sobota, 20 sierpnia 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2.) - Rozdział 7.

Rozdział 7.
Okres od piętnastego maja do piętnastego maja następnego roku…
Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Próbowałem wmówić sobie, że to jakiś żart, że zaraz spotkam się z moją kochaną Anią, że to wszystko to tylko zły sen. Nie potrafiłem. 
Wszyscy cierpieli, jednak ja najdłużej i najmocniej to przeżywałem. Kubuś ciągle pytał gdzie mama i dopiero po paru tygodniach udało się przekonać go, iż już nie wróci, jest w niebie z aniołkami. Wiktoria początkowo zamknęła się w sobie, ale kiedy minął pierwszy szok, wróciła do normalności, pomagała jak tylko mogła; bardzo wydoroślała. Krzysiek został z nami; bardzo się starał być dla dzieciaków najlepszym starszym bratem, pilnie się uczył, przejął trochę rolę głowy rodziny. Choć znał ją najkrócej to przeżywał jej śmierć równie mocno; na szczęście miał chłopaka, który służył ramieniem, żeby mógł się wypłakać, czy zwyczajnie był blisko, kiedy tylko był potrzebny. Ja byłem w najgorszym stanie. Zamknąłem się w pokoju, nie chciałem z nikim rozmawiać. Czułem się okropnie, nie rozumiałem po co mam jeszcze żyć. Miałem moje kochane wyrozumiałe dzieci, ale bez Ani… Popadłem w kolejną depresję, ale przynajmniej nie miałem myśli samobójczych. Fakt, czasami myślałem jakby to było  gdybym również umarł, czy spotkałbym moją żonę i bylibyśmy tam razem już przez wieczność, lecz poważnie nie chciałem podcinać sobie żył, wieszać się i tym podobne. Do pracy nie chodziłem, bo i tak nie byłoby ze mnie pożytku, nie wspominając, iż nawet nie wychodziłem z domu. Na szczęście kochana dyrektorka powiedziała, że jak tylko poczuję się lepiej, mogę wrócić do pracy, a na razie niech sobie odpocznę. No i Marek… Po telefonie Krzyśka, zabrał mnie do domu. Wszystkiego dowiedział się na miejscu. O dziwo… postanowił z nami zostać. Nie miał już domu – nie zamierzał wracać do pana Adama, choć podobno rozstał się ze swoją żoną – więc zaproponowaliśmy mu (no w zasadzie to reszta rodziny, bo ja jakoś nie potrafiłem myśleć, cokolwiek zrobić) żeby zamieszkał z nami. Zajmował się wszystkim, był ojcem i matką. Wszyscy od razu go pokochali. Bez niego na pewno byłoby trudniej. Co prawda kiedy bliscy dowiedzieli się kim on jest bywało różnie…

~*~

Dwa tygodnie od śmierci Anny
Usłyszałem dzwonek do drzwi.  Głowa mnie bolała i bardzo chciałem, żeby to się skończyło, ale nie miałem siły wstać z kanapy. Wolałem gapić się tępo na ekran telewizora, oglądając kolorowe obrazki, nawet nie wiem jakiego programu.
 - Ja otworzę – powiedział przyjaciel, uśmiechając się delikatnie i wycierając ręce w różowy fartuszek w żółte, uśmiechnięte emotki.
Skinąłem głową i powróciłem do poprzedniej czynności.
Usłyszałem jakieś głosy, chyba jeden z nich był kobiecy. Skądś go znam… Wzruszyłem ramionami ignorując to. Jednak po chwili się nie dało, gdyż ich głośność nasiliła się.
Kłótnia?
Nie chciałem wstawać, ale musiałem. Miałem dość, chciałem uciszyć Marka i przede wszystkim tą drugą osobę, która wydzierała się najgłośniej, a odnosiłem wrażenie, że czekoladowooki tylko, próbuje ją przekrzyczeć. Zwlokłem swoje szanowne cztery litery z kanapy i niezadowolony powlokłem nogami w stronę drzwi.
 - Możesz mi dać dojść do…! – przyjaciel próbował coś powiedzieć.
 - Nie! Jak śmiesz w ogóle…!
 - Możecie się zamknąć? – spytałem wykończony. – O co chodzi?
 - Marcin! Przyjechałam do ciebie w odwiedziny, pomyślałam, że nie możesz być teraz sam – wyjaśniła moja kuzynka Paulina.
Westchnąłem i spojrzałem na każdego z obecnych.
 - Czy ty zawsze musisz być taka głośna? – spytałem słabo. – O co chodzi?
 - Co on tu robi? – wskazała na Marka. – Wiedziałam, że kogoś mi przypomina, a to jest twój ex?! Ten sam, który…
 - To nie tak – odważyłem się wejść jej w słowo. – Nie mam ochoty ci tego streszczać. Mógłbyś? – spytałem przyjaciela.

~*~

To zawsze jego skazywałem na tłumaczenie o co chodziło z panem Adamem i naszym zerwaniem. Ja jakoś nie miałem głowy do niczego. 
Chciałem po prostu zniknąć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz