Rozdział 9.
Obudziłem
się rześki i wyspany, jak nigdy. Nagle uświadomiłem sobie coś, przez co wstałem
jak poparzony. Moja poduszka się ruszała… ona oddychała! Usłyszałem cichy
pomruk, a Paweł przeciągnął się. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem rękę, żeby
pogłaskać go po policzku, lecz zaraz uświadomiłem sobie co chciałem zrobić i
cofnąłem ją.
Jeden dzień był miły, ale to go nie zmienia!
Powoli
zaczął się budzić i spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami. Uśmiechnął się
szeroko, pokazując rząd białych zębów.
- Em… Cześć? – niepewnie się przywitałem.
Ziewnął i
przyciągnął mnie zaraz do siebie.
- Wyspany?
- Tak i… Em… Dziękuję.
Nic nie
odpowiedział. Sam nie wiedziałem co i tylko wsłuchiwałem się w spokojny oddech
współlokatora. Ciszę przerwało moje burczenie brzucha, a następnie cichy
chichot blondyna.
- Głodny? – spytał rozbawiony.
- Mhm…
Wstał i
wziął mnie na ręce.
- Umiem chodzić! – zaprotestowałem.
- Zauważyłem, ale teraz nie wyrywaj się jeśli
nie chcesz połamać sobie nóg i już nie umieć.
Zrezygnowałem
z głośnym westchnieniem.
Zaniósł mnie
do kuchni i posadził na blacie. Wyciągnął patelnię, a następnie zaczął
rozrabiać ciasto na naleśniki. Patrzyłem na niego zaskoczony.
- Może nie uwierzysz, ale serio umiem gotować
– powiedział urażony.
- Zobaczymy.
Wyjął z
lodówki dżem truskawkowy oraz truskawki.
- Mniam! – ucieszyłem się.
Uśmieszek
zagościł na jego twarzy i zaczął przyrządzać śniadanie. Obserwowałem go nie ruszając
się z miejsca. Nie wiem skąd on w środku zimy wytrzasnął truskawki, ale były
takie czerwone, soczyste… Sięgnąłem po jedną, kolejną… i tak jeszcze kilka.
- Ej! Bo nie zjesz wszystkie – oburzył się.
Zagryzłem
dolną wargę.
- Ale one są dobre.
Na talerzu
wylądował już jeden naleśnik, a ja znowu zacząłem podkradać owoce. Założył ręce
na piersi, na co starałem się wyglądać jak najbardziej niewinnie. Podszedł i
stanął pomiędzy moimi nogami, opierając ręce na moich udach. Nie wiedziałem co
robić. Nachylił się i dotknął moich warg swoimi. Byłem w szoku i nim się
zorientowałem rozchylił moje usta językiem i wykradł mi owoc. Połknął ją i
uśmiechnął się do zaskoczonego (to mało powiedziane) mnie.
- Faktycznie dobre.
Już miałem
coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co.
- Jesteś czerwony jak te truskawki –
stwierdził rozbawiony i puścił mi oczko.
Prychnąłem,
ale nie skomentowałem tego.
Kiedy
skończył, usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść.
- Za co ty tak lubisz mojego dziadka? – w
końcu cisza została przerwana przez Pawła.
- Był moim najlepszym przyjacielem… -
stwierdziłem smutno. – Zawsze mogłem na niego liczyć, nigdy mnie nie zostawił w
potrzebie. Tematy do rozmów nam się nie kończyły, najczęściej to były moje
problemy lub nasze marzenia. Chcieliśmy razem zwiedzać świat. Notowaliśmy nasze
pomysły w dzienniczku, tego lata mieliśmy zacząć je realizować. Nie zdążyliśmy…
Znowu
zapadła cisza.
- A… A ty dlaczego go nie lubisz? – spytałem
dobrze wiedząc, że to nie jest zwykła obojętność.
Westchnął i
podniósł na mnie wzrok.
- Moi rodzice wyjechali do Irlandii za pracą.
Później tam zamieszkali na stałe, urodziłem się ja… Co rok lataliśmy na święta
do Polski lub tak po prostu. Parę dni przed kolejną wizytą w rodzinnym kraju,
zachorowałem na grypę. Zostałem w domu z ciotką, siostrą mojego ojca, która
również przyleciała. Nie wiem o co poszło, ale rodzice pokłócili się z nim i
mieli wracać wcześniej, jednak tamtej nocy zdarzył się wypadek, coś z silnikiem
i… wszyscy zginęli na miejscu. To przez niego nie żyją! Miałem wtedy dziesięć
lat!
Odwróciłem
wzrok i zacząłem bawić się jedzeniem.
- Pan Zenek rozmawiał ze mną o tym. On…
- Nie broń go! – krzyknął.
Przestraszyłem
się i wycofałem na krześle.
- Pa…
- Myślisz, że był takim pieprzonym ideałem?!
- Zamknij się! Nie wiesz o co chodzi! Twój
dziadek do końca życia miał wyrzuty sumienia. Wyjaśnił mi…
- Nie chcę tego słuchać!
Zdenerwowałem
się. Odłożyłem talerz i poszedłem w kierunku sypialni gościnnej.
- Nie, to nie!
Zatrzasnąłem
drwi i rzuciłem się na łóżko. Leżałem tak jakąś godzinę ciągle płacząc. A ja
myślałem, że może on wcale nie jest taki zły!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz