piątek, 5 sierpnia 2016

Testament - EPILOG.

EPILOG.
Trzy miesiące później…
 - Pośpiesz się! – poganiałem chłopaka, który ani myślał słuchać.
Ja już spakowałem wszystkie potrzebne rzeczy, a ten nawet się nie ubrał. I jeszcze twierdzi, iż to moja wina! Jakbym to ja nie chciał spać tylko… No dobra nie twierdzę, że nie, ale początkowo w planach miałem sen, gdyż z samego rana mieliśmy samolot. Lecieliśmy do Indii.
Parę dni po powrocie przyznał, iż przeczytał dzienniczek swojego dziadka specjalnie dla mnie, gdyż opowiedziałem mu o moich i pana Zenka planach. Postanowił razem ze mną zwiedzić świat, skoro nie mogłem ze swoim przyjacielem. Sam też chętnie zobaczyłby coś nowego. Tylko bałem się, że moja wizja troszkę różniła się od jego, ponieważ coś podejrzewałem, iż on chciałby przede wszystkim poznać hotele, kluby… Już ja mu to wybiję z głowy!
 - No chwilka… - Podszedł i wziął z mojej ręki kubek kawy, którą dla niego zrobiłem. - Może i tego starego dziada nie musiałbyś poganiać, lecz nie jestem nim.
Zacisnąłem pięść i zamachnąłem się, ale był szybszy. Złapał ją, przyciągając mnie do siebie. Jego ręce ciasno oplotły, nie pozwalając się wyrwać.
 - Puszczaj! Jak nie chcesz to nie jedź, lecz od pana Zenka się odpieprz! Nienawidzisz go choć nie wiesz za co! Jeśli masz zamiar tak się zachowywać, to możesz sobie darować!
 - Chcesz tego?
 - Nie chcę się cię stracić, a boję się, że zaraz nie wytrzymam z tobą!
Wypuścił mnie i pogłaskał po policzku.
 - Daj spokój, nie będziemy się o niego kłócić. Nie warto.
Zamknąłem oczy próbując się uspokoić, ale nie udało mi się i… no cóż tym razem nie przewidział ciosu w szczękę.
 - Pieprz się! – syknąłem.
Wziąłem swój wypełniony po brzegi duży plecak, do którego schowałem potrzebne mi rzeczy i udałem się w stronę wyjścia. Paweł nie zamierzał mi tego ułatwić – popchnął na ścianę i zaczął całować. Mimo to ja stałem niewzruszony.
 - Kochanie… - Patrzył na mnie błagalnie.
Prychnąłem i założyłem ręce na piersi.
 - Przebukuję bilet. Musimy porozmawiać – zarządził.
Ja również nie chciałem się kłócić, ale…
Usiedliśmy na sofie. Nie patrzyłem na niego, jakoś nie potrafiłem.
 - Zrozum, że go nienawidzę. Przez niego moi rodzice nie żyją! Gdyby nie…
 - Twój ojciec chciał się rozwieść – przerwałem mu. Nie chciałem, ale to samo wypłynęło z moich ust.
 - C-co… Co ty pieprzysz?? On nie… Oni się kochali, to niemożliwe…
Przytuliłem go dla dodania otuchy.
 - To prawda. Zakochał się w twojej ciotce, mieli romans. To dla niej chciał zostawić twoją matkę. Powiedział o tym najpierw panu Zenkowi, sądząc, że mu pomoże. Przeliczył się. Twój dziadek był bardzo wyrozumiały, ale pokochał synową jak własną córkę, nie chciał, żeby się rozstali. Próbował go przekonać, liczył że jeszcze odbudują to, póki żona o niczym nie wie. Pokłócili się. Twój ojciec nie mógł tego wytrzymać i postanowił wrócić wcześniej. Resztę już znasz.
 - Nie kłam! Bronisz swojego wspaniałego przyjaciela, całą winę chcesz zrzucić na bogu ducha winną osobę! Ciocia Agata nie miała żadnego romansu z… - urwał, patrząc na mnie zmartwiony. – Nie płacz…
Dopiero wtedy sobie uświadomiłem, że mam wilgotne oczy, a nawet kilka łez wypłynęło.
 - Jak wolisz – westchnąłem.
Wyszedłem z domu coraz bardziej płacząc. Prawie nic nie widziałem, ale jakoś mało mnie to wtedy obchodziło. Chciałem tylko uciec. Szedłem przed siebie, nie zwracając uwagi na otaczający mnie świat. Nagle usłyszałem pisk i poczułem lekkie uderzenie lewy bok. Odwróciłem się nieprzytomny w stronę samochodu.
 - Jak chodzisz kretynie! Chcesz, żebym cię zabił! – facet z mondea zaczął wrzeszczeć na mnie, ale ja nadal nie kontaktowałem. Wiedziałem co się dzieje, ale byłem zbyt zdołowany.
 - Odczep się pan i jedź już wreszcie! – wtrącił się Paweł, nie wiedząc skąd nagle znajdujący się obok.
Pociągnął mnie na bok na ławkę i mocno przytulił.
 - Przepraszam. Tak bardzo przepraszam… Kochany… Nigdy więcej czegoś takiego nie rób. Myślałem, że coś ci się stało… Chyba bym tego nie przeżył.
 - Przecież ledwo mnie dotknął – stwierdziłem, kiedy już się trochę uspokoiłem.
 - Gdyby znowu przez coś takiego miałaby zginąć najważniejsza w tym momencie, dla mnie osoba… Kłótnie w mojej rodzinie są bardzo niebezpieczne. – Zaśmiał się słabo.
 - W-Wierzysz mi?
 - Tak. Chodź do domu uspokoimy emocje i zaraz idziemy na ten samolot.
Pocałowałem go szybko i pierwszy wstałem, kierując się w stronę mieszkania.
Postanowiłem zrobić wszystko, żeby tylko wszystko wróciło do normy, oczywiście Paweł też musiał się postarać, ale coś czułem, że w najbliższym czasie będzie baaardzo miły. Wiedziałem, że będziemy się non stop kłócić, żaden z nas nie jest typem osoby, która będzie potulnie się na wszystko zgadzać, lecz wiedziałem również, iż zawsze będziemy razem, bo choć bywa ostro, czasami nawet prawie się rozstajemy to zawsze możemy znowu być razem szczęśliwi i nic nie będzie mogło nam tego odebrać. 

KONIEC!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz