Rozdział
14.
Następnego
dnia, po powrocie z pracy zastałem go w sypialni, próbującego napisać jakąś
piosenkę. Problem w tym, że nie potrafił. Ciągle wrzeszczał, iż mu nie wychodzi
i targał kartki z notesu. Zrobił sobie przerwę, żeby dać nam obiad i powrócił
na łóżko. Chciałem mu pomóc, ale co ja mogę?
- Co go dzisiaj ugryzło? Okres ma, czy co? –
spytał Krzysiek.
Zaśmiałem
się, kręcąc przecząco głową.
- Módl się, żeby tego nie usłyszał. Chce w
związku z powrotem na scenę napisać kilka nowych piosenek, ale nie umie.
- A kto to wcześniej robił?
- On.
Wzruszył
ramionami i sięgnął po kolejną porcję żelek.
- No to niech sobie zrobi przerwę. To tak jak
z nauką, jak z dużo myśli to się nie nauczy, bo się mózg przegrzewa.
- A teraz mu to powiedz. – Puściłem do niego
oczko.
- Chcę żyć! – zaprotestował.
W końcu, po
godzinie uznałem, iż może faktycznie powinien odpocząć. Poszedłem do sypialni z
duszą na ramieniu. Bojąc się, że zaraz znowu mnie opierniczy za przeszkadzanie,
ostrożnie otworzyłem drzwi. Leżał cały czas na tym samym miejscu, bawiąc się
różowym długopisem z piórkami u góry i co chwilę kreśląc coś w notesie.
- Mogę? – spytałem niepewnie.
Spojrzał na
mnie, dopiero po chwili skinając głową.
Odetchnąłem
z ulgą i położyłem się obok.
- Może powinieneś zrobić sobie przerwę?
Natychmiast
przeniósł na mnie swój wzrok, który że tak powiem nie był przyjazny.
- Dobra, dobra… - mruknąłem.
Zacząłem
się bawić jego krótkimi pasmami włosów, nie mogąc oderwać wzroku od tej
skupionej miny. Po jakiś dziesięciu minutach, wbił we mnie załamane spojrzenie i wtulił w moją pierś.
- Nie umiem! Co jest ze mną nie tak, hm?
Wcześniej po godzinie cała piosenka była na kartce, a teraz nawet jednej pierdolonej
zwrotki nie mogę napisać!
Objąłem go
szczelnie i wciągnąłem na siebie. Pogłaskałem ten gładki, blady policzek, uśmiechając
się.
- Dasz rade, na razie zrób sobie przerwę,
serio.
- Mhm… - mruknął smutny.
Westchnąłem
i przytuliłem go mocniej.
- A co z menadżerem?
Źle się
czułem, widzą te smutne oczka.
- Poszukam jakiegoś, jak napiszę piosenki.
Nie
chciałem, żeby ciągle o tym myślał, więc po porostu go pocałowałem. Liczyłem,
że choć na chwilę zapomni. Ja na pewno. Skupiony byłem wyłącznie na jego
słodkich ustach. Młodszy coraz bardziej napierał, gdy nagle… oderwał się ode
mnie i szybko dorwał notes i długopis.
- Mam!
Obserwowałem
rozbawiony, jak z zapałem notuje kolejne słowa. Przerwał tylko na sekundę, żeby
przewrócić kartkę. Usilnie starałem się nie zaśmiać, żeby przypadkiem go nie
rozproszyć. To było takie urocze…
- Myślę, że tytuł Kiss będzie odpowiedni – mruknął jakby do siebie.
Oparł się o
mój brzuch, tworząc ze mną kąt prosty. Głaskałem go po głowie, a ten pisał
dalej.
- Jesteś moją muzą – powiedział, po napisaniu Liar.
- Miło mi.
- Mówię poważnie. – Spojrzał na mnie,
przerywając na moment. – Kiedy pisałem te stare, ciągle w głowie miałem ciebie,
twoje słowa, gesty… Całe moje życie mi się
tobą kojarzy. Teraz też, pewnie gdybyś nie przyszedł to bym cały pokój
wypełnił pokreślonymi ścinkami, a i tak nic bym nie napisał.
W
odpowiedzi, podniosłem się na chwilkę, żeby móc dosięgnąć jego ust i złożyć na
nich krótki, aczkolwiek czuły pocałunek. Zaraz powróciłem na swoje miejsce,
żeby było mu wygodnie.
- A to co śpiewałeś wczoraj, kiedy już wszyscy
poszli…? – odważyłem się odezwać, kiedy ujrzałem, jak podkreśla kolejną, co
oznaczało koniec.
- Hm? Aa… Tą… Wymyślałem słowa na poczekanie –
odparł lekko się rumieniąc. – Pamiętam fragmenty, ale…
Nastąpiła
chwila milczenia.
- A o czym była?
Zagryzł
lekko wargę i zerknął na mnie.
- W sumie to również dlatego jej nie zaśpiewam
nikomu innemu. – Puścił mi oczko.
- Och… Dobra nie ważne – zaśmiałem się.
Karmelowłosy
powrócił do notesu nucąc coś pod nosem.
Nawet
gdybym chciał, nie mogłem wstać, kiedy ujrzałem jak uśmiechnięty przymyka powieki
i powoli usypia, napisawszy wyznaczony przez niego limit pięciu piosenek, po
dwudziestej trzeciej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz