poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 9.

Rozdział 9.
Wieczorem poszliśmy do już naszej sypialni wcześniej, pod pretekstem zmęczenia całym emocjonującym dniem. Krzysiek, jakby podejrzewał nasze nikczemne zamiary i powiedział, że zabiera dzieciaki na plac zabaw (choć Wiki się opierała, gdyż dzieci coraz bardziej ją irytowały). Sam nie wiem, czy to przez szampan otwarty na cześć naszego związku (choć nie mam słabej głowy), czy to tęsknota, a może jeszcze coś innego… Pchnąłem go na łóżko i przywarłem do jego smakowitych, pełnych ust. Nie mogłem się tym nasycić, pragnąłem go całego. Chłopak w międzyczasie rozpuścił mi włosy i zagłębił w nich palce, chcąc przyciągnąć jak najbliżej. Jedną ręką cały czas się podpierałem, a druga wślizgnęła się pod cieniutką bluzeczkę partnera. Głaskałem jego bok, czując jak delikatna i aksamitną ma skórę. Nadal był bardzo szczupły, ale nabrał trochę mięśni, które napinały się pod moim dotykiem. Zjechałem wargami na jego długą szyję, a Marek odchylił głowę, dając mi do niej pełen dostęp. Był tak idealny, nieskazitelny, że aż bałem się zostawić na jego ciele choć najmniejszy ślad. Czułem się jakbym odpłynął do raju, już nic poza nim się dla mnie nie liczyło w tamtym momencie.  Pociągnąłem go za jasnozielony materiał, który za bardzo mi wadził. Ukląkł naprzeciwko mnie, dłonie trzymając na mojej szyi. Uśmiechnął się słodko i znowu pocałował. Prawie zapomniałem, że chciałem zdjąć tą uciążliwą bluzkę. Badałem jego plecy dłońmi. Między pocałunkami, uśmiechnąłem się słysząc jak mruczy, kiedy przejechałem paznokciami po jego kręgosłupie. Odsunął się na niewielką odległość i zaczął odpinać mi guziki, patrząc na to swoimi czekoladowymi oczami, a następnie zsunął ją zmysłowo z moich ramion. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wyglądał za razem tak słodko, seksownie, drapieżnie i… niewinnie. To była niesamowita mieszanka. Nie sądziłem, że tak się da, ale to Marek, a on chyba nawet nie jest człowiekiem… Ach no tak, wygadał się mojemu tacie, że jest kosmitą. Pociągnąłem go za biodra bliżej i znowu zatraciłem się w jego ustach. Sunął na zmianę swoimi rękami po moich ramionach i torsie z uwielbieniem. No cóż, od czasu do czasu się ćwiczyło w domu, więc miałem czym się pochwalić. Może nie były to jakieś pokaźnie muskuły, ale chuderlawy też nie byłem. Moje palce delikatnie zahaczyły o pasek spodni chłopaka i jeden wkradł się do środka. Karmelowłosy jakby nagle się obudził i ostrożnie wyswobodził z moich ramion. Zaskoczył mnie tym.
 - W porządku? Em… Przepraszam, faktycznie zagalopowałem się. Może nie powinienem…
 - Nie – przerwał mi. Jego głos był dziwnie smutny. – To ja… Nie ważne.
Przysunął się i pocałował mnie, ale byłem już na tyle dużym chłopcem, żeby się opamiętać. Odsunąłem go, usiadłem na materacu i wciągnąłem na swoje kolana, tak że musiał siedzieć okrakiem i na mnie patrzeć.
 - Kochanie.
 - To nic takiego. – Ujrzałem jego szeroki uśmiech, lecz ja go znałem tyle lat… dobrze wiedziałem, kiedy jest szczery, a kiedy nie. Wtedy nie był.
Westchnąłem i pogłaskałem go po policzku.
 - Nie udawaj. Powiedz prawdę, bo kto wie co mi przyjdzie za dziwny pomysł do głowy – zażartowałem, starając się rozluźnić atmosferę.
Nadmuchał policzki jak małe dziecko i spojrzał na mnie spod byka. W życiu bym nie pomyślał, że ma tyle lat co ja.
 - Będziesz się śmiał.
Trudem zdławiłem śmiech i pogłaskałem go po głowie. Cmoknąłem w usta i ponowiłem pytanie:
 - Co się stało? Zrobiłem coś nie tak? Przecież jeśli nie chcesz to żaden problem, umiem się powstrzymać… chyba – puściłem oczko.
Zarumienił się lekko i zagryzł dolną wargę. Chciałem ją wydostać spod niemiłosiernych zębów, ale odgoniłem tą myśl, skupiając się na chłopaku.
 - Eh… Ale ty jesteś uparty.
 - Owszem. Mów – pogoniłem go, nie słysząc nic więcej.
 - Kocham cię. Bardzo. Nigdy nie umiałem przestać, często o tobie myślałem, co robisz, kim jesteś, gdzie mieszkasz?  - Chciałem mu przerwać, ale postanowiłem jednak posłuchać jego długiego monologu, jeśli w końcu się dowiem o co chodzi. – Nie potrafiłem się związać z innym facetem, nawet nie próbowałem, tylko raz na imprezie urodzinowej się schlałem i całowałem ze znajomym z wytwórni, Chrisem… - zawiesił głos jakby, czekając na moją reakcję. – Eh… Dobra. Mam prawie trzydzieści sześć lat i jeszcze NIGDY nie… nie uprawiłem seksu.
Dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedział. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem czule po policzku. W końcu jakby się rozluźnił.
 - Jak z dzieckiem… - westchnąłem. – Przecież to żadna ujma. Nawet jestem dumny, że będę pierwszym i jedynym, który będzie mógł widzieć cię takiego.
Uśmiechnął się słodko i położył dłonie na moich policzkach, a wargi na wargach. Oddałem  ten pocałunek, ale nagle zacząłem mieć wyrzuty sumienia. Nie żałowałem lat spędzonych ze zmarłą żoną, ani dzieci, lecz…
 - Cieszę się, że poznałeś Anię – powiedział, jakby czytał mi w myślach. - To śliczna dziewczyna i z opowiadań dzieciaków była wspaniałą kobietą, szkoda że nie miałem szansy jej poznać. Dzięki niej znowu byłeś szczęśliwy, a poza tym jakby nie było nie byliśmy razem. Do tego zawsze chciałem mieć taką dużą rodzinę, żeby w domu było głośno, wesoło. Będąc gejem wiedziałem, że to nie możliwe, ale okazało się, iż nie tylko odzyskałem swoją miłość, ale też powiększyła mi się rodzina – zaśmiał się. – Kocham cię.
Musnąłem jego usta i odpowiedziałem mu tym samym. Popchnął mnie na materac i zawisł nade mną; słodki niczym anioł, drapieżny niczym diabeł. Pocałował mnie mocno, ale ja zaraz popchnąłem go na miejsce obok i wciągnąłem jego nogi.
 - Myślałem, że nie chcesz… - zawiesiłem głos.
Pogłaskał mnie po ramieniu, nie patrząc mi w oczy, a całą swoją uwagę skupiając na swojej dłoni.
 - Chcę. Tyle lat czekałem… Po prostu się przestraszyłem. Słyszałem, że to boli…
Uśmiechnąłem się i czule pocałowałem. Jak można być tak uroczym???
 - Nie wiem jakie to uczucie, z nikim poza moją żoną się nie kochałem, ale obiecuję zrobić wszystko, żeby było ci przyjemnie… Chyba, że chcesz, abym…
Zasłonił mi usta i pokiwał przecząco głową. Nie musiał nic mówić.
Zabrałem jego ręce nad głowę i pocałowałem mocno. Czułem jak się wygina, żeby tylko mnie dotknąć, ale zwinie mu to uniemożliwiałem.
 - Marcin… Proszę… Potrzebuję cię – jego głos zadźwięczał mi w uszach, a ja nie potrafiłem zaprotestować.
Puściłem jego nadgarstki i zacząłem go całować wzdłuż brzucha, tworząc linię po środku. Młodszy (bądź co bądź, taka prawda) westchnął i przeczesał moje włosy palcami jednej ręki, kiedy zatopiłem język w jego pępku. Ten dźwięk jeszcze bardziej mnie nakręcił. Ugryzłem jego męskość przez spodnie, wdychając jego zapach, a po pokoju rozszedł się zduszony jęk. Zastąpiłem usta dłonią i przez moment masowałem wrażliwe miejsce, słuchając tej pięknej muzyki, już nie tłumionej przez rękę. W końcu zlitowałem się nad nim, po części też z obawy, że za szybko mi dojdzie. Odpiąłem guzik, rozsunąłem suwak i…
 - Kurwa… Przeklęci ci, którzy wymyślili rurki… - …i za nic w świecie nie umiałem zdjąć mu spodni.
Usłyszałem cichy chichot.
Spojrzałem na niego i pokręciłem głową. Obserwował moje poczynania z nieukrywanym rozbawieniem, W końcu po dłuższej chwili udało mi się je zsunąć niżej niż biodra.
 - Przynajmniej dobrze w nich wyglądam… prawda?
 - Bardzo, ale co mi z tego jak nie mogę się dobrać do tego pięknie wyeksponowanego tyłka?
Zaśmiał się, opadając z powrotem na łóżko.
Z ulgą ostatni raz pociągnąłem nogawkę i czarny, wkurzający materiał wylądował na podłodze, wraz z niebieskimi skarpetkami w flamingi. Odetchnąłem w ulgą i wróciłem w okolice jego bokserek.
 - Jeszcze musimy się pozbyć tego…
Mimo swoich słów najpierw polizałem jego członka przez materiał, a później wyciągnąłem i zassałem się na główce.
 - Kurwa – jęknął, rozsuwając trochę szerzej nogi.
Nie sądziłem, że to może być aż tak przyjemne również dla obdarowującego pieszczotami penisa. Często przyłapywałem się na myśli, kiedy robiła mi to Anka, że chciałbym też spróbować, ale nie miałem jak.
Starałem się połknąć jak najwięcej, w tym samym czasie pozbawiając go ostatniej części garderoby. Nie udało mi się do końca, ale wiedziałem, że mamy jeszcze czas… Docisnąłem go do podniebienia, starając się przypomnieć co mi sprawiało największą przyjemność i zacząłem poruszać głową w górę i w dół.
 - M-Marcin… bo… Ach! – poczułem jak dochodzi w moich ustach, cudem mnie nie krztusząc.
Dokładnie wylizałem to co nie udało mi się połknąć. Klatka piersiowa szybko poruszała mu się w górę i w dół. Kiedy chłopak dochodził do siebie po przeżytym orgazmie, ja zdjąłem resztę swoich ubrań. Pocałowałem jego rozchylone wargi, a młodszy uśmiechnął się błogo.
 - Wow… Jesteś cudowny, wiesz?
Zaśmiałem się i odgarnąłem jego lepiące się włosy z czoła.
 - Ty też. Masz może przy sobie jakiś… na przykład krem?
Skinął słabo głową i wskazał na szafkę nocną.
Wyciągnąłem coś co wyglądało sensownie i powróciłem do Marka, który już leżał na brzuchu z głową opartą na ręce, szeroko się uśmiechającego. Oblizał się i wyciągnął do mnie rękę.  Z trudem przełknąłem ślinę i wszedłem z powrotem na łóżko. Uniósł trochę biodra do góry, a ja zacząłem się zastanawiać, jak wytrzymam z TAKIM chłopakiem. Pociągnąłem je jeszcze trochę bardziej do góry i jedną ręką odwracałem jego uwagę, pieszcząc jego znowu pobudzonego członka, a drugą rozciągałem, wcześniej rozsuwając jego nogi jeszcze trochę, kolanem. Szczerze mówiąc, również zaczynałem się bać. Nie chciałem go skrzywdzić! Jednak czując jak sam się rozluźnia, również odgoniłem obawy na drugi plan.
 - Mm… Długo jeszcze? Chciałbym już poczuć twojego kutasa w sobie – zaczynał się niecierpliwić.
Przełknąłem z trudem ślinę, a coś się we mnie skręcało, również chcąc już się tam znaleźć.
 - Przestań, bo chyba zaraz dojdę bez niczego – wyszeptałem, nachylając się do jego ucha.
Odwrócił głowę i uśmiechnął się chytrze, a następnie pocałował. Nagle usłyszałem jego jęk wymieszany między naszymi ustami. Liznąłem ostatni raz jego dolną wargę i wyjąłem palce.
 - Nie mam prezerwatywy, ale raczej żaden z na nie jest zarażony czymś, nie? – spytałem.
 - Nie. A jak się w takim razie zabezpieczaliście?
 - Anka brała tabletki. Obaj woleliśmy bez.
Nie dając mu czasu na jakąkolwiek odpowiedź, powoli przebijałem się przez krąg mięśni. Widziałem jak zaciska pięści i przyciska czoło do poduszki.
 - OK? – spytałem, głaskając go po biodrze.
 - Mhm…
 - Spokojnie, odpręż się – mówiłem w tym samym czasie, przenosząc rękę na jego pensa, który na szczęście nadal był twardy i stojący.
Zacisnąłem dłoń na jego męskości, co wywołało jego ciche westchnienie. Poruszyłem nią jeszcze powoli, czując jak z każdym ruchem się odpręża. Sam w końcu poruszył biodrami. Potraktowałem to jak pozwolenie i sam zacząłem się poruszać, coraz bardziej przyśpieszając.
 - Mm… Tam… T-tak… - nieskładnie próbował coś powiedzieć.
Czułem, że spełnienie jest blisko, więc zacząłem go dodatkowo pobudzać ręką… Znaczy taki był mój plan. Jeszcze na chwilę zanim go dotknąłem wystrzelił na pościel. Chwilę później dołączyłem do niego i opadłem na to delikatne ciałko. Postanowiłem się przenieść na miejsce obok, ale młodszy miał inne plany.
  - Zaczekaj chwilę… Tak jest dobrze.
Pocałowałem go w kark i spełniłem jego prośbę.
 - Jesteś wspaniały – westchnął. – To ostrzeżenie – dodał poważnie.
Zaśmiałem się i mimo wszystko położyłem obok, ale zaraz zagarnąłem w ramiona.
 - A ty tak podniecający, że nie ma obawy, że mi nie stanie, więc…
Leżeliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy i już myślałem, że zasnął, kiedy odwrócił się w moją stronę i pogłaskał po policzku.
 - Muszę iść się umyć.
Skinąłem głową i zdjąłem z niego moje ramię.
 - Nie mam siły – powiedział dość nieprzekonująco – może pomógłbyś mi?
Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową.
 - Jesteś niemożliwy. Nie, bo jutro będziesz mnie cały dzień wyzywać, że nie możesz chodzić. To twój pierwszy raz.
Jęknął niezadowolony i sam ruszył w stronę wyjścia, kręcąc biodrami, a ja z trudem leżałem na swoim miejscu. Westchnąłem ciężko i przekręciłem się na drugi bok, tak dla bezpieczeństwa. Zasnąłem zanim zdążył wrócić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz