórkę, spojrzałem na nią, na swoje odbicie, na nią i po chwili cisnąłem telefonem o posrebrzaną taflę szkła, z całej siły. O dziwo miałem jej na tyle dużo, mimo mojego marnego wyglądu, że rozbiło się na kawałki. Podszedłem tam i patrzyłem na te, które wylądowały na dywanie, tworzące makabryczną mozaikę z mojej osoby, tępym wzrokiem, czując jakąś pustkę w sobie.

Drzwi szybko się otworzyły, natomiast w nich stał Marcin. Przerażony spojrzał na mnie, to na lustro i ostrożnie podszedł do tego wraka człowieka. Nic nie powiedział, tylko objął mocno. Nie miałem siły na cokolwiek, a takie zwykłe przytulenie dało mi więcej niż jakiekolwiek słowa. Dałem się prowadzić do salonu, usiadłem na kanapie i wtuliłem w starszego. Zawsze byłem dla niego wredny, ale tamtego dnia zrobił dla mnie więcej, niż niejeden człowiek. Przymknąłem powieki, uspokajając się. Trwaliśmy tak dłuższy czas, aż w końcu bez słowa, jedynie uśmiechając się do niego w podzięce, poszedłem się umyć. Leżałem w wannie, a powieki coraz bardziej mi się kleiły. Zasnąłem.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz