Rozdział
20.
Późno
wieczorem obudziło mnie dzwonienie telefonu. Niezadowolony sięgnąłem po komórkę
i bez patrzenia odebrałem.
- No? – mruknąłem zaspanym głosem.
~ Wreszcie odebrałeś! – usłyszałem głos
mojego… byłego chłopaka. – Nie rozłączaj się błagam! Chciałem z tobą
porozmawiać, ale tak normalnie. Mógłbyś przyjść do mnie do pracy?
Bardzo, ale
to bardzo chciałem mu odmówić, lecz rozum swoje, a język swoje.
- Tak. O której?
~ Dwudziesta druga?
- Dobra. Cześć.
Rzuciłem
telefon pod poduszkę i znowu zasnąłem.
Kiedy
otworzyłem znowu oczy była już dziewiąta. Zerwałem się z łóżka, z łoskotem
lądując na podłodze. Natychmiast się podniosłem i dopadłem moją szafę. Bardzo
się starałem, żeby wybrać najlepsze ubrania, rozczesałem włosy, nałożyłem
makijaż i w końcu ruszyłem w stronę klubu Neon.
Obydwaj
zrobiliśmy sobie rok przerwy pomiędzy liceum a studiami. Łukasz chciał trochę
dorobić, a ja… ja po prostu nie wiedziałem co chcę robić w przyszłości.
Zaparkowałem
samochód przed budynkiem, który z zewnątrz aż tak nie różnił się od innych
sąsiadujących. Podszedłem do wysokiego, napakowanego goryla i wyciągnąłem
dowód. Uważnie mi się przyjrzał, ale w końcu odsunął się i mogłem wejść do
środka. Zastanawiałem się gdzie może teraz znajdować się mój ukochany, skoro
nie widziałem go za barem, w międzyczasie rozglądając się po lokalu. Jakoś
nigdy wcześniej nie miałem okazji tutaj zawędrować. W końcu go ujrzałem. Stał
zmieszany na końcu, a naprzeciwko… kręcąc fioletowo-czarne kudły na palcu,
flirtując, opierała się bokiem o ścianę jakaś wredna suka.
Już ja jej pozwolę wyrywać cudzych…
Nagle
uświadomiłem sobie, że przecież zerwałem z Łukaszem. Mimo to podszedłem bliżej,
postanawiając podsłuchać ich rozmowę.
- …mam kogoś. Ela, serio jesteś fajną
dziewczyną, ale…
- Och, daj spokój! A gdzie jest teraz ta twoja
laska? – Zawsze śmiałem się, kiedy Marek się denerwował, gdy ktoś sugerował, że
ten jest kobietą, ale nagle sam miałem ochotę zacisnąć swoje ręce na tej bladej
szyjce i poczekać, aż cały jej zapas tlenu się skończy.
- To nie tak… Zapomnijmy o całej sprawie i
wracajmy do roboty.
Prychnęła i
położyła dłonie na jego piersi, a ja w tym samym czasie planowałem kolejne
sposoby tortur. Nawet nie sądziłem, że tyle jest we mnie z sadysty…
- Elka, serio mogłabyś…
- Nie podobam ci się? Uważasz, że jestem
brzydka?
- N-nie! To nie tak!
Zachciało
mi się śmiać. On był zawsze taki dobry nie chciał nikogo skrzywdzić. To jest
takie słodkie…
Odwrócił
się, zapewne szukając ratunku. Od razu mnie zauważył i podbiegł w moją stronę,
prawie przewracając to babsko.
- Krzysiek! Bałem się, że nie przyjdziesz. –
Mocno mnie przytulił, przez co doznałem szoku. Nigdy sam z siebie nie okazywał
mi czułości, a tu nagle takie coś.
- Jak już obiecałem, to przyszedłem.
Ujął moją
twarz w dłonie, uśmiechając się szeroko. Miałem wrażenie, że zakochuję się w
nim coraz bardziej.
Przerwało
nam zniecierpliwione chrząknięcie. Spojrzałem na to kolorowe dziwactwo,
obrzucając ją morderczym wzrokiem.
- O, Elka! To jest właśnie mój chłopak.
Ach, za ten
widok mógłbym oddać wiele. Ta złość, niedowierzanie… Miód dla moich oczu.
- Serio sądzisz, że ci uwierzę? To tylko twój
przyjaciel, którego… - urwała w momencie, kiedy go pocałowałem. Boże, jak ja za
tym tęskniłem! Nic już nie miało dla mnie znaczenia, tylko mój ukochany.
Niby
byliśmy z boku i raczej szanse, żeby ktokolwiek nas zauważył były dużo niższe,
ale świadomość, iż ta suka nas widziała, wystarczała w zupełności.
- Chciałeś o czymś porozmawiać? – spytałem,
zagryzając wargę.
Skinął
głową, a ja nie mogłem się nie uśmiechnąć, widząc te delikatne rumieńce na
policzkach.
- Chodź, usiądziemy gdzieś.
Zajęliśmy
miejsce przy pustym stoliku.
- O co chodzi? – spytałem.
Czułem
się podbudowany po spotkaniu z tamtym
babskiem, ale nadal bardzo mnie bolało jego zachowanie.
- Przepraszam za nią…
- To raczej nie o to chodziło. Konkrety –
uciąłem.
- Wybacz. – Opuścił głowę i zaczął nerwowo
bębnić w stół. – Kocham cię, bardzo. Nie chcę cię stracić, jesteś dla mnie
najważniejszą osobą pod słońcem. Przepraszam za tamto. Po prostu zawsze
uchodziłem za hetero i nagle związałem się z chłopakiem… Wiem, że nie
powinienem cię odpychać, to na pewno było… niemiłe, ale obiecuję, że to się
więcej nie powtórzy.
- Niemiłe – prychnąłem. – Niemiłe to mogą być za małe kalesony, a nie TO! Wiesz, jak ja się czułem? Jak jakiś śmieć, który nie jest warty
twojej uwagi. OK, może i tak jest, ale wolałem sądzić, że jednak jestem dla
ciebie ważny i…
- Jesteś! Wybacz, nie chciałem, żebyś się tak
czuł. – Schował załamy twarz w dłonie. – Nigdy. Zawsze byłeś dla mnie ważny, a
od kiedy zrozumiałem, że się w tobie zakochałem… Naprawdę nie chciałem cię
skrzywdzić. Gdybym mógł cofnąć czas… Proszę, daj mi szansę się poprawić. Będę
się starał być najlepszym chłopakiem, takim który zasługuje na nazwanie cię
twoim. – Spojrzał na mnie tymi smutnymi oczami, a ja już wiedziałem, że
przegrałem. – Kochanie…
Westchnąłem,
odwracając wzrok.
- Co mam zrobić, żebyś mi wybaczył? Zrobię
wszystko, nawet wykrzyczę to całemu światu. Nie mam się czego wstydzić, kimś
takim jak ty to można się tylko chwalić.
Zawahałem
się i posłałem mu wredny uśmieszek.
- Będziesz się zachowywał jak mój chłopak i
odkupisz mi lustro.
Zmarszczył
brwi, nie do końca rozumiejąc.
- Lustro?
- No… Troszeczkę… Może więcej niż
troszeczkę, się rozbiło. Z twojej winy.
Próbował
zmusić swoje kąciki ust do pozostania na swoim miejscu, ale przegrał tą
nierówną walkę.
- Czym w nie rzuciłeś? – spytał, po chwili
parskając śmiechem.
Prychnąłem
i obrzuciłem go morderczym wzrokiem.
- Telefonem – cicho mruknąłem.
O dziwo
natychmiast się uspokoił. Nadal się uśmiechał, ale widać było poczucie winy.
- Przepraszam. Oczywiście, że ci odkupię,
tylko wróć do mnie. Proszę.
Wstałem i
nachyliłem się w stronę ukochanego, a następnie mocno i krótko go pocałowałem.
- Zgoda, tylko jeśli jeszcze raz doprowadzisz
mnie do płaczu, to naślę na ciebie Marcina – zażartowałem. – To ja już się
zbieram, nie odciągam cię od pracy. – Po namyśle dodałem: - Tylko bądź bardziej
stanowczy. Jesteś mój i tylko mój, jasne?
Chyba jeszcze
długo pocałunki zainicjowane przez Łukasza będą mnie zaskakiwać…
- Oczywiście. Może chciałbyś zostać, napijesz
się drinka… na koszt firmy.
Udałem
zastanowienie i skinąłem głową.
- Jak na koszt firmy, to czemu nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz