One shot.
Zaparkowałem
przed blokiem w bogatej dzielnicy, swoim starym gruchotem. Jak co niedziela
jeździłem w to samo miejsce do tej samej osoby. Nienawidziłem go z całego
serca. Nigdy, do nikogo nie żywiłem tak wrogich uczuć, ale miałem swoje powody.
Niezadowolony wyszedłem z samochodu i zatrzasnąłem drzwi. Już miałem ruszyć w
stronę bloku numer osiemnaście, a następnie pobiec schodami na trzecie piętro,
choć była winda, a następnie zapukać do drzwi numer trzynaście. Trzynaście.
Pechowa liczba, jak się okazuje również dla mnie. Jednak ledwo odwróciłem się w
stronę miejsca, gdzie co tydzień wymierzano mi karę, a ujrzałem swojego
oprawcę, przebiegającego przez drogę.
Pierwszy
raz widziałem go w ubraniu. Zawsze co najwyżej w szlafroku i to przez max
minutę. Biała koszula, niebieska marynarka i do koloru spodnie. Blond włoski
odpicowane na żel, uśmiech na pół wrednego ryja. Nie wysoki, nie niski, prawie
że chudy. Niebieskie fałszywe oczka. Poprawił szczupłymi, długimi palcami
zegarek na lewym nadgarstku, pewnie kosztujący więcej niż moja miesięczna
wypłata. Podbiegł, stanął na palcach i pocałował mnie w lekko zarośnięty
policzek. Wygładził moją koszulkę z przeceny i pociągnął w stronę garaży
podziemnych.
- Dzisiaj nie mam ochoty na sex. – Zamyślił
się chwilę. – Dobra mam. Ale dzisiaj idę do kina, a ty będziesz mi towarzyszyć.
Jak zwykle od razu przechodzi do sedna…
- Nie mam kasy, ani przy sobie, ani żeby ci
oddać. Dobrze o tym wiesz.
Odwrócił
się do mnie, nadal szczerząc się jak idiota.
- Owszem. Zapłacę za nas oboje. To ja cię
zapraszam, nie?
Westchnąłem
ciężko, zastanawiając się co ten bogaty dzieciak zaś wymyśli. Miał dwadzieścia
cztery… a może dwadzieścia pięć lat, a nadal zachowuje się jak beztroski
szczeniak. Ma pieniądze od bogatych rodziców i sądzi, że wszystko może?
Wsiedliśmy
do jego czerwonego ferrari. Czułem się źle i dlatego, że byłem tylko pasażerem
i dlatego, że nigdy nie byłem w takim samochodzie. Ruszyliśmy.
- Słuchaj – zacząłem – może i nie mam forsy,
ale jeśli chcesz to znajdę skądś i ci zapłacę za te cholerne zdjęcia.
- Nie.
- Dlaczego? – spytałem podirytowany.
- Mam pieniądze, twoje nie są mi potrzebne.
Sex co tydzień w zamian za milczenie to chyba tańsza forma zapłaty?
- Mam narzeczoną – przypomniałem.
Spojrzał na
mnie przez chwilę i znowu skierował swój wzrok na drogę przed sobą. Zaparkował
przed kinem i nim wysiadł, rzucił tylko:
- Którą zdradziłeś. Gdyby nie to, to bym nie
miał czym cię szantażować.
Miałem
wrażenie, że jego głos był z lekka smutny, ale co mnie on obchodzi? Wysiadłem i
ruszyłem za tą pierdoloną ciotą, która prawie że mnie chwyciła za rękę, gdybym
szybko mu jej nie wyrwał.
Za jeden
błąd płaciłem wysoką cenę. Bardzo wysoką.
Zapłacił za
bilety, dwie pepsi z lodem oraz duży popcorn z karmelem. Podpierałem ścianę
przy wyjściu, rozważając ucieczkę i przy okazji zastanawiając się, czy
przypadkiem nie spotkam nikogo ze znajomych.
Zawsze
spotykaliśmy się u niego w mieszkaniu, uprawialiśmy sex, rozmawialiśmy – z
czego bardziej on mówił, a ja musiałem słuchać, choć i tak to lepsze, bo
zdarzały się niedziele kiedy ciągle mnie wypytywał o moje życie – z przerwami
na kolejne pieprzenie. Oczywiście zawsze musiał być zadowolony. Z rozmyślań
wyrwało mnie pukanie w klatkę piersiową.
- Idziesz?
- Nie mam wyboru – mruknąłem.
- Prawda. – Wzruszył ramionami i pobiegł w
kierunku Sali.
Co miałem
począć? Poszedłem za nim, ówcześnie zerkając na co mnie zabrał.
OK, nie kojarzę.
Dramat…
Dramatem
była te półtorej godziny.
Dramatem
był smak popcornu, zdecydowanie zwykły lepszy.
Dramatem
był facet siedzący za mną, ciągle coś komentujący po cichu, ale na tyle
wyraźnie, że wszystko słyszałem.
Dramatem
było to coś.
Dramat to
również był gatunek tego filmu – dramat obyczajowy.
- Podobało się? – spytał, kiedy wyszliśmy.
- Nie.
- Nie? – był zawiedziony. – Następnym razem ty
coś wybierzesz.
- Ta… Chwila! Jakim następnym razem?!
Uśmiechnął
się słodko i ruszył w stronę
samochodu. Co miałem począć? Poszedłem za nim. Zajechał pod bibliotekę i wysiadł,
ciągnąć mnie za sobą. Szczerze mówiąc to już wolałem wrócić do jego mieszkania,
wyruchać i jechać do domu. Istniała obawa, że ktoś by mnie zobaczył!
- Dominik, możemy już wracać?
Spojrzał na
mnie zaskoczony, a po chwili na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.
- Masz już taka ochotę na mój tmyełemn –
zatkałem mu usta dłonią, rozglądając się, czy nikt nas nie usłyszał.
- Pojebało cię? – wysyczałem mu do ucha.
Puściłem go
i jeszcze na wszelki wypadek rzuciłem okiem, czy nikogo w pobliżu nie ma.
- Lubię, kiedy przeklinasz – wszeptał. – Wtedy
jesteś jeszcze bardziej męski i…
- Dobra, kapuję. Możesz już się zamknąć?
Spojrzał na
mnie urażony i z opuszczoną głową poszedł w stronę bibliotekarki. Czy miałem
wyrzuty sumienia? Nie.
~*~
Tydzień w
tydzień to samo… Który to już raz przyjeżdżam do jego mieszkania z nadzieją, że
to już ostatni dzień? Na moje nieszczęście od wypadu do kina, zaczął coraz
częściej zabierać mnie na randki, a
to do restauracji, a to do teatru, a to po porostu do parku. To były moje
najbardziej stresujące godziny. Na budowie tak się nie bałem pierwsze parę dni,
przy rozbiórce, co w tamtym momencie.
Ta ciota,
już zaspokojony, leżał oparty o mój tors z kieliszkiem białego wina w ręce.
- Moje życie byłoby prostsze, gdybym przyznał
się Iwonie do zdrady, a najlepiej w ogóle jej nie zdradzał – sam z siebie się
odezwałem.
Zerknął na
mnie zaskoczony, a po chwili cmoknął w policzek.
- Tak to byś mnie nie poznał. – No właśnie… - Poza tym ja też bym
siedział cicho. Nigdy nikogo nie zdradziłem, jak kocham to tylko tą jedną
osobę, a inni faceci mogą się pieprzyć, ale gdyby do tego doszło to nie
powiedziałbym. Po co? Dlaczego nic mi nie
powiedziałeś?! – udał chyba dziewczęcy głos, bo był cieńszy. – Co by to
zmieniło? Tylko prawie na pewno byśmy się rozstali, nawet jeśli nie to i tak by
mi już nie ufał.
Wzruszyłem
ramionami.
Młodszy, po
chwili zastanowienia, odłożył kieliszek na podłogę i przeniósł się na mnie.
Położył się, głową opartą na skrzyżowanych ramionach na mojej klatce
piersiowej, a nogami oplótł moje. Spojrzałem na niego zaskoczony, zaraz znowu
patrząc na obraz na ścianie, ale nic się nie odezwałem. W przeciwieństwie do
blondynka:
- Odszedłbyś od tej twojej narzeczonej dla
mnie?
Szybko
przeniosłem na niego zaskoczony wzrok.
- Nie! Kocham ją i żebyśmy się nie rozstali,
widuje się z tobą!
- Nie kochasz.
- Kocham! – Co ten szczeniak zaś wymyślił?!
- Nie. Inaczej nie podobałby ci się sex ze
mną, inaczej byś o niej mówił częściej i w… inny sposób, inaczej byś tutaj nie
przyjeżdżał, inaczej byś spędzał z nią więcej czasu… więcej niż ze mną.
Inaczej byś jej nie zdradził.
- C-co ty sobie ubzdurałeś…? – spytałem
niepewnie. – Nie zakochałem się w tobie.
- Wiem. Ale wiem również, że jesteście razem
dla wygody. Po co zrywać ze sobą jak związek jest łatwiejszym rozwiązaniem?
Nawet jeśli ona cię kocha, nie wiem, to ty jej nie. Przynajmniej od kilku miesięcy.
Rzuciłem mu
gniewne spojrzenie. Milczeliśmy dłuższą chwilę.
- Zawsze dostaję to czego chcę.
Zaniepokoiłem
się. Próbowałem go z siebie zrzucić, ale przyczepił się jak rzep psiego ogona.
- Puszczaj!
- Po co?
- Wracam do domu!
- Po co?
Otworzyłem
usta, ale zaraz je zamknąłem. Nie miałem sensownej odpowiedzi, po prostu
chciałem opuścić to przeklęte miejsce.
- Gówno cię to obchodzi! Zejdź!
Jednak ta
wredna, szczerząca się hiena podciągnęła się bliżej i mocno pocałowała.
Szamotałem się bardziej, ale nic to nie dało. Za to poczułem jak niespecjalnie,
wiercąc się, pobudzam jego męskość. Nagle z jego ust wyrwał się jęk. Zamarłem.
Polizał moje ucho i wyszeptał zmęczonym głosem:
- Nie przestawaj.
Wściekły
wiedziałem, że teraz nie odpuści. Sięgnąłem pomiędzy nasze ciała, odnalazłem
jego pierdolonego kutasa, który w ekspresowym tempie wyczuwa okazje na sex, i
zacząłem poruszać szybko ręką. Bardzo szybko. Z jego gardła wyrwał się kolejny,
głośniejszy jęk i przycisnął czoło do mojego ramienia. Oddychał nierówno,
dygotał, czułem, że zaraz będzie po sprawie. Z trudem odnalazł dłońmi moją
twarz, położył je na moje lekko zarośnięte policzki i zaczął niedbale całować.
Zaraz doszedł.
- O kurwa… - Lekko się trzęsąc usiadł na moich
udach. – Chyba powinienem cię częściej denerwować.
- Ciągle to robisz – zauważyłem.
Skinął
tylko nieprzytomnie głową.
Ściągnąłem
go z siebie i szybko umyłem pod prysznicem. Nigdy nie korzystałem z wanny,
chyba że z młodym. Czysty, ubrałem się i wyszedłem, uprzednio krzycząc jakieś
pożegnanie.
~*~
Leżałem,
przytulając moją narzeczoną. Było już dobrze po dwudziestej drugiej, ale nagle
zadzwonił telefon. Uniosłem głowę, chcąc go zignorować, ale dźwięk rozległ się
znowu.
- Wyłącz to cholerstwo. Chcę spać, mam na rano
do pracy – przypomniała gniewnie Iwona.
- Mhm – mruknąłem niezadowolony.
Wstałem po
niego – zawsze zostawianie telefonu z dala od łóżka było dobrym pomysłem… aż do
tamtej cholernej środy – i zerknąłem na wyświetlacz. Dominik. Gapiłem się na ekran, zaskoczony.
- Co jest? – spytałem, nieźle wkurwiony.
~ No cześć! Widzisz… Mam mały problem… - Po
chwili usłyszałem ciche postękiwania i sapanie. – Potrzebuję silnej, męskiej
ręki, a ty się na tym znasz.
- Popierdoliło cię? – wysyczałem cicho. – Jest
noc, a poza tym chcę przypomnieć, że to nie niedziela.
~ Jejku no! Człowiek w potrzebie! Do weekendu
nie wytrzymam. Sam sobie nie poradzę tak jak ty. Cholera, co tak gorąco? –
mruknął do siebie.
Zamknąłem
oczy i policzyłem do trzech. Dalej już nie mogłem bo byłem skupiony na
zakładaniu ubrań.
- Zaraz będę ty mała gnido – wyszeptałem.
~ Bo się zarumienię – zaśmiał się.
Znowu w
telefonie rozległo się sapanie i parę przekleństw.
Rozłączyłem
się i ucałowałem ukochaną w czoło.
- Muszę iść, jakaś pilna sprawa. – Po chwili
dodałem: - Mój szef to prawdziwy skurwysyn, żeby mnie tak późno z łóżka
ściągać.
- Dobra idź i nie marudź mi tu. Chociaż ja
chcę się wyspać.
Pożegnałem
się i pobiegłem do samochodu. Wbiegłem na miejscu po schodach na trzecie
piętro, wymyślając jaką wiązankę przekleństw podaruję dla tego pierdolonego dzieciaka.
Zapukałem, może trochę za głośno. Drzwi szybko się otworzyły. Wszedłem do
środka zamknąłem z nami.
- Ty mały, niewyżyty skurwielu, jeśli jeszcze
raz… - urwałem, widząc go w pełni ubranego z podwiniętymi rękawami koszuli, która
była prawie cała przemoczona, rozwichrzonych włosach i kpiącym uśmieszku. To ostatnie
akurat było normalne.
- Kto tu jest niewyżyty? – spytał, wskazując skinieniem
głowy na moje krocze.
Spojrzałem
w dół. O dziwo na dżinsach odznaczało się niewielkie wypuklenie.
- Chodź do łazienki, mam problem z kranem.
- Do… CO? Jaki kran?
Westchnął i
wskazał palem wskazującym na drzwi do łazienki.
- Wybacz, ale musisz opanować swoją chcicę na mój
tyłek i pomóc mi.
Podążyłem za
nim, klnąc pod nosem. Ledwo zajrzałem do środka, już widziałem o co chodzi.
- Ty się chciałeś powiesić na nim, czy co??? –
spytałem, widząc urwany, wspomniany wcześniej przedmiot.
Prychnął.
- Samo się zrobiło.
Spojrzałem
na niego z powątpieniem i po pierwsze zakręciłem zawór. Woda się przestała lać,
więc mogłem działać.
- Wiesz, że jestem budowlańcem, a nie
hydraulikiem?
- No, ale z tym chyba też sobie poradzisz? Poza
tym jest za późno, żeby wzywać fachowca.
Zerknąłem
na niego, oczami wyobraźni widząc pętle zaciskającą się na tej chudej szyi.
- Co ty, kurwa, nie powiesz?
Pochwalił
się swoim białym uzębieniem i zniknął. Żeby to na zawsze….
Po pół
godzinie wszystko było zrobione. Na szczęście nie zepsuł się cały kran, więc
można było wymienić jedną część, kupioną od miłego sąsiada, który miał w
zapasie. Nie pytam po co, nie pytam…
- Już – poinformowałem go, wstając.
- Dzięki! – Wylewnie mi podziękował
pocałunkiem. – Wiem, że liczyłeś na coś innego, ale musisz poczekać, bo jestem
zmęczony, a jeszcze muszę się umyć. Jest późno, chcesz zostać?
- Nie. Cześć.
Spojrzał na
mnie zawiedziony i machnął w stronę drzwi, zaraz zamykając się w łazience.
Szybko
pojechałem do domu, licząc na jeszcze odrobinkę snu. To się przeliczyłem.
Światło w sypialni
się paliło, więc zaskoczony od razu tam poszedłem. Iwona siedziała na łóżku i
chicho płakała, ukrywając twarz w dłoniach.
- Skarbie…
- Zdradziłeś mnie?! – wydarła się.
- Co…
- Odpowiedz!
Patrzyłem
na jej smutną twarz i poczułem rezygnację. To nie ma sensu.
- Tak.
- Ty pieprzony chuju! Jak ja mogłam z tobą spać
w tym samym łóżku, całować cię?! Co ty sobie myślałeś?! Że nigdy się nie
dowiem?! Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?!
Nagle
przypomniały mi się słowa tego… tego… nie mogłem znaleźć słowa, żeby wcisnąć go
przed słowo kłamca.
- Posłuchaj…
- Wyprowadzam się! Siedź tu w tym zakichanym mieszkanku i pieprz się z dziwkami! Mam cię
dosyć!
Uderzyła
mnie w policzek i wybiegła ciągnąć walizkę za sobą.
O dziwo nie
czułem smutku po rozstaniu. Czułem tylko złość na pewnego blond szczura. Pobiegłem
do samochodu i z powrotem ruszyłem do jego mieszkania. Jeszcze nigdy tak szybko
nie znalazłem się pod tymi cholernymi drzwiami. Waliłem w nie tak długo, aż nie
otworzył ich.
- Czyżbyś nie mógł wytrzymać do niedzieli? –
spytał z półuśmieszkiem.
Popchnąłem
go dalej i zatrzasnąłem za nami drzwi. Popchnąłem go na ścianę, na co on
nieznacznie się skrzywił.
- Dziś bardziej na ostro? Misiaczku, mówiłem,
że jestem zmęczony, a jutro muszę wyglądać jak człowiek… i chodzić jak
człowiek.
- Co ty sobie, kurwa, wyobrażasz?!
Popierdoliło cię do reszty?! Dlaczego to zrobiłeś?! Taki był twój plan?! Zrobić
sobie ze mnie swoją dziwkę, a później i tak wszystko jej powiedzieć?!
Natychmiast
uśmiech zniknął z jego twarzy.
- O czym ty mówisz?
- Nie udawaj debila! Powiedziałeś Iwonie o
mojej zdradzie! Dlaczego?!
Wytrzeszczył
na mnie swoje gały i pokręcił przecząco głową. Widziałem jak zbierają się w
jego oczach łzy, a usta zamykają i otwierając, nie wydając ani jednego dźwięku.
- To nie ja… Boże… - Przyłożył pięść do ust,
żeby nie zacząć głośno szlochać. Spojrzał na mnie swoimi smutnymi oczkami i aż
przez chwilę się zawahałem. – Naprawdę, tego nie zrobiłem. Po co?
- Nie wiem, kurwa, nie wiem! To ciebie pytam!
Czułem jak
nogi się pod nim uginają, więc mocniej go wcisnąłem w ścianę.
- Uwierz… Błagam…
- Dlaczego niby miałbym to zrobić?! Jesteś
jedynym, który wiedział!
Oparł czoło
o mnie i załkał żałośnie.
- Bo cię kocham, głupku.
Zastygłem.
- Nie prawda – powiedziałem i wyszedłem.
~*~
Minął
miesiąc, a ja i tak przyłapuję się na tym, że co niedzielę chcę wsiąść do
samochodu i pojechać do blond skurwiela. Od niecałego roku ciągle tak robiłem,
więc nie miałem innych planów, robiłem to automatycznie. Dla zabicia czasu
wlepiałem wzrok w ekran komputera i
wcześniej szedłem spać.
Tamten dzień
jednak był inny. Musiałem wyjść z domu po żarcie. Skoczyłem po coś na wynos, bo
nawet nie umiałem gotować. Nigdy tego nie robiłem. Zamówiłem i usiadłem na
wolnym krześle, czekając na żarcie, a później do domu, żeby skończyć maraton
serialu. Nagle usłyszałem głos Iwony i jeszcze paru dziewczyn. Zerknąłem w ich
stronę; nie wiedziały mnie. Siedziałem w kącie, więc miały do tego prawo,
zwłaszcza, że były bardzo skupione na rozmowie.
- Naprawdę cię zdradził? – odezwała się jedna.
– Ledwo wyjechałam na wakacje, a tu wracam i takie rewelacje!
- Tak! – odparła moja była. – Chciałam z nim
zerwać i powiedzieć, że wiem o zdradzie, choć takowej nie było, a on mi się
przyznał! Jak on mógł?!
- No nie wierzę. Żeby tak cie potraktować…
A ja to niby co?! Popieprzone babsko.
- Co za dziwka z tej, z którą się puszczał –
dodała inna.
Na
szczęście zaraz przyszło moje zamówienie i mogłem pójść do domu. Nie mogłem
przestać o tym myśleć. Jak mogła tak mnie podejść! Ta hiena serio byłą
niewinna!
Dopiero po
chwili ocknąłem się. Przecież ja podjechałem automatycznie pod jego mieszkanie!
Jakaś siła magnetyczna, czy co?
W sumie to można go przeprosić…
Wszedłem na
górę i stanąłem przed tymi drzwiami. Westchnąłem ciężko i zapukałem. Zacisnąłem
pięść i rozprostowałem. W drugiej nie wiem po co trzymałem reklamówkę z
pudełkami z obiadem. Wreszcie się otworzyły. Spojrzałem na niego i coś mnie
tknęło. Zamiast cokolwiek powiedzieć popchnąłem go na ścianę i pocałowałem. Przez
chwilę protestował, ale wreszcie odwzajemnił tą pieszczotę. Kiedy oderwałem się
od tych stworzonych do całowania ust, przytuliłem go bardzo mocno.
- Co się dzieje? To kolejny sen, z którego
zaraz się obudzę w pustym łóżku, sam na sam ze swoimi łzami?
Nagle
przypomniało mi się jak płakał, kiedy ostatnim razem się widzieliśmy. Zdecydowanie
wolałem jego uśmiech.
- Wybacz. Kocham cię.
Zapadła
cisza, przerywana naszymi oddechami.
- Ja ciebie też – wyszeptał.
- Wiem.
- Może jakoś to uczcimy? – spytał i ruszył w stronę
sypialni, kręcąc biodrami.
- Niewyżyty szczeniak – mruknąłem, ściągając
bluzkę.
Co miałem
począć? Podążyłem za nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz