niedziela, 3 lipca 2016

Testament - Rozdział 9.

Rozdział 9.
Obudziłem się rześki i wyspany, jak nigdy. Nagle uświadomiłem sobie coś, przez co wstałem jak poparzony. Moja poduszka się ruszała… ona oddychała! Usłyszałem cichy pomruk, a Paweł przeciągnął się. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem rękę, żeby pogłaskać go po policzku, lecz zaraz uświadomiłem sobie co chciałem zrobić i cofnąłem ją.
Jeden dzień był miły, ale to go nie zmienia!
Powoli zaczął się budzić i spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami. Uśmiechnął się szeroko, pokazując rząd białych zębów.
 - Em… Cześć? – niepewnie się przywitałem.
Ziewnął i przyciągnął mnie zaraz do siebie.
 - Wyspany?
 - Tak i… Em… Dziękuję.
Nic nie odpowiedział. Sam nie wiedziałem co i tylko wsłuchiwałem się w spokojny oddech współlokatora. Ciszę przerwało moje burczenie brzucha, a następnie cichy chichot blondyna.
 - Głodny? – spytał rozbawiony.
 - Mhm…
Wstał i wziął mnie na ręce.
 - Umiem chodzić! – zaprotestowałem.
 - Zauważyłem, ale teraz nie wyrywaj się jeśli nie chcesz połamać sobie nóg i już nie umieć.
Zrezygnowałem z głośnym westchnieniem.
Zaniósł mnie do kuchni i posadził na blacie. Wyciągnął patelnię, a następnie zaczął rozrabiać ciasto na naleśniki. Patrzyłem na niego zaskoczony.
 - Może nie uwierzysz, ale serio umiem gotować – powiedział urażony.
 - Zobaczymy.
Wyjął z lodówki dżem  truskawkowy oraz truskawki.
 - Mniam! – ucieszyłem się.
Uśmieszek zagościł na jego twarzy i zaczął przyrządzać śniadanie. Obserwowałem go nie ruszając się z miejsca. Nie wiem skąd on w środku zimy wytrzasnął truskawki, ale były takie czerwone, soczyste… Sięgnąłem po jedną, kolejną… i tak jeszcze kilka.
 - Ej! Bo nie zjesz wszystkie – oburzył się.
Zagryzłem dolną wargę.
 - Ale one są dobre.
Na talerzu wylądował już jeden naleśnik, a ja znowu zacząłem podkradać owoce. Założył ręce na piersi, na co starałem się wyglądać jak najbardziej niewinnie. Podszedł i stanął pomiędzy moimi nogami, opierając ręce na moich udach. Nie wiedziałem co robić. Nachylił się i dotknął moich warg swoimi. Byłem w szoku i nim się zorientowałem rozchylił moje usta językiem i wykradł mi owoc. Połknął ją i uśmiechnął się do zaskoczonego (to mało powiedziane) mnie.
 - Faktycznie dobre.
Już miałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co.
 - Jesteś czerwony jak te truskawki – stwierdził rozbawiony i puścił mi oczko.
Prychnąłem, ale nie skomentowałem tego.
Kiedy skończył, usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść.
 - Za co ty tak lubisz mojego dziadka? – w końcu cisza została przerwana przez Pawła.
 - Był moim najlepszym przyjacielem… - stwierdziłem smutno. – Zawsze mogłem na niego liczyć, nigdy mnie nie zostawił w potrzebie. Tematy do rozmów nam się nie kończyły, najczęściej to były moje problemy lub nasze marzenia. Chcieliśmy razem zwiedzać świat. Notowaliśmy nasze pomysły w dzienniczku, tego lata mieliśmy zacząć je realizować. Nie zdążyliśmy…
Znowu zapadła cisza.
 - A… A ty dlaczego go nie lubisz? – spytałem dobrze wiedząc, że to nie jest zwykła obojętność.
Westchnął i podniósł na mnie wzrok.
 - Moi rodzice wyjechali do Irlandii za pracą. Później tam zamieszkali na stałe, urodziłem się ja… Co rok lataliśmy na święta do Polski lub tak po prostu. Parę dni przed kolejną wizytą w rodzinnym kraju, zachorowałem na grypę. Zostałem w domu z ciotką, siostrą mojego ojca, która również przyleciała. Nie wiem o co poszło, ale rodzice pokłócili się z nim i mieli wracać wcześniej, jednak tamtej nocy zdarzył się wypadek, coś z silnikiem i… wszyscy zginęli na miejscu. To przez niego nie żyją! Miałem wtedy dziesięć lat!
Odwróciłem wzrok i zacząłem bawić się jedzeniem.
 - Pan Zenek rozmawiał ze mną o tym. On…
 - Nie broń go! – krzyknął.
Przestraszyłem się i wycofałem na krześle.
 - Pa…
 - Myślisz, że był takim pieprzonym ideałem?!
 - Zamknij się! Nie wiesz o co chodzi! Twój dziadek do końca życia miał wyrzuty sumienia. Wyjaśnił mi…
 - Nie chcę tego słuchać!
Zdenerwowałem się. Odłożyłem talerz i poszedłem w kierunku sypialni gościnnej.
 - Nie, to nie!
Zatrzasnąłem drwi i rzuciłem się na łóżko. Leżałem tak jakąś godzinę ciągle płacząc. A ja myślałem, że może on wcale nie jest taki zły!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz