poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 3.

Rozdział 3.
Siedziałem przy biurku sprawdzając rozprawki moich uczniów. Można by się załamać, naprawdę. Po raz kolejny kreśliłem coś na kartce, która bynajmniej nie wyglądała jak praca domowa, a raczej coś co zostało zwinięte w kulkę i podeptane.
A może to ta piłka, co grali nią uczniowie na przerwie na korytarzu…?
 - Cześć… - wszedł do pokoju Krzysiek. – Mogę?
 - Jasne – z chęcią oderwałem się od tego koszmaru polonistów. – Swoja drogą wierzysz, że uczeń drugiej gimnazjum nie wie jak się pisze który? Jeśli uważa to za jakiś żart to gorzko za niego zapłaci kolejną jedynką.
 - Chciało ci się wracać do szkoły? – Usiadł na fotelu.
 - Chyba miałem za cel uratować te dzieciaki, bo kto wie co  za stara baba by mogła ich uczyć zamiast mnie. Żałuj, że nie widziałeś mojej. Brr – wzdrygnąłem się na myśl o tym czymś.
 - Ha, ha, ha! – chyba pierwszy raz widziałem go śmiejącego się ze mną. – Marcin, bo ja przyszedłem, żeby dokończyć nasza rozmowę sprzed czterech godzin…
 - Już tyle minęło? No nieźle.
 - Ta… To ty naprawdę miałeś chłopaka? Nie udajesz? – w jego głosie wyczułem nadzieję.
Nie sposób było się nie uśmiechnąć.
 - Serio, serio. Miał… Ma na imię Marek.
 - Długo byliście razem?
 - Jakieś osiem miesięcy się znaliśmy, a razem… no krócej… nie pamiętam, pół roku?
 - Aa… - zamyślił się.
 - Co to jest? Wywiad? – Wyszczerzył się. – Eh…
Założył nogę na nogę, uważnie się na mnie gapiąc i nic nie mówiąc. Wzruszyłem ramionami i znowu zacząłem sprawdzać prace uczniów, a raczej kreślić na czerwono po nich.
 - Jak wyglądał? – nagle się odezwał, a ja przez to przez przypadek przejechałem po całej kartce długopisem zostawiając wielką kreskę.
 - Kurwa… - mruknąłem pod nosem.
 - Coś nie tak? – Uśmiechnął się wrednie.
 - Żebyś wiedział. Przeklinanie to raczej działka mojego byłego. Co ty tam…? Aa! Niezbyt wysoki, wręcz niski, szczupły. Miał delikatne rysy twarzy, duże czekoladowe oczy, długie włosy koloru… karmelu, choć później pofarbował grzywkę na czerwono. Zawsze stroił się w kolorowe ciuszki, a każdy przegub zdobiły bransoletki. Do tego taki piękny uśmiech…
 - Serio ci się podobał – stwierdził.
 - To był najbardziej uroczy, choć nienawidził tego słowa, człowiek jakiego kiedykolwiek widziałem.
Podszedł bliżej i usiadł na biurku ignorując moje nieprzychylne spojrzenie.
 - A coś ogólnie o nim mi opowiesz?
Westchnąłem i oparłem brodę na dłoni.
 - Często się śmiał i żartował, choć kiedy go poznałem był w stanie depresyjnym, nawet miał myśli samobójcze. To nie jego wina; pochodził z domu dziecka, a tam była banda jego prześladowców i miał po prostu dość. W wieku szesnastu lat został adoptowany. Był opiekuńczy, kiedyś zachorowałem… no dobra udawałem, to nie zważając na to, iż mógłby się zarazić zajmował się mną, bo rodzice wyszli, a on u mnie nocował albo kiedyś skręciłem kostkę to pomógł mi, choć przez to miał kare i przez dwa tygodnie się nie widzieliśmy. Złośliwy, lubił wykorzystywać swoją urodę przeciwko tym, którzy uważali go za dziewczynę… A mi nic nie zrobił… No nic. Pięknie śpiewał, lubił pozować do zdjęć i samemu je robić. Kiedy chciał musiał postawić na swoim niezależnie od uczuć innych… - czułem, że coraz trudniej mi się o nim opowiadało. – Coś jeszcze?
 - Zmieniam zdanie: nie tylko ci się podobał, ale go kochałeś. To nie wszystko - ty go nadal kochasz – stwierdził.
Uśmiechnąłem się z trudem.
 - Nie zaprzeczę.
 - Może nie powinienem cię teraz o to pytać, ale dlaczego się rozstaliście?
Spuściłem wzrok na rozprawki i udawałem, że jestem nimi zajęty. Usłyszałem ciche westchnienie i kroki. Kierował się na korytarz.
 - Przepraszam. Jego przyszywany ojciec dostał pracę za granicą i…
 - A związki na odległość? – wtrącił się.
Posłałem mu karcące spojrzenie.  
 - …i wraz z końcem roku szkolnego wyjeżdżał do Anglii. Było nam ciężko, nie wyobrażaliśmy, a przynajmniej ja, sobie rozłąki na nieokreślony czas, do tego tyle kilometrów… Pewnego dnia wpadł… a może to ja, już nie pamiętam, na pomysł, żebym pojechał do niego na jakiś czas, w końcu były wakacje. Wydałem swoje oszczędności na bilet, namówiłem kuzynkę, aby leciała ze mną… Na parę dni przed moimi odwiedzinami nie mogłem się z nim skontaktować, ale zwaliłem to na brak czasu, w końcu sam tez musiał się zaklimatyzować w nowym miejscu. Wieczór przed wylotem otrzymałem od niego jedną wiadomość. Jedną, która zmieniła moje życie. Zostawił mnie. Raz jeszcze parę minut później zadzwonił, ale się wkurzyłem, nie wytrzymałem – rzuciłem komórką o ścianę, na tyle mocno, że ją zniszczyłem. Tak się skończyła moja smętna bajeczka.
Patrzył na mnie z lekko rozchylonymi ustami, jakby nie wiedział co ma powiedzieć.
 - A sam nie próbowałeś pogadać, wyjaśnić?
Smutno się uśmiechnąłem i pokiwałem przecząco głową.
 - Czasami mnie nachodziło, ale nie miałem jego numeru, a portale… raz tylko odpisałem mu na tamto, ale nie otrzymałem odpowiedzi.
Przytulił mnie ostrożnie i zaraz się odsunął. Był już bardziej powściągliwy niż parę godzin wcześniej.
 - Załamałem się, jednak jak widzisz żyję nadal, dzięki twojej matce. Przyszła do mojej klasy w liceum w drugiej klasie, przeprowadziła się. Zawsze uśmiechnięta, tylko czasami nachodziły ją trudniejsze dni. Mówiła, że popełniła wielki błąd, jednak nigdy nie wyciągnąłem od niej o co chodzi. Jako jedyna do mnie podeszła, odizolowałem się od wszystkich mimo to ona niezrażona starała się mi poprawić humor. O dziwo nie miałem jej dość i tak zaczęła się wilka przyjaźń, później związek, Ania zaszła w ciążę, postanowiliśmy wziąć ślub, jeszcze w tak młodym wieku, kilka lat później pojawił się Kubuś, a teraz mamy jeszcze ciebie. To jest jedyna osoba, którą pokochałem tak jak Marka. Nie potrafię zapomnieć, zawsze będzie siedział w moim sercu, ale mimo to ta wiecznie uśmiechnięta blondynka potrafiła sprawić, że kocham kogoś w równym stopniu co jego.
 - Tak samo mocno?
 - Przepraszam. Po tylu latach i cierpieniu, nie potrafię wyzbyć się tego uczucia.
Położył rękę na moim ramieniu i nieznacznie się uśmiechnął.
 - To się nazywa prawdziwe uczucie. Tylko co on ci napisał?
Westchnąłem i pociągnąłem go za rękę w kierunku sypialni, gdzie na materacu leżał mój laptop, a tam wciąż nieusunięta wiadomość, która jak bomba rozerwała moje serce…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz