Rozdział 2.
Dwa tygodnie później…
Siedziałem w salonie, czytając dla
przypomnienia lekturę moich uczniów – Zemstę.
Była napisana trudnym dla młodzieży językiem, ja również miałem wobec niej
obiekcje, ale musiałem przez to przebrnąć. Przynajmniej Papkin był zabawny i
jakoś udawało mi się przecierpieć ją, aż do końca.
Trzeba było przeczytać streszczenie…
- Wychodzę – oznajmił Krzysiek.
Byliśmy sami w domu. Gdyby Anka nie
wyszła do pracy – Była architektem. Pewnie większości facetów by przeszkadzało,
że kobieta zarabia więcej, ale jeżeli tylko realizowaliśmy się w swoim
wymarzonym zawodzie to pieniądze nie grały roli. Moje ego nawet w najmniejszym
stopniu nie było zagrożone. – to na pewno powiedziałby o tym jej. Mnie z
niewyjaśnionych przyczyn ostatecznie tolerował – chyba – ale…
- Dobra. Kiedy wracasz? Mniej więcej.
Zmrużył oczy i uśmiechnął się w
sposób, który jasno określał, iż odpowiedź według niego może mi się nie
spodobać, a on będzie czerpał z tego wielką przyjemność.
- Idę do chłopaka, więc… Nie
jestem pewien.
Uniosłem wzrok znad książki na
dłużej.
- Masz kogoś? Fajnie. – Uśmiechnąłem się.
Wytrzeszczył na mnie swoje wielkie
oczy, zaskoczony.
- Chłopaka - powtórzył. – Partnera, kochanka,
sam rozumiesz.
- No przecież wiem o co ci chodzi.
Usiadł naprzeciwko i intensywnie
zaczął mi się przyglądać.
- Jestem gejem, homo, pedał, ciota, itd., a…
- Sam siebie obrażasz? Znowu – westchnąłem.
Przypomniały mi się pierwsze dni spędzone z Markiem. – Jak można kogoś tak
obrażać nie rozumiem, ale żeby siebie tym bardziej. Kolejny, który ma z tym
problem. Ktoś cię prześladuje przez twoją orientację?
Wprawiłem go w osłupienie.
- Nie… - ostrożnie odparł. – Byłem lubiany
zanim odkryłem kim jestem, ujawniłem się i nadal tak jest. – Odetchnąłem z
ulgą. – Nie mam problemu z tym kim jestem. Chciałem cię uświadomić o czym
mówię.
- Ale ja wiem.
Uważnie obserwował każdy mój ruch,
kiedy zaznaczyłem zakładką z truposzami akt IV scenę 1, a następnie odłożyłem książkę na ławę.
- I nie masz nic przeciwko?
- Nie jestem hipokrytą.
Rozdziawił usta, jakby usłyszał, że
Barack Obama wpadnie do nas na herbatkę.
- Jak…? A mama? Przecież…
- Jestem biseksualny – uciąłem jego męki ze
sklepieniem jednego zdania.
- Serio???
- Mhm. Przed Anią spotykałem się z tylko jedną osobą. – Dawno przez niego nie
płakałem, ale nagle nabrałem na to ochoty. – Złamał mi serce i dopiero ona
skleiła je na nowo. Naprawdę go
kochałem, choć miałem ledwo piętnaście lat.
Wstał i zaczął chodzić po pokoju, co
chwilę na mnie zerkając.
- Wow. – Znowu usiadł na miejsce. – Jestem w
szoku. Dlaczego się rozstaliście? – Zerknął na zegarek w telefonie i przeklął
siarczyście. – Jak wrócę. Teraz idę się spotkać z… Eh… No dobra. Nie jesteśmy
razem. Chciałbym, ale on jest hetero, zresztą nawet nie wie o moich uczuciach.
To tylko mój najlepszy przyjaciel.
Uśmiechnąłem się smutno i oparłem
łokcie o uda, nachylając się do przodu.
- Bycie przy ukochanej osobie jest uczuciem
nie do opisania. Wolę jedno życie z tobą,
niż samotność przez wszystkie ery tego świata.
- Mam wrażenie, że skądś to znam…
- Władca
pierścieni – zaśmiałem się. – Wolę inne filmy, ale kiedyś zostałem zmuszony
do obejrzenia go. Jednak… Kto nigdy nie kochał naprawdę ten nie zrozumie o
czym mowa. O ile ukochany jest szczęśliwy, nie zauważamy jak to nas niszczy, ale
mimo to nie można się odizolować, bo dzięki przyjaźni można chociaż poczuć
namiastkę wspólnego życia. Można oglądać radość, smutki, sukcesy, porażki,
tylko ta osoba zawsze nieświadomie będzie nas ranić. Ja miałem tyle szczęścia,
że Marek jest gejem, a do tego choć jeszcze przed rozstaniem złamał mi
wcześniej serce to i tak wyszło na jaw iż również mnie kocha… a przynajmniej tak
twierdził. Skąd wiesz, że jest hetero? – zmieniłem temat.
- Tak powiedział. – Wyglądał smutno, potulnie,
jak nie on.
- A co dokładnie?
- Nie
jestem homo cytując. Więc…
- Bi – przerwałem mu.
- Co? - Nie kontaktował przez moment. – CO??
- Ja też tak mówiłem. Nie jest to kłamstwo, a
nie przyznaję się do swojej orientacji.
Prychnął, nie wierząc mi. Mimo to
jego mina zmieniła się z rozdrażnionej na przepełnioną nadzieją.
- Mówisz?
- Mówię, słyszę, widzę, chodzę – zażartowałem.
– Lepiej się upewnij, kto wie? To już połowa sukcesu. Gdyby w ogóle nie
interesował się facetami byłbyś na przegranej pozycji, a tak to może go w
sobie rozkochasz…? Tylko się upewnij, nie chcę ci dawać złudnych nadziei.
Wyszczerzył się, jak głupi do sera i
mnie przytulił. To było tak niespodziewane… Nim zdążyłem zareagować, odsunął
się.
- Na razie biegnę do Łukasza. Pa!
Wybiegł przeszczęśliwy, a ja zacząłem
się martwić, czy nie będę żałował swoich słów. Co jeśli to jednak nieprawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz