środa, 7 września 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 20.

Rozdział 20.
Późno wieczorem obudziło mnie dzwonienie telefonu. Niezadowolony sięgnąłem po komórkę i bez patrzenia odebrałem.
 - No? – mruknąłem zaspanym głosem.
 ~ Wreszcie odebrałeś! – usłyszałem głos mojego… byłego chłopaka. – Nie rozłączaj się błagam! Chciałem z tobą porozmawiać, ale tak normalnie. Mógłbyś przyjść do mnie do pracy?
Bardzo, ale to bardzo chciałem mu odmówić, lecz rozum swoje, a język swoje.
 - Tak. O której?
 ~ Dwudziesta druga?
 - Dobra. Cześć.
Rzuciłem telefon pod poduszkę i znowu zasnąłem.
Kiedy otworzyłem znowu oczy była już dziewiąta. Zerwałem się z łóżka, z łoskotem lądując na podłodze. Natychmiast się podniosłem i dopadłem moją szafę. Bardzo się starałem, żeby wybrać najlepsze ubrania, rozczesałem włosy, nałożyłem makijaż i w końcu ruszyłem w stronę klubu Neon.
Obydwaj zrobiliśmy sobie rok przerwy pomiędzy liceum a studiami. Łukasz chciał trochę dorobić, a ja… ja po prostu nie wiedziałem co chcę robić w przyszłości.
Zaparkowałem samochód przed budynkiem, który z zewnątrz aż tak nie różnił się od innych sąsiadujących. Podszedłem do wysokiego, napakowanego goryla i wyciągnąłem dowód. Uważnie mi się przyjrzał, ale w końcu odsunął się i mogłem wejść do środka. Zastanawiałem się gdzie może teraz znajdować się mój ukochany, skoro nie widziałem go za barem, w międzyczasie rozglądając się po lokalu. Jakoś nigdy wcześniej nie miałem okazji tutaj zawędrować. W końcu go ujrzałem. Stał zmieszany na końcu, a naprzeciwko… kręcąc fioletowo-czarne kudły na palcu, flirtując, opierała się bokiem o ścianę jakaś wredna suka.
Już ja jej pozwolę wyrywać cudzych…
Nagle uświadomiłem sobie, że przecież zerwałem z Łukaszem. Mimo to podszedłem bliżej, postanawiając podsłuchać ich rozmowę.
 - …mam kogoś. Ela, serio jesteś fajną dziewczyną, ale…
 - Och, daj spokój! A gdzie jest teraz ta twoja laska? – Zawsze śmiałem się, kiedy Marek się denerwował, gdy ktoś sugerował, że ten jest kobietą, ale nagle sam miałem ochotę zacisnąć swoje ręce na tej bladej szyjce i poczekać, aż cały jej zapas tlenu się skończy.
 - To nie tak… Zapomnijmy o całej sprawie i wracajmy do roboty.
Prychnęła i położyła dłonie na jego piersi, a ja w tym samym czasie planowałem kolejne sposoby tortur. Nawet nie sądziłem, że tyle jest we mnie z sadysty…
 - Elka, serio mogłabyś…
 - Nie podobam ci się? Uważasz, że jestem brzydka?
 - N-nie! To nie tak!
Zachciało mi się śmiać. On był zawsze taki dobry nie chciał nikogo skrzywdzić. To jest takie słodkie…
Odwrócił się, zapewne szukając ratunku. Od razu mnie zauważył i podbiegł w moją stronę, prawie przewracając to babsko.
 - Krzysiek! Bałem się, że nie przyjdziesz. – Mocno mnie przytulił, przez co doznałem szoku. Nigdy sam z siebie nie okazywał mi czułości, a tu nagle takie coś.
 - Jak już obiecałem, to przyszedłem.
Ujął moją twarz w dłonie, uśmiechając się szeroko. Miałem wrażenie, że zakochuję się w nim coraz bardziej.
Przerwało nam zniecierpliwione chrząknięcie. Spojrzałem na to kolorowe dziwactwo, obrzucając ją morderczym wzrokiem.
 - O, Elka! To jest właśnie mój chłopak.
Ach, za ten widok mógłbym oddać wiele. Ta złość, niedowierzanie… Miód dla moich oczu.
 - Serio sądzisz, że ci uwierzę? To tylko twój przyjaciel, którego… - urwała w momencie, kiedy go pocałowałem. Boże, jak ja za tym tęskniłem! Nic już nie miało dla mnie znaczenia, tylko mój ukochany.
Niby byliśmy z boku i raczej szanse, żeby ktokolwiek nas zauważył były dużo niższe, ale świadomość, iż ta suka nas widziała, wystarczała w zupełności.
 - Chciałeś o czymś porozmawiać? – spytałem, zagryzając wargę.
Skinął głową, a ja nie mogłem się nie uśmiechnąć, widząc te delikatne rumieńce na policzkach.
 - Chodź, usiądziemy gdzieś.
Zajęliśmy miejsce przy pustym stoliku.
 - O co chodzi? – spytałem.
Czułem się  podbudowany po spotkaniu z tamtym babskiem, ale nadal bardzo mnie bolało jego zachowanie.
 - Przepraszam za nią…
 - To raczej nie o to chodziło. Konkrety – uciąłem.
 - Wybacz. – Opuścił głowę i zaczął nerwowo bębnić w stół. – Kocham cię, bardzo. Nie chcę cię stracić, jesteś dla mnie najważniejszą osobą pod słońcem. Przepraszam za tamto. Po prostu zawsze uchodziłem za hetero i nagle związałem się z chłopakiem… Wiem, że nie powinienem cię odpychać, to na pewno było… niemiłe, ale obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
 - Niemiłe – prychnąłem. – Niemiłe to mogą być za małe kalesony, a nie TO! Wiesz, jak ja się czułem? Jak jakiś śmieć, który nie jest warty twojej uwagi. OK, może i tak jest, ale wolałem sądzić, że jednak jestem dla ciebie ważny i…
 - Jesteś! Wybacz, nie chciałem, żebyś się tak czuł. – Schował załamy twarz w dłonie. – Nigdy. Zawsze byłeś dla mnie ważny, a od kiedy zrozumiałem, że się w tobie zakochałem… Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić. Gdybym mógł cofnąć czas… Proszę, daj mi szansę się poprawić. Będę się starał być najlepszym chłopakiem, takim który zasługuje na nazwanie cię twoim. – Spojrzał na mnie tymi smutnymi oczami, a ja już wiedziałem, że przegrałem. – Kochanie…
Westchnąłem, odwracając wzrok.
 - Co mam zrobić, żebyś mi wybaczył? Zrobię wszystko, nawet wykrzyczę to całemu światu. Nie mam się czego wstydzić, kimś takim jak ty to można się tylko chwalić.
Zawahałem się i posłałem mu wredny uśmieszek.
 - Będziesz się zachowywał jak mój chłopak i odkupisz mi lustro.
Zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc.
 - Lustro?
 - No… Troszeczkę… Może więcej niż troszeczkę, się rozbiło. Z twojej winy.
Próbował zmusić swoje kąciki ust do pozostania na swoim miejscu, ale przegrał tą nierówną walkę.
 - Czym w nie rzuciłeś? – spytał, po chwili parskając śmiechem.
Prychnąłem i obrzuciłem go morderczym wzrokiem.
 - Telefonem – cicho mruknąłem.
O dziwo natychmiast się uspokoił. Nadal się uśmiechał, ale widać było poczucie winy.
 - Przepraszam. Oczywiście, że ci odkupię, tylko wróć do mnie. Proszę.
Wstałem i nachyliłem się w stronę ukochanego, a następnie mocno i krótko go pocałowałem.
 - Zgoda, tylko jeśli jeszcze raz doprowadzisz mnie do płaczu, to naślę na ciebie Marcina – zażartowałem. – To ja już się zbieram, nie odciągam cię od pracy. – Po namyśle dodałem: - Tylko bądź bardziej stanowczy. Jesteś mój i tylko mój, jasne?
Chyba jeszcze długo pocałunki zainicjowane przez Łukasza będą mnie zaskakiwać…
 - Oczywiście. Może chciałbyś zostać, napijesz się drinka… na koszt firmy.
Udałem zastanowienie i skinąłem głową.
 - Jak na koszt firmy, to czemu nie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz