Rozdział
17.
Miesiąc
później…
Wiktoria
wyjechała na obóz, Kubuś do moich rodziców, Krzysiek znowu nocował u Łukasza,
więc zostaliśmy z Markiem sami. Sami ostatniego dnia przed jego trasą. Jutro z
samego rana wyrusza. Przez to nie mogłem spać i o dziwo obudziłem się wcześniej
od mojego kochania. Lubiłem obserwować go jak śpi, także nie zamierzałem się
jeszcze choćby trochę ruszyć z obawy przed obudzeniem go. Mojego skarbu,
którego tak mam szansę widzieć znowu dopiero za trzy i pół miesiąca…
- Długo się na mnie tak gapisz? – spytał, ziewając.
Cmoknąłem
go w usta, rozbawiony. On był taki uroczy… Dobrze, że nie powiedziałem tego na
głos!
- Nie wiem. Jesteśmy sami to może…
Zaraz się
ożywił i nim zdążyłem dokończyć popchnął mnie na plecy i usiadł na moich
nogach.
- Serio?
- No… - potwierdziłem zaniepokojony.
- To się dobrze składa… Ponieważ nie mam
zamiaru cię wypuszczać z sypialni przez najbliższe kilkanaście godzin…
Pochylił
się, ale ja wykorzystałem moment zaskoczenia i zamieniłem nasze miejsca.
- Wiesz… Ja w zasadzie to liczyłem na
spędzenie wspólnego czasu sam na sam, ale… w trochę inny sposób. Przez
najbliższy czas nie będziemy mieli okazji.
Przejechał
ręką po moim ramieniu i zagryzł dolną wargę, uśmiechając się.
- Na sex również.
Przełknąłem
głośno ślinę.
- Dlaczego to słowo w twoich ustach brzmi tak…
Polizałem
go po policzku i wstałem.
- Ej!
Chwyciłem
go za rękę i pociągnąłem w stronę kuchni. Usiadł na blacie, nadal będąc w
fioletowej piżamce w misie. Ja w sumie miałem na sobie tylko bokserki, więc…
Zacząłem
przygotowywać jego ulubione naleśniki, co chwilę zerkając w stronę mojego
kosmity.
- Chyba zamkną mnie za pedofilię.
- CO? – Zaskoczony oderwał się od słoika
nutelli.
Zaśmiałem
się i zdjąłem pierwszy placek.
- Wyglądasz tak słodko i dziecinnie, a mimo to
mam wielką ochotę cię zerżnąć na tym blacie. To chyba nie świadczy o mnie
dobrze.
To było
niesamowite jak wiele razy to on zachowywał się i mówił sprośne rzeczy, a mimo
to nadal czerwienił się jak dojrzały pomidor.
- Ekhem… Ja… Może pójdę się umyć. – Zeskoczył
na podłogę.
Zatrzymałem
go w drzwiach, przytulając od tyłu.
- Moja księżniczka się zawstydziła?
Prychnął i
odwrócił się przodem do mnie.
- Nie jestem babą.
- Wiem – wyszeptałem w jego usta. – To leć się
myć, byle szybko, bo ci wystygnie.
Skinął
głową z nadal porządnie rumianą twarzą i pobiegł na górę po ubrania.
Oby już wiedział, w co się ubierze…
Przygotowałem
wszystko, postawiłem na stole, poszedłem się przebrać w dżinsowe spodenki oraz
zieloną koszulę z krótkim rękawem, zrobiłem kawę, dla siebie czarną dla
niego z mlekiem, a ten dopiero wtedy przyszedł.
- No ile można… - zamilkłem.
Ułożył
swoje miękkie włosy, teraz już się nie układały każdy w inną stronę. Miał na
sobie czerwoną bluzkę z napisem w białej gwieździe AWESOME!, żółte spodenki, czarne skarpetki z uśmiechniętymi
chmurkami oraz na nadgarstkach te bransoletki, które kupił, będąc ze mną na
zakupach urodzinowych.
Uśmiechnął
się, a na jego policzkach znowu ujrzałem te słodkie dołeczki.
- Przepraszam. – Usiadł mi na kolanach
okrakiem. – Chciałem tylko dobrze wyglądać.
- Dobrze – parsknąłem. – Chyba zacznę wątpić,
czy rzeczywiście do siebie pasujemy.
Otwarł
szeroko usta zaskoczony.
- Ale… Dlaczego?
Pogłaskałem
go po policzku.
- Jak ja będę przy tobie wyglądać? Ty taki
przystojny…
Widziałem
ulgę wymalowaną na jego twarzy. Trącił mój nos swoim i wtulił się w zagłębienie
w szyi.
- Pasujesz, jak nikt. Kocham cię.
- Ja ciebie też, ale… Śniadanie zdążyło już
dawno wystygnąć, to chociaż kawie na to nie pozwólmy.
Jego chichot
rozległ się po kuchni.
- Sorki. Masz jakieś plany, skoro moje łóżkowe
nie wypaliły?
Odkroiłem
kawałek naleśnika i po namyśle skierowałem go jednak w stronę narzeczonego.
- Szczerze mówiąc to nie. Zjedzmy, a później
coś się wymyśli.
Ukochany jednak
jadł siedząc na moich nogach z ta różnicą, że usiadł bokiem, żeby mieć
wygodniej. Śniadanie bardzo szybko wylądowało w naszych brzuchach, a ja do tego
czasu już wymyśliłem, gdzie by go zabrać.
- Pozmywam. Mógłbyś w tym czasie…
- Nad jezioro – odparłem, wiedząc o co mu
chodzi.
Uniósł brew
do góry zaskoczony.
- Serio? OK, tylko znowu będę musiał się
przebrać…
- Nie mów, że ci to przeszkadza – odparłem
rozbawiony.
Karmelowłosy
próbował zachować powagę, ale w końcu nie wytrzymał i zaczął się śmiać.
- Idź już, naczynia zostaw mi. Tobie to więcej
czasu zajmie.
Wywrócił
oczami i ruszył na piętro.
Po godzinie
już byliśmy w drodze. Dawno tam nie byłem i szczere ciekawiło mnie czy coś się
zmieniło. Kiedyś prawie połowa brzegu była strzeżona, z piaskiem i budkami z
przekąskami, a druga bardziej dzika, zarośnięta. Wolałem tamtą, bo żaden
ratownik nie mówił mi co mam robić, a i ludzi było mniej. Nie mówię, że w
ogóle, ale nie aż tyle.
Rozłożyliśmy
ręczniki, rozebraliśmy się i wbiegliśmy do wody. Na szczęście nie było w
pobliżu żadnych ludzi. Pływaliśmy, pluskaliśmy, żartowaliśmy, opalaliśmy się…
Poczułem się jakbym miał kilkanaście lat mniej i było mi z tym bardzo dobrze.
Kiedy już
się zaczynało ściemniać, nadal leżeliśmy na trawie, nie było słychać ani widać
żadnego człekopodobnego czegoś. Gwiazdy pojawiały się na niebie, ale jak
tylko zerknąłem na moją prywatną gwiazdkę to już nie potrafiłem oderwać od
niego wzroku.
- Co tak mnie obserwujesz? – spytał.
- Jesteś piękny.
Zagryzł
lekko dolną wargę, nadal patrząc na niebo.
- Było wspaniale. Dziękuję.
Uśmiechnąłem
się słysząc te słowa i przysunąłem bliżej kosmity. Uniosłem się lekko, żeby móc
pocałować te słodkie usteczka. Żaden z nas nie zamknął oczu, tylko wpatrywał
się w drugiego, nadając temu momentowi jeszcze bardziej intymny nastrój. W
końcu niechętny odsunąłem się na te parę centymetrów, a Marek pogłaskał mnie po
policzku.
- Jesteś okropny.
- Ja? Dlaczego? – spytałem nie rozumiejąc o co
chodzi mojemu skarbowi.
- Przez ciebie coraz trudniej będzie mi
wyjechać. Będę za wami cholernie tęsknić.
Przejechałem
opuszkami palców po jego boku na co zamruczał jak kotek.
- Wracamy? W domu jeszcze się poprzytulamy na
wygodnym łóżeczku.
Przyciągnął
mnie do jeszcze jednego gorącego pocałunku i skinął głową.
- Jutro muszę wstać o piątej rano, więc masz
racę w końcu muszę się jeszcze wyspać.
Ubraliśmy
się, spakowaliśmy i ruszyliśmy do auta.
Cóż… Że tak
powiem plan Marka dotyczący snu poszedł w zapomnienie. Sam już nie wiem z
czyjej bardziej winy. Wiedziałem, iż z samego rana będzie na mnie wrzeszczał,
że to przeze mnie ma wory pod oczami i zasnął tylko na trzy godziny, ale warto…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz