Rozdział 3.
Siedziałem przy biurku sprawdzając
rozprawki moich uczniów. Można by się załamać, naprawdę. Po raz kolejny
kreśliłem coś na kartce, która bynajmniej nie wyglądała jak praca domowa, a
raczej coś co zostało zwinięte w kulkę i podeptane.
A może to ta piłka, co grali nią uczniowie na przerwie na korytarzu…?
- Cześć… - wszedł do pokoju Krzysiek. – Mogę?
- Jasne – z chęcią oderwałem się od tego
koszmaru polonistów. – Swoja drogą wierzysz, że uczeń drugiej gimnazjum nie wie
jak się pisze który? Jeśli uważa to
za jakiś żart to gorzko za niego zapłaci kolejną jedynką.
- Chciało ci się wracać do szkoły? – Usiadł na
fotelu.
- Chyba miałem za cel uratować te dzieciaki,
bo kto wie co za stara baba by mogła ich
uczyć zamiast mnie. Żałuj, że nie widziałeś mojej. Brr – wzdrygnąłem się na
myśl o tym czymś.
- Ha, ha, ha! – chyba pierwszy raz widziałem go
śmiejącego się ze mną. – Marcin, bo ja przyszedłem, żeby dokończyć nasza
rozmowę sprzed czterech godzin…
- Już tyle minęło? No nieźle.
- Ta… To ty naprawdę miałeś chłopaka? Nie
udajesz? – w jego głosie wyczułem nadzieję.
Nie sposób było się nie uśmiechnąć.
- Serio, serio. Miał… Ma na imię Marek.
- Długo byliście razem?
- Jakieś osiem miesięcy się znaliśmy, a razem…
no krócej… nie pamiętam, pół roku?
- Aa… - zamyślił się.
- Co to jest? Wywiad? – Wyszczerzył się. – Eh…
Założył nogę na nogę, uważnie się na
mnie gapiąc i nic nie mówiąc. Wzruszyłem ramionami i znowu zacząłem sprawdzać
prace uczniów, a raczej kreślić na czerwono po nich.
- Jak wyglądał? – nagle się odezwał, a ja
przez to przez przypadek przejechałem po całej kartce długopisem zostawiając
wielką kreskę.
- Kurwa… - mruknąłem pod nosem.
- Coś nie tak? – Uśmiechnął się wrednie.
- Żebyś wiedział. Przeklinanie to raczej
działka mojego byłego. Co ty tam…? Aa! Niezbyt wysoki, wręcz niski, szczupły.
Miał delikatne rysy twarzy, duże czekoladowe oczy, długie włosy koloru…
karmelu, choć później pofarbował grzywkę na czerwono. Zawsze stroił się w
kolorowe ciuszki, a każdy przegub zdobiły bransoletki. Do tego taki piękny
uśmiech…
- Serio ci się podobał – stwierdził.
- To był najbardziej uroczy, choć nienawidził
tego słowa, człowiek jakiego kiedykolwiek widziałem.
Podszedł bliżej i usiadł na biurku
ignorując moje nieprzychylne spojrzenie.
- A coś ogólnie o nim mi opowiesz?
Westchnąłem i oparłem brodę na dłoni.
- Często się śmiał i żartował, choć kiedy go
poznałem był w stanie depresyjnym, nawet miał myśli samobójcze. To nie jego
wina; pochodził z domu dziecka, a tam była banda jego prześladowców i miał po
prostu dość. W wieku szesnastu lat został adoptowany. Był opiekuńczy, kiedyś
zachorowałem… no dobra udawałem, to nie zważając na to, iż mógłby się zarazić
zajmował się mną, bo rodzice wyszli, a on u mnie nocował albo kiedyś skręciłem
kostkę to pomógł mi, choć przez to miał kare i przez dwa tygodnie się nie
widzieliśmy. Złośliwy, lubił wykorzystywać swoją urodę przeciwko tym, którzy
uważali go za dziewczynę… A mi nic nie zrobił… No nic. Pięknie śpiewał, lubił
pozować do zdjęć i samemu je robić. Kiedy chciał musiał postawić na swoim
niezależnie od uczuć innych… - czułem, że coraz trudniej mi się o nim
opowiadało. – Coś jeszcze?
- Zmieniam zdanie: nie tylko ci się podobał,
ale go kochałeś. To nie wszystko - ty go nadal kochasz – stwierdził.
Uśmiechnąłem się z trudem.
- Nie zaprzeczę.
- Może nie powinienem cię teraz o to pytać,
ale dlaczego się rozstaliście?
Spuściłem wzrok na rozprawki i
udawałem, że jestem nimi zajęty. Usłyszałem ciche westchnienie i kroki.
Kierował się na korytarz.
- Przepraszam. Jego przyszywany ojciec dostał
pracę za granicą i…
- A związki na odległość? – wtrącił się.
Posłałem mu karcące spojrzenie.
- …i wraz z końcem roku szkolnego wyjeżdżał do
Anglii. Było nam ciężko, nie wyobrażaliśmy, a przynajmniej ja, sobie rozłąki na
nieokreślony czas, do tego tyle kilometrów… Pewnego dnia wpadł… a może to ja,
już nie pamiętam, na pomysł, żebym pojechał do niego na jakiś czas, w końcu
były wakacje. Wydałem swoje oszczędności na bilet, namówiłem kuzynkę, aby
leciała ze mną… Na parę dni przed moimi odwiedzinami nie mogłem się z nim
skontaktować, ale zwaliłem to na brak czasu, w końcu sam tez musiał się zaklimatyzować
w nowym miejscu. Wieczór przed wylotem otrzymałem od niego jedną wiadomość.
Jedną, która zmieniła moje życie. Zostawił mnie. Raz jeszcze parę minut później
zadzwonił, ale się wkurzyłem, nie wytrzymałem – rzuciłem komórką o ścianę, na
tyle mocno, że ją zniszczyłem. Tak się skończyła moja smętna bajeczka.
Patrzył na mnie z lekko rozchylonymi
ustami, jakby nie wiedział co ma powiedzieć.
- A sam nie próbowałeś pogadać, wyjaśnić?
Smutno się uśmiechnąłem i pokiwałem
przecząco głową.
- Czasami mnie nachodziło, ale nie miałem jego
numeru, a portale… raz tylko odpisałem mu na tamto, ale nie otrzymałem
odpowiedzi.
Przytulił mnie ostrożnie i zaraz się
odsunął. Był już bardziej powściągliwy niż parę godzin wcześniej.
- Załamałem się, jednak jak widzisz żyję
nadal, dzięki twojej matce. Przyszła do mojej klasy w liceum w drugiej klasie,
przeprowadziła się. Zawsze uśmiechnięta, tylko czasami nachodziły ją
trudniejsze dni. Mówiła, że popełniła wielki błąd, jednak nigdy nie wyciągnąłem
od niej o co chodzi. Jako jedyna do mnie podeszła, odizolowałem się od
wszystkich mimo to ona niezrażona starała się mi poprawić humor. O dziwo nie
miałem jej dość i tak zaczęła się wilka przyjaźń, później związek, Ania zaszła
w ciążę, postanowiliśmy wziąć ślub, jeszcze w tak młodym wieku, kilka lat
później pojawił się Kubuś, a teraz mamy jeszcze ciebie. To jest jedyna osoba,
którą pokochałem tak jak Marka. Nie potrafię zapomnieć, zawsze będzie siedział
w moim sercu, ale mimo to ta wiecznie uśmiechnięta blondynka potrafiła sprawić,
że kocham kogoś w równym stopniu co jego.
- Tak samo mocno?
- Przepraszam. Po tylu latach i cierpieniu,
nie potrafię wyzbyć się tego uczucia.
Położył rękę na moim ramieniu i
nieznacznie się uśmiechnął.
- To się nazywa prawdziwe uczucie. Tylko co on
ci napisał?
Westchnąłem i pociągnąłem go za rękę
w kierunku sypialni, gdzie na materacu leżał mój laptop, a tam wciąż
nieusunięta wiadomość, która jak bomba rozerwała moje serce…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz