sobota, 6 sierpnia 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 1.

Rozdział 1.
Dziewiętnaście lat później…
Wróciłem z męczony z pracy.
Byłem nauczycielem języka polskiego w pobliskim gimnazjum. Może kiedyś nie rozumiałem, jak można mieć tak nudny i znienawidzony zawód, ale pod koniec liceum coś się we mnie zmieniło, od kiedy zacząłem uczyć moją, jeszcze wtedy, przyjaciółkę, a po latach żonę. Naprawdę czułem się szczęśliwy próbując wbić wiedzę do tych młodych mózgów, które myślały o wszystkim tylko nie o nauce.
Zobaczyłem na podjeździe samochód Ani. Uśmiechnąłem się wiedząc, że dzieci, piętnastoletniej Wiktorii oraz pięcioletniego Kuby, nie ma w domu. Zapowiadało się miłe popołudnie tylko we dwoje. Ruszyłem w stronę jasnożółtego jednopiętrowego domu z czerwonym dachem, otoczonego niewielkim placem z dwoma huśtawkami, jabłonią, ławą oraz stołem. Wśród zielonej trawy przebijał się biały kolor stokrotek, a miejscami rosły rabaty pełne różnokolorowych kwiatów.
Nacisnąłem klamkę dębowych drzwi i cicho wszedłem do środka. Zdjąłem buty i odwiesiłem marynarkę. Kwiecień nie żałował w zmianach pogody, więc musiałem mieć coś przy sobie w razie, gdyby jednak słońcu odwidziało się grzanie i dwadzieścia stopni zmieniło się na dziesięć.
Usłyszałem dwa głosy, żony oraz jakiegoś chłopaka. Wiedziałem czyj… tak jakby. Od kilku tygodni ukochana spotykał się potajemne z kimś. Na pewno nie byli kochankami. Kochaliśmy się, a poza tym on mógł mieć max dziewiętnaście lat. Nic o nim nie wspomniała. Bolało.
Zakradłem się do kuchni, skąd dobiegał dźwięk. Oparłem się o framugę  z założonymi rękami na piersi. Moja żona – szczupła, drobna blondynka, której dłuższe pasma włosów sięgały pasa, mimo upięcia ich w kucyk. Ciągle stroiła się w zwiewne sukienki, które jedynie zimą zamieniał na cieplejsze i grubsze. Jej śmiech był zaraźliwy. To ona wyciągnęła mnie z dołka po… rozstaniu z Markiem. Długo nie mogłem po tym dojść do siebie, ale o tym nie teraz. – stała tyłem, a gość siedział na parapecie z kubkiem w dłoniach. Był bardzo szczupły, ale wyglądał na wysokiego. Miał ciemne, długie trochę za ramiona włosy i delikatne rysy twarzy. Ubrany był w czarne rurki z dziurami, glany, koszulkę na ramiączkach, która praktyczne na nim wisiała również tego koloru z czerwonym napisem fuck you z białym obramowaniem. Na nadgarstku miał brązowy rzemyczek z jakąś zawieszką. Jego błękitne oczy, obrysowane delikatnie czarnym kolorem,  przypominające lód wlepione były we mnie. Gdyby mógł to by mnie zasztyletował samym wzrokiem.
Moja żona widząc to odwróciła się zaskoczona. Przerażenie wymalowane na jej oczach – wyglądających identycznie jak młodego – było zaskakujące i raniące. Nie ufa mi.
 - Marcin? – ostrożnie spytała. – Co ty tu robisz.
Westchnąłem i przeniosłem ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
 - Mieszam. Chyba przyszła pora na przedstawienie mi tegoż młodzieńca, z którym ostatnio się widujesz, choć twierdzisz, że siedziałaś sama w domu, czy byłaś na kawie z koleżankami? Żeby nie było, nie śledzę cię. Przypadkiem wpadamy na siebie, ale jak widzę znowu was razem to jedynie odchodzę zastanawiając się, co tym razem wymyślisz.
 - Wiedziałeś. – Pobladła. – To nie tak… Nie wiedziałam, jak ci powiedzieć i… Przepraszam.
Po kilku sekundach zastanowienia podszedłem do bruneta. Wyciągnąłem rękę, przedstawiając się:
 - Marcin Gałązka. Mąż tej pięknej damy. A ty jesteś…?
Z niechęcia uścisnął ją, chłodno na mnie patrząc.
 - Krzysztof Jarecki. Może sama mnie przedstawisz? – zwrócił się do kobiety.
 - Och, tak… Kochanie, to jest… mój syn. – Zdziwiłem się, ale pozwoliłem jej kontynuować. – Miałam szesnaście lat, kiedy poznałam Igora. Był ode mnie starszy kilka lat, romantyczny, bogaty… zakochałam się. Straciłam z nim dziewictwo; było cudownie, ale… nie zabezpieczyliśmy się, zaszłam w ciążę. Byliśmy zagubieni. Jego rodzice zadecydowali za nas – dziecko zostaje z nimi, a ja nie mam żadnych praw. Kiedy rodziłam miałam siedemnaście lat, nie myślałam. Podobno ojciec opowiadał Krzyśkowi o mnie. Niestety zachorował; nowotwór. Nie dogaduje się z dziadkami, którzy inaczej wyobrażaj sobie jego osobę, jak i przyszłość jedynego wnuka. Postanowił mnie odnaleźć i tak oto dochodzimy do tego momentu. Przepraszam, że nic ci nie powiedziałam. Bałam się twojej reakcji.
Przetarłem załamany twarz dłonią.
 - Przecież jestem twoim mężem. Kocham cię i liczyłem na trochę większą wiarę we mnie.
 - Przepraszam – powtórzyła.
Westchnąłem i przyciągnąłem ją do siebie, by zamknąć w swoich ramionach. Przy okazji uśmiechnąłem się do chłopaka.
 - Miło mi cię poznać.
 - Zobaczymy – odparł chłodno.
 - Synu – upomniała go Anka, wyplątując się z moich ramion.
 - Nie zapomniałaś o czymś? – spytał, przekrzywiając głowę.
Jej mina wyraźnie zrzedła. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczami, zbierając się na odwagę, by powiedzieć coś jeszcze.
 - Czy mógłby z nami zamieszkać?
Zaskoczony zamrugałem kilka razy powiekami, ale w końcu nachyliłem się i delikatnie pocałowałem w usta.
 - Mówisz, że miałaś siedemnaście lat… Czyli teraz masz osiemnaście? – ostatnie słowa skierowałem w stronę bruneta.
Skinął głową.
Westchnąłem i uśmiechnąłem do niego.
 - Witaj w domu.
Moja żona słysząc te słowa zapiszczała i przytuliła mnie mocno.
 - Masz mnie za takiego potwora? – spytałem niby oburzony.
Pokiwała przecząco głową, z wielkim uśmiechem. Cmoknąłem ją w nos i odwróciłem się w stronę gościa.
 - Kiedy zamierzasz się wprowadzić?
 - Mogę nawet już.
Zaskoczyła mnie jego odpowiedź, ale mimo to skinąłem głową.
 - Potrzebujesz pomocy?
 - Dam radę. – Zeskoczył z blatu. – Spodziewajcie się mnie jeszcze dzisiaj wieczorem.
Uniósł rękę na do widzenia i wyszedł. Już miałem zwrócić się do żony, kiedy ponownie w drzwiach ujrzałem nieprzychylnie patrzące na mnie oczy oraz ich właściciela.
 - Mogę pożyczyć furę? – spytał trzymając w ręce kluczyli do mojego samochodu.
Westchnąłem i niepewnie skinąłem głową.
 - Tylko go nie uszkodź.
 - Jasne, jasne… - mruknął i znowu się ulotnił.
Patrzyłem w pustą przestrzeń, ale w końcu przeniosłem wzrok na złotowłosą kobietę. Wziąłem w palce pasmo, które wydostało się z kucyka i zacząłem się nim bawić.
 - Chyba będzie interesująco – stwierdziłem. – Dzieci już wiedzą?
Pokręciła przecząco głową.
 - Jak pojadę po Wiktorię, a ma dzisiaj trening do 1800 to jej powiem. W drodze powrotnej wpadnę po Kubusia. Jest u moich rodziców.
Aa… Bo zapomniałam się pochwalić, że moja córeczka tańczy w zespole hip-hopowym. Jest tam głównym tancerzem!
 - Wiem, wiem. – Pocałowałem ją w czubek głowy i zaciągnąłem się zapachem jej włosów. Pachniała jak bukiet kwiatów. – Kocham cię. 
 - Ja ciebie też – powiedziała z radosnymi ognikami tańczącymi w jej oczach.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz