EPILOG.
Trzy
miesiące później…
- Pośpiesz się! – poganiałem chłopaka, który
ani myślał słuchać.
Ja już
spakowałem wszystkie potrzebne rzeczy, a ten nawet się nie ubrał. I jeszcze
twierdzi, iż to moja wina! Jakbym to ja nie chciał spać tylko… No dobra nie
twierdzę, że nie, ale początkowo w planach miałem sen, gdyż z samego rana
mieliśmy samolot. Lecieliśmy do Indii.
Parę dni po
powrocie przyznał, iż przeczytał dzienniczek swojego dziadka specjalnie dla
mnie, gdyż opowiedziałem mu o moich i pana Zenka planach. Postanowił razem ze
mną zwiedzić świat, skoro nie mogłem ze swoim przyjacielem. Sam też chętnie
zobaczyłby coś nowego. Tylko bałem się, że moja wizja troszkę różniła się od
jego, ponieważ coś podejrzewałem, iż on chciałby przede wszystkim poznać
hotele, kluby… Już ja mu to wybiję z głowy!
- No chwilka… - Podszedł i wziął z mojej ręki
kubek kawy, którą dla niego zrobiłem. - Może i tego starego dziada nie
musiałbyś poganiać, lecz nie jestem nim.
Zacisnąłem
pięść i zamachnąłem się, ale był szybszy. Złapał ją, przyciągając mnie do
siebie. Jego ręce ciasno oplotły, nie pozwalając się wyrwać.
- Puszczaj! Jak nie chcesz to nie jedź, lecz
od pana Zenka się odpieprz! Nienawidzisz go choć nie wiesz za co! Jeśli masz
zamiar tak się zachowywać, to możesz sobie darować!
- Chcesz tego?
- Nie chcę się cię stracić, a boję się, że
zaraz nie wytrzymam z tobą!
Wypuścił
mnie i pogłaskał po policzku.
- Daj spokój, nie będziemy się o niego kłócić.
Nie warto.
Zamknąłem
oczy próbując się uspokoić, ale nie udało mi się i… no cóż tym razem nie
przewidział ciosu w szczękę.
- Pieprz się! – syknąłem.
Wziąłem
swój wypełniony po brzegi duży plecak, do którego schowałem potrzebne mi rzeczy
i udałem się w stronę wyjścia. Paweł nie zamierzał mi tego ułatwić – popchnął
na ścianę i zaczął całować. Mimo to ja stałem niewzruszony.
- Kochanie… - Patrzył na mnie błagalnie.
Prychnąłem
i założyłem ręce na piersi.
- Przebukuję bilet. Musimy porozmawiać –
zarządził.
Ja również
nie chciałem się kłócić, ale…
Usiedliśmy
na sofie. Nie patrzyłem na niego, jakoś nie potrafiłem.
- Zrozum, że go nienawidzę. Przez niego moi
rodzice nie żyją! Gdyby nie…
- Twój ojciec chciał się rozwieść – przerwałem
mu. Nie chciałem, ale to samo wypłynęło z moich ust.
- C-co… Co ty pieprzysz?? On nie… Oni się
kochali, to niemożliwe…
Przytuliłem
go dla dodania otuchy.
- To prawda. Zakochał się w twojej ciotce,
mieli romans. To dla niej chciał zostawić twoją matkę. Powiedział o tym
najpierw panu Zenkowi, sądząc, że mu pomoże. Przeliczył się. Twój dziadek był
bardzo wyrozumiały, ale pokochał synową jak własną córkę, nie chciał, żeby się
rozstali. Próbował go przekonać, liczył że jeszcze odbudują to, póki żona o
niczym nie wie. Pokłócili się. Twój ojciec nie mógł tego wytrzymać i
postanowił wrócić wcześniej. Resztę już znasz.
- Nie kłam! Bronisz swojego wspaniałego
przyjaciela, całą winę chcesz zrzucić na bogu ducha winną osobę! Ciocia Agata
nie miała żadnego romansu z… - urwał, patrząc na mnie zmartwiony. – Nie płacz…
Dopiero
wtedy sobie uświadomiłem, że mam wilgotne oczy, a nawet kilka łez wypłynęło.
- Jak wolisz – westchnąłem.
Wyszedłem z
domu coraz bardziej płacząc. Prawie nic nie widziałem, ale jakoś mało mnie to
wtedy obchodziło. Chciałem tylko uciec. Szedłem przed siebie, nie zwracając
uwagi na otaczający mnie świat. Nagle usłyszałem pisk i poczułem lekkie
uderzenie lewy bok. Odwróciłem się nieprzytomny w stronę samochodu.
- Jak chodzisz kretynie! Chcesz, żebym cię
zabił! – facet z mondea zaczął wrzeszczeć na mnie, ale ja nadal nie
kontaktowałem. Wiedziałem co się dzieje, ale byłem zbyt zdołowany.
- Odczep się pan i jedź już wreszcie! –
wtrącił się Paweł, nie wiedząc skąd nagle znajdujący się obok.
Pociągnął
mnie na bok na ławkę i mocno przytulił.
- Przepraszam. Tak bardzo przepraszam…
Kochany… Nigdy więcej czegoś takiego nie rób. Myślałem, że coś ci się stało…
Chyba bym tego nie przeżył.
- Przecież ledwo mnie dotknął – stwierdziłem,
kiedy już się trochę uspokoiłem.
- Gdyby znowu przez coś takiego miałaby zginąć
najważniejsza w tym momencie, dla mnie osoba… Kłótnie w mojej rodzinie są
bardzo niebezpieczne. – Zaśmiał się słabo.
- W-Wierzysz mi?
- Tak. Chodź do domu uspokoimy emocje i zaraz
idziemy na ten samolot.
Pocałowałem
go szybko i pierwszy wstałem, kierując się w stronę mieszkania.
Postanowiłem
zrobić wszystko, żeby tylko wszystko wróciło do normy, oczywiście Paweł też
musiał się postarać, ale coś czułem, że w najbliższym czasie będzie baaardzo
miły. Wiedziałem, że będziemy się non stop kłócić, żaden z nas nie jest typem
osoby, która będzie potulnie się na wszystko zgadzać, lecz wiedziałem również,
iż zawsze będziemy razem, bo choć bywa ostro, czasami nawet prawie się
rozstajemy to zawsze możemy znowu być razem szczęśliwi i nic nie będzie mogło
nam tego odebrać.
KONIEC!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz