Rozdział 9.
Wieczorem
poszliśmy do już naszej sypialni wcześniej, pod pretekstem zmęczenia całym
emocjonującym dniem. Krzysiek, jakby podejrzewał nasze nikczemne zamiary i
powiedział, że zabiera dzieciaki na plac zabaw (choć Wiki się opierała, gdyż
dzieci coraz bardziej ją irytowały). Sam nie wiem, czy to przez szampan otwarty
na cześć naszego związku (choć nie mam słabej głowy), czy to tęsknota, a może
jeszcze coś innego… Pchnąłem go na łóżko i przywarłem do jego smakowitych,
pełnych ust. Nie mogłem się tym nasycić, pragnąłem go całego. Chłopak w
międzyczasie rozpuścił mi włosy i zagłębił w nich palce, chcąc przyciągnąć jak
najbliżej. Jedną ręką cały czas się podpierałem, a druga wślizgnęła się pod
cieniutką bluzeczkę partnera. Głaskałem jego bok, czując jak delikatna i
aksamitną ma skórę. Nadal był bardzo szczupły, ale nabrał trochę mięśni, które
napinały się pod moim dotykiem. Zjechałem wargami na jego długą szyję, a Marek
odchylił głowę, dając mi do niej pełen dostęp. Był tak idealny, nieskazitelny,
że aż bałem się zostawić na jego ciele choć najmniejszy ślad. Czułem się jakbym
odpłynął do raju, już nic poza nim się dla mnie nie liczyło w tamtym
momencie. Pociągnąłem go za jasnozielony
materiał, który za bardzo mi wadził. Ukląkł naprzeciwko mnie, dłonie trzymając
na mojej szyi. Uśmiechnął się słodko i znowu pocałował. Prawie zapomniałem, że
chciałem zdjąć tą uciążliwą bluzkę. Badałem jego plecy dłońmi. Między
pocałunkami, uśmiechnąłem się słysząc jak mruczy, kiedy przejechałem
paznokciami po jego kręgosłupie. Odsunął się na niewielką odległość i zaczął
odpinać mi guziki, patrząc na to swoimi czekoladowymi oczami, a następnie
zsunął ją zmysłowo z moich ramion. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wyglądał
za razem tak słodko, seksownie, drapieżnie i… niewinnie. To była niesamowita
mieszanka. Nie sądziłem, że tak się da, ale to Marek, a on chyba nawet nie jest
człowiekiem… Ach no tak, wygadał się mojemu tacie, że jest kosmitą. Pociągnąłem
go za biodra bliżej i znowu zatraciłem się w jego ustach. Sunął na zmianę
swoimi rękami po moich ramionach i torsie z uwielbieniem. No cóż, od czasu do
czasu się ćwiczyło w domu, więc miałem czym się pochwalić. Może nie były to
jakieś pokaźnie muskuły, ale chuderlawy też nie byłem. Moje palce delikatnie zahaczyły o pasek spodni chłopaka i
jeden wkradł się do środka. Karmelowłosy jakby nagle się obudził i ostrożnie
wyswobodził z moich ramion. Zaskoczył mnie tym.
- W porządku? Em… Przepraszam, faktycznie
zagalopowałem się. Może nie powinienem…
- Nie – przerwał mi. Jego głos był dziwnie
smutny. – To ja… Nie ważne.
Przysunął
się i pocałował mnie, ale byłem już na tyle dużym chłopcem, żeby się opamiętać.
Odsunąłem go, usiadłem na materacu i wciągnąłem na swoje kolana, tak że musiał
siedzieć okrakiem i na mnie patrzeć.
- Kochanie.
- To nic takiego. – Ujrzałem jego szeroki
uśmiech, lecz ja go znałem tyle lat… dobrze wiedziałem, kiedy jest szczery, a
kiedy nie. Wtedy nie był.
Westchnąłem
i pogłaskałem go po policzku.
- Nie udawaj. Powiedz prawdę, bo kto wie co mi
przyjdzie za dziwny pomysł do głowy – zażartowałem, starając się rozluźnić
atmosferę.
Nadmuchał policzki jak małe dziecko i spojrzał na mnie spod byka. W życiu bym nie
pomyślał, że ma tyle lat co ja.
- Będziesz się śmiał.
Trudem
zdławiłem śmiech i pogłaskałem go po głowie. Cmoknąłem w usta i ponowiłem
pytanie:
- Co się stało? Zrobiłem coś nie tak? Przecież
jeśli nie chcesz to żaden problem, umiem się powstrzymać… chyba – puściłem
oczko.
Zarumienił
się lekko i zagryzł dolną wargę. Chciałem ją wydostać spod niemiłosiernych
zębów, ale odgoniłem tą myśl, skupiając się na chłopaku.
- Eh… Ale ty jesteś uparty.
- Owszem. Mów – pogoniłem go, nie słysząc nic
więcej.
- Kocham cię. Bardzo. Nigdy nie umiałem
przestać, często o tobie myślałem, co robisz, kim jesteś, gdzie mieszkasz? - Chciałem mu przerwać, ale postanowiłem
jednak posłuchać jego długiego monologu, jeśli w końcu się dowiem o co chodzi.
– Nie potrafiłem się związać z innym facetem, nawet nie próbowałem, tylko raz
na imprezie urodzinowej się schlałem i całowałem ze znajomym z wytwórni,
Chrisem… - zawiesił głos jakby, czekając na moją reakcję. – Eh… Dobra. Mam
prawie trzydzieści sześć lat i jeszcze NIGDY nie… nie uprawiłem seksu.
Dopiero po
chwili dotarło do mnie co powiedział. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem czule po
policzku. W końcu jakby się rozluźnił.
- Jak z dzieckiem… - westchnąłem. – Przecież
to żadna ujma. Nawet jestem dumny, że będę pierwszym i jedynym, który będzie
mógł widzieć cię takiego.
Uśmiechnął
się słodko i położył dłonie na moich policzkach, a wargi na wargach.
Oddałem ten pocałunek, ale nagle
zacząłem mieć wyrzuty sumienia. Nie żałowałem lat spędzonych ze zmarłą żoną,
ani dzieci, lecz…
- Cieszę się, że poznałeś Anię – powiedział,
jakby czytał mi w myślach. - To śliczna dziewczyna i z opowiadań dzieciaków
była wspaniałą kobietą, szkoda że nie miałem szansy jej poznać. Dzięki niej
znowu byłeś szczęśliwy, a poza tym jakby nie było nie byliśmy razem. Do tego
zawsze chciałem mieć taką dużą rodzinę, żeby w domu było głośno, wesoło. Będąc
gejem wiedziałem, że to nie możliwe, ale okazało się, iż nie tylko odzyskałem
swoją miłość, ale też powiększyła mi się rodzina – zaśmiał się. – Kocham cię.
Musnąłem
jego usta i odpowiedziałem mu tym samym. Popchnął mnie na materac i zawisł nade
mną; słodki niczym anioł, drapieżny niczym diabeł. Pocałował mnie mocno, ale ja
zaraz popchnąłem go na miejsce obok i wciągnąłem jego nogi.
- Myślałem, że nie chcesz… - zawiesiłem głos.
Pogłaskał
mnie po ramieniu, nie patrząc mi w oczy, a całą swoją uwagę skupiając na swojej
dłoni.
- Chcę. Tyle lat czekałem… Po prostu się
przestraszyłem. Słyszałem, że to boli…
Uśmiechnąłem
się i czule pocałowałem. Jak można być tak uroczym???
- Nie wiem jakie to uczucie, z nikim poza moją
żoną się nie kochałem, ale obiecuję zrobić wszystko, żeby było ci przyjemnie…
Chyba, że chcesz, abym…
Zasłonił mi
usta i pokiwał przecząco głową. Nie musiał nic mówić.
Zabrałem
jego ręce nad głowę i pocałowałem mocno. Czułem jak się wygina, żeby tylko mnie
dotknąć, ale zwinie mu to uniemożliwiałem.
- Marcin… Proszę… Potrzebuję cię – jego głos
zadźwięczał mi w uszach, a ja nie potrafiłem zaprotestować.
Puściłem
jego nadgarstki i zacząłem go całować wzdłuż brzucha, tworząc linię po środku.
Młodszy (bądź co bądź, taka prawda) westchnął i przeczesał moje włosy palcami
jednej ręki, kiedy zatopiłem język w jego pępku. Ten dźwięk jeszcze bardziej mnie
nakręcił. Ugryzłem jego męskość przez spodnie, wdychając jego zapach, a po
pokoju rozszedł się zduszony jęk. Zastąpiłem usta dłonią i przez moment
masowałem wrażliwe miejsce, słuchając tej pięknej muzyki, już nie tłumionej
przez rękę. W końcu zlitowałem się nad nim, po części też z obawy, że za szybko
mi dojdzie. Odpiąłem guzik, rozsunąłem suwak i…
- Kurwa… Przeklęci ci, którzy wymyślili rurki…
- …i za nic w świecie nie umiałem zdjąć mu spodni.
Usłyszałem
cichy chichot.
Spojrzałem
na niego i pokręciłem głową. Obserwował moje poczynania z nieukrywanym
rozbawieniem, W końcu po dłuższej chwili udało mi się je zsunąć niżej niż
biodra.
- Przynajmniej dobrze w nich wyglądam… prawda?
- Bardzo, ale co mi z tego jak nie mogę się
dobrać do tego pięknie wyeksponowanego tyłka?
Zaśmiał
się, opadając z powrotem na łóżko.
Z ulgą
ostatni raz pociągnąłem nogawkę i czarny, wkurzający materiał wylądował na
podłodze, wraz z niebieskimi skarpetkami w flamingi. Odetchnąłem w ulgą i
wróciłem w okolice jego bokserek.
- Jeszcze musimy się pozbyć tego…
Mimo swoich
słów najpierw polizałem jego członka przez materiał, a później wyciągnąłem i
zassałem się na główce.
- Kurwa – jęknął, rozsuwając trochę szerzej
nogi.
Nie
sądziłem, że to może być aż tak przyjemne również dla obdarowującego
pieszczotami penisa. Często przyłapywałem się na myśli, kiedy robiła mi to
Anka, że chciałbym też spróbować, ale nie miałem jak.
Starałem
się połknąć jak najwięcej, w tym samym czasie pozbawiając go ostatniej części
garderoby. Nie udało mi się do końca, ale wiedziałem, że mamy jeszcze czas…
Docisnąłem go do podniebienia, starając się przypomnieć co mi sprawiało
największą przyjemność i zacząłem poruszać głową w górę i w dół.
- M-Marcin… bo… Ach! – poczułem jak dochodzi w
moich ustach, cudem mnie nie krztusząc.
Dokładnie
wylizałem to co nie udało mi się połknąć. Klatka piersiowa szybko poruszała mu
się w górę i w dół. Kiedy chłopak dochodził do siebie po przeżytym orgazmie, ja
zdjąłem resztę swoich ubrań. Pocałowałem jego rozchylone wargi, a młodszy
uśmiechnął się błogo.
- Wow… Jesteś cudowny, wiesz?
Zaśmiałem
się i odgarnąłem jego lepiące się włosy z czoła.
- Ty też. Masz może przy sobie jakiś… na
przykład krem?
Skinął
słabo głową i wskazał na szafkę nocną.
Wyciągnąłem
coś co wyglądało sensownie i powróciłem do Marka, który już leżał na brzuchu z
głową opartą na ręce, szeroko się uśmiechającego. Oblizał się i wyciągnął do
mnie rękę. Z trudem przełknąłem ślinę i
wszedłem z powrotem na łóżko. Uniósł trochę biodra do góry, a ja zacząłem się
zastanawiać, jak wytrzymam z TAKIM chłopakiem. Pociągnąłem je jeszcze trochę
bardziej do góry i jedną ręką odwracałem jego uwagę, pieszcząc jego znowu
pobudzonego członka, a drugą rozciągałem, wcześniej rozsuwając jego nogi
jeszcze trochę, kolanem. Szczerze mówiąc, również zaczynałem się bać. Nie
chciałem go skrzywdzić! Jednak czując jak sam się rozluźnia, również odgoniłem
obawy na drugi plan.
- Mm… Długo jeszcze? Chciałbym już poczuć
twojego kutasa w sobie – zaczynał się niecierpliwić.
Przełknąłem
z trudem ślinę, a coś się we mnie skręcało, również chcąc już się tam znaleźć.
- Przestań, bo chyba zaraz dojdę bez niczego –
wyszeptałem, nachylając się do jego ucha.
Odwrócił
głowę i uśmiechnął się chytrze, a następnie pocałował. Nagle usłyszałem jego
jęk wymieszany między naszymi ustami. Liznąłem ostatni raz jego dolną wargę i
wyjąłem palce.
- Nie mam prezerwatywy, ale raczej żaden z na
nie jest zarażony czymś, nie? – spytałem.
- Nie. A jak się w takim razie
zabezpieczaliście?
- Anka brała tabletki. Obaj woleliśmy bez.
Nie dając
mu czasu na jakąkolwiek odpowiedź, powoli przebijałem się przez krąg mięśni.
Widziałem jak zaciska pięści i przyciska czoło do poduszki.
- OK? – spytałem, głaskając go po biodrze.
- Mhm…
- Spokojnie, odpręż się – mówiłem w tym samym
czasie, przenosząc rękę na jego pensa, który na szczęście nadal był twardy i
stojący.
Zacisnąłem
dłoń na jego męskości, co wywołało jego ciche westchnienie. Poruszyłem nią
jeszcze powoli, czując jak z każdym ruchem się odpręża. Sam w końcu poruszył
biodrami. Potraktowałem to jak pozwolenie i sam zacząłem się poruszać, coraz
bardziej przyśpieszając.
- Mm… Tam… T-tak… - nieskładnie próbował coś
powiedzieć.
Czułem, że
spełnienie jest blisko, więc zacząłem go dodatkowo pobudzać ręką… Znaczy taki
był mój plan. Jeszcze na chwilę zanim go dotknąłem wystrzelił na pościel.
Chwilę później dołączyłem do niego i opadłem na to delikatne ciałko.
Postanowiłem się przenieść na miejsce obok, ale młodszy miał inne plany.
- Zaczekaj chwilę… Tak jest dobrze.
Pocałowałem
go w kark i spełniłem jego prośbę.
- Jesteś wspaniały – westchnął. – To
ostrzeżenie – dodał poważnie.
Zaśmiałem
się i mimo wszystko położyłem obok, ale zaraz zagarnąłem w ramiona.
- A ty tak podniecający, że nie ma obawy, że
mi nie stanie, więc…
Leżeliśmy
tak dłuższą chwilę w ciszy i już myślałem, że zasnął, kiedy odwrócił się w moją
stronę i pogłaskał po policzku.
- Muszę iść się umyć.
Skinąłem głową
i zdjąłem z niego moje ramię.
- Nie mam siły – powiedział dość
nieprzekonująco – może pomógłbyś mi?
Uśmiechnąłem
się i pokręciłem głową.
- Jesteś niemożliwy. Nie, bo jutro będziesz
mnie cały dzień wyzywać, że nie możesz chodzić. To twój pierwszy raz.
Jęknął
niezadowolony i sam ruszył w stronę wyjścia, kręcąc biodrami, a ja z trudem
leżałem na swoim miejscu. Westchnąłem ciężko i przekręciłem się na drugi bok,
tak dla bezpieczeństwa. Zasnąłem zanim zdążył wrócić.